Emeryt Protazy nie miał wyższego wykształcenia. Skończył szkołę średnią i po maturze zaczął pracę. Pewnego dnia zdarzyło się coś, co stwarzało Protazemu szansę posmakowania akademickiej atmosfery, znalezienia się w środowisku, którego dotąd nie doświadczył.

Pewnego dnia emeryt wyszedł, jak zawsze, po poranne zakupy. Wracając do domu zobaczył nagle wiszący na pobliskim ogrodzeniu plakat informujący o naborze chętnych seniorów do Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Podano tam numer telefonu, pod którym można było uzyskać dodatkowe informacje. Protazy nie miał za sobą nic do pisania. Żeby więc niepotrzebnie tu nie przychodzić drugi raz, powtarzał sobie po cichu poszczególne cyfry numeru. Mijający go przechodnie dziwili się, widząc przechodzącego obok emeryta, który półgłosem wymawiał jakieś tajemnicze cyfry. Dla Protazego miały jednak nieocenioną wartość, bo stanowiły klucze do otwarcia uniwersyteckich drzwi.

Po przyjściu do mieszkania powiesił torbę z zakupami na krześle, nawet nic z niej nie wyjmując. Zaraz wyciągnął z szuflady kartkę i długopis, by zapisać powtarzany po drodze numer. Dzięki temu mógł odetchnąć, bo numer został uwieczniony na papierze. Był tak bardzo pobudzony perspektywą zostania studentem, że niezwłocznie wykręcił ten numer w telefonie i dowiedział się, jakie formalności należy spełnić, aby być przyjętym do grona studenckich seniorów.

Ponieważ musiał wypełnić formularz osobowy, który był dostępny w sekretariacie uczelni, już następnego dnia postanowił wybrać się tam osobiście. W tym celu od samego rana przygotowywał sobie swój reprezentacyjny wyjściowy strój, czyli trzydziestoletni garnitur, różową koszulę, zielony krawat w niebieskie grochy i buty na skórzanym obcasie. Przywdzianie takiego stroju uważał za rzecz oczywistą. Musiał się bowiem odpowiednio zaprezentować na tak prestiżowym forum, jakim była wyższa uczelnia.

Po dotarciu do siedziby uniwersytetu skierował się prosto do sekretariatu. Po drodze spotykał mijających go studentów, którzy ze zdziwieniem spoglądali na starszego pana w nieco dziwacznym dla nich stroju. Do uszu Protazego dochodziły fragmenty studenckich dialogów:

– Spójrz na to dziwadło. Wystroił się, jak na pokaz cyrkowy. Nie widziałem go tu przedtem. Nie wiesz, kto to jest? – spytał jeden ze studentów.

Drugi mu odpowiedział:

– Może to jakiś nowy wykładowca. Nie bardzo wyobrażam sobie egzamin u niego. Jeśli w głowie ma tak, jak wskazuje na to jego strój, to nie zazdroszczę tym, których będzie egzaminował.

Pomimo generalnie dyskusyjnych uwag co do jego osoby Protazy poczuł się dumny i pomyślał sobie:

– No proszę, jeszcze nie zostałem studentem, a oni już mnie mają za wykładowcę.

To dodało mu dużo pewności siebie, więc już bez typowych dla niego ukradkowych spojrzeń spod przygarbionego karku wszedł śmiało do pomieszczenia sekretariatu.

Pani w sekretariacie nie miała chyba najlepszego dnia, bo przywitała emeryta dość obcesowo:

– Pan tu w jakiej sprawie?

Ostry ton wypowiedzi tej kobiety speszył mocno Protazego, który zaraz zmienił swą sylwetkę symbolizującą pewność siebie na przygarbioną, niepewną postać emeryta z kompleksem niższości.

– Ja… ja w sprawie ogłoszenia – wyszeptał cicho Protazy.

– Jakiego ogłoszenia? – kontynuowała rozmówczyni, nie zmieniając ostrego tonu.

– W spra… sprawie Uniwersytetu Trzeciego W…wieku – jąkał się onieśmielony emeryt.

– A, to tak trzeba było od razu mówić – odpowiedziała i wyjęła z biurka formularz. Proszę to wypełnić i złożyć u mnie. Może pan to tu teraz zrobić, żeby dwa razy nie jeździć.

Protazy wziął formularz i usiadł przy stoliku, który się obok znajdował. Pieczołowicie wypełniał poszczególne rubryki. Zatrzymał się dopiero, gdy przeczytał pytanie: „Na jaki wydział chciałby pan uczęszczać? Proszę zakreślić właściwy”. Były tam podane cztery wydziały, z których najbardziej interesował go Wydział Chemii. Przedmiot ten już w szkole podstawowej wydawał mu się interesujący. Dlatego bez zastanowienia zakreślił ten wydział jako preferowany kierunek. Zwrócił wypełniony formularz i uzyskał odpowiedź, zgodnie z którą miał czekać na pismo potwierdzające przyjęcie go w poczet studentów.

Najbliższy tydzień upłynął Protazemu na codziennym sprawdzaniu zawartości jego skrzynki pocztowej. Któregoś dnia znalazł wreszcie kopertę z nadrukiem uczelni. Z emocji poczuł przyspieszone bicie serca i suchość w gardle. Czym prędzej wrócił do mieszkania i drżącymi rękami otworzył kopertę. Przeczytał pismo i rzekł uradowany do siebie:

– A jednak! jestem studentem!

Z pisma wynikało bowiem, że został przyjęty w poczet słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku na Wydziale Chemii. Miał się zgłosić za dwa tygodnie, bo w tym czasie rozpoczynały się pierwsze zajęcia.

W dniu inauguracji Protazy ubrany oczywiście w swój reprezentacyjny strój jako pierwszy pojawił się przed salą zajęć.

– Dzień dobry panu, panie …. – przywitał go prowadzący zajęcia.

– Protazy – przedstawił się emeryt.

– No właśnie, panie Protazy, widzę, że będzie pan pilnym studentem, bo przyszedł pan przed wszystkimi, Ma pan zatem możliwość wyboru dowolnego miejsca w naszej sali wykładowej.

Protazy rozejrzał się po sali i usiadł w pierwszym rzędzie. Uznał, że stąd będzie mógł lepiej słuchać i obserwować działania wykładowcy.

Po kilku minutach zaczęli przychodzić inni słuchacze i niebawem rozpoczęły się zajęcia. Wykładowca rozpoczął wykład od podstawowych wiadomości, chcąc potem wprowadzić uczestników w bardziej zaawansowane zagadnienia. Tak było przez pierwszą godzinę zajęć. W drugiej godzinie prowadzący zajęcia planował przeprowadzenie kilku doświadczeń ilustrujących teoretyczne wiadomości, jakie przekazał w poprzedniej godzinie. Postawił na stole trzy menzurki z tajemniczymi cieczami. Poinformował, co było w nich i jakie efekty może przynieść ich zmieszanie. Chciał zaprosić któregoś spośród studentów-seniorów, aby osobiście przeprowadził doświadczenie. Wzrok jego padł na Protazego, którego zdążył już poznać przed zajęciami.

– Może pan, panie Protazy, pokaże nam to doświadczenie – zaproponował.

Protazy ochoczo wstał z miejsca, podszedł do stołu. Chwycił w rękę jedną menzurkę i energicznym ruchem wlał całą zawartość do drugiej z nich.

W trakcie wlewania wykładowca zdążył tylko krzyknąć:

-Nie! Panie Protazy! Nie w tę menzurkę!

Niestety, było już za późno. Protazy nieopatrznie spowodował wytworzenie się mieszaniny piorunującej, która zaczęła wydzielać intensywny dym. Znajdująca się w menzurce ciecz rozszerzała swe rozmiary, groźnie bulgocząc.

Przerażony wykładowca krzyknął:

– Proszę państwa, proszę natychmiast opuścić salę !

Zaledwie wszyscy wyszli, dał się słyszeć głośny wybuch. W oknach aż zadrżały szyby, a z sąsiednich sal zaczęli wychodzić ludzie, chcąc sprawdzić, co się stało.

Po chwili na korytarzu zgromadził się spory tłum. Korzystając z zamieszania Protazy po cichu wymknął się z budynku i szybkim krokiem podążył na pobliski przystanek autobusowy. Jako sprawca wybuchu rozglądał się niepewnie na boki, garbiąc się jednocześnie, jakby chciał ukryć twarz w ramionach. Bał się, by go ktoś nie rozpoznał.

Gdy nadjechał autobus, Protazy z ulgą wsiadł do niego, wiedząc, że nie zostanie ujęty jako sprawca pechowego doświadczenia.

Po powrocie do domu uznał, że jednak nie pojawi się już więcej na zajęciach. Doszedł do wniosku, że zdobywanie dalszej wiedzy w jego wieku nie jest najlepszym pomysłem. Za idealne rozwiązanie uznał jednak spokojne, bezstresowe spędzanie czasu w swym małym mieszkanku na parterze bloku mieszkalnego.