Emeryt Protazy generalnie lubił zwierzęta, choć tylko do pewnego momentu. Dopóki nie zaczęły naruszać jego z góry ustalonego, wieloletniego trybu codziennego życia, wszystko było w porządku, Wystarczyło tylko drobne zakłócenie tego ładu, a upodobanie i przyjazne nastawienie emeryta do zwierząt znacząco się zmieniało. Od pewnego czasu ciszę pomieszczenia, w którym przebywał emeryt Protazy zaczęły burzyć głośne dźwięki wydawane pod jego oknem przez rybitwy. Robiły taki jazgot, że emeryt nie mógł posłuchać radia, które było przez cały dzień głównym źródłem kontaktu ze światem. Dopiero wieczorem włączał telewizor, ale wtedy było już późno i ptaki odleciały do swoich kryjówek na nocny spoczynek. Przyczyną gromadzenia się ptaków pod oknem Protazego wydawania głośnych dźwięków było wyrzucanie resztek jedzenia przez kogoś z wyższego piętra. Protazy usiłował zidentyfikować sprawcę tego nieprzemyślanego działania, ale była to raczej operacja skazana na niepowodzenie. Po pierwsze, sprawców mogło być więcej, w dodatku mieszkających na różnych piętrach. Po drugie, z balkonu na parterze niemożliwe było ustalenie poszukiwanej osoby. Z perspektywy parteru taka osoba była zupełnie niewidoczna. Protazy zastanawiał się, jakie motywy powodowały takie zachowanie się rzucającego kawałki jedzenia ma podokienny trawnik. Przecież od dawna na klatce schodowej wisiało ogłoszenie informujące o kategorycznym zakazie karmienia ptaków. Mogło bowiem doprowadzić do zachęcenia innych niechcianych zwierząt np. gryzoni, aby gromadziły się przed balkonem emeryta. Jak to jednak w praktyce bywa, zakaz pozostawał tylko na papierze, a w rzeczywistości był kompletnie ignorowany przez tego karmiciela. Usprawiedliwieniem tej postawy mogło być tylko dobre serce i życzliwość wyrzucającego żywność dla ptaków. Skoro jednak tak chce pomóc biednym ptakom, to niech wyjdzie z domu i ich dokarmia z dala od budynku. Protazy otworzył rano okno, ale zaraz musiał je zamknąć, bo walczące o jedzenie ptaki przekrzykiwały włączone radio. Wyprowadzony z równowagi Protazy myślał, jak zaradzić tej sytuacji. Nie lubił pisać donosów , ale uznał, że w tym przypadku powinien powiadomić administrację spółdzielni mieszkaniowej, której udział ograniczał się tylko do wywieszenia tego zakazu bez jakiegokolwiek sprawdzenia, czy jest on przestrzegany. W związku z tym postanowił skompletować niezbędne przybory. Był człowiekiem poważnym i uznał, że pismo powinno być napisane na ozdobnym papierze listowym i na dodatek długopisem z niebieskim kolorem tuszu. Inny odcień niż czarny stwarzał bowiem wrażenie, że pismo jest oryginałem, a nie kopią. Na nieszczęście Protazy w domu nie dysponował ani papierem listowym, ani długopisem z niebieskim tuszem. Nie miał więc innego wyjścia, jak tylko udać się do pobliskiej galerii, w której mieścił się sklep papierniczy. Nie tracąc czasu na dalsze wymyślanie innych metod pozbycia się ptaków, Protazy przybył do sklepu. Już pierwszy kontakt z tą placówką wywołał u emeryta spore emocje. Ostatni raz dokonywał zakupu w sklepie tej branży przed prawie dziesięciu laty. Od tego czasu na rynku pojawiło się wiele różnych rodzajów zarówno długopisów, jak i papierów listowych. Protazy miał kłopot bogactwa. Jak tu dokonać właściwego wyboru, gdy przed sobą widzi się dwadzieścia różnych długopisów piszących w kolorze niebieskim ? To samo z papierem. Ozdoby były najróżniejsze. A to w kwiatki, a to ornamenty liściaste, a to figury geometryczne. Można było dostać zawrotu głowy. Przytłoczony bogactwem oferty rynkowej materiałów piśmiennych Protazy stał nieruchomo, jakby ktoś go zamienił w kamień.
Nietypowy stan, w jakim znalazł się emeryt, przyciągnął uwagę jednej ze sprzedawczyń.
-Przepraszam, czy panu coś dolega ? – spytała Protazego.
Wyrwany z zadumy emeryt w pierwszej chwili zaczął się jąkać, wydobywając mało rozpoznawalne dźwięki, ale po uporaniu się z chwilowym zakłóceniem równowagi umysłu, odpowiedział:
-Mnie nic nie dolega, doznałem tylko szoku, widząc tyle długopisów i papierów. Szukam długopisu z niebieskim tuszem, ale takich jest co najmniej dwadzieścia rodzajów.
-Niech się pan nie martwi, coś wspólnie wybierzemy – pocieszała go sprzedawczyni – osobiście polecałabym długopis marki „Patyk”, choć nie wiem, co pan chce pisać.
Wypowiedź sprzedawczyni wprowadziła Protazego w niemałe zakłopotanie. Przecież nie powie jej, że chce napisać donos. Dopiero by sobie narobił kłopotu. A nuż, pani sprzedawczyni po takim wyznaniu emeryta krzyknie na całą galerię” Donosiciel !” i wtedy się dopiero zacznie.
Nie, nie, tego nie mogę powiedzieć – myślał Protazy. Postanowił jednak, że trochę złagodzi wypowiedź i w efekcie stwierdził, że chce napisać podanie do administracji.
-Ach tak – rzekła sprzedawczyni – w takim razie do pisania podań lepiej nadaje się długopis marki „Kijek”. Jest bardziej miękki w dotyku i jeśli podanie będzie długie , to mniej się pan zmęczy. Co prawda, ten długopis jest dwukrotnie droższy od długopisu marki „Patyk”, ale za to komfort obsługi jest nieporównywalnie większy.
No dobrze
– odrzekł nieco zdezorientowany Protazy. Niech będzie ten „Kijek”.
-A teraz zajmiemy się papierem – kontynuowała dialog sprzedawczyni, widząc, że trafił się klient, na którym można dodatkowo zarobić.
Myślę, że podanie powinno się pisać na papierze w kratkę z marginesem przyozdobionym tulipanami i różami. Te kwiatki dobrze wpływają na samopoczucie adresata. Gdy ktoś w administracji będzie czytał pana podanie, to dzięki takiemu papierowi ma pan gwarancję, pozytywnego rozpatrzenia pańskiego wniosku, Muszę przyznać, że papier ten jest trzykrotnie droższy od zwykłego, ale warto zainwestować, aby zwiększyć szansę na pozytywne rozpatrzenie pana podania.
Protazy nie protestował. Skoro rozpoczął akcję przeciw karmicielowi, to musi ją dokończyć, nawet kosztem nieprzewidzianych wydatków. Zapłacił za polecane materiały i pełen zapału wrócił do domu. Było jednak dość późno i stwierdził, ze jednak za takie sprawy to trzeba się zabierać rano. Nazajutrz Protazy ochoczo przystąpił do planu walki z karmicielem, który niepomny szykowanego przeciw niemu zamachu, jak zawsze rano wyrzucił jakieś kawałki chleba na trawnik tuż przed balkonem Protazego. Dziesiątki rybitw pojawiły się nagle, jak spod ziemi lub raczej spod chmur. Tworząc, jak zawsze nieopisany zgiełk. Na nieszczęście Protazy uchylił rano okno, co potęgowało hałas tworzony przez ptaki. Wyprowadzony z równowagi Protazy stwierdził, że przez ten hałas nie może się skupić i nie jest w stanie napisać nawet słowa. Odłożył więc akcję na kolejny dzień. Była akurat pora przedwiośnia i Protazy miał nadzieję, że skoro zima się praktycznie skończyła, to karmiciel zaprzestanie swej szkodliwej dla emeryta działalności. Protazy srodze się jednak mylił. Następnego ranka i przez kilka następnych sytuacja powtarzała się w najmniejszych szczegółach. Po tygodniu prób Protazy stwierdził, że jednak pismo będzie pisał wieczorem. Wtedy ptaków za oknem już nie ma i łatwiej będzie mu się skoncentrować. Wieczór jednak też nie był dobrą porą. W tym czasie Protazy miał bowiem swoje ulubione seriale telewizyjne, w których nie potrafił zrezygnować. Kolejny więc tydzień trwały bezowocne próby napisania donosu w porze wieczornej. Czas mijał, a na dworze coraz bardziej dawało się odczuć nadejście wiosny, Pewnego ranka Protazy, jak zawsze spojrzał przez okno i oczom nie wierzył, Na trawniku nie było żadnego ptaka. Wszystkie odleciały nad rzekę, gdzie czekają ich lepsze przysmaki. Protazy odetchnął z ulgą, bo problem sam się rozwiązał. Karmiciel wobec braku ptaków zaprzestał swej działalności, Protazemu pozostał tylko długopis i papier, których nie wykorzystał. Nic to jednak nie szkodzi. Zrobi z nich użytek wraz z nastaniem następnej zimy.