Emeryt Protazy był abstynentem. Nigdy nie próbował alkoholu. Już jego woń wywoływała u niego odrazę. Można powiedzieć, że był uczulony na zapach alkoholu, nie mówiąc już o jego smaku. Jako uprzedzony do charakterystycznej ostrej woni był na nią wrażliwy i już z daleka wyczuwał ten złowrogi, jego zdaniem, zapach.

Co innego kawa. Ta rzeczywiście mu smakowała i mógł ją pić codziennie. Jego codziennym rytuałem była zresztą chwilą relaksu po śniadaniu. Polegała ona na tym, że emeryt siadał w swoim starym, lekko trzeszczącym fotelu, przy którym stał stolik. Na tym stoliku stawiał filiżankę z upojnie pachnący, czarnym napojem. Od czasu do czasu pociągał łyczek kawy i tak tkwił prawie godzinę w umysłowym i cielesnym rozluźnieniu, wspominając sobie różne wydarzenia z przeszłości.

Pewnego dnia jednak błogi aromat kawy wydał mu się jakiś inny niż zwykle. Wyraźnie czuł w nim alkohol. Nie mógł zrozumieć, skąd się wziął ten zapach. Ponieważ była ładna pogoda i Protazy otworzył okno, sądził, że ktoś na zewnątrz pije alkohol i ten znienawidzony przez niego odór drażni emerytalne nozdrza. Lekko zirytowany zakłóceniem relaksu podniósł się z fotela. Podszedł do okna i wyszedł na balkon. Nikogo jednak w pobliżu nie było. Co więcej, stojąc na balkonie nie czuł w ogóle zapachu alkoholu. Uznał więc, że źródłem tej nieprzyjemnej woni było jego mieszkanie ! To dla abstynenta był prawdziwy szok. Nikogo nie gościł, kto mógłby przynieść ze sobą choćby kieliszek nieprzyjaznego mu napoju. Sam też nie miał ani kropli w domu.

Zaczął przeglądać poszczególne pomieszczenia. Przeszedł po pokoju. Owszem, czuł ten zapach, ale nie był on tak intensywny. W kuchni to samo. Dopiero, gdy wszedł do łazienki, o mało nie zemdlał. Całe pomieszczenie wypełniał intensywny zapach tak nie lubiany przez Protazego.

– Tylko skąd się on wydziela ? – spytał sam siebie.

Wspiął się na wannę, nad którą znajdowała się kratka wentylacyjna, ale tam ten zapach był jakby słabszy. Uznał więc, że nie tą drogą ulatniały się alkoholowe opary. Protazy ukląkł więc na podłodze i zajrzał pod wannę. Widok, który ujrzał zmroził go na dobre. Oto pod nią z podłogi wystawała mała rurka, z której wydobywał się prawie niewidzialny przezroczysty dym. Protazy toczył w głowie bitwę z własnymi myślami:

– Skąd się wzięła ta rurka ? Ktoś musiał przecież przebić strop, żeby ją przeprowadzić do mojej łazienki. Tylko, że taka operacja na pewno spowodowałaby spory hałas. Musiałbym to słyszeć. No, chyba że ktoś się przewiercił przez strop, gdy byłem poza domem. Ale przecież zwykle wychodzę tylko do pobliskiego sklepu i to tylko na parę minut. Ktoś musiałby wiedzieć, kiedy nie będzie mnie w domu. Tylko kto ? Z sąsiadami nie utrzymuję kontaktów.

Widzę ich tylko okazyjnie. Mijamy się przy wyjściu z budynku. Poza tradycyjnym „dzień dobry” nic więcej nie mówimy. Ta rurka w łazience sugeruje jednak, że ktoś pod moim mieszkaniem, czyli w piwnicy, musiał zamontować sobie nielegalną wytwórnię alkoholu. Żeby zmniejszyć podejrzenia, wyprowadził zapewne przez strop rurkę, która odprowadzałaby część oparów. Przez to zapach byłby mniej intensywny i trudniej można by ustalić sprawcę tego alkoholowego procederu i twórcę lokalnej osiedlowej bimbrowni.

Rozmyślania emeryta przerwał nagle ostry dźwięk dzwonka u drzwi. Protazy, jako człowiek ostrożny, podszedł powoli do nich i zajrzał przez wizjer. Zobaczył dwóch osobników w policyjnych mundurach. W głowie emeryta pojawił się odwieczny dylemat. Otworzyć, czy nie otworzyć ? Jeśli są to jacyś fałszywi policjanci, przed którymi ostrzegano w telewizji, to otwarcie byłoby błędem obarczonym dużym ryzykiem. A jeśli są to prawdziwi policjanci ? Jeśli nie otworzy, to mogą go czekać nieprzyjemności. Protazy postanowił jednak zaryzykować i otworzył drzwi.

W progu stało dwóch wysokich osobników. Jeden z nich powiedział:

– Dzień dobry panu. Pan Protazy, prawda ?

– Tak, to ja – odpowiedział drżącym głosem nieco przestraszony emeryt.

– Jesteśmy z komendy dzielnicowej. Doniesiono nam, że w tym bloku znajduje się nielegalna bimbrownia, a pan jest na liście podejrzanych.

– Ja podejrzany ? – przestraszył się na dobre Protazy.

– A skąd wiadomo, że to właśnie ja mam tę bimbrownię ? – spytał z niedowierzaniem.

– Nie mówimy, że to pan – rzekł policjant – ale doniesiono nam, że na korytarzu parteru wyczuwalny jest intensywny zapach alkoholu. Musimy sprawdzić pana mieszkanie.

– Proszę bardzo – odpowiedział emeryt – ja nie mam nic do ukrycia. Jestem niewinny.

– Zobaczymy – odrzekł podejrzliwym tonem policjant.

Po chwili obydwaj funkcjonariusze weszli do mieszkania. Nie wiadomo, czy ich nozdrza były szczególnie uczulone na zapach alkoholu, ale coś musiało w tym być, bo od razu skierowali się do łazienki. Jeden z policjantów ukląkł pod wanną i zobaczył wystającą rurkę, której wydobywały się opary alkoholu.

– I co ? – spytał policjant.

– Mówi pan, że jest niewinny. A co ma znaczyć ta rurka pod wanną ?

– Sam nie wiem – odpowiedział zmieszany Protazy – właśnie odkryłem ją przed piętnastoma minutami.

– Niech pan nie będzie śmieszny – drwiąco odpowiedział policjant.

– Nie wiedział pan nic o rurce ? Przecież ona przechodzi przez strop i trzeba było przedtem wykonać otwór w stropie. Tego bez wiertarki bezszelestnie nie da się wykonać.

– Ale ja naprawdę nic nie słyszałem – tłumaczył się Protazy – może ktoś przewiercił strop, gdy byłem poza domem.

– To musiał być jakiś szczególnie dziwny zbieg okoliczności – odpowiedział policjant – akurat wtedy, gdy pana nie było ktoś nieznany wykonał ten otwór. To bardzo dziwne tłumaczenie.

– Ale panowie, ja mówię prawdę – bronił się Protazy.

– Dobrze, dobrze – odrzekł policjant. Zejdziemy razem do piwnicy, to się przekonamy, kto tu prowadzi ten podejrzany interes. Zajrzymy tylko po drodze do dozorcy, bo powinien być obecny w naszej wizji lokalnej.

Po upływie kilku minut czteroosobowa ekipa zeszła na dół po schodach.

– Gdzie jest pana piwnica ? – spytał Protazego policjant.

– Tam – wskazał Protazy.

– Hm – mruknął ze zdziwieniem policjant – to nie jest pod pana mieszkaniem ?

– W takim razie, do kogo należy piwnica w pionie pańskiego mieszkania ?

– To lokator drugiego piętra – odpowiedział dozorca.

– W takim razie proszę tu przyprowadzić tego pana z kluczami do drzwi piwnicy – polecił policjant.

Dozorca udał się z jednym z policjantów na drugie piętro i za chwilę wrócili razem z lokatorem zajmującym piwnicę po mieszkaniem Protazego. Miał nietęgą minę, bo widocznie przeczuwał, co się święci.

Po otwarciu drzwi do piwnicy oczom zdumionych policjantów ukazał się widok pełnej instalacji, w której bulgotał przygotowany wcześniej zacier. Obok stał cały rząd butelek jako pojemniki na przyszły alkoholowy produkt domowej produkcji.

Jedna z rurek sięgała do stropu i znikała w nim. To zapewne ta, które przechodziła do mieszkania Protazego.

– No to mamy winnego – podsumował całą wizytę jeden z funkcjonariuszy.

– Proszę tylko powiedzieć – rzekł policjant do zdemaskowanego producenta bimbru – jak pan przeprowadził tę rurkę do mieszkania pana Protazego ?

– Po prostu dostrzegłem w stropie małą szczelinę. Była jedna na tyle duża, że zmieściła się w nią rurka odprowadzająca opary – wyszeptał przerażony lokator. Wiedział bowiem, że teraz przyjdzie mu się zmierzyć z konsekwencjami swojego postępowania.

Policjanci zobowiązali tylko dozorcę do zgłoszenia w administracji konieczności naprawy stropu, po czym zabrali producenta bimbru na komisariat w celu kontynuacji śledztwa.

Protazy wrócił do mieszkania. Wyczerpany towarzyszącymi mu emocjami postanowił wypić jeszcze jedną kawę, aby uspokoić skołatane nerwy.

Znów zagłębił się w miękkim siedzeniu fotela i tym razem mógł delektować się ulubionym aromatem kawy bez alkoholowego posmaku.