W czasie pełni lata trudno jest usiedzieć w domu. Nawet dla tak zatwardziałego domatora, jakim był emeryt Protazy, krajobraz rozkwitłej przyrody był pokusą nie do odparcia.

Pewnego słonecznego dnia uznał, że musi wreszcie wyjść ze swego skromnego mieszkania i mimo wysokiej temperatury postanowił wybrać się na obrzeża miasta i tam odetchnąć pełną piersią na łonie natury.

Miał tylko pewien dylemat odnośnie stroju. Z jednej strony, aby dotrzeć do obrzeży miasta musiał najpierw przejechać przez centrum. Wskazane było zatem założenie tradycyjnego stroju wyjściowego, czyli trzydziestoletniego garnituru, różowej koszuli, zielonego krawatu w niebieskie grochy lub niebieskiego w grochy zielone oraz butów na skórzanym obcasie. Z drugiej strony wysoka temperatura o spędzanie czasu w środowisku wiejskim nie uzasadniała zakładania takiego ubioru. Protazy myślał przez parę minut i ostatecznie zdecydował się na wariant mieszany. Założył tradycyjne ubranie, wybierając zielony krawat w niebieskie grochy, ale zamiast ciężkich butów przywdział białe tenisówki, które nie powodowały zmęczenia nóg przy spacerze.

Ubrany w taki oficjalno-sportowy przyodziewek emeryt udał się na pobliski przystanek autobusowy. Stamtąd dojechał do samej pętli, która graniczyła z rozległymi polami. Gdzieniegdzie porastały samotne lub w małych grupkach drzewa, głównie wzdłuż piaszczystej drogi. Z oddali widać było zabudowania w odległych od siebie zagrodach.

Emeryt poczuł się zrelaksowany. Porzuciwszy wielkomiejską atmosferę, z niekłamaną ulgą szedł wolno piaszczystą drogą. Obok mijał pola porośnięte żytem, w innych miejscach pszenicą lub ziemniakami. Zdarzały się też obszary porośnięte łubinem, który błyszcząc w słońcu żółtymi kwiatami dodawał krajobrazowi jasnego kolorytu.

Protazy przesuwał się majestatycznie wzdłuż drogi. Czasem uszu jego dobiegł śpiew skowronków, czasem ćwierkanie wróbli, czy skrzeczenie bojowej sroki.

W pewnym momencie wszystkie te sygnały stały się w uszach Protazego elementem nieistotnym. Przestał wsłuchiwać się w ten wdzięczny chór ptasich głosów, bo nagle jego oczom ukazało się okazale pole pełne makówek. Emeryt stanął, jak wryty, bo dotychczas nie widział tylu brązowych główek sterczących dumnie, jak armia przygotowana do ataku na wroga, czekająca tylko na odpowiedni sygnał dowódcy.

Widok ten tak zachwycił emeryta, że pomyślał, iż nic złego się nie stanie, jeśli zerwie sobie trzy makówki. Wstawi je później do wazonu. Będą one ciekawą ozdobą przyciemnionego wnętrza pokoju i jednocześnie pamiątką z wyprawy na obrzeżu miasta.

Protazy słuchał w radiu i telewizji swoich typowych od lat programów. Nie był mu znany jednak program, w którym informowano o gangu produkującym narkotyki. Jednym z nich było opium, które pozyskiwano z plantacji maku rosnących w kameralnych miejscach, które rzadko kto odwiedzał. Ciekawostkę stanowiła osoba szefa gangu, który miał upodobanie do różowych koszul i białych tenisówek. Gdziekolwiek się nie pojawił, tam zawsze był rozpoznawany po tych dwóch elementach ubrań. Osoby działające w narkotykowym półświatku dobrze wiedzieli, że temu w różowej koszuli i białych tenisówkach lepiej nie wchodzić w drogę. Od pewnego czasu policja usiłowała ująć groźnego przestępcę, ale ten dziwnym trafem zawsze okazywał się nieuchwytny.

Nieświadomy tych faktów Protazy zerwał sobie trzy makówki i trzymając je w ręku kontynuował spacer. Okoliczne posterunki policji otrzymały informację o rysopisie poszukiwanego szefa gangu, a zwłaszcza o jego upodobaniu do różowej koszuli i białych tenisówek. Traf chciał, że w tym samym czasie, kiedy Protazy przemierzał swój spacerowy szlak, z przeciwnym kierunku z okolicznego posterunku policji dwóch funkcjonariuszy wyszło na obchód okolicy. Byli to początkujący policjanci przebywający na praktyce.

W pewnym momencie spostrzegli Protazego zbliżającego się do nich z naprzeciwka:

– Ty, widzisz to samo, co ja ? – spytał jeden z policjantów.

– Tak – odpowiedział ten drugi. Przed nami bez wątpienia szef gangu. Przecież ma różową koszulę i białe tenisówki. Pewnie przyszedł na swoje pole makowe, żeby sprawdzić, czy już makówki na tyle dojrzały, żeby rozpocząć produkcję opium. Pewnie ma jakieś tajne laboratorium i niesie te makówki, aby je zbadano.

– Ale nam się nawinął pod rękę – z dumą odrzekł pierwszy z policjantów. Patrz, tak go zaskoczyliśmy, że nawet nie próbuje uciekać. Po paru chwilach drogi Protazego i policjantów się zeszły i jeden z nich rzekł do emeryta:

– Dzień dobry panu, pan pozwoli z nami na posterunek.

– Na posterunek ? – zdziwił się Protazy. W jakim celu ?

– Wyjaśnimy to sobie, jak zaprowadzimy pana do komisarza.

– Ale co tu wyjaśniać ? – odpowiedział zdziwiony Protazy. Przecież nic nie zrobiłem. Jestem na spacerze , a te trzy makówki to tylko sobie zerwałem do wazonu. To chyba nie jest duże przestępstwo.

– Dobrze, dobrze – odpowiedział drugi policjant – będzie się pan tłumaczył przed komisarzem.

Obydwaj policjanci chwycili zaraz Protazego pod ręce i raźnym krokiem pomaszerowali w kierunku pobliskiego posterunku policji.

Zaledwie weszli do środka, a już policjanci od progu rozpromienieni powiadomili komisarza o swoim sukcesie:

– Szefie, chyba go mamy. Rysopis, jak ulał, pasuje, a ponadto te makówki, co trzymał w ręku …..

– Kogo ? – rzekł komisarz, który nie ulegał emocjom, lecz lubił analizować sprawy chłodnym okiem.

– No jak to kogo ? – spytał zdziwiony jeden z policjantów. Szefa gangu opiumowego. Przecież z informacji, jakie dostaliśmy, wynika, że chodzi w różowej koszuli i białych tenisówkach. A ten właśnie tak jest ubrany i w dodatku ma jeszcze ze sobą makówki.

Komisarz spojrzał spokojnie na Protazego i poprosił go o dowód osobisty.

Przestraszony emeryt na szczęście miał przy sobie dowód tożsamości i podał komisarzowi. Ten spojrzał na dane zawarte w dowodzie i spytał policjantów:

– Sprawdzaliście dane personalne ? Wiecie, jak się nazywa szef gangu ?

– Oczywiście, że wiemy – chórem odpowiedzieli rozpromienieni policjanci.

Komisarz szybko jednak ostudził ich emocje:

– Spójrzcie na ten dowód.

Policjanci zaniemówili, gdy ujrzeli dowód Protazego, bo wynikało z niego ewidentnie, że nastąpiła pomyłka.

Policjanci usiłowali się jednak bronić:

– Ale szefie, przecież miał różową koszulę i białe tenisówki – rzekł jeden z nich.

– I makówki miał …. – dodał zmieszany mocno drugi policjant, ale po chwili, jakby doznał olśnienia, dodał z większą pewnością w głosie:

– A może ma fałszywy dowód ? Z gangsterami nigdy nic nie wiadomo. Mogą mieć kilka dowodów, żeby zmylić trop.

Komisarz podumał chwilę i rzekł do policjantów:

– Z rysopisu wynika, że poszukiwany nosi zloty łańcuch na szyi i ma też złoty kolczyk w uchu. Gdzie u tego pana widzicie te ozdoby ?

Policjanci zaniemówili i znów na ich twarzach pojawiło się uczucie zmieszania.

W tym momencie na biurku komisarza zadzwonił telefon. Komisarz podniósł słuchawkę, a po minucie powiedział tylko „Dziękuję” zakończył rozmowę. Zwrócił się tylko do policjantów i rzekł z politowaniem:

– Przed chwilą poinformowano mnie o ujęciu szefa gangu przez inny komisariat. Tak, jak przypuszczałem, ten pan jest niewinny. To nieporozumienie.

Zaraz zwrócił się do Protazego:

– Przepraszam pana za pochopne działanie moich podwładnych. To są młodzi policjanci na praktyce. Muszą jeszcze zdobyć sporo doświadczenia.

W ramach rekompensaty moi podwładni odwiozą pana naszym samochodem policyjnym do domu.

Protazy dziwnie czul się, jadąc w tak szczególnym pojeździe. Odnosił wrażenie, że ludzie z zewnątrz widzący samochód i siedzącego w nim emeryta mogli pomyśleć, że jest on przestępcą i policja odwozi go do aresztu.

Z tego powodu, gdy samochód podjechał pod blok, Protazy rzekł tylko krótkie „dziękuję” i czym prędzej wysiadł z samochodu, chcąc czym prędzej wejść do własnego mieszkania.

Gdy przekroczył próg i zamknął za sobą drzwi, mógł wreszcie odetchnąć z ulgą.

Wstawił do wazonu trzy makówki, z którym nie rozstawał się przez cały czas.

Spoglądał na nie przez dłuższą chwilę, odtwarzając w pamięci niedawne wydarzenia.

Ta ozdoba jeszcze długo będzie mu przypominała makową przygodę.