Po zakończeniu pobytu na poprawinach Protazy wyszedł na ulicę wraz z kolegą Wacusia, który miał go podwieźć samochodem do domu.

Emeryt nie był miłośnikiem motoryzacji. Nigdy nie miał ambicji zrobienia prawa jazdy. Nie znał się też na markach samochodów, ani tym bardziej na ich szczegółach konstrukcyjnych. Nawet jednak taki laik, jak Protazy, zrobił nieciekawą minę, gdy ujrzał stojący na ulicy samochód, który miał go dowieźć do celu. Ogarnęły go wątpliwości, czy czymś takim da się w ogóle jechać.

Kolega Wacusia zorientował się, że emeryt z pewną rezerwą zapatruje się na perspektywę wspólnej podróży i od razu starał się przekonać Protazego:

– Panie Protazy, widzę, że ma pan obawy co do jazdy moim samochodem. Może na pozór nie wygląda on efektownie, ale przecież nie liczy się to, co na wierzchu, tylko to, co w środku. A tam jest naprawdę dobrze. Silnik pracuje bez zarzutu, hamulce i sprzęgło też są w porządku. Cała elektryka mogłaby być wzorcem dla innych, bardziej nowoczesnych typów samochodów. Naprawdę, niech pan się niczego nie obawia. Proszę wsiadać, bo już powinniśmy wyjeżdżać.

Protazy nie chciał robić przykrości uczynnemu kierowcy i wsiadł powoli do samochodu, jakby chciał się upewnić, że siedzenia się nie zapadają. Co prawda, poczuł, jakby kolana nieco przybliżyły się do brody, ale uznał, że nie stanowi to dużej przeszkody i nie sprawi mu niedogodności w czasie jazdy.

Emeryt pomachał tylko a pożegnanie swoim bliskim, którzy wyszli przed budynek i po chwili samochód wolno ruszył.

– Wie pan – tłumaczył się kolega Wacusia – jest to specyficzny pojazd. Potrzebuje dłuższego rozgrzania, więc zanim nabierze przyzwoitej szybkości, musi pewien dystans przejechać na zwolnionych obrotach.

Niepokój Protazego narastał, gdy z rury wydechowej rozległy się w krótkim czasie trzy wystrzały.

– No widzi pan – skomentował te odgłosy kolega Wacusia – jakie to paliwo teraz sprzedają. Pewno jakieś mieszane z wodą albo z jakimś olejem. Ceny stale rosną, a jakość spada. Nic dziwnego, że odbija się to potem na kondycji samochodu. Niech się pan jednak nie obawia. Już kiedyś tak strzelał, ale to tylko chwilowa reakcja. Będziemy jechać dalej.

Samochód zaczynał nabierać szybkości, jak to zapowiadał kierowca, ale w miarę jej wzrostu do uszu Protazego zaczęły dochodzić dziwne dźwięki przypominające drgania jakiegoś rozregulowanego mechanizmu.

– Co, znów się pan boi ? – zauważył kolega Wacusia.

– To nic takiego, Po prostu uszczelki w szybach trochę się rozciągnęły i dlatego szyby nieco się ruszają, gdy samochód szybko jedzie. Ale spokojna głowa, na pewno się nie potłuką. Dojedziemy do celu całymi szybami.

Protazy nic nie mówił, myśląc jedynie o szczęśliwym zakończeniu tej podróży.

Nagle odruchowo cofnął głowę w kierunku oparcia fotela. Oto bowiem na przednią szybę trysnął pokaźny strumień wody, mimo że nie padał deszcz. Okazało się, że samoczynnie włączył się spryskiwacz, który spowodował chwilowe zakłócenie widoczności. Dla kierowcy nie było to zaskoczeniem, bo natychmiast włączył wycieraczki i widoczność znów była prawidłowa. Oczywiście starał się wyjaśnić emerytowi tę sytuację:

– No widzi pan, jak teraz robią przeglądy. Niedawno byłem na stacji obsługi i uprzedzałem ich, że coś się dzieje ze spryskiwaczem. A tu sam pan zobaczył efekt pracy tych miernych mechaników. Teraz pewnie pan rozumie, jak tu można spokojnie jeździć, jeśli pana samochodem opiekują się tacy osobnicy.

Samochód przejechał parę kolejnych kilometrów i wraz z każdym następnym metrem dało się słyszeć coraz większy szum w silniku. Tak, jakby zaczęło brakować mu sił, które coraz bardziej go opuszczały.

W pewnej chwili samochód stanął w miejscu. Rozpaczliwe próby kolegi Wacusia, które umożliwiłyby dalszą jazdę, okazał się bezowocne.

– Co on znowu wyprawia ? – dziwił się kierowca. Wyszedł na zewnątrz i podniósł maskę. Patrzył i myślał. Twarz jego przyjmowała różne pozy, od grymasów do olśnienia i złości. Nie prowadziły on jednak do celu, jakim byłaby skuteczna diagnoza i usunięcie niesprawności pojazdu.

– Przykro mi, panie Protazy, nic nie poradzę – rzekł kolega Wacusia. Muszę zadzwonić po pomoc drogową, żeby odholowali mój samochód do stacji obsługi. To może jednak trochę potrwać. Nie wiem, jak długo. Jeśli pan chce, to może jechać pan ze mną. Może również pan tu zostać i szukać jakiejś okazji.

Tą drogą jeździ sporo samochodów. Może jakiś będzie jechał w pana kierunku. Protazy dość miał już niepewnej jazdy awaryjnym samochodem. Mając w perspektywie czekanie w stacji obsługi na naprawienie samochodu, emeryt wolał zostać na poboczu drogi i szukać okazji wcześniejszego dojazdu do domu. Po piętnastu minutach pojawił się samochód pomocy drogowej i po załadowaniu samochodu odjechał wraz z kolegą Wacusia.

Protazy został sam przy drodze i zamienił się w autostopowicza. Gdy tylko zbliżał się jakiś samochód, emeryt wyciągał rękę, dając do zrozumienia, że chce, aby ktoś go podwiózł. Niestety, wiele samochodów przejeżdżało obok emeryta, ale żaden z nich się nie zatrzymał. Widocznie postać wątłego, lekko przygarbionego Protazego z niewielką teczką w ręku wydawała się być mało atrakcyjna dla kierowców, którzy mieliby go wziąć jako towarzysza podróży.

Po półgodzinnym oczekiwaniu emeryta rozbolała ręka od stałego machania.

Gdy tak tracił z wolna nadzieję, spróbował jeszcze raz i, o dziwo, samochód, który zbliżał się do niego, zatrzymał się. Kiedy okazało się, że kierowca jedzie w tym samym kierunku, co emeryt, Protazemu spadł kamień z serca. Nabierał przekonania, że może wreszcie dotrze do domu. Protazy usiadł na przednim siedzeniu obok kierowcy i samochód ruszył. Po przejechaniu około kilometra emeryt spojrzał w lusterko i z przerażeniem dostrzegł za sobą wielkie ślepia patrzące uparcie na niego i ogromny łeb psa. Z wrażenia Protazy aż zatrząsł się na fotelu. Kierowca zorientował się w sytuacji i głośno powiedział:

Cytrus ! Leżeć ! Połóż się !

Okazało się, że na tylnym siedzeniu leżał wielki dog, który widocznie chciał się zapoznać z nowym podróżnikiem i z ciekawości uniósł się na przednich łapach, chcąc zobaczyć twarz Protazego. Dog był bardzo łagodny i widocznie emeryt bardzo przypadł mu do gustu, bo nagle, nie słuchając poleceń kierowcy, oparł wielkie przednie łapy na ramionach Protazego, a wielki łeb przybliżył się do karku emeryta. Doga zaczął lizać go ogromnym jęzorem. Protazy miotał się we wszystkie strony, chcąc się uwolnić z objęć wielkiego doga. Było to dodatkowo utrudnione, bo ruchy jego krępował zapięty pas bezpieczeństwa. Kierowca usiłował pomóc Protazemu w uwolnieniu się z objęć doga, lecz mimo okrzyków nawołujących psa do zachowania porządku nic nie mógł zrobić. Po prostu Cytrus, bo jak zapewne łatwo zgadnąć, tak się wabił jego pies, zawisł między tylnym siedzeniem i przednim fotelem. Nie mógł więc cofnąć się na tylne siedzenie.

Kierowca zmuszony był więc do zatrzymania samochodu, aby pomóc dogowi w powrocie do poprzedniej pozycji. Cytrus ważył niemało, więc kierowca trochę się zmęczył przy zdejmowaniu psiego cielska z chudych barków Protazego. Zaraz zaczął przepraszać emeryta:

– Przykro mi z powodu takiego zachowania mojego psa. Jest, co prawda, łagodny i przyjacielski, ale rozumiem, że taki wielki osobnik mógł pana przerazić, mimo że nie miał złych zamiarów.

– Ależ nic się nie stało – rzekł Protazy, który, jako człowiek ugodowy, nie chciał zgłaszać żadnych pretensji. Tym bardziej, że korzystał z uprzejmości kierowcy, który jako jedyny ulitował się nad samotnym emerytem stojącym na poboczu drogi i rozpaczliwie szukającym możliwości dojazdu do domu.

Kierowca dał Cytrusowi jakąś gumową kość do gryzienia, aby odwrócić jego uwagę. Tym samym dalsza podróż mogła przebiegać bez zakłóceń.

Tak sytuacja nie trwała jednak długo. Po przejechaniu jakichś dziesięciu kilometrów okazało się, że droga jest zblokowana przez osoby ;protestujące przeciwko budowie spalarni śmieci w pobliżu ich zabudowań. To spowodowało, że dalsza jazda nie była możliwa.

Potem okazało się, że demonstracja jest nielegalna i wezwano policję w celu usunięcia blokady. Protazy chciał nieco rozprostować kości i wysiadł z samochodu. Podszedł do protestujących, aby zapytać o powód ich demonstracji. W tym samym momencie przyjechały trzy samochody policyjne.

Policjanci kazali wszystkim wsiąść do samochodów. Mieli być przewiezieni na komisariat w celu złożenia wyjaśnień. Pechowo dla Protazego policjanci również i jemu nakazali zajęcie miejsca w samochodzie mimo protestów emeryta. Wyjaśniał, że znalazł się wśród demonstrantów przez przypadek.

– Będzie się pan tłumaczył na komisariacie – stwierdził jeden z policjantów – proszę wsiadać.

Protazy nie miał innego wyjścia, jak tylko wypełnić polecenia policjanta.

Po piętnastu minutach Protazy wraz z grupą demonstrantów znalazł się na lokalnym posterunku. Czekał tam prawie godzinę, zanim poproszono go do komendanta.

Zaledwie Protazy zamknął za sobą drzwi, komendant od razu zadał mu pytanie stanowczym głosem:

– No to, jak było ? Po co pan tam demonstrował ?Dobrze pan wie, że blokowanie drogi publicznej bez zezwolenia jest karalne.

– Ależ panie władzo….. – zaczął skruszonym głosem Protazy.

– Żadne „ale” – przerwał komendant – wszyscy demonstranci zostaną jednakowo potraktowani i tak samo ukarani.

– Ale ja nie demonstrowałem – bronił się Protazy.

– Nie ? A to co tam pan robił ? – dopytywał komendant.

– Akurat przejeżdżałem z kierowcą, ale blokada uniemożliwiła dalszą jazdę. Ja przecież tu nie mieszkam. Wracałem właśnie do domu – odpowiedział emeryt.

Komisarz podumał chwilę, popatrzył na dowód osobisty Protazego, którego okazania wcześniej zażądał i rzekł do emeryta:

– No, dobrze. Jest pan wolny. Niech pan wraca do domu.

Protazy wziął dowód i wyszedł przed komisariat.

– Wszystko ładnie – westchnął – tylko jak mam wrócić do domu ?

Na szczęście obok komisariatu znajdował się dworzec autobusowy. Ku swojemu zaskoczeniu udało mu się kupić bilet do miejsca przeznaczenia. Emeryt dotarł do domu późnym wieczorem.

Udając się na nocny spoczynek, rzekł do siebie:

– Oby tylko drugi syn mojego brata Ignacy nie miał weselnych planów, bo na drugą taką podróż pewnie bym się nie zdobył.