Emeryt Protazy mieszkał na parterze w dziesięciopiętrowym bloku od ponad trzydziestu lat. Wydaje się nieprawdopodobne, ale przez ten cały okres nie miał okazji, aby bywać na jakimkolwiek piętrze. Sąsiadów znał tylko z widzenia. U nikogo nie bywał. Nie miał więc powodu, aby przemieszczać się po piętrach. Pewnego razu postanowił jednak poznać nowe dla niego obszary bloku. W tym celu wyszedł na korytarz i zaplanował sobie podróż widną na najwyższe piętro. Wkrótce nadarzyła się okazja do rozpoczęcia tej egzotycznej dla Protazego podróży. Właśnie zjechała z góry pusta winda. Protazy wszedł do niej i przycisnął guzik oznaczający ostatnie, dziesiąte piętro budynku. Czekała go niecodzienna podróż przez dziesięć pięter. Dla innych mieszkających powyżej parteru była to codzienna, rutynowa droga z góry na dół i z powrotem. Dla Protazego stanowiło to jednak wyzwanie. Zaraz zrodziły się u niego dręczące myśli. Co się stanie, jeśli kogoś spotka po drodze ? Czy ten ktoś nie będzie zdziwiony obecnością emeryta na nietypowym dla niego obszarze ? Może pomyśli, że coś musiało się stać. A może coś węszy, podejrzewa, myszkując po piętrach ? Takie myśli znacznie zakłóciły spokój Protazego, który rozpoczął podróż z mocno bijącym sercem, Winda ruszyła z miejsca. Pokazała pierwsze piętro, drugie, trzecie i nagle zatrzymała się. Protazy poczuł ostre szarpnięcie. Winda stanęła pomiędzy piętrami. Emeryt zaczął nerwowo przyciskać wszystkie guziki, ale to nic nie dawało. Winda tkwiła niewzruszenie zawieszona w wysokim szybie, jak ptak w powietrzu. Protazy zaczął pukać w ściany, ale ta czynność była raczej z góry skazana na niepowodzenie. Akurat dochodziła godzina dziesiąta. Był dzień powszedni. Większość bohaterów była w pracy, w szkole, tak więc potencjalnych pasażerów, których zaniepokoiłby los stojącej w szybie windy, praktycznie nie było. Poza tym obok funkcjonowała druga winda, z której każdy by z pewnością skorzystał w pierwszej kolejności, nie myśląc nawet, co się dzieje z tą pierwszą. Protazy tkwił uwięziony w zakleszczonej windzie bez szans na uwolnienie się samodzielne z tej pułapki. Musiał liczyć na pomoc innych. Problem polegał na tym, że w pobliżu nie było nikogo, kto by usłyszał jego krzyki. Początkowo faktycznie zaczął krzyczeć, ale po paru minutach ochrypł i zrozumiał, że to nic nie da. Wodził bezradnie wzrokiem po panelu z przyciskami oznaczającymi numery pięter. Nagle spostrzegł, że u dołu znajduje się czerwony przycisk z napisem „Alarm”. Ciekawe, że od razu go nie dojrzał. Czym prędzej nacisnął więc na niego, będąc przekonany o szybkim nadejściu pomocy. Problem polegał tylko na tym, że przycisk ten był połączony z mieszkaniem dozorcy, który akurat wyszedł z mieszkania na zewnątrz budynku, żeby zgrabić liście i papiery porzucone przez ludzi lub przywiane przez wiatr na pobliskim chodniku. Mijały minuty, a sytuacja nie ulegała zmianie. Zniecierpliwiony Protazy zaczął mieć do siebie pretensję za tak pochopną i lekkomyślną decyzję o podróży windą. Żeby jeszcze pojechał w godzinach popołudniowych, gdzie większość lokatorów jest w domu. Wtedy pewnie łatwiej znaleźć można byłoby kogoś, kto zainteresowałby się zatrzymaną windą. Z drugiej strony Protazy, nie chcąc za bardzo rzucać się w oczy, jako człowiek skromny i skryty, podświadomie wybrał porę, gdy w budynku prawie nikogo nie ma. Cóż począć w tym zamkniętym ze wszystkich stron pudełku ? Wszystkie możliwe próby wydostania się z windy okazały się nieskuteczne. Zaczął najpierw liczyć. Doliczył do dwustu, ale szybko przestał. To przecież nic nie da. Nie przyspieszy nadejścia pomocy, nie zmieni obecnej sytuacji. Po paru minutach Protazy zaczął wypełniać czas rozmyślaniem o minionych latach. Zwłaszcza o pracy, która wypełniała większość dnia. W wyobraźni przeżywał jeszcze raz te wszystkie sceny, jakie zachowały się w jego pamięci. Gdy już zakończył swe wspomnienia z przeszłości, zaczął z kolei myśleć o przyszłości. Szybko jednak porzucił te zamiary. Po co ma myśleć o przyszłości, skoro ona jest niepewna. Co tu można planować, jeśli siedzi się w zakleszczonej windzie bez szans na wyjście z niej. Może nawet będzie tu trwać do końca życia. Nie wiadomo tylko, ile do tego końca zostało. Coraz bardziej cenił swoje mieszkanie, które było dla niego oazą spokoju i relaksu. Zdawał sobie coraz bardziej sprawę z tego, że został stworzony do prowadzenia stałego, regularnego trybu życia o tym samym rozkładzie dnia, te same pory posiłków, te same godziny do robienia zakupów, te same pory słuchania radia i oglądania telewizji. To dawało mu gwarancję wewnętrznego spokoju i stabilizacji. Ilekroć decydował się na jakieś odstępstwo od ustalonego trybu życia, to każde z nich nieciekawie się kończyło, choć ze szczęśliwym dla niego zakończeniem. Teraz jednak limit szczęścia się wyczerpał. Nie widział żadnej możliwości szczęśliwego finału sytuacji, w jakiej się znalazł. Tymczasem dozorca zakończył porządki i wrócił do mieszkania. Na szczęście miał zamontowany rejestrator alarmów windowych. Urządzenie to akurat było sprawne i wydawało z siebie cichy sygnał dźwiękowy informujący o uruchomionym alarmie. Dozorca szybko się zorientował, że coś się stało z jedną z wind. Wyszedł na klatkę schodową i zaraz zorientował się, że ta winda w ogóle nie funkcjonuje. Zaczął więc wchodzić po schodach w górę. Gdy dotarł do trzeciego piętra, zobaczył przez szybkę w drzwiach windy, że stoi ona pomiędzy piętrami, a w niej widać czyjeś nogi, wykonujące dość nieskoordynowane ruchy. Dozorca zorientował się, że sytuacja wymaga natychmiastowej interwencji. Zadzwonił zaraz do serwisu wind. Po pół godzinie zjawiło się dwóch osobników, którzy podjęli wysiłki w celu uruchomienia windy. Uwięziony pomiędzy piętrami Protazy usłyszał dochodzące odgłosy rozmów i nabrał pewności, że ktoś wreszcie zaczyna interesować się jego niefortunną sytuacją. Akcja serwisantów zaczęła wywoływać zaciekawienie lokatorów, którzy zebrali się w sporej grupie tuż przy drzwiach windy. Próby serwisantów nie poszły na marne. Po kliku minutach winda wydała z siebie zgrzytliwy pomruk i z lekkim szarpnięciem ruszyła z miejsca, zatrzymując się dokładnie na wysokości drzwi windowych, co umożliwiało jej skuteczne opuszczenie. Po chwili w otwartych drzwiach oczom dozorcy, serwisantów i grupy lokatorów ukazała się przestraszona i pobladła twarz Protazego, który chwiejnym krokiem wyszedł z windy. Zdołał tylko wyszeptać : „ Dz… dziękuję bardzo”, po czym zaczął niepewnie schodzić po schodach na parter, Oczywiście zgromadzeni lokatorzy nie mogli sobie odmówić komentarzy. Celowała w tym zwłaszcza pewna otyła, niemłoda niewiasta, która spędzała wolny czas na obserwowaniu innych mieszkańców i plotkowaniu na ich temat.
– To ten emeryt z parteru – stwierdziła – po co on tu jechał windą ?
– Jaki miał w tym interes ? Przecież on stale przebywa na parterze.

Słuchając tych komentarzy pozostali zgromadzeni kwitowali to milczeniem i wzruszeniem ramion, bo też nie mogli znaleźć racjonalnych powodów tej niezwykłej podróży emeryta. Tymczasem Protazy dotarł do swego ulubionego mieszkania, gdzie priorytetowym celem była wizyta w łazience.