Emeryt Protazy miał bardzo podobny rozkład dnia. Rano wychodził do pobliskiego sklepu po niewielkie zakupy i do kiosku po codzienną gazetę. Pewnego dnia, jak zawsze, wybrał się po zakup prasy. Traf chciał, że wcześniej wydał w sklepie wszystkie drobne i został mu tylko banknot dziesięciozłotowy. Kupując codzienną gazetę, wyjął więc ten banknot i podał sprzedawczyni.

Tu jednak wystąpił problem, bo pani w kiosku też nie miała drobnych i zaczęła zastanawiać się, jak tu wydać Protazemu resztę.

Zamyśliła się na kilkanaście sekund i nagle pojaśniała na twarzy, co zwiastowało, że wpadła na niezwykły pomysł.

– Proszę pana – rzekła do Protazego. Mam trochę drobnych, ale do wydania panu całej reszty brakuje mi trzech złotych. A co by pan powiedział na to, gdybym za te trzy złote dała panu kupon LOTTO ? Może przyniesie panu szczęście. Cena kuponu jest niewielka, ale, kto wie, może panu zwróci się z nawiązką.

Protazy nie grywał w żadne gry. Był przeciwnikiem wydawania pieniędzy na zgubny, jego zdaniem, hazard. Tak więc perspektywa potencjalnej utraty trzech złotych w przypadku przegranej wydawała mu się nie najlepszym pomysłem, aby przystać na propozycję sprzedawczyni. Z drugiej strony wiele nie ryzykował. Zresztą, gdyby się nie zgodził, to sprawa wydania reszty byłaby trudna do rozwiązania.

Po dłuższej chwili namysłu Protazy zgodził się w drodze wyjątku na taką formę wydania reszty. Wziął więc od pani z kiosku kupon. Sprzedawczyni poinformowała go, że wyniki losowania będą dopiero dostępne od dnia następnego. Tak więc emeryta czekała jeszcze jedna wizyta w kiosku.

Trzeba przyznać, że Protazy, jako człowiek przeciwny jakimkolwiek grom hazardowym, tym razem uległ emocjom. Może gdyby nie miał kuponu, wszystko odbywałoby się zgodnie z codziennym rytuałem. A tak fakt posiadania tej niewielkiej karteczki wprowadził go w stan wyjątkowego podekscytowania. Nie mógł się doczekać dnia następnego, który miał przynieść odpowiedź, czy jego ryzykowne przedsięwzięcie zakończy się sukcesem. Emeryt spojrzał na numery, które widniały na kuponie i nie wierzył własnym oczom.

Najpierw zobaczył liczbę 43. To przecież numer jego obuwia. Następna liczba – 21 – to dzień jego urodzin. Kolejna liczba – 3, czyli miesiąc jego urodzin. Była też liczba 13, czyli numer jego domu. Niesamowita zbieżność skojarzeń! Tylko dwie pozostałe liczby – 35 i 29 – z niczym mu się nie kojarzyły.

Niezależnie od tego, taką niezwykłą wizytę, jaka go czekała następnego dnia, Protazy postanowił specjalnie uczcić. Zdecydował, że w tym celu założy swój tradycyjny strój wyjściowy, czyli trzydziestoletni garnitur, różową koszulę, zielony krawat w niebieskie grochy i buty na skórzanym obcasie.

Nazajutrz, ledwie się obudził, już rozpoczął przygotowania. Otworzył szafę i nerwowym ruchem wyciągnął garnitur. Kolejnym etapem miało być wyjęcie koszuli. Zbyt duża nerwowość emeryta spowodowała, że nagle nastąpiło coś, czego Protazy nigdy by się nie spodziewał. Wyjmując koszulę z szafy, zrobił to tak zamaszyście, że ta zawadziła o oparcie krzesła. W tym momencie przyciągnął ją mocno do siebie i stało się nieszczęście. Zaczepiona o krzesło legendarna, długoletnia, różowa koszula rozerwała się na plecach. Powstała dziura o długości dwudziestu centymetrów.

Protazy był przerażony. Od razu zezłościł się na siebie, że z powodu nierozważnego ruchu spowodował uszkodzenie koszuli i oczywistą stratę. Plan pojawienia się w kiosku w reprezentacyjnym stroju w jednej chwili prysł, jak bańka mydlana. Protazy dokładnie obejrzał koszulę, jakby chciał ocenić, czy coś jeszcze da się z nią zrobić. Sprawa była jednak beznadziejna. Tak dużego rozerwania w żaden sposób nie dało się zaszyć. Oddawanie jej do krawca w celu zaszycia łaty też było nie najciekawszym pomysłem. Nie dość, że zapłaciłby zapewne niemało, to jeszcze musiałby chodzić z jakąś łatą na plecach. To nie było zgodne z jego poczuciem estetyki. Zrezygnowany Protazy schował więc pozostałe części swego stroju do szafy i z ciężkim sercem w codziennym stroju udał się do kiosku, trzymając pieczołowicie w ręku tajemniczy kupon.

Widząc wchodzącego Protazego, pani sprzedawczyni od razu domyśliła się, jaki był cel wizyty emeryta.

– Dzień dobry, panu, pewnie przyszedł pan, aby się dowiedzieć, czy pana kupon okazała się szczęśliwy. Proszę mi go dać, zaraz sprawdzimy.

Kioskarka wzięła od Protazego kupon i spojrzała na listę wygranych. Długo wodziła wzrokiem, szukając odpowiednich numerów, co tylko wzmogło emocje emeryta stojącego z zaciśniętym gardłem i czekającego niecierpliwie na wynik. Wreszcie po minucie milczenia sprzedawczyni wyszeptała z niedowierzaniem w glosie:

– Chwilę, proszę pana, muszę się jeszcze raz upewnić, ale raczej się nie mylę.

O ile dobrze widzę, to wygrał pan dwieście złotych. Trafił pan czwórkę, czyli numery: 43, 21, 3 i 13. Zaraz panu wypłacę należną wygraną.

Protazy oniemiał z wrażenia. Nigdy nie grał w żadne gry losowe, a tu czysty przypadek sprawił, że stał się nagle posiadaczem niemałej, jak na emeryta, kwoty. Co ciekawe, wygranymi okazały się numery kojarzone przez niego z różnymi danymi z jego życia. Jedynie dwa ostatnie okazały się błędne.

Drżąc z emocji, odebrał należną wygraną i wolnym krokiem wrócił do domu. Usiadł w fotelu i zaczął rozpamiętywać, czy to się dzieje naprawdę, czy to tylko sen. Nie, to działo się na jawie. Pocierał jeszcze dla pewności dwa banknoty stuzłotowe, aby się przekonać, że rzeczywiście ma w ręku prawdziwe pieniądze. Zdał sobie wtedy sprawę, że los uśmiechnął się do niego. Z jednej strony poniósł niepowetowaną stratę w postaci rozerwanej koszuli, ale w zamian zanotował nieprzewidziany dochód, za który mógłby sobie sprawić nową różową koszulę.

Nazajutrz Protazy wziął ze sobą podartą koszulę jako wzór i udał się do pobliskiej galerii, w której znajdował się sklep z koszulami. Zaledwie wszedł do środka, a już zaczął głośno mówić do sprzedawczyni przez cały sklep podekscytowanym głosem:

– Proszę pani, proszę pani, chciałbym kupić koszulę !

Pani ekspedientka bez emocji odpowiedziała:

– To dobrze, bo w naszym sklepie raczej nic innego pan nie kupi. A o jaką koszulę panu chodzi?

– Dokładnie o taką, jaką mam ze sobą – rzekł Protazy, wyjmując z torebki swą kultową rozerwaną koszulę.

Ekspedientka spojrzała na koszulę i zmartwiła emeryta:

– Przykro mi, ale w takim kolorze nie mamy aktualnie koszul. Proszę się jednak nie martwić. Możemy zamówić taką koszulę u producenta i dla pana specjalnie ją sprowadzić. To jednak będzie więcej kosztować. Rozumie pan, że to indywidualne zamówienie.

– Tak, tak, rozumiem – odrzekł Protazy. A ile to będzie kosztowało?

– No, proszę pana, jakieś dwieście złotych i to płatne z góry. To zabezpieczenie, gdyby pan zrezygnował. Taką koszulę trudno by było przecież sprzedać komuś innemu.

– Tak, ma pani rację – kontynuował rozmowę emeryt – ale ja jestem zdecydowany. Proszę, oto dwieście złotych, a na dodatek, jako wzór, mogę zostawić pani uszkodzoną koszulę. Ekspedientka przyjęła zamówienie Protazego i prosiła, aby emeryt pojawił się za tydzień po odbiór nowej koszuli.

Przez całe siedem dni, które wydawały się być wiecznością, Protazy czekał z utęsknieniem dnia ponownej wizyty w sklepie z koszulami. Gdy wreszcie nadszedł ten dzień, Protazy wczesnym rankiem udał się do galerii. Sklepy były jeszcze tam zamknięte, ale emeryt wytrwale czekał na ich otwarcie. Wreszcie drzwi do sklepu się otworzyły i Protazy jako pierwszy klient zameldował się przy ladzie.

Sprzedawczyni chyba zapamiętała nietypowego klienta sprzed tygodnia, bo od razu rozpoznała Protazego:

– Pan to pewnie po odbiór tej różowej koszuli.

– Tak, tak – potwierdził podekscytowany emeryt.

– Proszę bardzo – rzekła sprzedawczyni, podając mu elegancko zapakowaną w pudełko nową koszulę bliźniaczo podobną do jego historycznego, podartego eksponatu.

Protazy odebrał pudełko i z roześmianą twarzą wrócił do domu.

Natychmiast rozpakował pudełko i założył koszulę na siebie. Pasowała, jak ulał, Nawet odcień koloru był identyczny. Zadowolony emeryt schował ją do szafy, ale na wszelki wypadek odsunął krzesło od szafy na bezpieczną odległość. Wolał zachować ostrożność, gdyby ponownie przyszło mu się ubierać w reprezentacyjny strój.