Pewnego dnia Emeryt Protazy obudził się wcześniej niż zwykle. Od razu zaczął odczuwać dziwne podenerwowanie, jakby zaczęły rządzić nim jakieś nieuzasadnione emocje. Usiłował znaleźć przyczynę takiej nietypowej dyspozycji i wkrótce ją znalazł. Spojrzał na wiszący obok jego łóżka kalendarz i wnet wszystko zrozumiał. Dostrzegł datę, która oznaczała, że w tym dniu przypadała rocznica jego urodzin. Sam się zdziwił, że mimo, iż o tym nie myślał, to podświadomie odczuwał niezwykłość nadchodzącego poranka. Stąd też na pozór niezrozumiałe emocje i podenerwowanie.

Nie spodziewał się związku z tym jakichś szczególnych wydarzeń. Z nikim nie utrzymywał żadnych relacji. Może za wyjątkiem swojego brata i jego synów, z którymi i tak utrzymywał sporadyczne kontakty, głównie rozmawiając przez telefon. Oni jednak nie zapomnieli o uroczystym dniu Protazego. Zaledwie emeryt wstał z łóżka, a już zadzwonił telefon. To brat Protazego i jego synowie, jeden po drugim, składali mu życzenia urodzinowe.

Protazy czuł się wzruszony, że jego najbliżsi pamiętali o nim. Ponieważ dzień ten był w życiorysie emeryta dość niezwykły, bo tylko jeden taki w roku, Protazy postanowił go uczcić w szczególny sposób.

Udał się więc w tym celu do pobliskiego sklepu, aby sprawić sobie urodzinowy prezent. Uznał, że będzie nim cytryna, którą wciśnie do herbaty, a której z uwagi na skromny budżet emeryta dotąd nie próbował. Ponadto w swoich wielkomocarstwowych zakusach postanowił kupić słoik miodu w celu urozmaicenia sobie śniadaniowego menu, które zwyczajowo stanowił jedynie dżem morelowy.

Z uwagi na wczesnowiosenną porę i dość chłodny dzień Protazy założył kurtkę, a na głowę swój wiekowy berecik. W takim stroju wyszedł z domu i wolnym krokiem w podniosłym nastroju jubilata podążał beztrosko w kierunku sklepu.

Przechodził właśnie koło ławki, na której już od rana siedziało dwóch młodzieńców o twarzach dość rozbawionych. Sugerowały one chęć sprawienia komuś psikusa. Przechodzący właśnie obok emeryt wydał im się idealnym kandydatem do realizacji ich nagannego wybryku.

Kiedy Protazy minął ławkę, na której siedzieli, jeden z nich po cichu podbiegł do Protazego i delikatnie przykleił mu do pleców kartkę o treści „Jestem tygrysem”, po czym bezszelestnie wrócił na ławkę, z trudem powstrzymując się od śmiechu wraz ze swym kolegą.

Nieświadomy niczego Protazy zmierzał dalej do sklepu. Zastanawiał się tylko, dlaczego parę osób, które wyprzedziły go po drodze, tak dziwnie mu się przyglądało, z trudem starając się zachować powagę. Protazy zaczął podejrzewać, że coś musiało się zdarzyć. Spojrzał po sobie, ale nic dziwnego nie zauważył. Zarówno kurtka, spodnie, buty i beret, który na chwilę zdjął z głowy, nie wskazywały na jakąś nienormalną sytuację. Nie przyszło mu jednak do głowy, żeby zdjąć kurtkę i zobaczyć, jak wygląda ona na odwrocie.

Tymczasem emeryt przybył do sklepu. Z uwagi na chłodny dzień założył jeszcze rękawiczki, których może przez roztargnienie nie zdjął. Po wejściu do sklepu Protazy udał się do stoiska z owocami w celu wybrania sobie cytryny. Przez parę chwil przyglądał się całej masie żółtych owoców, po czym wybrał sobie tę jedną sztukę, która odpowiadała jego preferencjom. Włożył ją do koszyka, ale musiał ją jeszcze zważyć. Przy okazji zobaczył dorodne pomidory. Uznał, że z tak szczególnej okazji może sobie pozwolić na ich zakup. Wziął więc plastikową torebkę i włożył do niej wybrane przez siebie dwie sztuki. Udał się do wagi, żeby zważyć wybrane produkty. Najpierw zważył pomidory. Z wagi wysunął się paragon z klejem na odwrocie, który umożliwiał przymocowanie go do torebki. Za moment Protazy zważył cytrynę, ale nie schował jej do torebki, lecz samoprzylepny paragon owinął wokół cytryny. Pech chciał, że końcówka paragonu przykleiła się do rękawiczki. Spowodowało to niemożliwość wykonywania ruchów rękami, bo w drugiej ręce trzymał torebkę z pomidorami i jednocześnie na przedramieniu koszyk. Zaczął więc wykonywać gwałtowne ruchy, żeby odkleić rękawiczkę od paragonu. To tylko pogorszyło sytuację, bo paragon przykleił się do torebki z pomidorami, co już zupełnie sparaliżowało ruchy Protazego. Nieszczęsny paragon wiązał mu tym samym obydwie ręce.

Swoim nietypowym zachowaniem zwrócił zaraz uwagę osób, które też przebywały w pobliżu. Widok emeryta z rękami uwięzionymi przez samoprzylepny paragon i przyklejoną na plecach kartką musiał wywołać ironiczne komentarze.

Protazy usłyszał, jak jedne pani szepnęła do drugiej:

– Taki niby tygrys, a nie potrafi odkleić sobie paragonu od rąk.

Emeryt zdziwił się, słysząc te słowa:

– Jaki tygrys ? Skąd znowu ta plotkara wzięła ten przydomek ?

Za moment Protazy zdziwił się jeszcze bardziej, bo podszedł do niego pewien starszy jegomość, który mu powiedział:

– Panie tygrys, chyba pan przesadza. Co to za tygrys, który nie potrafi uwolnić się od paragonu ?

– Ten znów z tym tygrysem – zdziwił się Protazy – czy wszyscy ludzie w tym sklepie namówili się, żeby mnie tak nazywać ?

Na domiar złego obok niego stanęła kobieta z kilkuletnim dzieckiem, które potrafiło już czytać. Dziecko od razu dostrzegło kartkę na plecach emeryta:

– Mamo, mamo, to ten pan jest tygrysem, ale gdzie ma cętki na skórze ?

Zmieszana takim odezwaniem się dziecka chwyciła je za rękę i oddaliła się przechodząc w głąb sklepu. Widocznie obawiała się kontaktu swej latorośli z osobnikiem nie do końca zrównoważonym psychicznie.

Wkrótce wokół Protazego zebrała się pokaźna grupa ludzi, którzy, zamiast pomóc mu w niezręcznej sytuacji, stali, przyglądając się z zaciekawieniem, jakby biernie oczekiwali na dalszy rozwój wydarzeń.

Protazy też nie bardzo wiedział, co robić i stał, wpatrując się pytającym wzrokiem w grupę gapiów:

– Czemu tak na mnie spoglądacie stal ktoś szepcze o jakimś tygrysie ?

 Taki stan odrętwienia przerwała wreszcie ekspedientka, której uwagę przyciągnęła duża grupa ludzi stojąca wokół wagi.

– Co tu się dzieje ? – spytała – może w czymś pomóc ?

– O, tak – wyszeptał zmieszany całą sytuacją Protazy – proszę odkleić ten paragon, który związał mi ręce.

Ekspedientka fachowym ruchem odkleiła nieszczęsny paragon, ale jednocześnie spojrzała na plecy Protazego. Odkleiła kartkę i rzekła:

– A pan to sobie sam przykleił, czy ktoś zrobił panu jakiś kawał ?

Kartkę z pleców emeryta pokazała Protazemu, który zdębiał:

– A skąd mi się to wzięło na plecach? To pewnie ktoś mi musiał przykleić po drodze do sklepu. Za dużo mam lat, żeby mnie było stać na takie wygłupy.

Protazy podziękował ekspedientce za uwolnienie go od niezręcznej sytuacji, a tłum gapiów powoli zaczął się rozchodzić po powierzchni sklepu.

Ekspedientka pomogła Protazemu zważyć cytrynę, którą przezornie schowała do plastikowej torebki. Jednocześnie dała mu do zrozumienia, że zdjęcie rękawiczek znacznie ułatwiłoby jego ruchy. Dopiero teraz rozkojarzony emeryt dostrzegł, że przez cały czas miał na rękach rękawiczki, których zapomniał zdjąć, wchodząc do sklepu.

Zaraz je zdjął i schował do kurtki, podziękował ekspedientce za pomoc i udał się w dalszą drogę po sklepie, aby nabyć drugi z planowanych do zakupu produktów, jakim był miód. Po chwili dotarł do regału, w którym znajdowały się słoiki z miodem. Ilość jego rodzajów oszołomiła emeryta. Nie bardzo wiedział, który wybrać. Nie miał dotąd wiele do czynienia z tym produktem, stąd też nazwy „leśny”, „nawłociowy”, czy „wielokwiatowy” były mu dość obce. Pomyślał, że najbardziej uniwersalnym rodzajem będzie miód wielokwiatowy. Wziął więc z regału niewielki słoiczek i włożył go do koszyka, po czym udał się do kasy.

Po uregulowaniu należności dostał paragon. Pech go chyba nie chciał opuścić w tym uroczystym dla niego dniu. Słoik miodu, który w pośpiechu schował do koszyka był z wierzchu trochę oblepiony miodem. Podczas odbierania zakupów paragon, jaki otrzymał, przypadkowo dotknął słoika. Część miodu osiadła na paragonie, który z kolei przykleił się do rękawa kurtki Protazego. Chowając paragon do kieszeni emeryt był pewien, że tam właśnie trafił, a tymczasem kropla miodu wystarczyła, by przylgnął do rękawa kurtki.

Po wyjściu ze sklepu Protazy odetchnął głęboko, myśląc, że jego „kleiste” przygody wreszcie się skończyły. Wracał więc zrelaksowany do domu, ale jego niepokój wzbudziły zdziwione i ironiczne spojrzenia mijających go osób.

Nie było w tym nic dziwnego, skoro widzieli przyklejony pod łokciem do kurtki skrawek papieru powiewający na wietrze.

Dopiero po powrocie do mieszkania emeryt zobaczył, co było przyczyną takiego zachowania się przechodniów. Odkleił paragon od kurtki, na której jednak tkwiły ślady miodu. Musiał więc wyczyścić kurtkę, aby zapobiec dalszemu jej zabrudzeniu.

Na zakończenie dnia przyszedł wreszcie czas na świętowanie urodzin. Protazy przyrządził sobie dwie kanapki z miodem i herbatę z cytryną.

Spożywając te szczególne potrawy pocieszał się, że chyba już nic nie przyklei się do niego. Nie było na to szans, bo zbliżała się noc.

 

 

Uwaga! Opowieść zawierała lokowanie produktu.