1.
Przy stodole pełnej zboża,
Tam, gdzie płynie rzeka Nida,
Żyła sobie pewna koza,
Nazywała się Brygida.

2.
Było zwierzę to przekorne,
Nieugięte, jak mur, twarde
I zawzięte, i oporne,
Krnąbrne, skryte i uparte.

3.
W gospodarstwie, gdzie mieszkała,
Trudno doznać samotności,
Zwierząt innych masa cała
Była też w tej posiadłości.

4.
Wymyśliła sobie kiedyś,
Że, nie bacząc, iż jest zima,
Pójdzie wprost na północ, żeby
Na Mazurach się zatrzymać.

5.
Tam jeziora lodem ścięte,
Więc okazja dobra teraz,
By po tafli zamarzniętej
Pożeglować na bojerach.

6.
Bojer, pewnie o tym wiecie,
To żaglówka jest na płozach,
Na niej właśnie w jezior świecie
Zapragnęła śmigać koza.

7.
Oświadczyła więc Brygida
Tym, co żyli z nią w zagrodzie,
Że, gdy nowy świt zawita,
Będzie jeździć już po lodzie.

8.
Zadziwiły się zwierzęta,
Słysząc to wyznanie kozy,
Bo nikt tego nie pamiętał,
By ktoś szalał w takie mrozy.

9.
Pogodzeni z tą decyzją
Doradzają kozie wszyscy,
Straszą przed choroby wizją,
Że swe zdrowie może zniszczyć.

10.
Biegną ku niej szare kaczki,
Do Brygidy mówią śmiało:
„Dać możemy z piór kubraczki,
Byś okryła swoje ciało”.

11.
A za nimi dwa indyki,
Każdy z nich to wielka bryła,
Mówią: „Damy ci szaliki,
Abyś szyję ociepliła”.

12.
Biegną ku niej też indyczki,
Jedna z nich aż dziobem zgrzyta:
„Przyjmij od nas rękawiczki,
Załóż je na swe kopyta”.

13.
Gęsi także przybywają,
Chcą przemówić jej do słuchu,
Propozycję swoją dają:
„Przyjmij ciepłą kurtkę z puchu”.

14.
Przyszły owce, mówiąc kozie:
„Wiemy, że wyruszasz rano,
Ciężko będzie na tym mrozie,
Czapkę od nas weź wełnianą”.

15.
Są i kury wraz z kogutem:
„Z piór dajemy ci osłonę,
Tam jeziora lodem skute,
Włóż ją więc na swój ogonek”.

16.
Koza jednak wszystkie rady
Odrzuciła w jednej chwili,
Ona swoje ma zasady,
W swych opiniach się nie myli.

17.
„Ja swą wartość znam, to widać,
I uwzględniać rad nie muszę”,
– odpowiada tak Brygida,
Myśląc, że jest wręcz geniuszem.

18.
„Moja sierść jest dosyć gruba
I nie straszne mi są mrozy,
Nie musicie mnie pouczać,
Najmądrzejszej w świecie kozy”.

19.
Gdy te słowa powiedziała,
Tak stanowczo, w tonie mocnym,
Ta Brygida przemądrzała,
Na spoczynek poszła nocny.

20.
A nazajutrz, gdy świt młody
Wstał, zdobiony siwym szronem,
Wstała koza i z zagrody
Wprost ruszyła w jezior stronę.

21.
Przemierzała szybkim krokiem
Wciąż następne kilometry,
Patrząc dumnie kozim okiem
Na świat wokół przemarznięty.

22.
Idąc, mocno się rozgrzała,
Choć chłód innym tak doskwierał,
Mrozu więc nie odczuwała,
Bo myślała o bojerach.

23.
Po trzech dniach dość ciężkiej drogi
Bez jedzenia i bez spania
Rozbolały kozę nogi
I zaczęła wręcz się słaniać.

24.
By odpocząć i rozluźnić
Chociaż trochę grzbiet swój goły,
Obok jakiejś przeszła kuźni,
Docierając do stodoły.

25.
Tam się w sianie ułożyła
I przespała aż do rana,
Potem raźno wyskoczyła
Wypoczęta i wyspana.

26.
Dnia czwartego kozie oczy
Zobaczyły to, co chciały,
Widok piękny się roztoczył
Na jeziora obszar biały.

27.
Przed Brygidą stały dumnie
Tuż przy brzegu dwa bojery,
Śmiało ku nim koza sunie,
Aby chwycić wnet za stery.

28.
Który ona z nich wybierze ?
Z żaglem białym, czy srebrzystym ?
O bojerach, mówiąc szczerze,
Miała dość pojęcie mgliste.

29.
Więc uwagi nie zwracała,
Patrząc na te żagle w górę,
Że ten biały, co wybrała,
Miał na dole sporą dziurę.

30.
Pchnęła bojer wprost przed siebie
I nań weszła krokiem dziarskim,
By, gdy dmuchnie wiatr po niebie,
Kunszt pokazać swój żeglarski.

31.
Przy okazji do zagrody
Zdjęcia słała wprost z komórki,
By widziały wszystkie trzody,
Że ją tutaj los pcha z górki.

32.
Roześmiana, z dumną miną,
Prosto stoi na bojerze:
„Patrzcie, jestem kozą słynną
Aż na całe pojezierze !

33.
Niech zobaczą, że swe rady
Mogą schować do lamusa,
Wiem najlepiej, bez przesady,
Co mam robić, jak się ruszać”.

34.
Bojer ruszył gnany wiatrem,
Na nim koza dumnie stoi,
A wiatr mocniej dmucha nagle
I się nie chce uspokoić.

35.
Zbiegli ludzie się na brzegu,
Krzyczą: „Ktoś mknie na bojerze !
Kto to pędzi w takim biegu ?!
Wiatr w nieznane go zabierze !”.

36.
Lecz Brygida jest niepomna
Tak wielkiego zagrożenia,
Myśli: „Koza ja niezłomna
Dziś nareszcie wyjdę z cienia !”

37.
A wiatr nie żartuje wcale,
Fala jego mknie zmrożona,
W kozie nogi dmie wytrwale
I w ogonek, i w wymiona.

38.
Kozia duma niknie nagle,
Dreszcz przeszywa zimne ciało,
Już nie w głowie są jej żagle,
Ogrzać by się gdzieś przydało.

39.
Wiatr się wzmaga coraz bardziej
I przez dziurę w żaglu wpada,
Wzmacnia wciąż na bojer parcie,
Koza już ze strachu blada.

40.
Z brzegu grupa ratownicza
Na pontonie motorowym
Mknie po lodu gładkich licach,
Los ocalić koziej głowy.

41.
Bojer w miejscu się obraca,
To kołysze się, to chwieje,
A Brygida wciąż rozpacza,
Bo już nie wie, co się dzieje.

42.
Teraz sobie przypomina,
Jakie rady dostawała,
Czapki, kurtki choć drobina
Teraz by się jej przydała.

43.
Ochłodzona wiatrem mroźnym
Stała sztywna, jak słup soli,
Swym wyglądem dość żałosnym
Niepodobna do idoli.

44.
Gdy przybyli ratownicy
O czerwonych z mrozu twarzach,
Wzięli kozę do lecznicy,
Wprost to rąk weterynarza.

45.
Kręcił głową weterynarz,
Słysząc o wyczynie kozim:
„Po co głupstwa te wyczyniać ?
Trzeba kozę tę rozmrozić”.

46.
Gdy Brygida się rozgrzała,
Czuła głowę już i nogi,
Jak niepyszna, spokorniała,
Brnęła przez powrotne drogi.

47.
Gdy stanęła przed zagrodą,
Gdzie ze sztachet jest zasłona,
Ze zwieszoną nisko głową
Zameczała zawstydzona.

48.
Z faktów, które tu się działy
Taki morał mknie do ucha:
Zawsze przegra przemądrzały,
Kiedy dobrych rad nie słucha.