Emeryt Protazy dziwnym trafem nigdy nie był w wojsku, mimo że nie istniały żadne przeciwwskazania zdrowotne, aby taką służbę odbyć. W młodości z nieznanych bliżej przyczyn nie dostawał żadnych powołań do stawienia się, choćby w sprawach ewidencji, nie mówiąc już o jakichkolwiek ćwiczeniach, czy manewrach. Być może ktoś w ewidencji przez przypadek pomijał jego kartę i tak dziwnym zrządzeniem losu nigdy nie miał do czynienia z karabinem, kopaniem okopu, czy maszerowaniem krokiem defiladowym w czasie musztry,

Pewnego dnia okazało się, że jednak wojsko przypomniało sobie o nim. Protazy, wyjmując bieżącą korespondencję ze skrzynki pocztowej, znalazł kopertę z zagadkowym nadrukiem, gdzie na pieczątce, oprócz czerwonego orzełka, znalazł napis „Wojskowa Komenda Uzupełnień”. Emeryt był na tyle zszokowany, że natychmiast po wejściu do mieszkania otworzył kopertę. Po przeczytaniu pisma zbladł na twarzy, a ręce trzymające zagadkową korespondencję zaczęły intensywnie drżeć.

Oto okazało się, że Protazy wzywany jest na ćwiczenia wojskowe.

– To musi być nieporozumienie – mówił do siebie Protazy. Przecież emerytów nie powołuje się do wojska. Ktoś musiał się ewidentnie pomylić.

Protazy postanowił zatem wyjaśnić tę pomyłkę.

W dniu, w którym miał się stawić w komisji uzupełnień , rozpoczął przygotowania do tej niecodziennej wizyty. Uznał, że na tak odpowiedzialnym forum, jakim są władze wojskowe, musi się odpowiednio zaprezentować. Wyjął więc szafy swój reprezentacyjny strój, czyli trzydziestoletni garnitur, różową koszulę i zielony krawat w niebieskie grochy oraz buty na skórzanym obcasie.

Po chwili wziął ze sobą pismo powołujące go na ćwiczenia i udał się na spotkanie z urzędnikami wojskowymi, aby wyjaśnić, jego zdaniem, oczywiste nieporozumienie.

Przybył do budynku komisji uzupełnień, lecz zaraz został zatrzymany przez wartownika.

– Pan do kogo? – spytał stanowczym głosem wartownik.

– A ja…. odrzekł zdeprymowanym ostrym tonem wypowiedzi wartownika Protazy – ja w sprawie pisma, które otrzymałem. To z pewnością nieporozumienie, przecież …

-Zaraz, zaraz – przerwał wartownik. – nie tak szybko. Nie ja będę decydował, czy jest to nieporozumienie, czy nie. Proszę iść do pokoju nr 13.

Protazy już chciał wyruszyć, ale wartownik go ponownie zatrzymał:

– Gdzie pan tak pędzi? Proszę poczekać, muszę panu wypisać przepustkę. Proszę o dowód tożsamości.

Protazy podał dowód osobisty wartownikowi, który długo się przyglądał temu dokumentowi. Zapewne rzucił mu się w oczy rok urodzenia emeryta, który raczej nie kojarzył się z powołaniem do wojska. Znał jednak swoją rolę w hierarchii i wiedział, że to nie on jest od podejmowania decyzji co do wieku poborowych.

Wypisał więc przepustkę, wręczył ją Protazemu i wskazał ręką kierunek, w którym emeryt musiał się udać.

Protazy nie należał do ludzi przesądnych, toteż normalnie liczba „13” nie zrobiłaby na nim wrażenia. Okoliczności, w jakich się znalazł, zrodziły mu w głowie sugestię, że coś złego może się kryć pod tą liczbą. Jakże mogło być inaczej, skoro dostał wezwanie do stawienia się w komisji uzupełnień. Do tego doszła jeszcze nerwowa chwila u wartownika. Uważał więc, że będzie to ciąg dalszy niepowodzeń.

Emeryt szedł długim korytarzem i z ciężkim sercem stanął przed pokojem oznaczonym tym pechowym numerem. Nabrał powietrza w płuca i drżącą ręką zapukał do drzwi.

– Kto tam? – głos w tonie sugerującym niezłą przeprawę z rozmówcą.

– Kto tak puka niemrawo? Głośniej trzeba!

Protazy, posłuszny tej uwadze wypowiedzianej zza zamkniętych drzwi, zapukał ponownie, ale nieco głośniej.

– Wejść! – usłyszał w następnej chwili.

Protazy delikatnie uchylił drzwi, wszedł i stanął tuż za nimi. Naprzeciw niego przy biurku siedział oficer.

– Co to, panie poborowy, jest pan taki nieśmiały? Pan tu podejdzie bliżej! – kontynuował oficer. W jakiej sprawie pan przychodzi? Pewnie w sprawie powołania na ćwiczenia.

Protazy podał oficerowi pismo, które otrzymał i od razu zaczął wyjaśniać:

– Panie generale, ja chyba dostałem pomyłkowo to pismo – zaczął nieśmiało, lecz natychmiast oficer mu przerwał:

– Jaki generał? Co to pan poborowy nie zna stopni wojskowych? Ja jestem majorem. Przecież to widać na moim mundurze. Niech pan pokaże to pismo.

Protazy przekazał pismo majorowi, licząc, że za moment wyjaśni się sprawa nieporozumienia. Srodze się jednak mylił, bo w tym momencie major rzekł:

– No tak, mamy tu pana kartę i wynika z niej, że najlepiej będzie pana przydzielić do najbliższej jednostki, czyli jakieś 20 kilometrów stąd. Od jutra będzie tam pan przebywał na ćwiczeniach. To tylko trzy tygodnie, więc nie powinien pan narzekać.

-Ależ, panie majorze- tłumaczył Protazy – przecież ja jestem eme…

– Wiemy, wiemy, kim pan jest – odpowiedział major – nie musi pan się tłumaczyć. Zaraz wypiszę panu rozkaz wyjazdu do jednostki.

– Ależ, panie majorze, to ewidentne nieporozumienie – łamiącym się głosem odezwał się Protazy , usiłując desperacko szukać ratunku.

– Tak, tak – rzekł major – tu wszyscy, którzy przychodzą, mówią, że to nieporozumienie. Nie patrząc nawet na emeryta, wręczył mu rozkaz wyjazdu i od razu dodał:

– Żegnam pana. Odmaszerować!

Protazy przestraszony groźnym tonem głosu majora czym prędzej opuścił jego pokój, stanął na korytarzu oszołomiony, nie wiedząc, co począć ze sobą. Nie miał jednak żadnych szans nawet na dwa słowa komentarza. Major nie dał mu dojść do głosu i uznał sprawę za zakończoną. Nie pozostawało mu więc nic innego, jak tylko pojechać te 20 kilometrów do jednostki wojskowej.

Nazajutrz emeryt, już ubrany w zwykły, niereprezentacyjny strój wyruszył wcześnie z domu i po odnalezieniu właściwego autobusu udał się w podróż do jednostki. Akurat znalezienie jej nie było trudne, bo autobus tuż przy niej miał pętlę. Protazy wysiadł z autobusu i wszedł do wartowni. Wyjaśnił będącemu na służbie żołnierzowi, w jakim celu tu przybył, choć znów zastrzegł, że tu chyba znalazł się przez pomyłkę. Wartownik zażądał od Protazego okazania dowodu. Popatrzył na ten dokument i wykonał telefon do oficera odpowiedzialnego za nabór żołnierzy.

– Panie kapitanie – odezwał się do telefonu. Jest tu u mnie jakiś pan Protazy, ale nie bardzo mi się zgadzają dane.

– Nie mam teraz czasu – rzekł kapitan – jestem zajęty. Odeślijcie poborowego do sierżanta, to mu od razu wyda potrzebne rzeczy.

Zdziwiony wartownik zmuszony był do wykonania rozkazu, wypisał więc Protazemu przepustkę do sierżanta, który rezydował w sąsiednim budynku za wartownią. Po odnalezieniu sierżanta emeryt próbował ponownie wyjaśnić podejrzane, jego zdaniem, powołanie na ćwiczenia, ale sierżant odpowiedział krótko i konkretnie:

– Ja tam nic nie wiem. Dostałem rozkaz i muszę go wykonać. Mam wam wydać, poborowy, mundur i broń. Proszę iść ze mną do magazynu,

Protazy czuł się coraz bardziej zdesperowany. Zupełnie, jakby ktoś go wrzucił do jakiegoś wojskowego kołowrotka, z którego nie ma wyjścia. Po chwili był już z sierżantem w magazynie. Dostał wojskowy plecak, w którym znajdowały się wszelkie niezbędne przybory łącznie z mundurem i obuwiem. Wkrótce w ręku trzymał karabin, który wydal mu się bardzo ciężki i nieprzyjazny, bo w ręku taki przedmiot trzymał po raz pierwszy w życiu. Sierżant kazał mu się przebrać i zameldować u dowódcy kompanii, którym był porucznik w następnym budynku. Protazy jednak nie miał zamiaru zmieniać ubioru i po cichu, w obawie przed sierżantem, przemknął z plecakiem na karku i karabinem w ręku do następnego budynku, w którym znajdował się pokój porucznika.

– Kto tu pana przysłał? – zapytał energicznym tonem, widząc zgarbionego emeryta z plecakiem przytłaczającym wątły kark i karabin trzymany niefachowo w rękach.

– Proszę pana – rzekł błagalnym głosem Protazy – niech mnie pan uwolni z tej pułapki. Usiłuję wytłumaczyć, że jestem emerytem i na ćwiczenia trafiłem przez pomyłkę, ale nikt mnie nie chce słuchać.

Porucznik odpowiedział bez emocji:

– Nie moją rolą jest badać, czy emeryci mają być na ćwiczeniach, czy nie. Moim zdaniem, nie powinni, ale ja muszę wykonywać rozkazy przełożonych. Jeśli ktoś podjął taką decyzję, to widocznie tak musi być.

Protazy był bliski rozpaczy, gdy w tym momencie na biurku porucznika zadzwonił telefon.

– Tak, słucham – rzekł porucznik. Do uszu Protazego zaczęły dobiegać strzępy rozmowy:

– Czy jest? Tak, jest tu u mnie jakiś starszy osobnik. Nazywa się Protazy, zgodnie z przesłanym mi meldunkiem.

– Że co? Pomyłka w aktach? Że przez pomyłkę wyjęto z archiwum jego kartę?

No, dobrze, zaraz go odeślę.

Po rozmowie telefonicznej porucznik zwrócił się do Protazego:

– No, widzi pan, sprawa się wyjaśniła. Niech pan wraca do sierżanta i odda plecak i broń. Mieliśmy z komendy uzupełnień telefon, że faktycznie mylnie skierowano pana na ćwiczenia. Ktoś przypadkowo wyciągnął pana kartę z archiwalnej kartoteki i włożył ją pomiędzy karty właściwych poborowych.

Może pan wracać do domu.

Uszczęśliwiony Protazy wyszedł z budynku, w którym rezydował porucznik. Uskrzydlony tą wiadomością nie czuł ciężaru wojskowego wyposażenia. Oddał sprzęt sierżantowi i w ciągu następnego kwadransa znalazł się na pętli autobusowej. Zrelaksowany czekał na przyjazd pojazdu, którym mógł wreszcie powrócić do zacisznego mieszkania.