Emeryt Protazy lubił życie spokojne i poukładane według z góry ustalonego planu. Był zdania, że regularny tryb życia dobrze wpływa na system nerwowy i chroni przed niepotrzebnymi napięciami. Poglądy Protazego nie zawsze znajdowały potwierdzenie, gdyż los lubił mu płatać różne niespodzianki. Pewnego dnia emeryt wyszedł na poranną przechadzkę i przechodził obok zakładu krawieckiego, którego drzwi i okna znajdowały się tuż przy chodniku. Gdy Protazy był na wysokości tych drzwi, z zakładu wybiegł z roześmianą miną właściciel, który od razu zawołał do emeryta:
-Proszę, proszę, niech pan śmiało wchodzi, już na pana czekam od prawie dziesięciu minut.
-Ale proszę pana, ja … – zaczął cedzić przez zęby zaskoczony Protazy.
-Niech pan nic nie mówi, tylko śmiało wchodzi. Zaraz zrobimy miarę – przerwał mu właściciel.
W ogóle była to osoba bardzo gadatliwa, niedopuszczająca nikogo do głosu. Nic dziwnego, że kontynuował swój monolog.
-Dobrze, że pan wreszcie dotarł. Zanim dokonam pomiaru pańskiej sylwetki, pokażę panu swoje materiały, jakie od niedawna mam w swym zakładzie, idealne na nowy, szykowny garnitur I jaka jakość ! Wyglądają olśniewająco, każdy z pewnością zawróci uwagę na taki ubiór.
-Ale proszę pana, ja wcale…..
– znów próbował przerwać tę wypowiedź Protazy.
Krawiec szybko jednak go zgasił.
-Niech pan nie mówi „ja wcale”. Na pewno nie będzie pan żałował.
Po tych słowach wyjął z szafy trzy bele materiałów w kolorze szarym, zielonym i granatowym, mówiąc:
-No niech pan wybiera, który kolor panu pasuje ? Na pana miejscu wybrałbym wszystkie trzy, choć wiem, że nie każdego stać na taki wydatek, Ostatecznie nie musi pan mieć trzech garniturów. Chociaż muszę panu powiedzieć, że kilka lat temu zgłosił się do mnie zamożny klient, który zażyczył sobie pięć garniturów, i to za kamizelką, w pięciu różnych kolorach. Ale to nie wszystko. Jeden materiał miał być w kratkę, wie pan, taką drobną, drugi w prążki, trzeci gładki, jak ta ściana, co ją pan widzi, czwarty w grubą , szkocką kratę, a piąty – nie uwierzy pan ! – w grochy. Od razu pomyślałem”: Skąd ja mu wezmę taki materiał w grochy ? Chyba bym musiał iść do cyrku i spytać klauna, gdzie i z czego szyją takie stroje.
Protazy słuchał cierpliwie nieprzerwanego monologu krawca, zadając sobie w myślach pytanie: „Co ja tu właściwie robię ? Szedłem sobie ulicą i wcale nie zamierzałem szyć sobie żadnego garnituru. Mój wierny, trzydziestoletni przyjaciel zupełnie mi wystarczy. A ten gadatliwy osobnik prawie siłą zaciągnął mnie do swej pracowni i nawet na moment nie da mi dojść do słowa, żeby wyjaśnić nieporozumienie”. Krawiec tymczasem kontynuował swą opowieść:
-Wie pan, zadanie prawie niewykonalne, ale klient gotów był sowicie zapłacić, więc tej okazji nie mogłem wypuścić z ręki. Pojechałem zatem do hurtowni, bo tam zawsze jest szeroki wybór materiałów. Jak im powiedziałem, że szukam materiału na garnitur w grochy, to prawie mnie wyśmiali. Pewnie wyszedłbym stamtąd, jak niepyszny i uznany aa jakiegoś krawieckiego ignoranta, gdyby nie pewien starszy jegomość, który nagle wyłonił się zza kotary. Rzekł, że zna taką fabrykę, co produkuje materiał w grochy. Trzeba by było tylko go sprowadzić. Niestety, mniej niż jedna bela o długości dwudziestu metrów to nieopłacalna wysyłka. Należało więc zamówić całą belę. W dodatku nie było możliwości wyboru. Oferowano tylko jeden wzór: seledynowy materiał w ciemnozielone grochy. Wróciłem do zakładu, a gdy nazajutrz przyszedł ten klient, to mu powiedziałem, w czym tkwi problem, Trochę mina mu zrzedła, nieco pomarudził, ale widocznie tak mu zależało na takim wzorze, bo powiedział, że zapłaci za całą belę, a to, co zostanie po uszyciu garnituru, zostawi mi do ewentualnego wykorzystania, Do dziś mam go tu na dnie szafy. Jakby pan chciał mieć taki materiał, to chętnie uszyję z niego dla pana wspaniały garnitur.
Protazy słuchał cierpliwie monologu krawca, nie mając możliwości wypowiedzenia ani słowa.
-No to, jak ? Przemyślał pan sprawę ? kontynuował krawiec. Wiedziałem, że pana zatkało z wrażenia. Widząc takie wspaniałe materiały, można zaniemówić. A i wybór jest niełatwy. Ale to nic. Ułatwię panu zadanie. Na pana miejscu wybrałbym ten szary. Jak w sam raz dla pana. Taki neutralny kolorek pasujący do każdej koszuli i w pana wieku nie wyzywający, W sam raz dla pana. Tylko niech pan nie protestuje, Ja się znam na gustach klientów, Materiał jest już wybrany. W takim razie zrobimy pomiary. Niech pan stanie prosto, to zmierzę, ile pan ma w rękawach, w talii i w ramionach. No wie pan, takie rutynowe pomiary.
Po tych słowach krawiec wziął półtorametrową miarkę i zaczął wywijać rękami Protazego, obracać go przodem i tyłem, nie przestając przy tym mówić:
-No, ładnie, ręce ma pan równe, więc i z rękawami nie będzie kłopotu. Trochę pan chudziutki, bo w ramionach to nie ma pan wymiarów kulturysty. Niech się jednak pan nie przejmuje. Wszystko idealnie dopasujemy do sylwetki. To marynarkę mamy już załatwioną. Teraz zmierzymy wymiary dla spodni.
Po tych słowach włożył rękę między nogi Protazego, chcąc zmierzyć wymiary nogawek. Nieopatrznie połaskotał przy tym emeryta po udach.
-No, co pan ! – krzyknął spłoszony Protazy- Niech pan nie przesadza, a w ogóle, to ja przecież nie ….
Tu znów krawiec nie dał dokończyć zdania emerytowi.
-Ja nie przesadzam. Chciałem tylko zmierzyć długość nogawki, a że musiałem kucnąć i się trochę przechyliłem, to nieopatrznie trąciłem pana. To normalne, że taki pomiar trzeba zrobić. Przecież nie uszyję panu spodni do kostek, bo będzie pana wyglądał, jak bikiniarz z lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Oczywiście, są osoby, które często wspominają stare czasy, gdzie obowiązywała inna moda. Ale teraz ? Przecież już tyle lat minęło od tamtej pory i trzeba pokazywać się już w nowych fasonach. Co, nie mam racji ? Pewnie, że mam. Zobaczy pan, że lepszego garnituru pan nigdzie nie kupi.
Słuchając nieustającego potoku słów krawca, Protazy zaczął coraz bardziej się niecierpliwić. Przecież jest tu od ponad dwudziestu minut, przestawiany, jak manekin, przez krawca, który sobie ubzdurał, że emeryt chce uszyć garnitur i przyszedł do miary. Jak jednak wyjaśnić to nieporozumienie, skoro ta gaduła nie da powiedzieć do końca żadnego zdania.
Krawiec tymczasem, nie dostrzegając coraz bardziej ponurego wyrazu twarzy Protazego, kontynuował swą radosną twórczość:
-No, pięknie, wymiary już mamy. Teraz pomówimy o szczegółach. Na przykład to, czy spodnie mają być z mankietami, czy nie ? Czy mają się rozszerzać ku górze, czy ku dołowi ? Ja osobiście nie radziłbym panu mankietów. To było modne kilkanaście lat temu, Jakby pan się pokazał w takich spodniach na ulicy, to niektórzy skwitowaliby to ironicznym uśmieszkiem. A po co narażać się na nieprzyjemności ? Lepiej dopasować się do aktualnych trendów. Od razu pomyślą, że jest pan nowoczesnym człowiekiem, który ma kontakt ze światem. A te spodnie ? Mówię panu szczerze jako doświadczony krawiec. Najlepiej nie rozszerzać. Zostawić równe na całej długości. Takie neutralne wyglądają estetycznie na nogach. Gdyby się rozszerzały lub zwężały, to ktoś mógłby pomyśleć, że maskuje pan jakieś przypadłości. A przecież widzę, że ani krzywych, ani spuchniętych nóg pan nie ma. Więc, po co wymyślać niepotrzebne fasony?
Mocno zmęczony nieustannym potokiem słów krawca Protazy spoglądał od czasu do czasu błagalnym wzrokiem w okno, czy aby ktoś nie zmierzał do zakładu krawieckiego, aby wybawić go z tej opresji. W pewnej chwili, nie słysząc już trwającego monologu, ujrzał pewnego osobnika, który najwyraźniej kierował swe kroki wprost do krawca. Istotnie, po paru sekundach otworzyły się drzwi i stanął w nich rosły dżentelmen, który od progu zaczął się usprawiedliwiać:
-Przepraszam pana – zwrócił się do krawca – byłem umówiony na przymiarkę, ale przez te korki nie dotarłem na czas.
Krawiec w jednej chwili przerwał monolog . Spojrzał na Protazego i wyraźnie zdegustowany rzekł do niego z wyrzutem:
-To pan nie był umówiony i nie chce pan szyć garnituru ? Po co więc te przymiarki, te porady, materiały i w ogóle wszystkie opowieści ? Nie mógł pan mi powiedzieć, że pomyliłem pana z tym drugim panem, który się spóźnił ?
-Przecież nie dal mi pan powiedzieć nawet słowa. Jak więc mogłem wyjaśnić, że ta moja wymuszona wizyta u pana to pomyłka ? – rzekł również zdegustowany emeryt, po czym ruszył ku drzwiom, opuszczając zakład gadatliwego krawca.
-Jak to dobrze- westchnął – że mam jeden, ale za to sprawdzony garnitur. Szycie nowego to by była prawdziwa męka.