Emeryt Protazy spędzał większość czasu w zaciszu swego mieszkania, nie bardzo więc interesował się tym, co się dzieje poza jego czterema ścianami, Od czasu do czasu nachodziły go jednak odkrywcze myśli, które skłaniały Protazego do opuszczenia swego azylu. Pewnego dnia emeryt , jak zwykle, siedział sobie wieczorem, oglądając program telewizyjny i popijając tradycyjną herbatę, którą w ramach oszczędności zaparzał co dwa dni. W pewnym momencie uświadomił sobie, że oprócz mieszkania ma jeszcze piwnicę. Nie korzystał z niej od kilkunastu lat, więc już prawie o niej zapomniał. Postanowił więc wybrać się tam, aby ustalić, w jakim stanie znajduje się ta podziemna część jego włości. Następnego dnia rano zszedł ostrożnie po schodach i wolnym krokiem (z uwagi na słabe oświetlenie) zaczął przemieszczać się długim korytarzem w kierunku swojej piwnicy. Na szczęści znalazł w mieszkaniu klucz, który od lat leżał w kącie i zdążył się pokryć rdzawym nalotem. Przyszedł do drzwi swojej piwnicy . Trochę musiał się zmagać z licznymi pajęczynami, które przedsiębiorcze owady zdążyły upleść na ażurowych powierzchniach drzwi. Usunąwszy te pajęczyny, włożył klucz do kłódki, ale za nic w świecie nie mógł jej otworzyć. Klucz tkwił uparcie w jej otworze i nie sposób było go obrócić. Zdesperowany emeryt już chciał wracać do mieszkania po jakiś smar, aby umożliwić przekręcenie się klucza w zamku, ale przypadkowo pociągnął za kłódkę, a ta … otworzyła się, Protazy domyślił się, że ktoś musiał wcześniej manipulować przy zamku i otworzyć piwnicę. Po otwarciu drzwi Protazy zajrzał do wnętrza. Kłębiły się tam dawno nie używane przedmioty: jakieś stare, pociemniałe od kurzu butelki, przerdzewiałe blaszane wiadro z częściowo odpryśniętą farbą, parę drewnianych desek ze sterczącymi gdzieniegdzie zadrami. Była też nieużywana od lat lampa naftowa (dobrze, że bez nafty, bo stwarzałoby to poważne zagrożenie pożarowe). Emeryt natknął się również na kilka słoików z przetworami pamiętającymi zbiory owoców sprzed co najmniej piętnastu lat. Wszystkie przedmioty przykryte były delikatnym woalem pajęczyn dostojnie zwisającym aż do ziemi ze starego, krzywego stolika, na którym stały wyżej opisane eksponaty piwnicznego „muzeum”. Protazy przyglądał im się przez dłuższą chwilę i stwierdził, że właściwie nic dramatycznego się nie wydarzyło. Skoro nie zaglądał tu od kilkunastu lat, to wygląd piwnicy jest jak najbardziej uzasadniony. Wpatrywał się jeszcze w mroczne wnętrze pomieszczenia piwnicznego, gdy nagle zauważył, że w kącie na tylnej ścianie coś się poruszyło i jednocześnie coś zabłysło, jak oczy jakiegoś zwierzęcia. Nie miał przy sobie latarki, więc w niezbyt jasno oświetlonym pomieszczeniu nie mógł zidentyfikować tego tajemniczego przedmiotu. Jednocześnie w tej samej chwili przypomniał sobie, że wczoraj w telewizji słyszał komunikat o zniknięciu pytona z jednego z mieszkań w pobliskiej okolicy. Od razu przyszła mu do głowy myśl, że to pewnie ten pyton zakradł się do jego piwnicy i przez nikogo nie niepokojony pewnie się układa do snu. Ogarnięty tą koszmarną myślą przestraszony emeryt zamknął prowizorycznie drzwi swojej piwnicznej komórki i wybiegł w górę po schodach na parter. Udał się zaraz do mieszkania dozorcy. Zadzwonił parę razy do jego drzwi. Na ostry dźwięk dzwonka drzwi się zaraz otworzyły i stanął w nich lekko zaspany dozorca.
-O co chodzi ? – spytał flegmatycznym głosem.
-Proszę pana, proszę pana – mówił rozemocjonowanym głosem Protazy – w mojej piwnicy jest pyton !
-Tak ?
– zdziwił się dozorca, nie wykazując ani odrobiny paniki – a skąd tam się mógł wziąć ? Wszystkie okienka piwniczne są zamknięte , więc mógł wejść tylko przez główne drzwi do budynku. Tylko wtedy pewnie by go ktoś zauważył.
-A może wszedł nocą, kiedy wszyscy spali – kontynuował Protazy.
-Jak to nocą ? Sądzi pan, że zapukał, ktoś grzecznie otworzył i zaprosił do piwnicy ? – odpowiedział ironicznie dozorca.
-Ja nie wiem, jak to się stało. Może by pan ze mną poszedł do piwnicy, to we dwóch łatwiej by nam było ustalić, co tak naprawdę tam się kryje – nalegał Protazy.
-No dobrze – bez entuzjazmu odpowiedział dozorca – zaraz wezmę latarkę i pójdziemy.
Po chwili obydwaj zeszli do piwnicy i wkrótce znaleźli się przed komórkę Protazego
-No, gdzie ma pan tego pytona ? – spytał dozorca.
-Proszę tam poświecić, w ten kąt przy ścianie – rzekł Protazy.
Dozorca skierował latarkę w miejsce wskazane przez emeryta i faktycznie dostrzegł jakieś świecące się ślepia na tle śliskiego, błyszczącego i mocno wydłużonego ciała.
No, chyba miał pan rację – odpowiedział już poważnym głosem dozorca – w tej sytuacji musimy wezwać pomoc. Proszę pójść ze mną do mego mieszkania. Zaraz zadzwonię do straży pożarnej.
Wkrótce znaleźli się w mieszkaniu dozorcy, który zadzwonił na numer alarmowy. Dyżurny odebrał telefon. Powiedział, że przyślą odpowiednią załogę, ale zaznaczył, że do tego będzie potrzebny weterynarz i właściciel mieszkania, z którego prawdopodobnie wymknął się pyton. Niestety, straż pożarna nie dysponowała informacjami na temat danych ani weterynarza, ani domniemanego właściciela pytona. Cóż mogli począć dozorca i Protazy ? Zadzwonili do telewizji, aby nawiązać kontakt z redaktorem, który ogłosił wiadomość o zaginięciu pytona. Pani, która odebrała telefon, stwierdziła, że dane właściciela pytona podlegają ochronie zgodnie z obowiązującą ustawą i ewentualny kontakt z tą osobą wymaga obecności policji. Dozorca i Protazy musieli więc wykonać kolejny telefon. Tym razem na komendę policji. Oficer dyżurny posterunku zaoferował pomoc, ale musiałby dane właściciela pytona uzyskać z telewizji, bo nikt na komendzie nie zna szczegółów. Zaproponował, aby obydwaj panowie przyszli natychmiast na komendę, skąd wspólnie pojadą służbowym policyjnym samochodem do telewizji. Protazy spojrzał na siebie i nie był zachwycony swym widokiem, Do piwnicy wyszedł ubrany w mocno wysłużony dres, który po tej wizycie zdążył się mocno zakurzyć, a na dodatek miał jeszcze w paru miejscach wiszące kawałki pajęczyny.
Bardzo przepraszam, – rzekł do dozorcy Protazy – pozwoli pan, że pójdę na chwilę do mieszkania, żeby się przebrać.
-No dobrze, tylko szybko, bo ten pyton nam jeszcze gdzieś ucieknie i znów będziemy musieli wszystko zacząć od początku – odpowiedział dozorca.
Protazy uświadomił sobie, że za chwilę będzie miał do czynienia z poważnymi instytucjami publicznymi, więc musi jakoś wyglądać. I tu, jak zwykle, środkiem zaradczym było jego uniwersalne ubranie: trzydziestoletni garnitur, różowa koszula i niebieski krawat w zielone grochy, a na dodatek buty na skórzanym obcasie, Protazy szybko zmył z rąk resztki piwnicznych pozostałości, przywdział wyjściowy strój i już po chwili ponownie zadzwonił do drzwi dozorcy.
-Jestem gotów, możemy iść – rzekł emeryt.
-Gdzie pan się tak wystroił ? – spytał zdziwiony dozorca – Przecież nie idziemy na akademię pierwszomajową…
-Ale wie pan..
– tłumaczył lekko zmieszany Protazy – no jakoś muszę wyglądać.
Dozorca nie komentował już dłużej stroju emeryta i obydwaj udali się do pobliskiego posterunku policji.
-A, to panowie dzwonili – przywitał ich oficer dyżurny – zaraz poproszę tu kolegę, to pojedzie z panami do budynku telewizji.
W ciągu kilku minut trzech osobników mknęło już ulicami miasta w szaro-niebieskim aucie z napisem „Policja. Po wejściu do budynku telewizji skontaktowali się z redaktorem, który ogłosił informację o zaginięciu pytona.
-Znaleźli panowie tego gada ? To świetnie. Słyszałem, że poszukują panowie kontaktu z właścicielem. Ja mam te dane, ale właściciel zastrzegł, że mogę je wykorzystywać tylko do osobistych kontaktów z nim. Możemy więc pojechać do niego, ale ja muszę przy tym być. Problem jest tylko taki że za pięć minut mam nagranie, więc będę wolny gdzieś za około trzy kwadranse, Wiadomość ta niezbyt uradowała pozostałych trzech poszukiwaczy właściciela.
Ale co mogli zrobić ? Tylko czekać, aż redaktor skończy nagranie. Protazy w pewnym momencie zauważył, że brakuje tu jeszcze strażaków i weterynarza. Wspólnie więc z redaktorem we czwórkę usiłowali nawiązać kontakt z brakującymi osobami z tego całego towarzystwa. Akcję zainicjował redaktor, który dysponował najlepszymi kontaktami. Wykonał dwa telefony do weterynarza i straży pożarnej. Spytał Protazego o adres. Ten natychmiast go ujawnił, nie zasłaniając się absurdalnymi, jego zdaniem, przepisami. Nie widział bowiem powodu, aby utajniać miejsce swego zamieszkania. Zresztą, gdyby tego nie zrobił, to pewnie uczyniłby to dozorca. A w ogóle to przecież nie dotarliby do piwnicy, w której mógł się ukrywać poszukiwany pyton. Dysponujący niezbędną informacją redaktor poprosił weterynarza i straż pożarną o przybycie pod wskazany adres. Akcja zaczęła nabierać rumieńców, Teraz już do budynku, w którym mieszkał Protazy, jechało pięć pojazdów: samochód policyjny, auto redaktora, drugie auto z ekipą filmową, straż pożarna i samochód weterynarza. Po kwadransie wszystkie pojazdy znalazły się przed budynkiem docelowym. Zaciekawieni lokatorzy powychodzili ze swych mieszkań lub wyglądali przez okna. Każdy chciał się dowiedzieć, co się stało. Skąd tyle zamieszania ? Zresztą, widok wśród dużej grupy osób Protazego w reprezentacyjnym stroju od razu oznaczał, że musiało się wydarzyć coś niezwykłego. W tym czasie cała ekipa, która przybyła na miejsce, udała się do piwnicy. Strażacy mieli najpierw sporo zajęcia zanim dotarli do poszukiwanego okazu. Nie byli zachwyceni usuwaniem zakurzonych i pokrytych pajęczyną przedmiotów, W końcu znaleźli zwiniętego w kłębek węża, który był dziwnie ospały i bez oporu dał się schwycić, Może światło z latarek, jakie strażacy skierowali w jego stronę oślepiło go i zdezorientowało. Redaktor, który stanął z boku, skontaktował się jeszcze telefonicznie z właścicielem pytona, prosząc go o przybycie pod podany adres wprost do piwnicy. Gdy strażacy chowali schwytanego pytona do pojemnika, zjawił się właściciel, który rozpoznał swojego pupila. Wszystko to nagrywała dyskretnie ekipa filmowa. Strażacy i policjant poradzili tylko Protazemu, że wskazane byłoby zlikwidowanie w piwnicy takiego bałaganu i pospiesznie oddalili się wraz z pozostałymi członkami całego zgromadzenia. Protazy nie myślał jednak o porządkach. Musiał najpierw zdjąć reprezentacyjny strój, żeby za bardzo się nie ubrudził, Przebrał się ponownie w sfatygowany dres. Ogarnęło go poczucie wstydu, że wszyscy widzieli tak mało ciekawą zawartość jego piwnicy. Pieczołowicie powynosił wszystkie niepotrzebne i stare przedmioty ma śmietnik. Utrudzony tą nieplanowaną pracą powróciło do mieszkania, umył się i przygotował sobie standardową wieczerzę, czyli herbatę i wafelka, i, jak zawsze, zasiadł przed telewizorem, by o stałej porze obejrzeć wiadomości. W pewnej chwili zobaczył na ekranie twarz znajomego redaktora, który informował o znalezieniu pytona. Wspomniał też o poświęceniu niejakiego pana Protazego. Jego wypowiedź ilustrował krótki filmik nagrany w piwnicy, w którym przewinęła się postać emeryta. Protazy nie posiadał się z radości. Mimowolnie stał się znaną osobą , którą na ekranie oglądały tysiące telewidzów. Protazy unikał jednak rozgłosu i po chwili euforii przyszło opamiętanie.
Jak ja teraz pokażę się na ulicy ? – rozmyślał – Przecież wszyscy będą się na mnie patrzyli. Trudno będzie wytrzymać ich spojrzenia. Znów mój spokój będzie zakłócony.
W miarę jednak oglądania dalszych wiadomości, popijania herbaty i zagryzania wafelka Protazego ogarniało coraz bardziej uczucie odprężenia i relaksu. Po upływie pół godziny wyłączył telewizor, umył szklankę i wyczerpany takimi nieoczekiwanymi wydarzeniami pogrążył się w marzeniach sennych.