Emeryt Protazy miał już swoje lata. Od pewnego czasu czuł drobne dolegliwości oddechowe. Czasem męczył go też kaszel. Jako osoba dbająca o zdrowie nie lekceważył najmniejszego nawet objawu jakiejkolwiek dolegliwości, Z tego powodu udał się pewnego dnia do lekarza. Kolejka, jak zwykle, nie była krótka. Na szczęście pacjentów w miarę sprawnie obsługiwano. Po dwóch godzinach oczekiwania doczekał się wreszcie upragnionej możliwości uchylenia drzwi od gabinetu lekarskiego i wygłoszenia sakramentalnego „Czy można ?”po przekroczeniu progu. Lekarz zbadał dokładnie układ oddechowy Protazego. Nie dopatrzył się jakiejś dramatycznej sytuacji. Stwierdził jednak, że dobrze byłoby pojechać na dwa tygodnie do sanatorium, Ponieważ miał możliwość bezpośredniego kierowania pacjentów, zwłaszcza emerytów, do ośrodków leczniczych, wypisał zaraz skierowanie i wręczył Protazemu.
-Ma pan szczęście – rzekł lekarz – akurat mam dla pana atrakcyjną propozycję wyjazdu do sanatorium o nazwie „Uzdrowiciel”. Już sama ta nazwa sugeruje, że wiele pan może zyskać po tym dwutygodniowym pobycie.
Protazy wziął skierowanie, podziękował i, kłaniając się z wdzięcznością, wyszedł z gabinetu. Po powrocie do domu, jak zawsze, zaczął analizować konsekwencje wszelkich zmian w jego stabilnym trybie życia. W miarę tego analizowania twarz emeryta stawała się coraz bardziej blada, a usta zaczęły drżeć z obawy, co to skierowanie może oznaczać. On, człowiek samotny, który z powodu wrodzonej nieśmiałości i niechęci do komplikowania życia kobietom nie założył rodziny, od lat mieszkający w tym samym mieszkaniu miał nagle je opuścić i udać się do sanatorium. Do miejsca, gdzie tętni życie towarzyskie, w którym on, lubiący kameralne wyciszone klimaty musiałby się znaleźć, Z drugiej strony nie miał wyjścia. Gdyby odmówił lekarzowi, mógłby sprawić mu przykrość i narazić się na przyszłe konflikty ze służbą zdrowia, Poza tym nie wypadało mu nie docenić starań lekarza. Przecież przedstawił mu taką atrakcyjną ofertę, Usiłując uspokoić swoje rozdrażnione nerwy, Protazy głęboko westchnął i zaczął powoli kompletować niezbędną Odzież. Nie było to sprawą prostą. Od kilkunastu lat przebywał głównie w mieszkaniu, rzadko je opuszczał, więc nie miał potrzeb kupowania nowej garderoby. Tak naprawdę to miał jeden garnitur, dwa swetry, kilka koszul i jego słynny zielony krawat w niebieskie grochy. Jeśli do tego dodamy trzy pary skarpetek i kilka innych szczegółów bieliźniarskich, to będziemy mieć przed oczami cały stan posiadania Protazego. Emeryt jednak tym się nie zrażał. Przecież nie będzie tam pokazywał się w blasku kamer ani nie uczestniczył w imprezach tanecznych. Raczej planował głównie przebywanie w pokoju, z małym krótkim spacerem w ciągu dnia. Przekonawszy sam siebie o braku konieczności dokonywania zakupu dodatkowej odzieży, zapakował wszystkie swoje rzeczy do niewielkiej torby turystycznej. Torbę tę otrzymał od firmy przy przejściu na emeryturę. Miała ona już niemało lat, ale jeszcze nadawała się do użytku. Następnego dnia Protazy ubrany w swój jedyny, reprezentacyjny garnitur, zielony krawat w niebieskie grochy i różową koszulę, z torbą podróżną w ręku udał się na dworzec kolejowy. Kupił bilet i czekał na peronie. W głowie kłębiły mu się dręczące myśli. Oto teraz stoi przed perspektywą rozstania się ze swoją bezpieczną przystanią, jaką jest jego mieszkanie i to aż na dwa tygodnie. Poza tym jedzie do nieznanego obiektu, w którym będzie masa ludzi. To musiało być dla emeryta szokujące wyzwanie, bo pogrążony w rozmyślaniach nie zauważył, że przyjechał pociąg i stanął przy peronie. Może by tak rozmyślał i dłużej, ale nagle usłyszał głos:
-Przepraszam pana, czy ten pociąg jedzie do ….
W tym momencie Protazy przypomniał sobie, że pociąg, którym ma jechać, stoi właśnie przed nim.
-Tak, tak, to ten pociąg – odpowiedział w panice emeryt, nie czekając, aż rozmówca dokończy swe pytanie. Wsiadł szybko do wagonu i po chwili pociąg ruszył z miejsca.
Podróż nie trwała długo. Niecałe dwie godziny, Protazy pomyślał, że lekarz chyba wiedział o jego niechęci do długich podróży i zaproponował mu sanatorium w miarę bliskiej odległości od miasta. Po przybyciu do sanatorium Protazy wszedł do sali, w której znajdowała się recepcja. Od razu zwrócił uwagę kuracjuszy ubranych w sportowe dresy i, kurtki, z miękkim obuwiem na nogach. Protazy, widząc zdziwione spojrzenia , zdał sobie sprawę, że pewnie się niestosownie ubrał. Cóż jednak miał robić ? Marzył o tym, aby jak najszybciej się zameldować i czym prędzej udać się do pokoju, który, na szczęście, okazał się jednoosobowy. Dawało to szansę na spędzenie pobytu w sanatorium w spokoju i ciszy. Byłyby to warunki podobne do tych panujących w jego mieszkaniu. Łatwiej może będzie mu przetrwać te długie dwa tygodnie.
Jedynym stresującym wydarzeniem dla samotnego emeryta, który nie lubił rzucać się w oczy, były wyjścia do stołówki i na zabiegi lecznicze. Już pierwsza wizyta w stołówce wywołała u Protazego duże emocje. Zaledwie zjawił się w swym garniturze i zielonym krawacie w niebieskie grochy i zajął miejsce przy pustym stole, podeszła do niego pewna nie pierwszej młodości niewiasta, ale o dość efektownym wyglądzie. Włosy miała ufarbowane w jasnym kolorze, a usta pokrywała gruba warstwa intensywnie czerwonej szminki.
-Przepraszam, czy mogę się przysiąść do pana ? – spytała niewiasta.
Protazy rozejrzał się po stołówce i ze zdziwieniem spostrzegł, że wokół było co najmniej pięć pustych stolików. Nie rozumiał więc, dlaczego niewiasta akurat chciała siedzieć przy stoliku, który on zajmował. Jako człowiek nieśmiały nie czuł się komfortowo w towarzystwie. Bał się, że może być negatywnie oceniony, krytykowany, może być przedmiotem drwin, stać się obiektem krytyki. Nic dziwnego, że pytanie niewiasty wzbudziło w nim niepokój i różne domysły. Jako człowiekowi z zasadami nie wypadało jednak odmówić, więc powiedział:
-Proszę bardzo, proszę usiąść.
Niewiasta szybko zajęła miejsce, przewieszając przez oparcie krzesła pokaźną torebkę koloru różowego ze srebrnymi cekinkami.
-To ciekawe – zagadnęła – ma pan koszulę w takim samym kolorze, jak moja torebka.
-Ach tak ? Tak, faktycznie, to przypadkowy zbieg okoliczności – odpowiedział cicho Protazy.
-Proszę pana, zbieg okoliczności nigdy nie jest przypadkowy – odrzekła rozmówczyni – to prawdopodobnie ten kolor świadczy o naszych wspólnych zainteresowaniach,
-Ależ proszę pani, ja jestem skromnym emerytem, nie mam żadnych zainteresowań poza słuchaniem radia i oglądaniem telewizji.
-No, jak to nie ma pan zainteresowań ? – stwierdziła niewiasta – przecież już sam fakt słuchania tych mediów powoduje, że podświadomie pozyskuje pan informację, które muszą wywołać jakiekolwiek zainteresowanie. A wie pan, że ja też codziennie słucham radia i oglądam telewizję ? – kokieteryjnym tonem kontynuowała swą wypowiedź kuracjuszka.
-To świetnie – lakonicznie odpowiedział Protazy.
-A pewnie że świetnie – z wyraźnym zadowoleniem odrzekła rozmówczyni – wie pan, w moim pokoju jest bardzo duży telewizor i nowoczesny odbiornik radiowy. Mam pokój jednoosobowy, jestem tam sama, więc moglibyśmy pooglądać i posłuchać razem. A w ogóle, to po co mamy być tacy oficjalni ? Ja jestem Grażynka – powiedziała wprost kuracjuszka, wyciągając ku Protazemu rękę w geście przywitania.
Emeryt zmieszany tak śmiałym wstępem do rozmowy wygłoszonym prze tę niewiastę podał jej rękę i wyszeptał:
-A jam ma na imię Protazy.
-O, to ładne i rzadkie imię, panie Protezy.
-Przepraszam panią, Protazy – poprawił emeryt niefortunną wymowę jego imienia.
-No dobrze – kontynuowała – dziś mamy wieczorek zapoznawczy. Myślę, że jak tam się spotkamy, to domówimy szczegóły.
Rozmawiając z Protazym Grażynka szybko przełykała kolejne kawałki porcji obiadowej, po czym wstała i znikła za drzwiami stołówki. Protazy z wrażenie nic prawie nie przełknął, więc teraz, gdy został sam, mógł spokojnie dokończyć obiad. Wrócił do pokoju. /od razu zaczęły go dręczyć domysły, podejrzenia i przypuszczenia.
-Skąd się wzięła ta Grażynka ? – rozważał w myślach – jest tylu kuracjuszy, a ta się musiała właśnie do mnie przyczepić. Ufryzowała się i wymalowała, jakby chciała popisywać się przed całym turnusem. A w dodatku ta torebka. To dobre dla nastolatek, ale nie dla niej, na oko pięćdziesięcioletniej kobiety. Pewnie szuka jakiegoś adoratora, a może przypadkiem chce go złowić i zmusić do małżeństwa, a co za tym idzie, wprowadzić się jego niedużego przecież mieszkania. Do tego w żadnym razie nie mógł dopuścić. Przyzwyczajony od lat do spokoju, ciszy, niezależności i swobody miałby teraz stać się narzędziem w ręku jakieś tam ufarbowanej Grażynki ? Nie, nie, do tego nie może w żadnym wypadku dopuścić. Protazy zamknął się w pokoju i tak przetrwał w nim czas do następnego ranka. Zaledwie wszedł do pomieszczenia stołówki i zajął miejsce przy stoliku, jak spod ziemi wyrosła Grażynka.
-No wiesz, co Protezy, czekałam na ciebie przez cały wieczór. Była bardzo miła atmosfera, zabawa przednia, wszyscy się czuli wspaniale. Może ty się źle czułeś albo byłeś zmęczony podróżą ?
-Tak, tak, zmęczyłem się podróżą. A poza tym jestem Protazy – wyjaśnił emeryt.
-Oj, patrz, jaka ze mnie gapa – roześmianym głosem zachichotała Grażynka – no jasne, przecież ty masz na imię Protazy, a nie Protezy.
-Słuchaj, mam dla ciebie świetną propozycję. Po śniadaniu pójdziemy do mojego pokoju, za pół godziny jest bardzo fajny serial „Namiętna szyja”. Pewnie go oglądasz,
-Tego akurat nie
– rzekł Protazy – rano nie oglądam telewizji. Dopiero wieczorem.
A to nie szkodzi. Zobaczysz, jak tylko obejrzysz jeden odcinek, to się od tego już nie uwolnisz. Czekam na ciebie. Mój pokój ma numer trzynaście. Do zobaczenia – rzekła Grażynka i pospiesznie udała się do pokoju. Protazy przełknął ostatnie kęsy śniadania i poczuł, że sprawy zaczynają przybierać niebezpieczny obrót. Ta Grażynka wypowiada coraz śmielsze propozycje. I dodatku ten pechowy numer pokoju. Gotowa by całkiem omotać emeryta i zaburzyć spokój, odmieniając jego uporządkowany od lat tryb życia. Protazy uznał więc, że nadszedł czas odwrotu. W pośpiechu spakował swoje rzeczy i błyskawicznie opuścił sanatorium. Na szczęście ktoś przyjechał taksówką, więc mógł skorzystać z kursu powrotnego w kierunku dworca. Kiedy wsiadał do taksówki, kątem oka dostrzegł, że Grażynka z okna swego pokoju obserwowała to, co się dzieje na zewnątrz. Gdy dostrzegła emeryta, otworzyła okno i zaczęła wołać:
-Protezy, Protezy, gdzie ty jedziesz ? Chyba nie uciekasz ?!
-A właśnie, że uciekam
– szepnął do siebie, kiedy taksówka ruszyła z miejsca.
Tego samego dnia emeryt powrócił do swego mieszkania. Uświadomił sobie, że cały pobyt w sanatorium trwał niecałą dobę. To i tak jednak wystarczyło do poprawy jego zdrowia. Po tylu emocjach dziwnym zrządzeniem losu jakoś przestał męczyć go kaszel, a dolegliwości oddechowe zupełnie ustąpiły. Widocznie w tym sanatorium musiał panować niezwykły mikroklimat.