Emeryt Protazy, jak przystało na konserwatystę, nie miał telefonu komórkowego, Posiadał za to telefon stacjonarny, który zresztą bardzo rzadko się odzywał, Protazy nie prowadził życia towarzyskiego, nie udzielał się w szerokich kręgach publicznych, Był więc osobą anonimową. Nic zatem dziwnego, że gdy pewnego dnia telefon zadzwonił, wywołał u emeryta niekłamane zdziwienie. Mocno podenerwowany Protazy drżącą ręką podniósł słuchawkę i wydusił z siebie stłumionym głosem:
Halo
Dzień dobry, wujku – usłyszał dziwny głos z drugiej strony.
A kto mówi ? – spytał podejrzliwym głosem Protazy, obawiając się jakiegoś podstępnego prowokatora, który mógłby wyciągnąć od nieświadomego emeryta jakieś tajne dane osobiste lub próbować wyłudzić pieniądze.
To ja, Wacuś – zabrzmiała odpowiedź w telefonie.
Wacuś ? – zdziwił się Protazy, usiłując w panice przypomnieć sobie kogoś z rodziny o tym imieniu. Faktycznie, jego brat, który mieszkał w innym mieście, miał syna o tym imieniu.
A co się stało, że dzwonisz ? – kontynuował rozmowę emeryt.
– Tata mi kazał zadzwonić. Chciałby, abyś nas odwiedził. Nie może zaprosić cię osobiście, bo ma zapalenie gardła i ledwo szepcze.
No dobrze – rzekł oszołomiony Protazy – ale kiedy miałbym przyjechać ?
Może za dwa dni – odpowiedział Wacuś – do tego czasu tata powinien się wyleczyć.
W porządku, przyjadę – odpowiedział bez zastanowienia Protazy i odłożył słuchawkę.
Gdy ochłonął, jego głowę wypełniły dręczące myśli uświadamiające mu znaczące zakłócenie w jego stabilnym, uregulowanym życiu. Oto musiał opuścić swoje mieszkanie, te cztery znajome ściany, który od lat codziennie widział, i przenieść się w nowe otoczenie, w którym przebywał jego brat z rodziną. Gdy do tego dodamy konieczność podróży pociągiem przez około dwóch godzin, to można sobie wyobrazić, w jakim nastroju znalazł się wyprowadzony z równowagi emeryt.
Po co się godziłem na ten wyjazd ? – pytał siebie Protazy – przecież mógłbym odmówić i tkwić spokojnie w stałym miejscu zamieszkania, a nie włóczyć się gdzieś po świecie.
Skoro jednak potwierdził przyjazd, to musiał pilnie podjąć przygotowania do tej wyprawy. Zaraz więc otworzył szafę, z której wyjął nie noszone od dawna spodnie oraz sweter, który też rzadko używał. Na szczęście, dbałość o systematyczne wietrzenie mieszkania pozwoliła uniknąć mu moli, dla których taka odzież stanowiłaby niewątpliwie łakomy kąsek. Wyjął też stojące cierpliwie od dłuższego czasu we wnętrzu szafy pantofle, od których unosił się jeszcze słaby zapach pasty. Po przygotowaniu ubioru stwierdził, że nie wypada jechać z pustymi rękami. Z dawnych czasów pamiętał, że brat jego był smakoszem kiełbasy krakowskiej. Protazy wywnioskował więc, że przywiezienie takiego przysmaku na pewno sprawiłoby bratu dużą przyjemność. W tym celu emeryt udał się do sklepu. Gdy wszedł, zobaczył długie laski kiełbasy krakowskiej wiszące na hakach stoiska wędliniarskiego.
Nie przywiozę przecież kilku plasterków – rzekł do siebie Protazy – wypada przywieźć mu całą laskę.
Dokonawszy tak okazałego zakupu, emeryt wrócił do domu. Dokładnie obejrzał zakupiony towar, ale stwierdził, że kiełbasa ta jest dość miękka. Bał się, że w ciągu dwóch dni może mu się popsuć. Pomyślał, że lepiej byłoby ją nieco podsuszyć.
Jakie tu wybrać przewiewne miejsce ? – to pytanie dręczyło emeryta przez następne dwie godziny.
Po długim namyśle zdecydował, że powiesi kiełbasę pod żyrandolem, Stamtąd już blisko do okna, a pod sufitem jest najlepsza cyrkulacja powietrza. Jeśli więc otworzy okno, co było uzasadnione w panującej właśnie letniej porze, to wtedy kiełbasa się idealnie ususzy i z pewnością nic nie straci ze swej jakości. Protazy wspiął się więc na nieco trzeszczące już, wiekowe krzesło i skutecznie powiesił kiełbasę tuż pod żyrandolem, która, zwisając, jak gruba pałka do dołu, tworzyła dość oryginalną ozdobę. Nadszedł dzień wyjazdu. Zdenerwowany do granic równowagi emeryt w pośpiechu zakładał przygotowane uprzednio ubranie i czym prędzej udał się na dworzec kolejowy. Tam, targany emocjami, w jakiś niewytłumaczalny sposób, jakby był w transie, dokonał skutecznego zakupu biletów i nawet bez kłopotów odnalazł właściwy peron. Na szczęście pociąg składał się z wagonów tradycyjnych z przedziałami, co zaoszczędziło Protazemu zderzenia się z nowinkami cywilizacyjnymi funkcjonującymi na przykład w pociągu typu Pendolino. Pobyt u brata trwał niecałe dwa dni, gdyż każda chwila nieobecności emeryta we własnym mieszkaniu wpływała negatywnie na stan jego równowagi psychicznej. Nadeszła wreszcie chwila ulgi, gdy mógł znów wejść w tak bliskie mu cztery ściany. Zmęczony podróżą Protazy szybko przygotował posłanie i zapadł w głęboki sen. Gdy wstał nowy świt i w mieszkaniu panował mroczny półcień, Protazy zbudził się wyzwolony z objęć Morfeusza. Tkwił tak przez dłuższą chwilę w rozbudzeniu, usiłując przenieść się w całości na jawę. Wodził zaspanymi jeszcze oczami po ścianach i nagle wzrok jego natknął się na długi, dość gruby przedmiot wiszący u żyrandola. Zimny pot i przerażenie ogarnęły emeryta, który znieruchomiał ogarnięty gwałtowną paniką.
Co to mogło się tam wspiąć ? – rozważał w myślach.
Czy to jakieś zwierzę ? Może to kot ? Ale przecież tak by nie zwisał ! Chyba nie szczur ani łasica! Zresztą skąd by tu się wzięły jakieś zwierzęta.
Przecież podczas jego nieobecności okno było zamknięte. Protazy leżał tak w łóżku dobre dziesięć minut, snując domysły na temat zagadkowego przedmiotu majaczącego się w półmrokach pokoju, do którego nie dotarły jeszcze promienie letniego słońca. Niebawem jednak światło dzienne wypełniło wnętrze mieszkania. Oczom Protazego ukazała się najzwyklejsza kiełbasa krakowska, tkwiąca dumnie pod żyrandolem. Przypomniał sobie wtedy, co się działo przed paroma dniami. Przecież sam osobiście tam ją wieszał, a w panice przedwyjazdowej zapomniał o przygotowywanym prezencie dla brata. Myślał teraz, co zrobić z zapomnianym upominkiem. Sam przecież jej nie zje, tym bardziej, że kiełbasa już trochę się podsuszyła, co było zbyt trudnym wyzwaniem dla zębów emeryta. Pozostawało mu zatem tylko jedno rozwiązanie. Musi wysłać bratu kiełbasę pocztą.