Bajki Wuja

Zbliżała się Wielkanoc. Z tej okazji klub seniora ogłosił konkurs na najładniejszą pisankę. Ogłoszenie o konkursie zostało rozwieszone przy wejściach do bloków na osiedlu. Emeryt Protazy stronił raczej od publicznego pokazywania się i od imprez masowych. Tkwiąca w nim jednak żyłka współzawodnictwa i pokusa uczestniczenia w rywalizacji spowodowała, że emeryt postanowił wziąć udział w tym konkursie. Zdawał sobie sprawę, że jajka są właściwie takie same. Różnią się tylko przyozdobieniem. Dlatego też zgłoszenie do konkursu pomalowanego zwykłego jajka dawałoby mu raczej niewielkie szanse na sukces. Musiał czymś zaskoczyć, czymś, co rzucałoby się w oczy i zachwyciłoby jurorów.
Takim rozwiązaniem, według Protazego, mogło być strusie jajo. Łatwo pomyśleć, ale trudniej z realizacją. Skąd tu wziąć jajo strusia? W sklepach ich nie sprzedają, w parku, czy w lesie też się go nie znajdzie. Pozostawała więc tylko jedna możliwość – ogród zoologiczny. To był, zdaniem emeryta, strzał w dziesiątkę. Pora na wizytę w ZOO była dogodna, bo akurat zaczynała się wiosna. Słońce coraz mocniej przygrzewało, temperatura rosła z dnia na dzień. Zapewne w takiej sytuacji zwierzęta będą wypuszczone ze swych zimowych schronień na świeże powietrze. Strusie też tam pewnie będą spacerować po wybiegu,
Protazy postanowił zatem zdobyć takie jajo. Może nie był to najbardziej uczciwy sposób przechwycenia takiego strusiego okazu, jednak idea konkursu usunęła w dal inne metody pozyskania jajecznych eksponatów. Aby ukryć swe niezbyt godziwe zamiary, Protazy postanowił zaprezentować się w odpowiedni sposób, aby zdobyć zaufanie otoczenia. W tym celu wyjął z szafy trzydziestoletni garnitur, różową koszulę, zielony krawat w niebieskie grochy i buty na skórzanym obcasie. W trosce o ochronę głowy przy coraz bardziej grzejącym słońcu założył też ciemnozielony beret.
W takim też stroju wyszedł pewnego ranka z domu i udał się do ogrodu zoologicznego, Ponieważ był dzień powszedni, w ogrodzie znajdowało się niewiele osób. To była, zdaniem emeryta, sprzyjająca okoliczność, gdyż zwiększało to szansę na przechwycenie jaja wtedy, gdy nikt nie będzie tego widział.
Po wejściu na teren ZOO Protazy udawał, że odwiedza poszczególne stanowiska z różnymi zwierzętami, bo wciąż myślał o tym, aby jak najszybciej dotrzeć do ogrodzenia, za którym spacerowały strusie. Po paru minutach Protazy dotarł wreszcie do celu. Stał przez kilkanaście minut i obserwował sytuację na strusim wybiegu. Tak długie przebywanie w jednym miejscu zwróciło uwagę przechodzących obok osób, które stawały przy Protazym i też oglądały strusie.
Z minuty na minutę wokół Protazego gromadziła się coraz większa grupa osób. Prawdopodobnie początkowo stojący tam ludzie wzbudzali zainteresowanie kolejnych zwiedzających. Chcieli bowiem zobaczyć, co jest tan tak szczególnego. Skoro strusi wybieg obserwuje tak wielu ludzi.
Protazy zaczął się denerwować. Wydawało mu się, że w dzień powszedni, gdy w ZOO jest mało ludzi, będzie miał lepsze warunki do przechwycenia jaja. W takich warunkach trudno by było podjąć taką próbę.
Po paru minutach sytuacja zaczęła się zmieniać po myśli emeryta. Ludzie, zobaczywszy, że nic tam się nie dzieje, przechodzili do innych zwierząt.
W pewnym momencie Protazy został sam przy ogrodzeniu. Okoliczności zaczęły być bardzo sprzyjające, bo emeryt dostrzegł, że w odległości około pół metra od ogrodzenia w piasku spoczywało wielkie strusie jajo. Na razie żaden struś go nie wysiadywał. Wszystkie się od niego oddaliły. Protazy zorientował się, że ogrodzenie wykonane było z metalowych prętów oddalonych od siebie o kilkanaście centymetrów. To stwarzało szansę na przeniesienie tego jaja pomiędzy prętami.
Protazy dobrze się przygotował do całej akcji, bo wziął ze sobą torebkę reklamową na tyle dużą, że takie jajo swobodnie by się w niej zmieściło. Problem polegał tylko na tym, jak przetoczyć jajo przez te pół metra, aby je chwycić w rękę. Emeryt rozglądał się na wszystkie strony, patrząc, czy ktoś nie nadchodzi. Akurat w pobliżu nikogo nie było, a obok jakimś cudownym zbiegiem okoliczności Protazy dostrzegł leżący w trawie gruby patyk o długości prawie metra. Sytuacja była więc idealna do przechwycenia jaja. Emeryt wziął patyk, wsunął go pomiędzy pręty ogrodzenia i delikatnie zaczął poruszać jajem, chcąc je przetoczyć do siebie. Po kilku ruchach jajo przemieściło się tak, że Protazy mógł je sięgnąć ręką i delikatnie umieścić w torbie.
Gdy wkładał jajo do torby, jeden ze strusi to zauważył i błyskawicznie ruszył w kierunku Protazego. Za nim ruszyły następne strusie, które zbiegły się przy ogrodzeniu, wydając przeraźliwe dźwięki. Protazy szybko oddalił się od wybiegu i udał się w kierunku wyjścia z ZOO. Hałas, jaki wywołały strusie, zainteresował opiekunów. Widzieli oni jajo leżące przy ogrodzeniu, ale nie chcieli przeszkadzać strusiom w jego wysiadywaniu. Niech chcieli więc go przenosić. Gdy zauważyli brak jaja, zrozumieli, dlaczego strusie wszczęły alarm i natychmiast przekazali informację o zniknięciu jaja do strażników dyżurujących przy wyjściu. Protazy zdążył jednak wyjść z ogrodu zanim informacja od opiekunów strusi do nich dotarła. Rewidowali więc kolejne osoby wychodzące z ZOO, ale oczywiście nie znaleźli jaja.
Tymczasem uradowany śmiałą i udaną akcją Protazy wrócił do domu. Wyjął jajo i delikatnie położył je na talerzu, który przedtem postawił na stole. Teraz tylko trzeba było zdobyć farbki do malowania jajek i pędzelek. W tym celu emeryt udał się do pobliskiej galerii, w której znajdował się sklep z takimi artykułami. Protazy kupił kilka różnokolorowych tubek z farbkami i pędzelek. Wracał do domu i myślał nad wzorami, jakie wykona na jaju.
Ponieważ zbliżał się już wieczór, emeryt włączył telewizor, by obejrzeć, jak co dzień, lokalne wiadomości. W pewnym momencie oniemiał, bo na ekranie zobaczył własną twarz. Towarzyszył temu komunikat o poszukiwanym sprawcy kradzieży strusiego jaja z ogrodu zoologicznego. Przerażony emeryt w żaden sposób nie mógł zrozumieć, w jaki sposób znalazł się w telewizji. Nie wiedział jednak, że przy każdym wybiegu w ZOO była zamontowana kamera. Cała akcja kradzieży jaja została więc nagrana. Skoro nie udało się odnaleźć sprawcy na miejscu wykroczenia, przekazano do telewizji prośbę, aby zamieścić komunikat o poszukiwanym sprawcy.
Emeryt wpadł w panikę. Zrozumiał, że grunt pali mu się pod nogami. Gdy sąsiedzi w budynku obejrzą ten program, to z pewnością skojarzą sprawcę z Protazym. Uznał, że musi odnieść to jajo z powrotem na miejsce. Nie mógł jednak założyć swego reprezentacyjnego stroju, gdyż byłby łatwo rozpoznawalny.
Następnego dnia, tuż po śniadaniu, wzmocniony dżemem morelowym Protazy przywdział nietypowy strój. Zamiast garnituru założył stary sweter i wytarte dżinsy oraz białe trampki. Na głowę zaś przywdział dla niepoznaki swą zimową kolorową czapkę. Było to trochę dziwne, jak na wiosenną porę, gdyż grube wełniane nakrycie głowy zupełnie nie pasowało do pory roku. Mimo to emeryt był gotów tak się zamaskować, aby zrzucić z siebie wszelkie podejrzenia. Protazy schował ostrożnie jajo do torby i wyszedł z mieszkania. Liczył na to, że niepostrzeżenie przemknie niezauważony przez nikogo.
Zaledwie zamknął drzwi od swojego mieszkania, zobaczył dozorcę, który wyrósł, jak spod ziemi i zdziwiony wyglądem emeryta spytał:
– Panie Protazy, tak dziś ciepło na dworze, a pan ma tak grubą czapkę. Czy nie pomylił pan pór roku?
– Nie, nie – rzekł Protazy, pochylając głowę, aby nie pokazywać twarzy. Wczoraj trochę mnie przewiało i boli mnie ucho. Chcę uniknąć zapalenia.
Dozorca prawdopodobnie uwierzył w zmyślone tłumaczenie Protazego. Kiwnął tylko głową i oddalił się do swej pracy.
Emeryt tymczasem niósł torbę z jajem i przemieszczał się na przystanek tramwajowy, z którego miał jechać do ZOO. Podróż przebiegła bez żadnych przygód, choć ludzie podejrzliwie spoglądali na Protazego w zimowej czapce na głowie. Takie same spojrzenia odczuwał ze strony kasjerki, u której kupował bilet do ZOO. Wszedł na teren ogrodu i zmierzał wprost do wybiegu, na którym przebywały strusie. Emeryt rozglądał się, aby sprawdzić, czy ktoś go nie obserwuje. W pewnym momencie zorientował się, że w pobliżu nie ma nikogo. Wyjął więc ostrożnie jajo z torby i delikatnie wsunął je między prętami ogrodzenia. Stojące obok strusie zaraz zauważyły jajo. Zaczęły biec w jego kierunku. Protazy odskoczył w ostatniej chwili. Głęboko odetchnął i udał się w drogę powrotną do domu.
Wieczorem, jak zawsze, włączył telewizor, gdzie na lokalnym programie zamieszczono informację o tym, że skruszony sprawca zwrócił skradzione jajo, Niestety, tym razem kamery pokazały zimową czapkę emeryta. Teraz musi ją schować do szafy i liczyć na to, że do następnej zimy wszyscy zapomną o tym nagraniu.
Protazemu pozostawało zatem pomalować na konkurs tradycyjne jajo kurze. Przynajmniej będzie mógł wykorzystać zakupione wcześniej farbki i pędzelek.