1.
Co cztery lata tak się składa,
Że wielkie mamy wydarzenie,
Którym jest właśnie Olimpiada,
Udział w niej wielkim jest marzeniem.
2.
Wyszły więc z bajek już postacie,
Bo one też chcą uczestniczyć
W tej jakże pięknej Olimpiadzie,
By w świecie sportu móc się liczyć.
3.
Tych bajek aż trzydziestu pięciu
Zjawili się przedstawiciele,
By udział wziąć w tym przedsięwzięciu,
Co będzie trwać przez trzy niedziele.
4.
A jak wiadomo, Olimpiada
Ma punkt ten sam na swe otwarcie,
To uczestników defilada,
Których za moment już poznacie.
5.
Tę defiladę dziś otwiera
Właściciel ośmiu krów – Pan Mietek,
Z którymi tak się mocno spierał,
Gdy się zachciało im skarpetek.
6.
Tak bardzo mógł się wytrenować,
Gdy gonił wściekle swoje krowy,
Że postanowił tu startować
W bieganiu długodystansowym.
7.
A za nim pierwsza z krów wychodzi,
Lśni w słońcu jej rogata głowa,
Ta, która w stadzie chce dowodzić,
Co ma na imię Eksportowa.
8.
Ciało jej zwartą tworzy bryłę,
Ma okazałe mięśnie wszystkie,
Więc tu ze względu na swą siłę
Brać udział będzie w rzucie dyskiem.
9.
Dalej Armata, z krów następna,
Co wygrać wielką ma ochotę
I zdobyć złoty medal chętna,
Pokaże nam się w rzucie młotem.
10.
Trzecia z tych krów to jest Mlekina,
Nie chcąca złego nic wykrakać,
Choć często o czymś zapomina,
Pamięta, aby w dal tu skakać.
11.
Dalej Chudzina bez pośpiechu
Na stadion wkracza z ciałem wiotkim,
Lecz sił jej starcza i oddechu,
By udział w biegu wziąć przez płotki.
12.
Kolejne cztery idą krowy,
Każda na imię ma Ballada,
Więc by nie powstał zawrót głowy,
Rozróżnić wszystkie je wypada.
13.
Nie jestem pewien, czy już wiecie,
Że czwórka Ballad chce się skusić
I wystartować tu w sztafecie,
Każda sto metrów przebiec musi.
14.
Najpierw pobiegnie ta Ballada,
Co się numerem jeden szczyci,
Pałeczkę w zęby musi wkładać,
Przecież kopytem jej nie chwyci.
15.
Na drugiej zmianie tę pałeczkę
Przekaże drugiej już Balladzie,
Trwać krótką musi to chwileczkę,
By się nie znalazł bieg w rozpadzie.
16.
Dalej Ballada trzecia przejmie
Pałeczkę na kolejnej zmianie,
Z pewnością łatwo ją obejmie,
W krowiego pyska zwilży pianie.
17.
Ballada czwarta będzie czekać
Pełna emocji i podniety,
By przejąć pałkę i nie zwlekać,
Lecz ile sił gnać wprost do mety.
18.
Aby zachować krów tych opis,
Co stale drażnią pana Mietka,
Dodam, że walki chcą dać popis
W pomarańczowych swych skarpetkach.
19.
W kolejnej części defilady
Zjawia się smukła bocianica,
To Aleksandra – stwór skrzydlaty,
Która figurą swą zachwyca.
20.
Wznieść się do góry w każdej chwili
Może bez otarć i obrażeń,
Dlatego właśnie, moi mili,
W skoku o tyczce się pokaże.
21.
Tuż obok Miłosz – jej towarzysz,
Żaba, co w błocie umie brodzić,
O laurach może sobie marzyć,
Kiedy w wyścigu będzie chodzić.
22.
Niełatwe jednak ma zadanie,
Nie trzeba dresów ani swetrów,
Kiedy do przejścia przed nim stanie
Dystans dwudziestu kilometrów.
23.
Tuż za Miłoszem ociężałym
Biedronka Bronka się wyłania,
Ten delikatny stworek mały
Jest idealny do skakania.
24.
Skakać nie może z Aleksandrą,
Gdyż tyczki w rękach nie utrzyma,
Lecz w skoku wzwyż wziąć udział warto,
Bo szansę walczyć ma o prymat.
25.
A dalej postać całkiem inna,
W kształtach obszerna Sandra – krowa,
Choć chyba skakać nie powinna,
Lecz do trójskoku jest gotowa.
26.
Na łąkach ciężko trenowała,
Czasami upadając bokiem,
Ale dziś twierdzi pewna cała,
Że sobie radę da z trójskokiem.
27.
Za nią już postać widać inną,
Jaszczurki Klary wąską, chudą,
Lecz jest ruchliwa, szybka, zwinna,
Dlatego chce startować w dżudo.
28.
Zna różne chwyty i tajniki,
Które do walk zamierza wplatać
I na to liczy, że wyniki
Przyniosą sławę jej na lata.
29.
Niech nikt się nawet nie ośmiela,
By choć na moment jej nie sprzyjać,
Bo oto wkracza Petronela,
Dostojna, dumna, sroga żmija.
30.
Nie znosi, aby ją choć słowem
Najmniejszym nawet skrytykować,
Bo zaraz wznosi wielką głowę
Jadem gotowa atakować.
31.
Nieobcy żmii posmak wody
I w niej się sprawne poruszanie,
Więc Petronela tu w zawody
Z innych pływaków grupą stanie.
32.
Za Petronelą niedźwiedź mruczy,
To Marcin, co ma sierść brunatną,
Aż na stadionie echo huczy,
Pokonać będzie go niełatwo.
33.
On siłą wielką dysponuje,
Specjalnie tutaj przybył z lasu,
Żeby pokazać, to sam czuje,
Swój wielki talent do zapasów.
34.
Tuż za Marcinem długą szyję
Żyrafy można obserwować,
Gertruda – bo tak ma na imię –
Swym wzrostem może imponować.
35.
Grać w koszykówkę będzie chciała,
Posturę bowiem ma wysoką,
Jest tylko jedna kwestia mała
I drobny z tym związany kłopot.
36.
W grze tej żyrafa, widzu drogi,
Piłkę do kosza musi wsadzić,
Ma jednak cztery długie nogi,
Być może sobie z tym poradzi.
37.
Tuż za żyrafą, mówiąc szczerze,
Trzech wojowników się pojawia,
To pszczoły – sławni wkrąg szermierze
Żądłami będą w walkach władać.
38.
Pierwszy z szermierzy – Pszczelskrzydlica
Wysmukła w talii, z miną srogą,
Owadzie lśnią jej w słońcu lica,
Odważnie stąpa każdą nogą.
39.
Druga z postaci – Pszepszczelica,
Też nastawiona jest bojowo,
Nie będzie wzdychać do księżyca,
Lecz tworzyć walkę medalową.
40.
Wreszcie ostatnia z tej drużyny
Równie bojowa Użądlica,
Też wesolutkiej nie ma miny,
Szermierczym kunsztem chce zachwycać.
41,
A tuż za nimi Mizerotek,
Kot z rudą sierścią i z wąsami,
Bieg go tu czeka już w sobotę:
Trzy kilometry z przeszkodami.
42.
Za kotkiem inna idzie postać,
Borsuk Alfredem wszędzie zwany,
Czempionem boksu chciałby zostać,
Medalem być dekorowany.
43.
Następna w długim tym orszaku
To kaczka – budów bywalczyni,
Pokazać będzie chciała światu,
Jaka to w biegu z niej mistrzyni.
44.
Bieg to jest krótki – na sto metrów,
Tylko najszybszy tu zwycięża,
To kilkanaście tylko sekund,
Musi się kaczka mocno sprężać.
45.
Zaraz pojawia się w pochodzie
I kolce na swym grzbiecie sroży,
Ten, co chciał w wojsku być na co dzień,
Czyli ambitny jeż Ambroży.
46.
Ty razem nowe ma zadanie,
Emocje nim targają dzisiaj,
Bo do zawodów tutaj stanie,
By w stołowego grać tenisa.
47.
A oto już jest mysz Rozalia,
Co w miejscu długo nie ustoi,
Smukła figura, wąska talia,
Więc przeciwników się nie boi.
48.
Tu jej rywalką kaczka będzie,
Co na sto metrów też biec chciała,
Więc wyczekują wszyscy wszędzie,
Atrakcja będzie to niemała.
49.
A już na stadion wszedł po chwili
Ten, co na dwieście metrów biega,
Miłośnik morza – Szczur Bazyli,
Tłum fotografów go oblega.
50.
Następna postać wielce mała,
To mrówka jest korporacyjna,
Ona specjalność tę wybrała,
Która jest mocno dyskusyjna.
51.
Chce bowiem udział wziąć w jeździectwie,
Skakać na koniu przez przeszkody,
Czy jednak zdoła w tym szaleństwie
Utrzymać końskie lejce w dłoni ?
52.
Za mrówką zjawia się Zuzanna,
Dżdżownica, gwiazda kabaretu,
W niej wola kwitnie nieustanna
Zdobycia laurów i zaszczytów.
53.
Planuje udział wziąć w pływaniu,
Tam, gdzie startuje Petronela,
Podołać musi więc wyzwaniu,
Bo żmija tanio się nie sprzeda.
54.
Przychodzi pora na Emilka,
Oto i on już na stadionie,
Zwykle buszuje w kwiatów pyłkach,
Dziś w zawodników idzie gronie.
55.
Startować będzie, mówiąc szczerze,
W niezwykle trudnej specjalności,
A jest nią wyścig na rowerze,
Który wymaga przebiegłości.
56.
Tu trzeba sprytu i taktyki,
Gdy razem grupa mknie kolarzy,
By nienajgorsze mieć wyniki
I o sukcesach wielkich marzyć.
57.
Kolejna wśród olimpijczyków,
O której świat dość mało wiedział,
Co działa cicho i bez krzyków –
Stonoga o imieniu Fredzia.
58.
Ją także ciągnie i zachwyca
Przygoda z wodą na basenie,
Więc wraz ze żmiją i dżdżownicą
Dadzą nam, widzom, przedstawienie.
59.
Drugi się za nią motyl zjawia,
Który na imię ma Marcinek,
Ma biały kostium, a to sprawia
Fakt, że on – motyl – to bielinek.
60.
Z Emilkiem chyba byli w zmowie,
Bo też chce jechać na rowerze,
Zapewne w jeździe drużynowej,
Lecz do niej jeszcze dwóch się bierze.
61.
Szukać ich długo nie potrzeba,
Bo pierwszy z nich już brnie pomału,
Machaniem skrzydeł się rozgrzewa,
Cyrylek z rodu admirałów.
62.
Za nim ostatni jest z drużyny,
Co do wyścigu wkrótce ruszy,
To Wiesio – paź najbardziej słynny,
Który na wyścig też się skusił.
63.
Oto Barnaba – długi pyton,
Kolejnym z grona jest pływaków,
Karierę ma on znakomitą,
Choć ma w oazie dom wśród krzaków.
64.
W pochodzie teraz się pojawia
Zawodnik wagi ciężkiej wielki,
Obszerna tusza jego sprawia,
Że zamiast paska nosi szelki.
65.
To Henio – słoń z Afryki rodem,
Imponujące ma wymiary,
Na sport siłowy też ochotę,
Podnosić będzie tu ciężary.
66.
A oto druga z żyraf wchodzi,
Która ma imię też Gertruda,
Trzeba ten chaos tu pogodzić,
Gdy pierwsza taka jest, jak druga.
67.
Problem rozwiązać trzeba pilnie,
Zadanie to dla mądrej główki,
Zwłaszcza że one niewątpliwie
To wielkie gwiazdy koszykówki.
68.
Tuż za żyrafą wolno kroczy
Otyły Filip – hipopotam,
Wypukłe ma ogromne oczy,
Przyczłapał tutaj prosto z błota.
69.
Postać to raczej nieruchliwa,
Ale że trwa dziś Olimpiada,
Energii nagle mu przybywa,
Zapaśnik z niego jest nie lada.
70.
Niech więc się mają na baczności
Najwięksi nawet ci rywale,
Bo mogą spore mieć trudności,
Gdy ich przydusi swym ciężarem.
71.
Za nim na stadion wbiega wdzięczna,
Szczupła i smukła, giętka, zwinna,
Pełna nadziei Paróweczka,
Że w dżudo sukces mieć powinna.
72.
A już za chwilę inną postać
Pokaźną dość podziwiać można,
Chce olimpiady mistrzem zostać,
A sportem jej jest piłka nożna.
73.
Ta postać – to kolejna krowa,
Która Matylda ma na imię,
Potrafi kopać i główkować,
Choć czasem jej przeszkadza wymię.
74.
Za krową idzie kot Manolo,
Startuje w biegu z przeszkodami,
Przejęty bardzo jest swą rolą,
Są z Mizerotkiem rywalami.
75.
Na Olimpiadzie też wystąpi
Krokodyl Omar – as pływania,
Rywalom innym nie ustąpi,
Stworzony jest do wygrywania.

76.
Za krokodylem maszeruje
Pies Zygfryd – mistrz dystansów średnich,
Osiemset metrów wciąż trenuje,
Na tym dystansie więc pobiegnie.
77.
Kolejny as się prezentuje,
To królik Robert z Australii,
On na sto metrów wystartuje,
Konkurent kaczki i Rozalii.
78.
Dalej Walery w tej paradzie
Pręży potężne swoje ciało,
Każdego na łopatki kładzie,
W zapasach idzie wciąż na całość.
79.
Rywalem jego Marcin będzie,
To, jak wiadomo, niedźwiedź inny,
Już o tej walce głośno wszędzie,
Bo każdy z nich jest w świecie słynny.
80.
Na stadion teraz wkracza Sunia,
Ta niesłychanie psotna suka,
Tu z psem Zygfrydem bój ma staczać
I w biegu średnim szansy szukać.
81.
Tuż zaraz nam się pokazuje
Szczupła Ewunia – postać śliczna,
Co w trudnym sporcie wystartuje,
To gimnastyka artystyczna.
82.
Kolejnym tu olimpijczykiem
Jest Tadzio, który chciał mieć misia,
On został znanym oszczepnikiem,
Swój kunszt on nam pokaże dzisiaj.
83.
Za nim Ancymon maszeruje,
Kwiat o łodydze strojnej w cętki,
Tu w gimnastyce wystartuje,
Pokaże, jaki jest on giętki.
84.
Kolejna postać w tym zestawie,
Podjadek Pierwszy – król owadów,
Umie w hokeja grać na trawie,
On w grze tej asem jest napadu.
85.
Za nim podąża starsza Sunia,
Osiemset metrów biegać umie,
Lecz tu pytanie się nasuwa:
Jedna pobiegnie, czy dwie Sunie ?
86.
Kuzynka Dziunia też startuje,
Ona z Ewuni jest rodziny,
Skok ją o tyczce pasjonuje,
I w nim pokaże swe wyczyny.
87.
Podobnie, jak dwie różne Sunie,
Które sukcesy mają liczne,
Widzimy drugą też Ewunię,
Też w gimnastyce artystycznej.
88.
Nagle powstaje widzów szereg,
Machają, krzyczą coś o golu,
Bo oto zbliża się Kacperek,
To wielka gwiazda jest futbolu.
89.
A za nim inny już bohater,
Na ringu on zadaje razy
I przeciwników śle na matę,
To znany bokser bóbr Gerwazy.
90.
Teraz wychodzi przed trybuny
Stonoga, co uwielbia jogę,
Lecz chód jej będzie sportem głównym,
Do tego ma niejedną nogę.
91.
Ktoś tak wysoki niby góra,
Bo trzymetrowy się wyłania,
Z pewnością postać to Midura,
To jest koszykarz z powołania.
92.
A za nim Babka Jo już sunie,
Dwa pistolety ma przy pasie,
Strzelać zapewne celnie umie,
Bo na strzelaniu dobrze zna się.
93.
Bubu – w pochodzie tym następna,
Dystanse średnie – to jej siła,
Biec ma półtora kilometra,
W tym celu właśnie tu przybyła.
94.
Kolejna postać – Miss Świstaczek,
As gimnastyki artystycznej,
Gdy czasem przegra, to nie płacze,
Lecz wciąż trenuje ustawicznie.
95.
I znów kolejny as futbolu,
To Niunio, co też w świecie słynie,
On wraz z Kacperkiem zagra w polu,
Matylda w innej jest drużynie.
96.
Nagle ósemka tutaj wpada
Zgranych ze sobą różnych ulic,
To kajakarska jest osada,
Każda z nich wiosło w ręku tuli.
97.
Chłodna i Chmielna, Sokołowska,
Młynarska, Wolska, Ogrodowa,
Też Siedmiogrodzka, Jaktorowska,
Do walki grupa ta gotowa.
98.
Kolejna postać się wyłania,
Uchyla tajemnicy wieczka,
Daje odpowiedź na pytania:
To druga w dżudo Paróweczka.
99.
Za nią potężny blok Makary,
Pochwalić może się kształtami,
Tu będzie chwytać się za bary
W zapasach z dwoma niedźwiedziami.
100.
A blok Polikarp kryć się nie chce,
Zaraz następny w kolejności,
Też jest potężny, wygrać zechce
Wśród zapaśniczych wspaniałości.
101.
Kolejna za nim uczestniczka,
Dynia Klotylda okazała,
Chce konkurentkom w nos dać prztyczka,
Gdy kulą tutaj będzie pchała.
102.
Hermenegilda – jej rywalka,
To inna dynia w kulą pchaniu,
Tu będzie między nimi walka,
Bo nikt nie myśli o przegraniu.
103.
Są też marchewki – oszczepniczki,
Pierwsza z nich – smukła Petronela,
Druga, co nosi rękawiczki,
Na imię ma zaś Gabriela.
104.
Bokser się zjawia na stadionie,
Burak Barnaba- znany wszędzie,
Ma w rękawicach obie dłonie,
Z bobrem Gerwazym walczyć będzie.
105.
A dalej idzie z łukiem w ręku
Pelagia, która jest łuczniczką,
Odczuwać tu nie można lęku,
By móc się zmagać z tą papryczką.
106.
Tuż za nią kroczy trzech siłaczy,
To sery o wymiarach wielkich,
Pierwszy Wieńczysław przybyć raczył,
Od dziecka pragnął nosić szelki.
107.
Z nich drugi, czyli ser Żelisław,
Też dość potężny, nie ułomek
I trzeci, co się zwie Stanisław,
Wrażenie robią swym ogromem.
108.
Ta cała trójka zawodników
Podnosić wkrótce ma ciężary,
Dla wielkich przyszli tu wyników,
Bo każdy ma ogromne bary.
109.
Na stadion wchodzi już Brygida,
To chałka pulchna, jak matrona,
Jej doświadczenie tu się przyda,
By w boksie tytuł mieć czempiona.
110.
Oto następny ciężarowiec,
Przykryty jest zieloną szatą,
Niech się z kibiców każdy dowie,
Że właśnie arbuz to, Anatol.
111.
On wraz ze słoniem i serami
Poważną tutaj walkę stoczą,
Do zmagań więc z kilogramami
Wszyscy gotują się ochoczo.
112.
A już za chwilę się wynurza
Z tunelu, co na bieżnię wiedzie,
Królowa – ta Czerwona Róża,
Która na koniu jeździć będzie.
113.
Ogrodnik Mak zaś dla odmiany
Uwielbia jeździć na rowerze,
Jest już kolarzem dobrze znanym,
Tu z motylami ma się zmierzyć.
114.
Teraz się zjawia na stadionie
Kucharz, co w bajce jest Gożdzikiem,
On wystartuje w maratonie,
Gdzie jest czołowym zawodnikiem.
115.
Tuż za nim pokojówka Frezja,
Która wygląda dość ciekawie,
Stąpa z lekkością i finezją,
W hokeju będzie grać na trawie.
116.
Następny, który się pojawia –
Książę Tulipan – tenisista,
Ten sport od paru lat uprawia
I talent swój tu wykorzysta.
117.
Głównym rywalem jego będzie
Kanclerz, co zowie się Pierwiosnek,
Swe siły wzmacnia wciąż i wszędzie,
Po górach biegał i jadł czosnek.
118.
Po tenisistach na stadionie
Generał Aster się pojawia,
Choć trochę siwe ma już skronie,
Lecz celnym okiem w zachwyt wprawia.
119.
Codziennie parę godzin ćwiczy,
Zaczyna już o dnia świtaniu,
Na ulubionej swej strzelnicy
Startować będzie więc w strzelaniu.
120.
Teraz na stadion już wychodzi
Wioślarska czwórka – dzielne kury,
Będą tu płynąć w jednej łodzi
I tanio nie sprzedadzą skóry.
121.
Na przedzie idzie kura Mela,
To całej czwórki przywódczyni,
A za nią Hela, Pela, Mela,
Chcą do medalu się przyczynić.
122.
I oto już się ukazuje
Koza Brygida w letnich szatach,
Na wodzie się wspaniale czuje,
Więc wystartuje tu w regatach.
123.
A już za moment przed trybuną
Kolejni znani zawodnicy,
Buldogi dwa barczyste suną,
Io i Holms – to zapaśnicy.
124.
Nagle się groźna zjawia postać,
Miny na pewno nie ma wdzięcznej,
To wilk Cezary, co chce zostać
Zdobywcą złota w piłce ręcznej.
125.
Odmienna całkiem postać teraz
Na bieżnię wkracza dynamicznie,
To ćma Pelagia, co wybiera
Start w gimnastyce artystycznej.
126.
Tuż obok idzie jej przyjaciel,
Nietoperz zwany Arkadiuszem,
Do końca jeszcze go nie znacie,
W skokach do wody jest geniuszem.
127.
Za nim zaś widać sowę Ewę,
Co strzela z łuku wyśmienicie,
Nawet gdy chowa się za drzewem,
Sami to zresztą zobaczycie.
128.
Już inny strzelec wyborowy
Na bieżni tej stadionu gości,
To jastrząb Maciej szarogłowy,
Z niezwykłej znany jest celności.
129.
Teraz kolejny niedźwiedź wkracza,
To Brunon z grona zapaśników,
Przyjdzie mu twarde boje staczać,
Bo ma potężnych przeciwników.
130.
Za nim zaś kuna Florentyna,
Co wstaje zawsze o świtaniu,
Idąc, komicznie się wygina,
Startować będzie tu w pływaniu.
131.
Po niej Aniela dumnie kroczy,
To klępa bardzo wytrzymała,
Tu w maratonie walkę stoczy,
Dystans ten będzie więc biegała.
132.
W strzelaniu wiele wspaniałości
Wystąpi tu na tych Igrzyskach,
Wśród nich też orzeł Eryk gości,
Co celnym okiem w słońcu błyska.
133.
Jest także Sergiusz z Australii,
Wombat waleczny, dzielny bokser,
Ma silne ręce, jak ze stali,
Ciosy potrafi zadać mocne.
134.
Przyjechał tutaj także z dala
Czempion tenisa stołowego,
Zwany Oskarem miś koala,
Chce do medalu dojść złotego.
135.
Z nim się pojawił długonogi
I bardzo skoczny kangur Stefan,
Dla pozostałych rywal srogi,
Trójskok – to jego jest domena.
136.
Teraz na stadion Bolek wkracza,
To jest pies dingo – szybki biegacz,
Bój na czterysta metrów staczać
Z konkurentami będzie trzeba.
137.
Już tasmańskiego widać diabła,
To jest Anatol z kraju strusi,
Rola biegacza mu przypadła,
Pięć kilometrów przebiec musi.
138.
Oto torebnik jest piżmowy,
Tomasz – to imię jego właśnie,
On też do startu już gotowy,
Do startu w łódce nieco ciasnej.
139.
W tej łódce także będzie płynął
Brunatny ten chutliwiec Jonasz,
Który z Tomaszem już zasłynął,
Trudno tę dwójkę jest pokonać.
140.
Po nich wychodzi bardzo dziarski
Emilian, czyli struś z rowerem,
Chce wygrać wyścig ten kolarski,
Sam się mianował swym trenerem.
141.
Przed trybunami już papuga,
Czyli Dorota w barwnych piórach,
Widzów witając, okiem mruga,
W ping-pongu pragnie wiele wskórać.
142.
A oto drugi z krokodyli,
W pływaniu rywal to Omara,
Krokodyl Albin głowę schylił,
Też o zwycięstwo chce się starać.
143.
Składają do oklasków dłonie
Widzowie, widząc Dominika,
To ślimak, który w maratonie
O rekordowych śni wynikach.
144.
Delfin Izydor za nim idzie,
On jest kolejnym zawodnikiem,
Który zna wodę znakomicie,
Ze świetnym pływa więc wynikiem.
145.
A pochód wielbłąd ten zamyka,
Co nosi garby zamiast swetrów,
Dziś czeka tego uczestnika
Chód na pięćdziesiąt kilometrów.
146.
Znany to chodziarz jest z Afryki,
Co Gabryś zwie się od narodzin,
Z dnia na dzień lepsze ma wyniki,
Bo regularnie co dzień chodzi.
147.
A po tej barwnej defiladzie
Rozpoczną oni swe zmagania,
W upale, w kurzu i w nieładzie
Aż będą się na nogach słaniać.
148.
Bez tchu i z podwyższonym tętnem
Zmęczeni będą gnać do mety,
Dla jednych przyjdą chwile piękne,
A dla przegranych złe, niestety.
149.
Kiedy się dobrze przypatrzymy
Zaciętej tak rywalizacji,
To siebie samych zobaczymy
I tak stwierdzimy nie bez racji:
150.
Stale walczymy w ziemskim bycie
W wyścigu z metą nam nieznaną,
Czy zatem całe nasze ziemskie życie
Nie jest codzienną Olimpiadą ?