Emeryt Protazy delektował się ciszą i niezakłóconym rytmem codzienności, spędzając prawie całe dnie w zaciszu swego niewielkiego mieszkania na parterze w dziesięciopiętrowym bloku. Nie narzekał na monotonię rozkładu każdego dnia, gdyż jako domator i konserwatysta lubił właśnie stabilizację. Uważał, że taki styl życia korzystnie działa na psychikę i nie powoduje niepotrzebnych stresów, które dla ludzi w podeszłym wieku są niewskazane. Protazy uważał, że po tylu latach pracy emerytowi należy się odrobina spokoju i relaks. W jego przypadku tą odrobiną była właściwe cała doba, ale to i tak nie zniechęcało emeryta do cieszenia się kameralnym klimatem swych czterech ścian.

Na pewno nie szukał czegoś, co by naruszyło jego stabilne zasady. Nie można jednak powiedzieć, że Protazy był do końca konsekwentny w swoich przekonaniach. Niekiedy los stawiał mu niespodziewane wyzwania. Na tyle atrakcyjne, że emeryt czasem ulegał pokusie i robił drobne ustępstwa od swoich żelaznych zasad.

Pewnego dnia, wychodząc po zakupy do pobliskiego sklepu, zobaczył na tablicy informacyjnej w bloku ogłoszenie dzielnicowego klubu seniora o wycieczce organizowanej do lokalnej fabryki czekolady. Udział był bezpłatny, co dla Protazego stało się dodatkowym argumentem do uczestnictwa w tym przedsięwzięciu. Jedyną formalnością, jaką musiał spełnić emeryt, to zgłoszenie się z legitymacją emerytalną przy wejściu do klubu seniora.

W dniu wycieczki Protazy już od rana zaczął się starannie przygotowywać do wyjścia. Jak zawsze, w przypadku pojawienia się w miejscu publicznym, emeryt przywdział swój wyjściowy strój, czyli trzydziestoletni garnitur, różową koszulę i zielony krawat w niebieskie grochy. Swoje buty na skórzanym obcasie starannie wypastował i wyczyścił szczotką, aby nadać im odpowiedni połysk. Sprawdził jeszcze, czy do marynarki schował legitymację emeryta wyszedł z mieszkania w celu punktualnego dotarcia do klubu seniora. Jako osoba zapobiegliwa przybył tam na pół godziny przed terminem. Cierpliwie jednak odczekał ten czas i jako pierwszy mógł wpisać się na listę uczestników wycieczki. Przedstawiciel klubu jako organizator tej wyprawy poprosił tylko Protazego o okazanie legitymacji emerytalnej. Zanotował jej numer na liście i oddał Protazemu, który stał się pełnoprawnym członkiem ekipy udającej się na zwiedzanie fabryki. Po kilku minutach okazał się, że chętnych na to przedsięwzięcie było dość sporo i niebawem zgromadziła się grupa prawie trzydziestu osób.

Wkrótce przedstawiciel klubu seniora zaprosił zgromadzonych do autokaru, który miał zawieźć wszystkich pod bramę fabryki. Protazy jako jeden z pierwszych wsiadł do pojazdu i od razu przemieścił się do samego końca pojazdu na tylne siedzenie. Ponieważ nie lubił rzucać się w oczy, uważał, że siedząc na końcu autokaru nie będzie zwracał uwagi innych uczestników wycieczki. Na szczęście prawie wszyscy zajęli miejsca z przodu, dzięki czemu Protazy nie musiał przeżywać napięć, jakie mu towarzyszyły, gdy czuł, że go ktoś obserwuje. Każde takie spojrzenie sugerowało, że coś jest z nim nie tak. Tym razem taka sytuacja nie miała miejsca. Co prawda, siedząc na końcu pojazdu Protazy był narażony na wstrząsy w czasie jazdy, bo usiadł akurat na miejscu, pod którym było koło, to jednak, mimo paru szarpnięć, dojechał szczęśliwie do miejsca przeznaczenia.

Po wyjściu z autokaru cała grupa zwiedzających przekroczyła bramę wejściową do fabryki. Przedstawiciel zakładu produkcyjnego zaprosił wszystkich do środka, aby pokazać proces produkcyjny poszczególnych wyrobów, których było kilkanaście asortymentów. Cukierki, czekoladki nadziewane, tabliczki czekolady i sporo jeszcze innych produktów. Wycieczka przemieszczała się po halach produkcyjnych i w pewnym momencie dotarła do stanowiska, nad którym wisiała wielka kadź z płynną czekoladą. Po przyciśnięciu guzika kadź przechylała się, a z niej wyciekała czekolada na taśmę z formami w kształcie tabliczek.

Pracownik fabryki opowiadał zebranym o procesie przygotowywania masy czekoladowej i formowania jej w tabliczki na taśmie, obok której zgromadziła się wycieczka. Wśród zwiedzających był oczywiście Protazy. Nie chcąc jednak rzucać się w oczy, stanął z tylu tuż przy przycisku uruchamiającym przechylanie się kadzi. Emeryt tak się zasłuchał opowiadaniem pracownika fabryki, że w pewnej chwili mimowolnie oparł się plecami o przycisk. W tym momencie kadź się przechyliła, a z niej wylewała się płynna masa czekoladowa. Co gorsza, Protazy nachylił się nad taśmą i czekolada wylała się na głowę nieszczęsnego emeryta. Protazy wydał z siebie nieludzki okrzyk, bo choć zaraz odskoczył na bok, część czekolady spłynęła mu na głowę i zaczęła majestatycznie zjeżdżać w dół, zaklejając mu oczy. Wystraszony Protazy zaczął chaotycznie wymachiwać rękami, chcąc ustalić, gdzie się znajduje. Wśród pozostałych uczestników wycieczki zapanowało zamieszanie. Część z nich chciała pomóc Protazemu, ale perspektywa zetknięcia się z czekoladową mazią powstrzymywała ich od tego bohaterskiego kroku, Co bardziej nerwowe emerytki podniosły krzyk, co jeszcze bardziej wzmogło atmosferę paniki i dramatu.

Do stanowiska przybiegło kilku innych pracowników fabryki, którzy słysząc krzyki zorientowali się, że wydarzyło się coś niepokojącego. Po kilku minutach zgarnęli z twarzy Protazego część czekolady, dzięki czemu emeryt mógł przejrzeć na oczy. Dobrze, że nie było w pobliżu lustra, bo wygląd Protazego był raczej żałosny. Włosy oblepione brązową mazią, która również, niczym kolczyki, dostojnie zwisała z uszu. Reszta masy spłynęła na garnitur, koszulę i krawat, co nieodwracalnie zapowiadało przymusową wizytę Protazego w pralni. Mimo atrakcyjnego smaku wątpliwą przyjemności była możliwość zlizania czekolady, która oblepiła usta emeryta.

Pracownicy fabryki przejęli się bardzo zaistniałym zdarzeniem. Obawiali się, że ktoś może ich oskarżyć o niezachowanie przepisów bhp i dopuszczenie do naruszenia bezpieczeństwa osób znajdujących się w hali produkcyjnej. Zaproponowali Protazemu przejście do pomieszczenia socjalnego, gdzie zaoferowali Protazemu przywdzianie ubrania zastępczego. Strój emeryta nie nadawał się bowiem do użytku. Zarówno garnitur, jak i koszula, a nawet krawat nosiły liczne ślady kontaktu z masą czekoladową. Niestety, w pomieszczeniu socjalnym jedynym ubiorem, jaki pozostawał do założenia był długi fartuch w kolorze niebieskim. Powrót Protazego z wycieczki był więc dość niezwykły.

Na tle innych uczestników wycieczki widok emeryta ubranego jedynie w fartuch z reklamową torbą fabryki zawierającą zachlapany czekoladą unikatowy, reprezentacyjny strój, był jednocześnie tragiczny i zabawny. Teraz dopiero dla Protazego zaczęły się stresy. Musiał się pokazać na ulicy przyodziany w niebieski fartuch, który od razu zwracał uwagę przechodniów.

Obdarowany przez fabrykę torbą reklamową i fartuchem Protazy przybył wreszcie do domu, gdzie musiał się poddać intensywnej kąpieli umożliwiającej pozbycie się lepkiej masy czekoladowej. Nazajutrz, co było łatwe do przewidzenia, czekała go bolesna wizyta w pralni, która skutkowała powstaniem wyrwy w skromnym budżecie emeryta.