Pewnego ranka emeryt Protazy postanowił zrobić pranie. Czekał na ten moment przez cały tydzień, zbierając skwapliwie różne części garderoby. Jako emeryt nie chciał za bardzo narażać się na uszczuplenie swoich sił. Dlatego postanowił skorzystać z dobrodziejstwa współczesnej cywilizacji, jakim jest pralka. Pralka nie była, co prawda, najnowszym osiągnięciem cywilizacji, bo wiek jej zbliżał się do lat dwudziestu, niemniej jednak wykazywała jeszcze siły witalne i odpowiadała niezawodnie mruczeniem silnika na wszelkie działania Protazego. Tym razem też tak się zachowała. Po uruchomieniu programu włączyła swe mechanizmy i po upływie godziny umilkła, co było niechybnym sygnałem dla Protazego o zakończeniu procesu prania. Emeryt wyłączył pralkę z prądu i chciał podnieść pokrywę, aby dostać się do bębna, ale tu go spotkała niemiła niespodzianka. Pokrywa ani rusz nie chciała się otworzyć. Zaskoczony i nieco podenerwowany nietypowym zachowaniem niezawodnego dotąd sprzętu Protazy ponawiał kilkakrotnie tę próbę, ale pokrywa za nic w świecie nie chciała się otworzyć. W głowie emeryta natychmiast uruchomił się proces myślowy polegający na znalezieniu sposobu skutecznego przełamania oporu tego bezdusznego urządzenia. W efekcie tego procesu ruszył w kierunku regału, gdzie znajdowała się leżąca od osiemnastu lat instrukcja obsługi pralki. Po półgodzinnym studiowaniu wywnioskował, że należy ponownie uruchomić proces prania. Tak też uczynił Protazy, lecz nic to nie dało. Pokrywa pralki nadal tkwiła zakleszczona i w żaden sposób nie chciała się otworzyć. Emeryt musiał więc użyć narzędzi mechanicznych, licząc się z tym, że czynność ta kończyła osiemnastoletnią znajomość z wysłużoną maszyną. Rzeczywiście, po kilku próbach otwarcia za pomocą śrubokrętu i młotka pokrywa uległa przeważającej sile i odsłoniła pod sobą stos upranej garderoby. Protazy rozwiesił wszystkie ubiory na suszarce i zadał sobie pytanie: Co dalej ? Jedynym rozwiązaniem było kupno nowej pralki. Łatwo powiedzieć, ale dla konserwatywnego osobnika przyciskającego ten sam guzik od osiemnastu lat i słuchającego tych samych odgłosów pracującego wiernie urządzenia stanowiło to nie lada wyzwanie. Niedaleko bloku, w którym mieszkał Protazy znajdowała się galeria handlowa. W niej był sklep ze sprzętem domowym, również z pralkami. Następnego ranka wybrał się więc Protazy do tego sklepu, aby z szerokiej gamy pralek wybrać sobie nową towarzyszkę życia na następne lata. Gdy wszedł do wnętrza, został od razu zniewolony ogromem różnym urządzeń wypełniających jego zmrużone źrenice nie przywykłe do takiej obfitości. Stanął więc w osłupieniu i bezradnie wodził wzrokiem po białych korpusach puszących się dumnie przy ścianach i w przejściach. W pewnym momencie jego zadumę przerwał głos pracownika sklepu:
Dzień dobry panu, w czym mogę pomóc?
Wyrwany z kontemplacji Protazy wykonał nerwowy ruch całym korpusem i omal nie wylądował na twardej sklepowej podłodze, ale resztki sprawności z dawnych lat pozwoliły mu pozostać w pozycji pionowej. Niepewnym głosem odrzekł:
Chciałbym kupić pralkę.
Bardzo proszę – rzekł sprzedawca – życzy pan sobie pralkę marki X lub Y, ładowaną od góry, czy od dołu, z gwarancją dwu-lub pięcioletnią, z zaawansowaną elektroniką, bądź z tradycyjnym wyposażeniem?
Ta wypowiedź znów wprawiła emeryta w zakłopotanie. Jaki typ wybrać ? Odpowiedź nie była łatwa. Sprzedawca zadawał coraz to nowe pytania, sugerował różne rozwiązania, popisując się przy tym szeroką wiedzą na temat parametrów technicznych i zalet poszczególnych modeli. Nawał tych informacji nie bardzo przenikał do umysłu Protazego, Jako konserwatysta przyzwyczajony do starych, wypróbowanych od lat i prostych w obsłudze urządzeń myślał jedynie o wiernej kopii swej zepsutej pralki.
To na co pan się decyduje ? – spytał nieco zniecierpliwiony sprzedawca.
Czując presję ze strony swego rozmówcy Protazy wskazał na pralkę, która przypominała wyglądem jego osiemnastoletnią towarzyszkę stojącą teraz bez życia w zaciszu jego łazienki.
Świetnie – odpowiedział sprzedawca – doskonały wybór. Właśnie mamy promocję tych modeli. Ze jedyne tysiąc dwieście złotych stanie się pan szczęśliwym posiadaczem tego znakomitego urządzenia. Udzielamy standardowo dwuletniej gwarancji. Jeśli jednak zdecyduje się pan na pięcioletnią gwarancję, to za dopłatą trzystu złotych możemy również i taki wariant wziąć pod uwagę, Płatność może być kartą lub gotówką.
No tak – odpowiedział nieco zakłopotany Protazy. Jako emeryt nie dysponujący nadzwyczajnymi zasobami gotówki pewnie wybrałby pierwszy wariant z dwuletnią gwarancją. Problem był tylko taki, że karty płatniczej w ogóle nie miał, a po gotówkę musiał udać się do banku.
Przy sobie nie mam tyle pieniędzy, ale pójdę do banku i za godzinę wrócę – dokończył wypowiedź Protazy.
Znużony mocno całą procedurą zakupu emeryt wyruszył do banku, chcąc doprowadzić całą sprawę do szczęśliwego finału. Był nieco zasapany, gdy przekroczył drzwi pomieszczenia bankowego, ale misja zakupu pralki okazała się silniejsza od jego chwilowych dolegliwości. Wziął numerek i czekał cierpliwie na swą kolej. Wkrótce numerek wyświetlił się na ekranie i Protazy podszedł do stanowiska, przy którym siedziała młoda, ambitna urzędniczka. Po usłyszeniu prośby emeryta o wypłatę gotówkową zaczęła zbaczać z tematu:
Proszę pana, a może chciałby pan mieć możliwość płatności kartą płatniczą lub mieć kartę kredytową . Oferujemy panu limit kredytowy do dziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Może pan dokonywać swobodnie zakupów bez potrzeby sprawdzania, czy ma pan dosyć gotówki w kieszeni.
Protazy odpowiedział spokojnym głosem:
Wolałbym jednak płacić gotówką. Zawsze mam możliwość przyjścia do banku i zamienić parę słów z żywym człowiekiem. Nie muszę obcować z bezdusznym plastikowym tworem, którym mogą manipulować jacyś kombinatorzy.
Urzędniczka poczuła się trochę zawiedziona wypowiedzią Protazego. Nie mając jednak innej możliwości wypłaciła mu żądaną kwotę w gotówce. Protazy, jako z natury osoba ostrożna i bojaźliwa, schował pospiesznie całą kwotę w głębokiej kieszeni spodni i wyszedł z banku. Cały czas miał wrażenie, że ktoś go śledzi, że mijający go ludzie wiedzą, iż w tej głębokiej kieszeni znajduje się przedmiot ludzkiego pożądania. Z tego powodu Protazy przyspieszył kroku i mocno zdyszany wrócił do sklepu.
Uiścił należność, otrzymał pokwitowanie, ale usłyszał, że na dostawę musi czekać trzy dni. Były to trudne dni z życia emeryta. Rozmyślał bezustannie o tym, jak ją uruchomić, jak będzie podłączona, czy nie będzie za głośno pracować, żeby nie sprawić kłopotu sąsiadom. Minęły wreszcie te trzy koszmarne dni i do drzwi mieszkania Protazego rozległo się pukanie. Niebawem dwóch barczystych dżentelmenów wkroczyło do wnętrza jego łazienki. Bezceremonialnie wynieśli osiemnastoletnią weterankę na korytarz, niepomni tego, ile wspomnień z przeszłości i przeżyć łączyło z nią Protazego. Po chwili wniesiono nową pralkę, na którą emeryt spoglądał z nieufnością i zagadkowym wyrazem twarzy. Nerwowo obserwował prace montażowe, które miały przynieść w efekcie podłączenie nowego nabytku do instalacji wodociągowej. Wkrótce rozległ się dźwięk nowej pralki, którą testowali wspomniani wyżej dżentelmeni. To już jednak nie był ten romantyczny dźwięk, do którego 18 lat przyzwyczaił się Protazy. Wkrótce dżentelmeni sprawdzili ostatecznie pralkę i opuścili mieszkanie. Protazy usiadł ciężko na fotelu z instrukcją obsługi nowego nabytku. Teraz będzie miał okazję do długiego postudiowania.