1.
W pewnym bardzo gęstym lesie,
Gdzie są bagna i moczary,
Mieszkał sobie, jak wieść niesie,
Bardzo groźny wilk Cezary.

2.
Kiedy tylko się pojawiał,
Szczerzył zęby, warczał wściekle,
W przerażenie wszystkich wprawiał,
Jakby urzędował w piekle.

3.
Unikały go zwierzęta
I schodziły wciąż mu z drogi,
Gdy przechodził, strach je pętał,
Czy to lisy, czy stonogi.

4.
Kryły zaraz się w gęstwinie,
By mu się nie rzucać w oczy,
Gdyż, po jego sądząc minie,
Nie chciał z nikim się jednoczyć.

5.
Pewnie myślał o kolacji
Zaraz przed zachodem słońca,
Wtedy mógłby bez frustracji
Schrupać sarnę lub zająca.

6.
Może marzył o śniadaniu,
Tuż przy dębach albo bukach,
O szczególnie pysznym daniu
Z kuropatwy lub z borsuka.

7.
Nic dziwnego, że las cały
Drżał na jego groźny widok,
Nawet ryby się chowały
Tam, gdzie mały potok płynął.

8.
Jedno tylko w lesie zwierzę
Bać się wilka nie musiało,
Bo, tak mówiąc całkiem szczerze,
Dużo większe miało ciało.

9.
Był to stary żubr Antoni,
Umięśniony i barczysty,
Wilk od niego raczej stronił,
Wolał nie mieć tej asysty.

10.
Dnia pewnego obok lasu
Powstał ruch i to niemały,
W ciągu dość krótkiego czasu
Samochody się zjechały.

11.
Wyszli z nich poważni ludzie
W garniturach i krawatach,
Rozmawiali w wielkim trudzie,
Jak tu zmienić cząstkę świata.

12.
Wymyślili więc, że lasu
Trzeba wyciąć gdzieś z połowę,
Pora, by iść z duchem czasu
I pomysły wdrażać nowe.

13.
Zarządzili, że już wkrótce
Dwie powstaną tu fabryki,
Jedna będzie robić sztućce,
Druga – garnki i czajniki.

14.
Zamiast tych dorodnych dębów
Będą stały nowe hale,
Więc czas ruszyć do wyrębu
I się nie przejmować wcale.

15.
Tam, gdzie rosną teraz sosny,
Klony, wiązy i leszczyny
Może już najbliższej wiosny
Staną wielkie magazyny.

16.
A gdzie potok leśny płynie
I w nim ryba okiem łypie,
Małym kosztem, po godzinie,
Wszystko piachem się zasypie.

17.
W miejscu tym nam wszystkim wrogim,
Dotąd tak odludnym, dzikim,
Dwie powstaną nowe drogi,
Będzie dojazd do fabryki.

18.
Nie czekajmy ni godziny,
Niech tu jutro, gdy świt wstanie,
Zaraz zjawią się maszyny
I rozpoczną karczowanie.

19.
Po tych wszystkich ustaleniach
Ludzie szybko odjechali,
Ale w norach i w żereniach
Słychać zwierząt gwar w oddali.

20.
„Co to teraz będzie z nami ?
Gdzie pójdziemy, w którą stronę ?
Błąkać się będziemy sami ?
Kto nam jakąś da ochronę ?”

21.
Ptaki na gałęziach siedzą,
Pospuszczały smętnie głowy,
Co tu robić ? Wciąż się biedzą
Wszystkie mądre w lesie sowy.

22.
Rysie, sarny i jelenie
Stoją w grupie na polanie,
Też frasują się szalenie.
Co się z nimi teraz stanie ?

23.
Ryby wszystkie w tym potoku:
Liny płotki oraz karpie,
Myślą z przerażeniem w oku:
„Czy to spychacz nas rozszarpie ?”

24.
Nawet małe leśnie stwory
I zające, i wiewiórki
Też podniosły alarm spory,
Z nerwów tępiąc swe pazurki.

25.
Grzyby leśne razem z mchami
Też kołyszą się nerwowo:
„Jak to ? Wytną z korzeniami
Naszą armię kolorową ?”

26.
Zgiełk się w lesie zrobił spory,
Jak harmider na bazarze,
Bo nie było do tej pory
Takich dramatycznych zdarzeń.

27.
Nagle wszystkie te lamenty
Przeraźliwy ryk zagłuszył,
To on, gniewem ogarnięty,
Wilk Cezary wyszedł z głuszy.

28.
„Niech się dziś mnie nikt nie boi,
Bo nie czas na polowanie,
Czy ktoś leży albo stoi,
Przybyć musi na spotkanie.

29.
Gdzie polana porośnięta,
Ta największa, w środku lasu,
Przybywajcie wnet, zwierzęta,
Bo zostało mało czasu.

30.
Przybywajcie na naradę,
Wy spod ziemi i spod nieba,
Stwory szare, rude, blade,
Bo obronić nam się trzeba”.

31.
Uwierzyły Cezaremu,
Że uczciwe ma zamiary,
Przyszły w grupach, po jednemu,
Były rzędy ich i pary.

32.
Wilk porzucił swoje złości
I spokojnym rzecze głosem:
„Dla intruzów brak litości,
Stąd się z wami nie wyniosę.

33.
Choć na co dzień gniew mną targa,
Ale wilczą zmieniam skórę,
Nie pozwolę, by ktoś zszargał
Naszą leśną tę naturę.

34.
W ostre, niby nóż, pazury
Uzbrojone są me dłonie,
Więc ja nimi, wilk ponury,
Wszystkich tutaj was obronię.

35.
Lecz wiadomo, że sam jeden
Nikt nie wygra na tym świecie,
Lecz sukcesów będzie z siedem,
Gdy mi trochę pomożecie”.

36.
„Zgoda ! Zgoda !” zewsząd chórki
I ogromne słychać chóry.
Krzyczą lisy i wiewiórki,
Cały rząd niedźwiedzi burych.

37.
Nawet swym potężnym basem
Mruknął wielki żubr Antoni:
„Stanowimy wielką masę,
Nikt nas z lasu nie wygoni !”

38.
Po naradzie, co pomyślnym
Zakończyła się wynikiem,
Wszyscy w sposób jednomyślny
Uzgodnili swą taktykę.

39.
Gdy więc ludzi tu przybyła
Spora grupa od poranka,
Wszystkich w lesie zaskoczyła
Dość niemiła niespodzianka.

40.
Oto wielka zwierząt masa
Pręży skrzydła, dzioby, bary,
A na czele jej wciąż hasa
Rozwścieczony wilk Cezary.

41.
Mruczą, syczą, piszczą, jęczą,
Warczą, sapią, pyski pienią
Armią ptasią i zajęczą,
Lisią, łosią i jelenią.

42.
Cały zwierząt las w obronie
Stanął zwarty i gotowy,
Wódz Cezary pręży dłonie
I rząd zębów szczerzy zdrowych.

43.
Wystraszyli się ci sami,
Co to las przetrzebić chcieli,
Wnet za swymi maszynami
Z oczu zwierząt gdzieś zniknęli.

44.
To nam daj do myślenia,
Że wrogowie – ci na co dzień –
W chwilach zagrożenia trudnych
Żyć potrafią nagle w zgodzie.