Emeryt Protazy systematycznie słuchał w ciągu dnia radia, a wieczorami oglądał telewizję, w tym również programy propagujące ćwiczenia fizyczne i ich pozytywny wpływ na organizm, nawet w podeszłym wieku. Biegi czy skoki nie były już odpowiednie dla emeryta, ale szybki marsz wydawał się dla Protazego najlepszym rozwiązaniem, któremu może sprostać. Postanowił zatem wybrać się na pieszą wędrówkę na obrzeża miasta. Ponieważ musiał najpierw przejść przez kilka ulic, pomyślał, że może tam spotkać kliku znajomych, a nawet i nieznajomych. Fakt ten zadecydował o wyborze ubrania. Protazy zawsze lubił się pokazywać publicznie starannie ubrany, nawet gdyby to miał być zwykły spacer. W tym celu wyjął z szafy tradycyjny, reprezentacyjny strój, czyli trzydziestoletni garnitur, różową koszulę i niebieski krawat w zielone grochy. Zrobił jednak mały wyjątek, jeśli chodzi o obuwie. Paradowanie w butach na skórzanym obcasie było dość ryzykownym przedsięwzięciem , zważywszy na fakt, iż spacer, na który się wybierał, obejmował spory dystans. W takim obuwiu mógł nabawić się odcisków na stopach. Przypomniał sobie, że w czeluściach szafki stojącej w przedpokoju schował przed laty białe tenisówki, które w okresie młodości służyły mu jako obuwie weekendowe. Wyjął więc tenisówki z szafki. Trochę się przez lata posklejały, trochę wysuszyły. Parę ruchów ręką pozwoliło jednak na ich rozciągnięcie. Umożliwiło to Protazemu włożenie nóg do bardziej wygodnego i miękkiego obuwia. Ubrany dość ekscentrycznie wyszedł na ulicę, błyskając w słońcu bielą tenisówek kontrastujących wyraźnie z kolorystyką pozostałych części garderoby. Mijające go osoby z niemałym zdziwieniem przyglądały się postaci emeryta w sportowo-galowym stroju. Protazy spoglądał, co prawda, ukradkiem na przechodniów, ale zaraz opuszczał wzrok na dół, jakby chciał uniknąć ironicznych spojrzeń. Wolał delektować się sprzyjającą aurą. Dzień był ciepły i słoneczny. Warunki idealne do rozwijania tężyzny fizycznej. Zadowolony ze spełnienia swej sportowej misji Protazy po kilkunastu minutach znalazł się poza wielkomiejską zabudową. Wysokie bloki ustąpiły miejsca parterowym domkom jednorodzinnym otoczonym niewielkimi ogródkami. Minęło niecałe pół godziny, gdy emeryt znalazł się na drodze wylotowej z miasta otoczonej lasem z obydwu stron. Długi marsz nadszarpnął nieco jego siły. Przystanął więc, aby zaczerpnąć świeżego leśnego powietrza. W pewnym momencie usłyszał za sobą szelest wśród zarośli, który zaczął narastać z każdą sekundą. Zaciekawiony Protazy odwrócił się i …. zamarł. Zesztywniał, jakby go przeszył piorun, choć na burzę się nie zanosiło. Oto przed mim stał ogromny dwumetrowy łoś, który, podobnie jak Protazy, też zesztywniał. Widocznie nie oczekiwał, że natknie się na dziwaczną postać w garniturze i tenisówkach. Łosie może mają mgliste pojęcie o ludzkich ubiorach, ale nawet takie zwykłe zwierzę musiało dostrzec coś niezwykłego w postaci emeryta. Przez parę minut stali tak nieruchomo, patrząc sobie w oczy, jak wytrawni szachiści czekający na pierwszy ruch przeciwnika. Milczenie przerwał Protazy, który nieśmiało wyszeptał:
-No co, zwierzaku ? Nawet nie wiem, jak masz na imię. Ale skąd się tu wziąłeś, to nie bardzo wiem. Dlaczego akurat musiałeś wyjść z tego lasu w tym miejscu, gdzie ja się właśnie znalazłem ? Jest tyle różnych wyjść na drogę, ale ty nie, nie myślałeś o tym, żeby się pokazać gdzie indziej, tylko dokładnie tu, gdzie przechodziłem. A może chciałeś mi pokazać, jak wyglądają łosie ? Nie musiałeś, dobrze wiem, jak wyglądają. Co więcej, nikt nie wie, jakie mają zamiary. Teraz stoisz spokojnie, ale skąd mogę wiedzieć, czy nie zaczniesz mnie kopać swoimi potężnymi kopytami, a może weźmiesz mnie na rogi, czy łopaty, jak je niektórzy nazywają.
Łoś skwitował ten długi monolog basowym mruknięciem, ale nadal stał nieruchomo, jakby zahipnotyzowany przez emeryta. Protazy bał się ruszyć z miejsca, bo jeden nieopatrzny ruch mógłby wywołać nagłą agresję u łosia. Pomyślał jednak, że musi wreszcie przerwać tę niezręczną sytuację. Przecież mogliby tak tu tkwić nawet do zmroku. Zrobił zatem mały krok w lewą stronę. Ku zdziwieniu Protazego łoś zrobił podobny krok. Obydwaj przesunęli się o kilkadziesiąt centymetrów w lewo i nadal tkwili naprzeciw siebie. Protazy zaciekawiony ruchem łosia pomyślał, że może go chce naśladować. Wykonał więc kolejny krok, tym razem w prawo. O dziwo, łoś znów zrobił to samo.
-A więc mnie naśladuje – pomyślał Protazy – tylko dlaczego to robi, jaki ma w tym cel ?
W tej samej chwili łoś skierował wzrok na białe tenisówki emeryta i intensywnie się w nie wpatrywał. Protazy znów zaczął snuć domysły:
-Ha, pewnie nigdy nie widział tak oryginalnego obuwia i dlatego znieruchomiał. No, popatrz, popatrz sobie, tylko nie za długo, bo chciałbym dalej iść na spacer.
Łoś oczywiście ani nie rozumiał, ani nie słyszał słów emeryta, które wypowiadał w myślach. Protazy usiłował znaleźć rozwiązanie tej patowej sytuacji. Postanowił zaryzykować, nie bacząc na reakcję łosia.. Rzekł więc do zwierzęcia:
Jak chcesz, to sobie tu stój, ja idę dalej.
Łoś podniósł łeb do góry i lekko prychnął.
Protazy zastanawiał się, czy ten gest łosia jest akceptacją zamiarów emeryta, czy może to wyraz jego sprzeciwu. Emeryt już zaczął przygotowywać się do kontynuowania spaceru, gdy z zarośli wynurzyło się trzech osobników ze strzelbami. Łoś, ujrzawszy ich, zerwał się nagle i ruszył na przełaj przez jezdnię w kierunku lasu po drugiej stronie drogi. Jadące aktualnie samochody zaczęły gwałtownie hamować, chcąc uniknąć zderzenia z potężnie zbudowanym zwierzęciem. Prawie w tej samej chwili jeden z tych osobników zdjął strzelbę z ramienia i wypalił w kierunku łosia, który padł nieprzytomny na jezdnię. Powstał zaraz ogromny korek, bo leżący łoś całkowicie zablokował przejazd. Zaraz pojawił się samochód policyjny i straż pożarna. Protazy wzburzony strzeleckim wyczynem tego osobnika zaczął gwałtownie krzyczeć:
-Mordercy, wandale, chuligani ! Zabili niewinne zwierzę ! Taki miły łoś, nikomu nie przeszkadzał. Komu na tym zależało, żeby pozbawić go życia !
Po obu stronach drogi zabrał się zaraz spory tłum ludzi. Byli wśród nich ci, którzy wysiedli z unieruchomionych samochodów, jak i przypadkowi przechodnie. Z zaciekawieniem oczekiwali na rozwój sytuacji. Zdenerwowany Protazy stanął przed osobnikami ze strzelbami i zaczął wymachiwać rękami, wykrzykując nowe oskarżenia pod ich adresem.
-Niech się pan uspokoi – rzekł bez emocji jeden z tej trójki – jesteśmy z ekopatrolu. Dostaliśmy zgłoszenie o łosiu, który uciekł z lasu i błąkał się po polach. Strzeliliśmy do niego tylko nabojem usypiającym, nie zabiliśmy go. Chcemy przetransportować łosia w głąb lasu.
Wypowiedź strażnika ekopatrolu podziałała na Protazego, jak kubeł zimnej wody. Zaskoczony tymi słowami zamilkł nagle i poczerwieniał na twarzy, zmieszany mocno swoją dramatyczną reakcją. Po paru minutach przyjechał samochód z podnośnikiem, który załadował łosia i odjechał z nim w głąb lasu. Wydawałoby się, że sytuacja się wyjaśniła i że Protazy może dalej spacerować sobie zgodnie z przyjętymi założeniami. Tak jednak się nie stało. Okazało się, że czujna ekipa lokalnej telewizji błyskawicznie pojawiła się na miejscu zdarzenia i pierwsze kroki skierowała w kierunku Protazego.
-Pan podobno pierwszy zobaczył tego łosia. Co pan czuł w tym momencie ? Czy nie bał się pan, że może pana staranować ? Ekopatrol śledził go przez parę godzin i nie udało się go chwycić, a pan bez żadnej broni, praktycznie gołymi rękami zatrzymał tak wielkie zwierzę.
Seria pytań redaktora onieśmieliła emeryta, który pobladł na twarzy przytłoczony mnogością informacji, jakie spadły na jego głowę.
-Ja, łosia ? Zatrzymałem ? – jąkał się Protazy, wyrażając zdziwienie zadawanymi pytaniami. Zaskoczony światłem reflektorów i kamerami skierowanymi w jego stronę nie mógł z siebie wydusić składnego zdania.
-Spokojnie – pocieszał go redaktor – proszę powoli przypomnieć sobie, co zaszło i wszystko nam dokładnie opowiedzieć.
-Stałem tu, gdy ten łoś wyszedł z lasu. Miał takie łagodne oczy i gdy spojrzał na mnie, to znieruchomiał. Nie wiem, co tak na niego podziałało. Tak dziwnie kierował wzrok w dół ku ziemi.

Członkowie ekipy telewizyjnej równocześnie skierowali oczy w dół, dostrzegając ze zdumieniem białe tenisówki emeryta.
-No tak, – stwierdził redaktor – teraz domyślam się, dlaczego łoś znieruchomiał.
Wieczorem Protazy tradycyjnie oglądał w telewizji lokalną audycję, gdzie prezentowano ostatnie wydarzenia. W pewnej chwili zobaczył relację z drogi, na której leżał łoś, a za moment zobaczył na ekranie siebie. Kamera zjeżdżała w dół, zatrzymując się na jego białych tenisówkach.
-Znów przez przypadek zaistniałem w telewizji – zastanawiał się Protazy – a może to dzięki moim tenisówkom ?