Emeryt Protazy w każdą niedzielę chodził do kościoła. Pewnego razu, słuchając ogłoszeń dowiedział się, że w najbliższy czwartek przybędzie do jego mieszkania ksiądz z wizytą duszpasterską. Już od poniedziałku Protazy zaczął się starannie do tego przygotowywać. Wyciągnął z szafy biały obrus, którego od dłuższego czasu nie używał. Niestety, choć obrus był czysty, to jednak trochę pognieciony. Zasmucony tym faktem Protazy wyciągnął z szafy działające jeszcze trzydziestoletnie żelazko. Potwierdziło ono i tym razem swoją sprawność, bo udało się uprasować obrus bez większych komplikacji. Kolejnym punktem było przygotowanie świecy i wody święconej. Dla emeryta nie sprawiało to kłopotu, bo akurat te dwie rzeczy zawsze były schowane w zakamarkach bieliźniarki. Problem był jednak w tym, że Protazy nie pamiętał, na której półce były poszukiwane przez niego przedmioty. Musiał zatem powyjmować wszelkie koszule, ręczniki, poszewki, serwetki, prześcieradła i inne artykuły, których tu wyliczać nie będziemy. Na jego nieszczęście zaczął od dolnej półki. Ponieważ półek było pięć, po pewnym czasie pokój zamienił się w składowisko różnych rzeczy zajmujących krzesła, stół i łóżko. W umyśle Protazego zrodziło się uczucie chaosu. Gdy zaczął powoli tracić nadzieję na skuteczność swych działań, znalazł na górnej półce niewielki flakonik z wodą i schowaną w foliowej torebce świeczkę, znajdujące się przy tylnej ściance półki. Emeryt zezłościł się na samego siebie, bo mógł przecież zacząć poszukiwania od górnej półki. Nie musiałby wykonywać tyle zbędnej pracy. Po chwili jednak doszedł do wniosku, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mógł w ten sposób odkurzyć opustoszałe wnętrza. Następne pół godziny minęło Protazemu na ponownym ułożeniu zawartości szafy. Największą jednak zagadką dla emeryta było to, gdzie może znajdować się kropidło. Był to przedmiot , którego potrzebował raz do roku. Nie było więc sprawą łatwą cofnąć się pamięcią o te dwanaście miesięcy i przypomnieć sobie, w którym zakątku mieszkania znajdował się ten unikalny eksponat. Ponieważ całe poprzednie czynności trwały parę godzin, Protazy postanowił odłożyć poszukiwania kropidła na dzień następny. Od wtorkowego ranka Protazy rozpoczął intensywne czynności mające na celu znalezienie kropidła. Złożył szybko tapczan, chowając uprzednio pościel i ochoczo zabrał się do pracy. Na szczęście nie musiał ponownie opróżniać szafy, gdyż z całą pewnością kropidła tam nie było. W mieszkaniu emeryta znajdowała się obszerna biblioteczka, w której zgromadził pokaźne zbiory książek, począwszy od czasów szkolnych aż po niedawne trofea zakupione w kiosku jako promocyjne dodatki do prasy. Protazy pomyślał, że mógł schować kropidło za książkami. Nie miał więc innego wyjścia, jak tylko wyjęcie wszystkich książek z biblioteczki. Cierpliwie, tom po tomie, opróżniał kolejne półki swego czterdziestoletniego mebla. Utrudzony i zasłonięty piętrzącymi się stosami książek usiadł na podłodze i zrezygnowany otarł pot z czoła. Z przerażeniem stwierdził, że musi te książki z powrotem poukładać, bo oczywiście kropidła tam nie było. Ton, niestety, przekraczało możliwości wyczerpanego mocno emeryta. Postanowił zatem poszukiwania kropidła odłożyć do środy. Niebawem zrobił się wieczór i nadeszła noc. Protazy rozebrał tapczan, wciągnął pościel i po umyciu się usiłował zapaść w błogi sen. Do tego, niestety, było daleko. Intensywnie myślał o tym, gdzie mógł schować kropidło. Skłębione myśli na ten temat spowodowały umysłowe znużenie emeryta, co pozwoliło mu zapaść wreszcie w upragniony sen po trzygodzinnych rozmyślaniach. Nazajutrz, a była to już środa, zdenerwowany Protazy wstał raźno z tapczanu, ukląkł na podłodze, aby schować pościel i nagle zdębiał. W kącie skrzyni tapczanu leżało sobie najspokojniej w świecie… kropidło!
Jak ono się tam znalazło ? – nie mógł pojąć emeryt – wszędzie mogłem je schować, ale nie tu ! Znalezienie kropidła tak uradowało Protazego, że postanowił uczcić ten fakt. Wyszedł więc z domu do pobliskiego sklepu, aby zakosztować choć trochę luksusu i kupić sobie struclę makową, której, z uwagi na szczupłe fundusze, za często nie mógł skosztować Zadowolony wrócił do domu i po spożyciu dwóch jej kawałków z mocną herbatą zaczął przygotowywać się do czwartkowej wizyty księdza. Przystroił więc stół w biały obrus, ustawił na nim wszystkie niezbędne przedmioty (na szczęście niewielki krzyż stał zawsze na brzegu biblioteczki, więc tym razem nie musiał go szukać). Teraz mógł tylko czekać, aż nadejdzie czwartek… Choć wizyta była zapowiadana od szesnastej, Protazy już od rana co chwila podchodził do wizjera w swych drzwiach, aby sprawdzić, czy ktoś się zbliża do mieszkania. Mijały godziny, lecz przejęty tym faktem Protazy nie miał ochoty ani na jedzenie ani na picie. Nadeszła wreszcie zapowiadana godzina. Gdy rozległ się dzwonek, emeryt rzucił się pospiesznie do drzwi i nie sprawdzając, kto stoi za nimi, otworzył je. Oczom jego ukazał się czarnoskóry osobnik ubrany w sutannę , który, uśmiechając się dobrotliwie , pozdrowił Protazego. Ten znieruchomiał z przerażenia. Czarnoskóry ksiądz ? A czy on jest prawdziwy, skąd się tu wziął ? Protazy regularnie chodził do kościoła, ale nigdy takiego księdza nie widział. W głowie zaczęły mu się rodzić podejrzliwe myśli, czy aby to prawdziwy ksiądz? Po chwili zza sylwetki czarnoskórego księdza wyłoniła się znajoma postać proboszcza. Wyjaśnił on zaraz Protazemu, że czarnoskóry ksiądz odbywa, jako student seminarium, praktykę w parafii i w ramach jej został wydelegowany z wizytą duszpasterską. Proboszcz udał się na wyższe piętra i powiedział Protazemu, że zostawia z nim tajemniczego praktykanta. Zostawszy sam na sam z afrykańskim przybyszem, Protazy poczuł się nieco skrępowany. Zastanawiał się, czy zdoła porozumieć się z nietypowym księdzem i czy przypadkiem nie będzie problemu z przeprowadzeniem zwyczajowych obrzędów. Po chwili okazało się, że obawy Protazego były przedwczesne. Czarnoskóry ksiądz mówił płynnie po polsku. Choć , jak się potem okazało, pochodził z Kamerunu, doskonale też znał powinności, jakie normalnie przy tej okazji wykonuje każdy ksiądz. Po zakończeniu wizyty Protazy długo był pod wpływem emocji, jakie wywołało w nim to niecodzienne spotkanie.