Emeryt Protazy spędzał całe dnie w swym mieszkaniu, które wydawało się być oazą spokoju. Nie docierały tam żadne hałasy z zewnątrz ani odgłosy rozmów, które czasem toczyli lokatorzy na korytarzu. Cisza była tylko zakłócana w momencie włączania radia lub telewizora przez Protazego, co na ogół następowało w południe lub w godzinach popołudniowych.

W takiej ciszy pewnego dnia w porze porannej Protazy wszedł do kuchni. Spojrzał przypadkowo w górę i nagle dostrzegł w okolicach kratki wentylacyjnej jakiś ciemny kształt, który się poruszał. Kiedy się przybliżył, zobaczył z przerażeniem, że był to…prusak! Nie mógł pojąć, skąd się tutaj znalazł. On, jako człowiek dbający o higienę, zawsze utrzymujący mieszkanie w czystości nawet sobie nie wyobrażał, że do takiego pomieszczenia mógł się przedostać ten insekt.

Ponieważ pojawił się w okolicach kratki wentylacyjnej, Protazy, jak nietrudno się domyśleć, doszedł do wniosku, że prusak musiał się przedostać z wyższych pięter szybem wentylacyjnym. Emeryt postanowił więc działać, aby zapobiec przedostawaniu się następnych owadów. W tym celu wyciągnął kilka starych gazet. Zwinął je w kule. Zdjął kratkę wentylacyjną i do szybu wepchnął kilka gazet, które utworzyły przeszkodę w przemieszczaniu się insektów. Założył z powrotem kratkę i zadowolony ze swej błyskotliwej akcji wrócił do pokoju, aby włączyć radio, gdyż zbliżała się pora wiadomości.

Następnie emeryt powtórzył tę samą operację, ale w łazience, aby profilaktycznie zablokować drogę wędrówki prusaków i w tym pionie. Uspokojony utworzeniem przeszkody przeciw owadom Protazy zagłębił się w fotelu, spędzając czas przy telewizji aż do wieczora.

Nastał nowy dzień. Już od rana emeryt słyszał odgłosy rozmów pomiędzy lokatorami, którzy dyskutowali przy windzie. Protazy przystawił ucho do drzwi, aby zorientować się, co spowodowało takie nietypowe ożywienie. Z rozmów wynikało, że sąsiedzi mieszkający na wyższych kondygnacjach jego pionu, wchodząc do łazienki, znaleźli pełno czarnego pyłu, który pokrył znaczną część pomieszczenia. Znajdowano go na wannach, umywalkach, na szafkach, słowem, wszędzie. Lokatorzy zebrali się w dużej grupie, ale zauważyli, że do kompletu mieszkańców pionu brakuje jeszcze jednej osoby mieszkającej na parterze, czyli Protazego. Postanowili więc sprawdzić, czy emeryt jest w domu.

Po chwili Protazy usłyszał pukanie do drzwi swego mieszkania. Podszedł po cichu i przez chwilę bił się z myślami, czy otworzyć, czy nie. Jeśli otworzy, to nie wiadomo, co powiedzą lokatorzy. Może z tego wyniknąć jakiś problem. Jeśli jednak uda, że go nie ma, to i tak wcześniej, czy później zobaczą go, jak wychodzi z bloku. Lepiej więc uniknąć niewygodnych rozmów na dworze i otworzyć drzwi. Tak też zrobił. Od razu otoczyła go grupa lokatorów, którzy jeden przez drugiego chaotycznie zadawali różne pytania, które sprowadzały się do sprawdzenia, czy w łazience i kuchni Protazego pojawił się czarny pył.

– Nie, u mnie nie ma żadnego pyłu – twierdził, wyrażając zdziwienie, iż sąsiedzi muszą borykać się z tym problemem.

Następnego ranka znów koło windy zebrała się grupka lokatorów, aby wymienić uwagi dotyczące pojawiania się pyłu w łazienkach i kuchniach. Pył nie przestał się pojawiać, co było powodem podjęcia konkretnych środków zaradczych. Postanowiono wydelegować przedstawicieli lokatorów do administracji blokui poprosić o przysłanie kominiarza, który sprawdziłby przewody wentylacyjne. Było to o tyle konieczne, że pył pojawiał się nie tylko w łazienkach, ale i w kuchniach. Protazy nasłuchiwał tylko codziennych rozmów, jakie lokatorzy toczyli przy windzie niedaleko jego drzwi i miał najnowsze wieści z frontu walki z czarnym pyłem pojawiającym się w szybach wentylacyjnych.

Po kilku dniach jak zawsze przyczajony przy drzwiach Protazy oczekiwał kolejnych meldunków o aktualnej sytuacji na froncie walki z pyłem. Ku jego zaskoczeniu na korytarzu panowała zupełna cisza. To zaniepokoiło emeryta. Zwiastowało jakąś zmianę sytuacji. Chcąc wyjaśnić przyczyny takiego nieoczekiwanego stanu, emeryt po cichu otworzył drzwi i wyjrzał na korytarz. Nagle obok windy na ścianie dostrzegł ogłoszenie. Wynikało z niego, że w następnym dniu odbędzie się przegląd instalacji wentylacyjnej. Protazy, jak na zdyscyplinowanego obywatela przystało, od rana czekał na przybycie kominiarza.

Gdy rozległo się pukanie do drzwi, emeryt szybko podbiegł, otworzył je i ujrzał dwóch osobników ubranych w czarne koszulki.

– Dzień dobry, kontrolujemy wentylację – zakomunikował jeden z nich.

– A tak – odrzekł Protazy – bardzo proszę, niech panowie wejdą.

– Widzi pan – kontynuował rozmowę kominiarz – doszły do nas słuchy, że w pana pionie pojawia się jakiś czarny pył; Byliśmy na wyższych piętrach i faktycznie we wszystkich kuchniach i łazienkach ten pył się znajdował. Zostało nam tylko pana mieszkanie.

– Ale u mnie jest wszystko w porządku. Nie ma żadnego pyłu. Zarówno w kuchni, jak i w łazience.

– No właśnie – rzekł kominiarz. Coś jednak znajduje się u pana, bo skoro wyżej jest pył, a u pana nie ma, to w szybie musi znajdować się coś, co zakłóca wentylację i sprawia, że u pana nic się nie dzieje, ale cierpią na tym pańscy sąsiedzi. Niestety, ale musimy zbadać szyby wentylacyjne w pańskiej kuchni i w łazience.

Kominiarze wyjęli kratkę wentylacyjną w kuchni i ich obawy się potwierdziły. Aparat pomiarowy wykazał brak przepływu powietrza.

– Tam coś musi być w środku – podejrzewał kominiarz – nic pan tam nie wkładał?

– W środku? A co tam może być? – spytał zdziwiony Protazy. Zaraz panom pokażę, że tam nic nie ma.

Chcąc wykazać swoją niewinność, Protazy włożył rękę do szybu i podświadomie, nie pamiętając o swojej poprzedniej akcji obronnej przed insektami, wyciągnął zbitą w kulę i obficie pokrytą czarnym pyłem gazetę, Ruch ręki spowodował, że pył uniósł się w górę i wystrzelił, niby obłok, na mieszkanie Protazego, osiadając na nim i na pobliskiej szafce. Zaskoczeni kominiarze cofnęli się o dwa kroki, chcąc uniknąć kontaktu z pyłem.

Protazy, obsypany czarnym osadem, wyglądał, jak stwór, który wyszedł z jakieś nory. Zdemaskowany przez kominiarzy, którzy kazali mu oczyścić szyb, wyjął jeszcze dwie pozostałe kule papierowe.

– Ładne rzeczy – stwierdzili kominiarze – że też panu się zachciewa takich rzeczy. Musimy jeszcze sprawdzić łazienkę. Niestety, to samo stało się i w tym pomieszczeniu. Obsypany pyłem Protazy jeszcze bardziej pobrudził się po opróżnieniu drugiego szybu.

– No, to teraz wiemy, przez kogo pojawiał się ten pył. Tylko po co pan zapchał te szyby ? – spytali kominiarze Protazego.

Skruszony emeryt wyjaśnił, że chciał zamontować barierę ochronną przed prusakami.

– Proszę pana – rzekł jeden z kominiarzy – a ile tych prusaków było u pana ?

– Jeden – odrzekł zgodnie z prawdą Protazy.

– No, niech pan nie żartuje – odpowiedział drugi kominiarz. To dla jednego prusaka zatkał pan szyb i spowodował, że cały pion mieszkańców musi codziennie ścierać ten kurz ze ścian i z mebli. A w ogóle ten prusak, to jakiś wyjątek. Gdzieś się przypadkowo zapodział.

Przed tygodniem robiono w budynku dezynsekcję, o czym Protazy nie wiedział. Być może to był jedyny okaz, który przeżył, ale i tak emeryt go uśmiercił, Kominiarze poinstruowali Protazego, że to co zrobił, zasługuje na karę administracyjną. Ponieważ był to pierwszy raz, kominiarze udzielili mu tylko ostrzeżenia i wyszli z mieszkania. Teraz emeryta czekał długi seans doprowadzenia siebie i sprzętów domowych do czystości.