Zbliżał się koniec listopada. Dni były coraz bardziej ponure, krótsze i deszczowe. Codzienne życie emeryta Protazego wydawało się wtedy szczególnie nieciekawe. Spędzanie czasu w przyciemnionym pokoju, do którego nie wpadało słońce, przypominało bezbarwne i nieatrakcyjne trwanie w nadziei na przeżycie tego przygnębiającego okresu.
W takim nieciekawym klimacie pojawiła się pewnego ranka mała iskierka nadziei na odmianę niesprzyjającego losu. Jak zawsze rano, Protazy wyszedł z mieszkania po poranne zakupy. Przechodził właśnie koło skrzynek pocztowych, gdy spostrzegł, że w jego skrzynce znajduje się jakaś korespondencja. Była to biała koperta bez żadnych nadruków, co jeszcze bardziej wzmagało ciekawość Protazego. Po powrocie z zakupów niezwłocznie wyjął ze skrytki tę kopertę i zaraz po wejściu do mieszkania otworzył ją. W środku znalazł pismo z klubu seniora. Było to zaproszenie na imprezę andrzejkową organizowaną w dniu 30.listopada, której głównym punktem programu miało być lanie wosku i odczytywanie z niego wróżb dla poszczególnych uczestników.
Protazy nie wierzył w żadne wróżby i zabobony, ale uznał, że dla zabawy nie zaszkodzi odmienić atmosfery ponurego pokoju w czasie listopadowej słoty.
Postanowił więc, wbrew swoim przyzwyczajeniom, udać się do klubu seniora.
W dniu imprezy od wczesnych godzin porannych starannie przygotowywał swój wyjściowy, reprezentacyjny strój, czyli trzydziestoletni garnitur, różową koszulę, niebieski krawat w zielone grochy i buty na skórzanym obcasie. Dodatkowo, z uwagi na deszczową porę, przygotował też wiekowy płaszcz z ortalionu mający skutecznie chronić go przed zmoknięciem.
Mimo że impreza zaczynała się w późnych godzinach popołudniowych, Protazy już od południa przeglądał się w lustrze ubrany w reprezentacyjny strój. Chciał zobaczyć, czy jego wygląd będzie akceptowany przez innych uczestników spotkania. Co pewien czas strzepywał drobne pyłki kurzu, które tu i ówdzie pojawiały się na ubraniu. Przyczesywał też co chwila resztki swych włosów, bo stale wydawało mu się, że jest potargany. Szczególnie jeden kosmyk włosów był bardzo oporny. Protazy zwilżał go kilkakrotnie wodą, lecz po wyschnięciu włosy powracały do pierwotnej rozczochranej postaci. Po wielu próbach emerytowi udało się wreszcie ujarzmić niesforne włosy, dzięki czemu mógł zakończyć przygotowania do udziału w tym atrakcyjnym wydarzeniu.
Gdy zbliżała się godzina spotkania, Protazy opuścił mieszkanie i udał się do klubu seniora.
Już przy wejściu spotkał pokaźną grupę osób w starszym wieku. Wszyscy zaproszeni zatroszczyli się o swój wygląd. Seniorki prezentowały ufryzowane włosy o wybujałych kształtach wymodelowanych przez wykwalifikowanych fryzjerów.
Oczywiście każda nosiła na sobie kreację przewidzianą na specjalne okazje. Panowie w garniturach i krawatach, a wszyscy obficie skropieni perfumami. Mieszanina tych zapachów tworzyła jakiś niewidzialny obłok unoszący się ponad głowami i intensywnie drażniący nozdrza.
Wkrótce rozpoczęło się spotkanie. Wszyscy usiedli przy długim stole przy kawie, herbacie i symbolicznym ciastku dla każdego seniora.
Po spożyciu poczęstunku nastąpił kluczowy moment programu, jakim były andrzejkowe wróżby z wosku. Organizatorzy przynieśli na środek pomieszczenia pokaźnych rozmiarów balię wypełnioną wodą i palnik do rozgrzania wosku. Następnie każdy z uczestników specjalną łyżką wylewał gorący wosk do wody, gdzie rodziła się wróżba dla poszczególnych osób.
Pewnej pani pokazał się uwieczniony w wosku wizerunek podobny do sukni ślubnej. Zdziwiona seniorka rzekła:
-W moim wieku ślub ? To nieprawdopodobne. Jestem, co prawda, wdową, ale gdzie mi tam na stare lata myśleć o takich szaleństwach.
-Nigdy nie wiadomo, co może nas spotkać w życiu – skomentował jej wypowiedź wysoki jegomość o siwej bujnej fryzurze. Swym wyglądem przypominał zalotnego osobnika, który mimo zaawansowanego wieku nie pogardziłby podbojami sercowymi. Mina mu jednak po chwili zrzedła, gdy zobaczył swoją wróżbę. Kształt wylanego wosku przypominał bowiem laskę.
-A cóż to za znak ? – z niepokojem spojrzał na odlany wosk. Przecież jeszcze jestem sprawny. Laska mi niepotrzebna, Po chwili zamilkł, jakby domyślając się, że może go spotkać jakieś nieprzyjemne wydarzenie.
Za to inny z seniorów promieniował ze szczęścia, bo wyciągnął z wody woskowy odlew w kształcie cyfry 6. Ponieważ systematycznie grywał w Lotto, od razu skojarzył to z główną wygraną, czyli trafieniem „szóstki”.
-To niemożliwe – mówił głosem pełnym emocji – przez tyle lat gram i nic nie wygrałem, a teraz miałbym wygrać aż tyle pieniędzy ? Już w myślach układał sobie plan wydatków, jakby wygraną miał w ręku.
Kolejna z pań wyciągnęła z wody swój odlew przypominający dwie złączone twarze dziecięce.
-A cóż to ? Bliźniaki ! – rzekła zdziwiona. W moim wieku mnie to raczej nie grozi, ale moja wnuczka niedługo zostanie mamą. Może to zapowiedź dwóch prawnuków na raz ? – nie mogła uwolnić się od nurtujących ją domysłów.
Jeszcze inna pani wielce się uradowała, gdy wyciągnęła z wody woskowy odlew w kształcie kwiatu przypominającego rozkwitłą różę.
-No, pewnie czeka mnie odmiana losu. Mój mrukowaty mąż, któremu nigdzie nie chce się wychodzić i coraz bardziej staje się zgorzkniały i marudny, nigdy nie kupował mi kwiatów w dniu rocznicy naszego ślubu. A w tym roku to już 48. taka okazja. Zanosi się na to, że tym razem zrobi wyjątek.
W końcu przyszła pora na Protazego. Pełen kompleksów emeryt chwycił drżącą ręką łyżkę i rozdygotanym ruchem wychlapał wosk do wody, przez co utworzyło się kilka odlewów. Wszyscy mocno się zdziwili, bo dotąd każdemu pokazywał się jeden odlew, a nie kilka.
Protazy ostrożnie wyjął wszystkie odlewy, których było chyba pięć, po czym po cichu oddalił się do pobliskiego stołu, aby je wszystkie ułożyć.
Po takim ustawieniu utworzyły kształt przypominający dość wyraźną, ale zagadkową datę szóstego grudnia.
Protazy zapomniał o swojej niewierze w przesądy i zaczął intensywnie myśleć, co miałaby oznaczać ta data. Jeśli byłaby to data jego śmierci, to ma raptem siedem dni życia przed sobą. Trzeba byłoby uporządkować wszystkie bieżące sprawy. Po pierwsze, musiałby powiadomić brata, po drugie, spisać testament, pomyśleć o miejscu na cmentarzu, a może zlecić już zawczasu usługę pochówku firmie pogrzebowej. A do tego jeszcze ceremonia kościelna. Przecież brat z tym wszystkim sobie nie poradzi, a ponadto mieszka w innym mieście. Protazy musiałby to wszystko sam załatwić. I to wszystko w ciągu zaledwie tygodnia. Ta wizja poważnie nadszarpnęła nerwy emeryta. Data, jaką wywróżył mu przypadkowo rzucony wosk na wodę, nie dawała mu spokoju. A może to nie data śmierci, tylko włamania do jego zacisznego mieszkanka ? Tyle teraz słyszy się o różnych przestępcach stosujących wyrafinowane metody wtargnięcia do bezbronnych emerytów, aby zabrać im majątek całego życia. Co prawda, Protazy żadnego majątku nie miał, ale skąd złodzieje mogą wiedzieć, że nie ma.
Czasem potrafią nawet zabić dla paru groszy.
Impreza zakończyła się więc dla Protazego niezbyt optymistycznym akcentem.
Mnożył w myślach kolejne tragiczne wizje związane z tą datą. A może ulegnie wypadkowi i wyląduje w szpitalu ? Nie wiadomo tylko, jakie to będą obrażenia. Jak sobie zwichnie nogę lub rękę, to pół biedy. Gorzej, jak go potrąci samochód, a już na pewno tragicznie, jak przejedzie po nim kołami.
Przez kilka dni Protazy chodził przygnębiony i posępny. Nawet tak ulubiony przez niego dżem morelowy już tak nie smakował, jak dawniej. Doszło do tego, że w obawie przed jakimś złym zdarzeniem stale spoglądał przez okno, nasłuchiwał przy drzwiach odgłosów z korytarza, a nawet oglądał się za siebie i patrzył na sufit w swym mieszkaniu, obawiając się, że coś mu spadnie na głowę.
Tak minął cały tydzień i nastał ten sądny dzień. Jakby na potwierdzenie jego tragicznych wizji z samego rana rozległ się dzwonek do jego drzwi. Protazy pomyślał, że to niechybnie początek zrealizowania się jakiegoś z ponurych wariantów wydarzeń. Przygotowany na wszystko i zdesperowany otworzył drzwi i znieruchomiał ze zdziwienia.
Oto w drzwiach stała młoda panienka z paczuszką w ręku.
-Dzień dobry, panu. Dzisiaj jest 6.grudnia, czyli Mikołajki. Z tej okazji dom seniora ufundował dla najstarszych mieszkańców naszego osiedla słodkie upominki.
Proszę, to dla pana – rzekła, wręczając Protazemu paczuszkę, po czym znikła na schodach.
Protazy długo nie mógł złapać tchu po tym, co go spotkało.
-A więc ta data to nie była zapowiedzią czegoś złego, lecz okazała się miłą niespodzianką.
W tym momencie przypomniał sobie, że przecież nie wierzy w przesądy. Nie rozumiał więc, czemu dręczył się przez cały tydzień takimi tragicznymi myślami.