Bajki Wuja

Ulubionym obuwiem emeryta Protazego były buty na skórzanym obcasie. Nosił je od kilkunastu lat i przez ten cały czas dobrze się dopasowały do stopy. Nie uwierały i zapewniały komfort chodzenia. Nic dziwnego, że Protazy nie odczuwał potrzeby zakupu nowego obuwia. Zresztą większość czasu spędzał
w czterech ścianach swojego mieszkania i buty te zakładał tylko w przypadku wyjścia z domu. Nie zdarzało się to często, Nie powodowało więc szybkiego zużycia się obuwia. Poza tym emeryt dbał o swoje buty. Po każdym powrocie do domu zawsze je gruntownie oczyszczał z błota i kurzu, a następnie dokładnie pastował.

Pewnego dnia czas los przyniósł jednak nieuchronną zmianę. Emeryt miał właśnie udać się po poranne zakupy. Włożył więc swój tradycyjny ubiór wyjściowy, czyli trzydziestoletni garnitur, różową koszulę, zielony krawat
w niebieskie grochy i ciemnozielony beret. Gdy założył buty na skórzanym obcasie, poczuł, że jeden z nich dziwnie się kołysze. Zdjął więc go z nogi i ze zgrozą stwierdził, że oderwał się od niego obcas. Może nie całkowicie, ale częściowo odstawał od reszty buta.


Niemile zaskoczony Protazy nie miał innego wyjścia. Musiał założyć swoje białe tenisówki, żeby wyjść do sklepu. Nie czuł się w nich komfortowo. Co innego, gdyby miał iść na jakąś imprezę rozrywkową. Wizyta w sklepie i w kiosku wymagała jednak pewnego szyku, Białe tenisówki na pewno jego nie dodawały. Emeryt długo się jednak nie zastanawiał, w czym wyjdzie na zewnątrz. Myślał teraz bardziej o tym, jak naprawić uszkodzony but. Dawniej w pobliżu były nawet dwa punkty naprawy obuwia. Teraz ślad po nich zaginął. Czasy się zmieniły. Ludzie zaczęli kupować nowe obuwie, a starego nie oddawali do naprawy. Koszty tych usług wzrosły na tyle, że po prostu lepiej się opłacało kupić coś nowego.

Protazy był jednak innego zdania. Jego przywiązanie do starych przedmiotów było na tyle silne, że nie zakładał kupna nowego obuwia. Bał się, że nowe buty nie będą tak dobrze dopasowane do nogi, jak te wieloletnie, które dotąd doskonale się sprawdzały.

Emeryt wyszedł z domu. W sklepie, jak zwykle, kupił chleb i dwa słoiki dżemu morelowego, a w kiosku swą codzienną gazetę. Wracając do domu, spotkał dozorcę.
– Dzień dobry, panu – nawiązał rozmowę emeryt.
– Witam pana, panie Protazy – odparł dozorca. Widzę, że założył pan nietypowe obuwie.
– Jest pan spostrzegawczy – odpowiedział emeryt. Ma pan rację. Musiałem dokonać zmiany, bo niespodziewanie oderwał mi się obcas w mym skórzanym bucie i muszę go oddać do naprawy.
– O, nie będzie to łatwe – zmartwił emeryta dozorca. Dawniej punktów naprawy obuwia było dużo, a teraz to ich ze świecą szukać. Trudno mi coś panu doradzić, bo od dłuższego czasu żadnego takiego zakładu nie spotkałem. Może lepiej, gdyby pan poszedł do informacji handlowej. Na naszym osiedlu obok klubu seniora jest takie biuro – doradzał dozorca.

– Bardzo panu dziękuję, to dla mnie cenna wskazówka – odparł uradowany Protazy.

Zaraz wrócił do mieszkania. Zostawił tam zakupy i ponownie wyszedł, udając się do biura informacji handlowej. Szybko znalazł szukaną placówkę. Po wejściu do środka zaraz zapytał:

– Dzień dobry, szukam szewca. Gdzie mogę go znaleźć?
– Kogo? – spytała zdezorientowana rozmówczyni, która była młodą osobą i być może wyraz ten, jako wychodzący z użycia, wydawał się dla niej nieznany.
– Szewca – powtórzył Protazy – takiego, który naprawia obuwie.
– Ach, tak, rozumiem – rzekła młoda osoba. Zapewne panu chodzi o technika obuwnika albo butologa.
– Buto.. kogo? – zdziwił się Protazy.
– Butologa – odparła rozmówczyni. Mamy takie dwa przypadki, gdzie rejestrujący działalność usługową jako specjalizację podali „butolog”, a tak naprawdę naprawiają buty. Proszę poczekać, już sprawdzam – kontynuowała dialog młoda osoba.
– Tak, znalazłam, ale nie na naszym osiedlu. W centrum, przy takiej starej ulicy jest wiekowa kamienica. W niej, a konkretnie w piwnicy znajduje się taki mały zakładzik naprawy obuwia. Proszę, tu jest adres – stwierdziła młoda osoba, zapisując go na malej kartce i wręczając ją Protazemu.

Emeryt ochoczo chwycił karteczkę, podziękował swojej rozmówczyni i wrócił do domu. Ponieważ robiło się już trochę późno, a Protazy chciał obejrzeć swój ulubiony serial w telewizji, postanowił przenieść akcję obuwniczą na następny dzień.

Nazajutrz z samego rana, po spożyciu tradycyjnego śniadania, zapakował uszkodzony but do plastikowej torebki i w swym oficjalnym stroju z białymi tenisówkami na nogach wyszedł z domu, udając się na pobliski przystanek tramwajowy. Jak na niego, czuł się wyjątkowo pewnie. Może z tego powodu, że nie musiał kasować biletu, gdyż z racji wieku przysługiwały mu bezpłatnie przejazdy środkami lokomocji miejskiej. Z czasem jednak ta pewność stawała się coraz mniejsza i stawał się źródłem nerwowego napięcia. Pasażerowie tramwaju spostrzegli bowiem wystające spod spodni garnituru białe tenisówki. Swoje spostrzeżenia wyrażali dziwnymi spojrzeniami z ironicznym uśmieszkiem. Protazy wyczuwał te spojrzenia i nie bardzo wiedział, z jakiego powodu stał się przedmiotem tych dziwnych obserwacji.

Na szczęście tramwaj niebawem dojechał do właściwego przystanku. Emeryt wysiadł i wkrótce dotarł do starej kamienicy, o której wspomniała rozmówczyni w biurze informacji handlowej. Podszedł bliżej i zobaczył duży szyld z napisem „Szewc Gerwazy Gwoździk, wejście po schodach do piwnicy”.

– Nareszcie jakaś normalna nazwa. Szewc to szewc, a nie jakiś tam butolog – pomyślał Protazy. Zszedł po schodkach i dotarł do drzwi, na których widniał identyczny szyld. Zapukał i wszedł. Zobaczył tam starszego człowieka pochylonego nad jakimś butem. Szewc, zobaczywszy Protazego, podniósł głowę:

– Dzień dobry panu, z czym pan do mnie przychodzi?
– Z butem – odrzekł emeryt.
– To normalne. Trudno, żeby pan przychodził z kapeluszem. Proszę powiedzieć, o co dokładnie chodzi.
– Oderwał mi się obcas i chciałem prosić o jego przymocowanie – wyjaśniał emeryt.
Szewc Gerwazy obejrzał dokładnie but i stwierdził:
– Hm, to nic poważnego. Zaraz go przykleję. Proszę sobie nie usiąść i poczekać. Klej musi trochę przyschnąć, ale za dziesięć minut powinno być po wszystkim.

Protazy usiadł na stojącym w kącie krzesełku i czekając na zakończenie naprawy rozglądał się po wnętrzu pomieszczenia szewca. W pewnym momencie dostrzegł dużego, biało-czarnego kota leżącego leniwie na okiennym parapecie.

– Ładny kotek – zagadnął emeryt.

– Dbam o niego – odparł szewc, nie zaprzestając swych czynności. Dlatego nieźle się utuczył. Trzymam go tu na wszelki wypadek. To mój wierny towarzysz, czasem się przydaje. Wie pan, w takiej piwnicy to różne towarzystwo lubi przebywać. To jakaś mysz, a to szczur. Kot to dobry lek na coś takiego. My tu sobie gawędzimy, a but już gotowy. Proszę przymierzyć.

Słysząc te słowa, Protazy się zatrwożył. Zdał sobie sprawę, że znalazł się
w jakimś pomieszczeniu zagrożonym inwazją gryzoni. Jego obawy się wzmogły, gdy nagle spod przyklejonego obcasa wyskoczyła mysz. Wystraszony emeryt krzyknął wniebogłosy. Krzyk Protazego pobudził kota, który dostrzegł mysz
i błyskawicznie zeskoczył z parapetu, rzucając się w pogoń za umykającym gryzoniem.

Szewc i Protazy oniemieli. Kot, nie zważając na znajdujące się w pomieszczeniu przedmioty, pędził w dzikim szale, potrącając i przewracając stojące wszędzie inne buty. Potrącił nawet szklankę z herbatą, którą szewc popijał w przerwach.

Mysz była dość zwinna. Kot nie dawał za wygraną. Protazy usiłował uspokoić kota. Wstał z krzesła, ale w tym momencie kot przemknął obok, potrącając nogawkę od spodni emeryta. Zakłóciło to jego równowagę, który runął jak długi na podłogę. Na dodatek uciekająca w popłochu mysz wykonała kilka okrążeń wokół pomieszczenia szewca, nie mogąc znaleźć dogodnego schronienia. Właśnie przemykała obok lezącego emeryta i nogawka od spodni wydawała się idealną kryjówką. Błyskawicznie wślizgnęła się do niej, a w następnej sekundzie zjawił się kot, który, usiłując dopaść mysz, drapał agresywnie nogę Protazego. Chciał w ten sposób wypłoszyć mysz z nogawki.

Szewc zaniemówił z wrażenia i stał, jak zahipnotyzowany. Protazy krzyczał na cały głos. Nie wiadomo, czy z przerażenia obecnością myszy w jego spodniach
i jej łaskotaniem, czy może z powodu zadrapań, jakie na nodze zostawił mu kot.
Po chwili szewc zakończył tę dramatyczną scenę. Złapał kota i pomógł Protazemu się podnieść. Gdy tylko emeryt przyjął pozycję pionową, mysz wyskoczyła ze spodni i znikła gdzieś w kącie.

Kot jeszcze przez parę chwil nie mógł się uspokoić, jakby czuł się zawiedziony tym, że szewc uniemożliwił mu upolowanie myszy. Szewc przeprosił Protazego za ten nieplanowany incydent. Udzielił mu nawet rabatu od opłaty za usługę
z powodu zadrapań, jakich kot dokonał na nodze.

Protazy wyszedł zadowolony. Czuł, co prawda, niewielki pieczenie wywołane kocim drapaniem, ale w sumie osiągnął swój cel. Mógł znów założyć swój ulubiony but.