Pewnego ranka Emeryt Protazy zbudził się wcześniej niż zwykle. Jego nastrój zakłócał jakiś dziwny, niewielki, ale ćmiący ból. Nieco zaspany emeryt, powoli otwierając oczy, usiłował ustalić źródło tej wybitnie niekomfortowej sytuacji. Okazało się, że przyczyną bólu jest jeden z jego dwóch naturalnych zębów, które jakimś cudem ocalały przed niszczycielskim działaniem czasu w jego jamie gębowej zdominowanej teraz przez protezy. Zaniepokojony emeryt powoli podniósł się na łóżku. Myślał, że może w czasie snu przygniótł sobie ten ząb i dlatego go boli. Jego naiwne nadzieje na szybkie minięcie dolegliwości okazały się płonne. Ból nadal nie ustępował. Z każdą chwilą stawał się coraz bardziej dokuczliwy. Emeryt uświadomił sobie, że to ząb, który był plombowany przed prawie dwudziestu laty. Od tamtej pory szczęśliwie nic się nie działo, nie musiał więc odwiedzać gabinety stomatologicznego. Było to o tyle korzystne, że od wczesnego dzieciństwa panicznie bał się dentystów, a wydarzenia z nimi związane były jednym pasmem udręk i cierpień. Gdy wypadła mu większość zębów i wprawił sobie sztuczne szczęki, myślał, że będzie mógł się cieszyć życiem i z ulgą omijać przychodnie stomatologiczne. Niestety, zachowały się jeszcze te dwa nieszczęsne naturalne zęby. Protazy próbował za wszelką cenę uniknąć kłopotliwej wizyty u dentysty. Dlatego najpierw zastosować metody domowe. Jak można było przewidzieć, jego zabiegi z pastą do zębów i szałwią okazały się pobożnym życzeniem, Nie dały one żadnych rezultatów. Przy każdej próbie dotknięcia zęba ból potęgował się. Po dwóch godzinach zmagań z bezdusznym wytworem natury ulokowanym na szczęce znękany cierpieniem Protazy uznał, że mimo czekających go nieciekawych przeżyć, będzie musiał zmierzyć się z czekającym go wyzwaniem, jakim jest wizyta u dentysty. Oczywiście, jako człowiek ambitny, nie chciał przed stomatologiem zaprezentować się jako zbolały, przygarbiony staruszek. Elementem, który poprawiał jego wizerunek, był niewątpliwie tradycyjny strój wizytowy, czyli trzydziestoletni garnitur, różowa koszula i niebieski krawat w zielone grochy oraz buty na skórzanym obcasie. Pojękując z bólu Protazy powoli założył wszystkie części stroju i wolnym krokiem wyszedł z domu w kierunku przychodni stomatologicznej. Na szczęście nie miał daleko i już po paru minutach znalazł się w recepcji przychodni.
-Słucham pana, w czym mogę pomóc ? – spytała recepcjonistka.
-Jeśli pani może pomóc, to chciałbym powiedzieć, że boli mnie ząb i prosiłbym o jak najszybszy kontakt ze stomatologiem.
-Czy pan był z kimś umówiony na wizytę ?
– kontynuowała recepcjonistka,
-Ależ skąd ! – zniecierpliwił się Protazy – Kto planuje ból zęba ? Sam pojawia się niespodziewanie.
-No dobrze
– stwierdziła recepcjonistka – czy jest pan u nas zarejestrowany ?
-Nie wiem, bo nie byłem u państwa od prawie dwudziestu lat,
-To niedobrze
– rzekła recepcjonistka – trzeba dbać o swoje zęby.
-A o co tu dbać, proszę pani, jak się ma tylko dwa swoje zęby i to w dodatku zaplombowane. Reszta to protezy. Zresztą w moim wieku to normalne.
-Niestety, nie widzę pana w naszym systemie. Proszę o podanie danych, muszę założyć panu kartę pacjenta
– kontynuowała recepcjonistka.
Emeryt wyrecytował żądane informacje, przedkładając równocześnie legitymację emerytalną.
-No dobrze, jest pan w systemie, panie Protazy z protezami – uśmiechnęła się ironicznie recepcjonistka.
-Proszę pani, mnie boli ząb, a pani sobie robi żarty – rzekł nieco rozdrażniony emeryt.
-Ależ proszę pana, to tylko taki mały żarcik, żeby dodać panu otuchy przed tym, co pana czeka. Od dwudziestu lat nie był pan u dentysty, więc taka wizyta może być dla pana szokiem – usprawiedliwiała się recepcjonistka.
-A co mnie czeka ? – spytał z trwogą Protazy – coś pani o tym wie ?
-Nie, nie chcę pana straszyć. Zresztą w tej chwili może pana przyjąć doktor Siekacz, a on na pewno panu krzywdy nie zrobi.
-Doktor Siekacz !
– pomyślał strwożony emeryt. Samo nazwisko już dobrze nie wróży.
W jednej chwili w wyobraźni Protazego pojawił się barczysty troglodyta z tasakiem w ręku, który bez opamiętania siecze po dziąsłach zgnębionych bólem pacjentów, aby ich jeszcze bardziej upokorzyć i dać ujście swym sadystycznym chuciom. Szalone myśli emeryta przerwał głos recepcjonistki:
-Proszę przejść pod gabinet numer 8. Tam przyjmuje doktor Siekacz, a ja za moment przyniosę pana kartę.
Emeryt, nie mając innych możliwości skutecznej walki z bólem udał się posłusznie pod wskazany gabinet. Uznał, że aby wygrać z bólem, trzeba najpierw stoczyć walkę z doktorem Siekaczem. Przed gabinetem czekały już dwie osoby. Protazy usiadł obok nich, ale wyobraźnia tworzyła przed nim przerażający wizerunek stomatologa. Oto przed nim stał prawie dwumetrowy kulturysta uśmiechający się niczym Frankenstein o dłoniach wielkich, jak bochny chleba, w których trzymał narzędzia tortur. Obok niego stała już przygotowana do działania piekielna maszyna gotowa przewiercić zęba na wylot razem z dziąsłem. Natrętne myśli tak zaprzątnęły mu głowę, że nie zauważył ani recepcjonistki, która po cichu wślizgnęła się do gabinetu i podała kartę Protazego, ani tego, że czekające przed nim dwie osoby już zostały załatwione i wyszły z gabinetu. Z zamyślenia wyrwał go głos doktora Siekacza:
-Zapraszam pana do gabinetu.
Protazy aż podskoczył z wrażenia. To już ta chwila ! Niech się dzieje, co chce – pomyślał i na glinianych nogach wszedł do gabinetu. Przywitał go niewysoki i szczuplutki starszy jegomość z siwą bródką i resztkami równie siwych włosów na głowie, Twarz miał dość sympatyczną i dobrotliwą, co w ogóle nie pasowało do stworzonego w wyobraźni emeryta wizerunku stomatologicznego potwora.
-Proszę, niech pana siada na fotelu – zachęcał doktor Siekacz.
Mile zaskoczony przyjaznym wyglądem dentysty Protazy zapomniał o strachu i żwawo skorzystał z propozycji doktora, lokując się wygodnie na miejscu egzekucji.
Po wysłuchaniu przyczyny wizyty emeryta doktor Siekacz obejrzał ząb zawyrokował:
-No tak, sprawa jest prosta. Trzeba rozwiercić plombę, bo pod nią zebrały się gazy, które uciskają na nerw. Stąd ten ból. Ale zanim zajmiemy się zębem, to proszę wyjąć protezy z ust. Emeryt posłusznie wyjął obydwie protezy i poczuł w jamie gębowej ogromny luz. Brak ich powodował, że Protazy zaczął seplenić.
-Plosę pana doktola, cy to będzie bolesne ? – zapytał z niemałym wysiłkiem.
-Coś tam pan poczuje, ale teraz, dzięki nowoczesnym maszynom szybkoobrotowym borowanie nie jest takie straszne – pocieszał emeryta doktor Siekacz.
Borowane ! To przerażające słowo znów wywołało zamęt w myślach Protazego. Już wyobrażał sobie młot pneumatyczny, który trząsł nim z potworną siłą, a jego wątłe, emerytalne ciało aż podskakiwało na fotelu. Rozmyślania Protazego przerwało rozpoczęcie zabiegu przez dentystę, Poprosił emeryta o otwarcie ust i wprowadził metalowy przewód z groźnie wyglądającym jego zakończeniem w okolice bolącego zęba. Gdy doktor uruchomił wiertarkę i wtopił wiertło w plombę zęba, Protazym wstrząsnęły drgawki na całym ciele, Poczuł, jakby jakiś spadający na dół samolot wydawał z siebie tragiczne dźwięki silników zwiastujące zbliżającą się katastrofę.
-Dlaczego pan tak podskakuje ? – zdziwił się doktor Siekacz. Przecież ja zaledwie nieco naruszyłem plombę. Do jej przewiercenia jeszcze sporo brakuje. Musi pan być cierpliwy.
-To jeszcze nie koniec ? – pomyślał przerażony emeryt. Jeśli to ma jeszcze trwać, to czeka mnie nie tylko przeżycie katastrofy samolotu, ale chyba wybuch bomby atomowej, który unicestwia wszystko na swej drodze,
Doktor Siekacz nie pytał już o dalsze odczucia Protazego, tylko wykonywał to, co normalnie robi w takim przypadku każdy stomatolog. Protazy atakowany gwałtownymi ruchami wiertła przeżywał katusze porównywalne z torturami nieszczęśnika zakutego w dyby. Nie spodziewał się, że do zwykłego uleczenia zęba potrzebne są tak dramatyczne procedury. Po dwudziestu minutach szaleństw doktora Siekacza zdemolowany emeryt usłyszał zbawienne słowa:
-No dobrze, to właściwie wszystko. Założyłem panu nową plombę. Teraz będzie miał pan spokój przez jakiś czas.
Protazy podziękował doktorowi i mocno wyeksploatowany niepewnym krokiem wyszedł z przychodni. Był tak ogarnięty emocjami, że nawet nie myślał o bólu, który cudownie ustąpił. Zmęczony, ale usatysfakcjonowany Protazy powrócił do domu. Pomyślał jedynie:
No to mam z tym zębem spokój. Oby tylko nie odezwał się ten drugi z moich zębów, które mi pozostały.