Emeryt Protazy miał kiedyś pilną sprawę do załatwienia w drugim końcu miasta. Nie jest istotne, co to była za sprawa. W każdym razie wymagała terminowego stawienia się w określonym miejscu.
Przejęty tym Protazy od rana czynił intensywne przygotowania, aby na tyle wcześniej wyjść z domu, żeby dotrzeć do miejsca przeznaczenia z wyprzedzeniem czasowym.
Jak zwykle, gdy miał pokazać się publicznie, zadbał o staranny ubiór. Przywdział trzydziestoletni garnitur, różową koszulę i niebieski krawat w zielone grochy oraz buty na skórzanych obcasach.
Wyszedł z domu i niebawem stał na przystanku tramwajowym. Wkrótce nadjechał oczekiwany przez emeryta pojazd. Protazy spojrzał na zegarek i uspokojony dość wczesną godzinę zaczął oglądać zmieniający się krajobraz za szybą tramwaju.
Beztroska podróż nie trwała jednak długo. Gdy tylko tramwaj dojechał do centrum, nagle zatrzymał się pomiędzy przystankami. W pierwszej chwili pasażerowie myśleli, że może jakiś pies wbiegł na ulicę i motorniczy musiał przyhamować. Minęło jednak parę minut, ale sytuacja nie ulegała zmianie.
Motorniczy otworzył awaryjnie drzwi, a szum pracujących silników słabł z sekundy na sekundę aż wreszcie ucichł.
Pasażerowie wyszli na jezdnię. Im oczom ukazał się nieciekawy widok. Przed nimi stał długi sznur tramwajów. Co więcej, stały również samochody, autobusy i inne pojazdy zajmujące całą jezdnię. Ruch został zupełnie sparaliżowany.
Protazy wpadł w panikę. Zobaczył, że punktualne dotarcie do wyznaczonego miejsca było poważnie zagrożone.
Po paru minutach wyjaśniła się przyczyna gigantycznego korka. Oto nastąpiła awaria prądu w momencie, gdy dwa tramwaje wjechały na skrzyżowanie dwóch głównych ulic. Na szczęście nie doszło do zderzenia, ale tramwaje zablokowały wszystkie jezdnie, przez co i pojazdy kołowe też nie mogły ruszyć się z miejsca. Bardziej obrotni pasażerowie poszli do znajdujących się obok stojaków z rowerami, aby na wypożyczonych pojazdach udać się po chodniku w dalszą drogę. Niektórzy pozyskiwali w ten sposób również elektryczne hulajnogi.
Zanim Protazy zorientował się o możliwości skorzystania z tych dwukołowych pojazdów, wszystkie zniknęły z miejsc postojowych. Emeryt zaczął desperacko rozglądać się wokół, usiłując w jakikolwiek sposób znaleźć wyjście z tej beznadziejnej sytuacji.
Wynajęcie roweru lub hulajnogi przerastało zresztą możliwości Protazego. Potrzebny był do tego m.in. telefon komórkowy, który stanowił dla emeryta zagadkowy przedmiot. Jako zatwardziały konserwatysta dysponował tylko tradycyjnym telefonem stacjonarnym w mieszkaniu.
Rozglądał się więc tylko wokół, patrząc bezradnie na przesuwający się obok tłum ludzi.
W pewnym momencie dostrzegł młodego osobnika, który prowadził obok wynajętą hulajnogę elektryczną. Zbliżał się z nią do budynku, w którym znajdował się kiosk. Widocznie coś musiał w nim kupić, bo oparł hulajnogę o ścianę i wszedł do kiosku, Protazy nie posiadał się z radości. Oto dostrzegł niepowtarzalną szansę skorzystania z tego unikalnego pojazdu i nadrobienia opóźnienia wynikłego z przestoju tramwajów. Zdawał sobie, co prawda, sprawę z tego, że postępuje w sposób nieuczciwy, ale konieczność dotarcia do celu przeważyła nad wyrzutami sumienia z powodu przechwycenia obcego pojazdu.
Protazy podszedł więc czym prędzej do hulajnogi i przypadkowo nacisnął na jeden z przycisków. Hulajnoga ruszyła do przodu, a Protazy w ostatniej chwili wskoczył na nią i oto sunął płynnie po chodniku. Ludzie zdążyli już przemieścić się w różnych kierunkach, miał więc sporo miejsca do jazdy.
Tymczasem młody osobnik wyszedł z kiosku i zobaczył Protazego oddalającego się na wynajętej przez niego hulajnodze. Zaczął więc gonić emeryta, krzycząc:
-Łapać złodzieja !
Protazy, jakby nie słysząc okrzyków goniącego go osobnika, był ogarnięty uczuciem niezwykłego zadowolenia, że jemu, jako konserwatyście, udało się uruchomić taki nowoczesny pojazd. Uczucie błogości nie trwało jednak długo.
Emeryt nie był należycie skoncentrowany i rozglądał się na boki. To było przyczyną jego nieszczęścia. Tak się zagapił, że wyrżnął w pewnym momencie o wielką betonową donicę z rozkwitłymi dopiero co kwiatami. Przekoziołkował przez kierownicę i wykonał salto w powietrzu, lądując w samym środku donicy i zanurzając głowę w kwiatowej gęstwinie.
Po chwili przybiegł zdyszany młody osobnik.
-Tu cię mam, złodzieju – rzekł zirytowany do Protazego, który nie dawał znaku życia. Nieplanowany skok z saltem będący z pewnością największym akrobatycznym wyczynem emeryta nie mógł, niestety, zakończyć się bez konsekwencji. Wokół donicy zebrał się zaraz tłum gapiów. Nawet osobnik, który wypożyczył hulajnogę i gonił Protazego mocno się przestraszył. Stanął przy hulajnodze, nie wiedząc bardzo, co ma czynić.
Tymczasem usunięto awarię prądu i cała zblokowana komunikacja miejska z wolna powracała do normalnego funkcjonowania. Dzięki temu szybciej mogła dotrzeć karetka i samochód policyjny, które ktoś wezwał przez telefon komórkowy.
Ratownicy wydobyli nieprzytomnego emeryta z donicy. Głowę miał przyozdobioną płatkami połamanych kwiatów i ziemią, która tworzyła czarne plamy na bladej twarzy. Oblicze Protazego przypominało łaciatą sierść krowy, choć w tej dramatycznej sytuacji był to jedyny element humorystyczny.
Ratownicy nie zwracali jednak uwagi na ubarwioną twarz emeryta, tylko przystąpili do reanimacji.
Ich zabiegi przeniosły po mniej więcej dwóch minutach pożądany efekt. Protazy ocknął się i mętnym wzrokiem patrzył chyba nie w pełni świadomy, jakby nie zdając sobie z tego sprawy, co się zdarzyło.
-Jak się pan czuje ? – spytał jeden z ratowników.
-Ja ? – wyjąkał Protazy – z gdzie ja jestem ?
-Na ulicy – szepnął ktoś z tłumu.
-Na ulicy ? Co ja tu robię ? – podejmował z wolna dialog emeryt.
-No, przed chwilą był pan w donicy – uświadomił Protazego rozmówca.
-Proszę nie przeszkadzać i odsunąć się – głośno upomniał gapiów ratownik.
-W jakiej donicy ? – dopytywał emeryt.
-O, moja głowa, ale mnie boli, chyba nabiłem sobie guza – jęczał Protazy.
-To się jeszcze okaże, czy nie coś więcej. Pojedziemy do szpitala na prześwietlenie – rzekł ratownik.
Tymczasem przyjechał samochód policyjny.
-Chwileczkę – rzekł policjant do ratownika – musimy przeprowadzić dochodzenie, jak doszło do tego wypadku.
-Nie byłoby wypadku, gdyby ten nieodpowiedzialny element nie ukradł mi hulajnogi – wtrącił młody osobnik.
-A więc to była kradzież – ożywił się policjant.
-No tak – odpowiedział młody osobnik – ten starszy pan wziął hulajnogę sprzed kiosku, do którego wszedłem na moment, i odjechał.
-W takim razie musimy wyjaśnić sprawę w komisariacie. Pan pojedzie z nami, żeby zgłosić kradzież, a my spiszemy protokół – zawyrokował policjant.
-Nie ma o co kruszyć kopii – odparł młody osobnik – w sumie nie odjechał daleko, a ja się trochę spieszę, Nie będę składał żadnych zeznań, szkoda czasu – dodał pospiesznie, po czym chwycił hulajnogę i odjechał.
Zaraz odezwał się zniecierpliwiony ratownik do policjanta:
-Proszę nas puścić, panie władzo, musimy jechać do szpitala, żeby zbadać poszkodowanego.
-Dobrze – odpowiedział policjant – ale i tak musimy przesłuchać sprawcę tego incydentu, dlatego pojedziemy razem.
Po chwili karetka z Protazym w środku i wóz policyjny oddaliły się z miejsca zdarzenia do szpitala.
W izbie przyjęć, jak zwykle, było pełno pacjentów, ale Protazy, jako ofiara wypadku, został przyjęty poza kolejnością. Doktor dokładnie obejrzał emeryta i nie stwierdził poważnych obrażeń poza kilkoma otarciami naskórka i okazałym guzem na głowie z pewnością na skutek uderzenia o betonową donicę.
Prześwietlenie potwierdziło opinię lekarza, że obrażenia nie były poważne. Protazy mógł więc wyjść ze szpitala, ale to nie był koniec jego problemów. Panowie policjanci cierpliwie czekali na zakończenie wizyty u lekarza, po czym podeszli do emeryta i zaprosili na drugą wizytę, tym razem w komisariacie.
-Niestety, musi pan złożyć wyjaśnienia, jak to było z tą hulajnogą i w jaki sposób zniszczył pan zawartość miejskiej donicy.
Protazy wyjaśnił policjantom, że miał do załatwienia bardzo ważną sprawę, która wymagała punktualnego dotarcia w określone miejsce. Awaria prądu i unieruchomienie komunikacji uniemożliwiły mu realizację swojego celu.
-A co to była za sprawa, że musiał pan tak pilnie się dostać ? – spytał jeden z przesłuchujących go policjantów.
Protazy ukrywał ten fakt, ale przyparty do muru wyznał tajemnicę swojego rajdu przez miasto.
-Dzisiaj było otwarcie nowego sklepu na drugim końcu miasta. Z tej okazji pierwszych pięciu klientów dostawało za darmo słoik dżemu morelowego.
A jestem jego wielkim smakoszem – rzekł z żalem Protazy, zdając sobie sprawę, że niepowtarzalna okazja przeszła mu koło nosa.
Policjanci pokiwali głowami z politowaniem, a komisarz rzekł do emeryta:
-Szkody wyrządzone przez pana nie są wielkie. Więc tym razem darujemy panu.
Proszę wracać do domu i nie uganiać się więcej za tym dżemem.