Był maj. Akurat w tym miesiącu przypadały wybory. Wybory znaczące dla całego kraju, gdyż miało to być głosowanie na prezydenta.

Emeryt Protazy jako lojalny obywatel nie wyobrażał sobie, że mógłby nie wziąć udziału w tym ważnym wydarzeniu. Ktoś inny powiedziałby, że i tak jego jeden głos nie wpłynie na wyniki, więc czy pójdzie, czy nie, to będzie bez znaczenia. Taki pogląd nie był jednak do przyjęcia przez Protazego. Nie mógł przecież wykazywać obojętności w przypadku, kiedy chodzi o losy kraju i najważniejszą jego osobę.

Protazy wykazywał tu duże zdyscyplinowanie, więc ogłoszenie konkretnego terminu wyborów wywołało u emeryta wzmożoną mobilizację. W swoim kalendarzu wiszącym na ścianie zaznaczył już dawno czerwonym flamastrem (specjalnie do tego celu kupionym w pobliskiej galerii) tę znaczącą datę.

Gdy nastał dzień wyborów, Protazy postanowił jak najwcześniej wypełnić swój obywatelski obowiązek. Nie zamierzał iść jako pierwszy, gdyż zapewne obdarowano by go wiązanką kwiatów. On, jako dżentelmen, zostawił ten przywilej sędziwym emerytkom, które z reguły już od świtu pojawiały się w lokalu wyborczym.

Mimo że Protazy obudził się wczesnym rankiem i od razu rozpoczął staranne przygotowania w celu ukształtowania swego publicznego wizerunku. Najpierw udał się do łazienki, gdzie staranniej niż zwykle realizował proces golenia. Po jego zakończeniu uznał, że na taką okazję należy przewidzieć dodatkowe środki. Wyciągnął więc z szafki flakonik z wodą po goleniu, której używał tylko na specjalne okazje. Ponieważ było ich niezbyt wiele, flakonik ten tkwił we wnętrzu szafki już od ponad dwudziestu lat. Obficie skropił ogoloną brodę, co spowodowało, że po mieszkaniu unosił się mocny, duszący zapach, który spowodował krztuszenie się emeryta przy każdym kroku. Musiał nawet uchylić drzwi balkonowe, aby osłabić duszącą woń kosmetyku nie z tej epoki.

Po wstępnych zabiegach higienicznych Protazy przeszedł do dalszej fazy, jaką było przygotowanie stroju wyjściowego. Jak zawsze był to trzydziestoletni garnitur, różowa koszula i buty na skórzanym obcasie. Do tego jeszcze krawat. Z tym jednak był mały kłopot. Protazy miał bowiem dwa krawaty. Jeden zielony w niebieskie grochy, a drugi niebieski w grochy zielone. Za nic nie mógł się zdecydować, który z nich będzie bardziej odpowiedni. Który z nich wywrze lepsze wrażenie na komisji wyborczej ? Jeśli będą tam osoby lubiące kolor zielony, to zdecydowanie powinien założyć krawat w tym kolorze. Znajdujące się nam nim niebieskie grochy na pewno będą się w mniejszym stopniu rzucać w oczy niż zielone tło krawatu. Problem polegał na tym, że Protazy wcale nie był przekonany, czy akurat taki kolor lubi komisja wyborcza. A co będzie, jak do gustu przypada jej bardziej niebieski ? Emeryt bił się z myślami ładnych parę minut aż wreszcie wpadł na genialny pomysł. Postanowił pozostawić wszystko ślepemu losowi. Po prostu rzuci monetę do góry. Jeśli wypadnie orzełek, to założy zielony krawat, jeśli reszka – to oczywiście przywdzieje krawat niebieski.

Protazy wyjął więc z portmonetki monetę dwuzłotową, którą wyrzucił w górę. Zrobił to jednak z taką energią, że ta doleciała do sufitu, odbiła się od niego, a spadając wylądowała na głowie emeryta, który nie zdążył uskoczyć na bok. Protazy poczuł niemały ból, a jednocześnie poczuł, że głowa jakby zaczęła mu się powiększać. Niestety, nie mylił się. Poszedł do łazienki i zobaczył, że na samym czubku wyrósł mu spory guz. Emeryt wpadł w panikę. Jak on się pokaże w poważnym lokalu wyborczym z guzem na głowie? Ktoś mógłby pomyśleć, że jest jakimś podejrzanym typem, a guz na głowie to efekt bójki, w której brał udział.

– Nie – pomyślał Protazy – trzeba coś zaraz z tym zrobić. Poszedł szybko do kuchni i z szuflady wyjął zimny nóż i przyłożył do wybrzuszonego fragmentu głowy. Faktycznie, po kilku minutach guz się zmniejszył, ale uczucie bólu, mimo że stawało się coraz słabsze, jeszcze pozostało.

Emeryt szybko powrócił do przygotowań i ponownie, tym razem nieco ostrożniej, rzucił monetą. Wypadł orzełek, co przesądziło podjęcie decyzji przez Protazego. Założy zielony krawat w niebieskie grochy. Właściwie to był zadowolony z wyniku losowania. Przecież zielony kolor to kolor nadziei, czyli coś przyjaznego, co na pewno wpłynie pozytywnie na odczucia komisji wyborczej odnośnie jego osoby. Wkrótce emeryt stał przed lustrem ubrany w swój reprezentacyjny strój. Żeby go jednak odświeżyć, ponownie użył zabytkowej wody po goleniu, którą spryskał marynarkę. Znów poczuł duszący zapach powodujący krztuszenie się. Dlatego wyszedł na chwilę na balkon, żeby osłabić intensywną woń. Zapach ten musiał być dość intensywny, bo z innych balkonów zaczęli wyglądać sąsiedzi zaciekawieni tym oryginalnym aromatem, z którym od dwudziestu lat nikt nie miał do czynienia. Speszony tym faktem Protazy szybo wycofał się do mieszkania. Do pełni przygotowań pozostawała jeszcze kwestia dokumentu tożsamości i czegoś do pisania. Oczywiście w komisji wyborczej można było bez kłopotu znaleźć pełno długopisów. Protazy wolał jednak wziąć ze sobą swój własny. Z jednej strony będzie miał pewność, że jego zapisy są wiarygodne, na co wskazywałby ciemnozielony kolor tuszu, a z drugiej pokaże komisji, że jest starannie przygotowany do wypełnienia obowiązku wyborcy.

Trzeba przyznać, że Protazy uprzednio odwiedził kilka sklepów z materiałami piśmiennymi, aby znaleźć długopis z oryginalnym kolorem tuszu. Upewniło to go w przekonaniu, że nikt nie podrobi jego oznakować dokonanych na karcie wyborczej.

Emeryt schował jeszcze do kieszeni marynarki dowód osobisty, a do drugiej długopis i dostojnym krokiem udał się do lokalu wyborczego.

Był trochę zdziwiony minami osób, które go mijały na ulicy, ale zapach płynu do golenia tak szybko nie ulatywał i niewątpliwie wywoływał takie reakcje przechodniów.

Po paru minutach emeryt dotarł do lokalu wyborczego. Stanął na progu i obserwował znajdujące się tam osoby, chcąc ustalić procedurę postępowania. Gdy tak się rozglądał, usłyszał nagle głos pewnej młodej niewiasty, która spytała:

– Dzień dobry panu, w czym mogę pomóc ?

– No, właśnie przyszedłem na wybory – mało oryginalnym, wyszukanym naprędce tekstem odezwał się Protazy.

Pani spytała go najpierw o adres zamieszkania i wskazała stolik, przy którym członkowie komisji wyborczej sprawdzali dane wyborców i wręczali im karty do głosowania. Po dochowaniu tych formalności emeryt udał się do kabiny przysłoniętej ruchomą kotarą, Delikatnie ją odsunął i wszedł do środka. Mógłby właściwie zrezygnować z takiego sposobu głosowania, bo obok stały stoliki, przy których też można było dokonać odpowiednich oznaczeń na karcie wyborczej. Protazy chciał być jednak osobą anonimową. Uważał, że ktoś mógłby podejrzeć jego zapisy. Skoro wybory są tajne, to obecność w kabinie gwarantowała zachowanie tej zasady i swobodne zaznaczenie wybranego kandydata bez obawy, że ktoś będzie go podglądał.

Emeryt położył kartę na pulpicie i jednocześnie wyjął z kieszeni długopis. Pech jednak sprawił, że wyśliznął się on z dłoni Protazego i spadł na podłogę, ginąc z pola widzenia emeryta. Mimo że na pulpicie był drugi długopis, to jednak Protazy chciał za wszelką cenę użyć swojego długopisu z unikalnym kolorem tuszu.

Nie widząc, gdzie upadł długopis, Protazy ukląkł na podłodze i wodził wzrokiem po zakamarkach kabiny. W pewnym momencie, zajęty poszukiwaniami, nie poczuł, że wysunął nogi poza kotarę, które zaczęły intensywnie ją poruszać.

Członkowie komisji wyborczej ze zdziwieniem spojrzeli na falującą kotarę, spod której wystawały poruszające się buty na skórzanym obcasie. Znaleźli się oni w dość niezręcznej sytuacji. Poufny charakter wyborów wskazywał na niemożliwość wejścia do kabiny. Z drugiej strony, gdyby wyborcy coś się stało, to w trosce o jego zdrowie należałoby odsłonić kotarę i ustalić, co się dzieje.

Ponieważ nogi Protazego nadal wykonywały nieskoordynowane ruchy, postanowiono, aby odsłonić kotarę. Oczywiście cała sytuacja wywołała zaciekawienie innych wyborców, którzy w dużej grupie stanęli przy kabinie, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Członkowie komisji odsunęli kotarę i zdębieli, widząc klęczącego na podłodze Protazego, który rozpaczliwie rozglądał się po kątach, szukając zagubionego długopisu.

– Przepraszam, czy coś się stało ? – spytała Protazego jedna z członkiń komisji.

– A nie, nic takiego – rzekł Protazy zdziwiony wtargnięciem ludzi do kabiny. Po prostu wypadł mi długopis usiłuję go znaleźć.

– Proszę się nie martwić – odpowiedział inny z członków komisji – ma pan na pulpicie inny długopis.

– O, nie – odpowiedział Protazy. Ten, którego szukam, to mój prywatny długopis i tylko nim chcę dokonać oznaczeń na karcie wyborczej.

Zdziwieni zachowaniem emeryta członkowie komisji zaoferowali mu pomoc w odnalezieniu długopisu. Spowodowało to tymczasowe zakłócenie w głosowaniu, bo członkowie komisji zaangażowali się w poszukiwanie długopisu Protazego.

Po paru minutach znaleziono go. Okazało się że wpadł pod kotarę i zaplątał się w jej fałdach, co uniemożliwiało jego szybkie odnalezienie.

Protazy mógł wreszcie oddać głos, ale cała akcja spowodowała powstanie długiej kolejki wśród wyborców, którzy sukcesywnie napływali do lokalu.

Po spełnieniu formalności wyborczych Protazy chyłkiem wymknął się stamtąd, nie patrząc na przybywających ludzi, którzy chcieli wziąć udział w głosowaniu. Zdawał sobie sprawę, że był sprawcą zaistniałego zatoru i obawiał się, że ktoś mógłby na nim wyładować swoją złość.

Tego samego dnia emeryt włączył telewizję, aby wysłuchać relacji z wyborów.

Był zdziwiony gdy w pewnym momencie redaktor prowadzący audycję stwierdził, że w jednym z lokali jakiś emeryt uparł się, że będzie korzystał z własnego długopisu, który wypadł mu z ręki. Poszukiwania długopisu tymczasowo sparaliżowały pracę komisji wyborczej.

– To dziwne – pomyślał Protazy. Przecież wcale nie pchałem się do mediów, a tu już nie pierwszy raz o mnie wspominają.

Nie zdawał sobie sprawy, że z pozoru prosta procedura wyborcza może wywołać takie emocje nerwowe przeżycia w spokojnym życiu emeryta.