Dzięki sympatykom emeryta Protazego udało się odnaleźć poszukiwaną ofiarę porwania. Protazy został zabrany przez członków gangu i wieziony samochodem do miasta znanego tylko porywaczom. Początkowo jechali oni w dwóch samochodach. Żeby łatwiej umknąć policji, przesiedli się do jednego, a drugi zostawili przy drodze. Szef gangu pytał początkowo o Protazego swoich podwładnych. Rozmowę przerwała jednak ucieczka przed policją.
Nikt nie wiedział, w jakim celu porwano skromnego emeryta. Nie był aż tak osobą znaną ani nie tak zamożną, by go porwano dla okupu. Być może porywacze pomylili go z kimś innym. To jednak pozostawało nadal niewyjaśnioną tajemnicą. Aby nie narazić się na nieprzewidziane reakcje Protazego, zaklejono mu usta taśmą samoprzylepną. Również w ten sam sposób unieruchomiono mu ręce.

Tymczasem samochód z gangsterami i emerytem zbliżał się do tego tajemniczego miasta. Porywacze nie wiedzieli jednak, że wjeżdżają na teren działania konkurencyjnego gangu. Co gorsza, gang ten znał numery rejestracyjne samochodu, którym podróżowali porywacze z Protazym. Na jednym ze skrzyżowań samochód stanął na czerwonym świetle. W pewnej chwili, jak spod ziemi, pojawiło się paru umięśnionych osiłków. Przewodniczył im barczysty osobnik z bujnymi włosami, ze złotym łańcuchem na szyi i złotym zębem błyskającym z otwartych ust. Miał na imię Bazyli i był postrachem miejscowej ludności. Również pozostali członkowie gangu posłusznie go słuchali. Nikt nie odważył się działać wbrew jego woli.

Grupa Bazylego uzbrojona w kije bejsbolowe i pistolety otoczyła samochód gangu wiozącego emeryta.
– No, cwaniaczki – zagadnął Bazyli – wiedzieliśmy od dawna, że się spotkamy. Na wasze nieszczęście wjechaliście na nasz teren. Teraz nareszcie nadeszła pora, żeby się z wami policzyć. Bazyli dał swoim kompanom znak, a ci zaczęli okładać samochód kijami. Od razu wybili przednią szybę, usiłując dostać się do środka pojazdu. Siedzący w nim zakneblowany Protazy z przerażeniem w oczach śledził bieg wypadków.

Członkowie gangu, który porwał emeryta, zwani „grupą Edzia”, nie chcieli biernie poddawać się konkurencyjnemu gangowi. Grupa ta tak się zwała, gdyż jej szefem był niejaki Edward, osobnik starszy, tęgi i łysy ze złotym łańcuchem na szyi oraz ze złotym sygnetem na palcu. Mimo to miał wysportowaną sylwetkę i był bardzo sprawny fizycznie. Siedząc obok kierowcy, odchylił się nieznacznie, wyciągając nogę spod siedzenia. Nogą tą zadał gwałtownie cios jednemu
z napastników trzymającemu w ręku kij bejsbolowy. Cios okazał się dotkliwy. Członek grupy Bazylego tylko jęknął i upadł na chodnik. Widząc to, Bazyli zdenerwował się nie na żarty. Rozkazał swoim kompanom, aby siłą wyciągnąć podróżujących z samochodu i dać im należną nauczkę. Podwładni Bazylego przystąpili zaraz do akcji. Nawet ten, który upadł na chodnik, zaraz się podniósł. Mimo rozciętego czoła i strużki krwi, jaka pojawiła się na jego twarzy, ochoczo przyłączył się do walki. Z kolei członkowie grupy Edzia nie pozostawali dłużni. Wyskoczyli z samochodu i zaczęła się zażarta walka wręcz.

Scena ta spowodowała sparaliżowanie ruchu. Uczestnicy bójki zablokowali jezdnię, powodując, że nadjeżdżające obok samochody zmuszone były się zatrzymać. Spętany taśmą Protazy nie mógł wysiąść z samochodu. W związku z tym pozostał w nim, oszczędzając sobie ewentualnych obrażeń, jakie mógłby odnieść w czasie walki.

Po kilku minutach zmagań obydwa gangi były nieco zmęczone. Wszyscy uczestnicy dość ciężko dyszeli. Emocje i agresja zaczęły opadać. Gdy atmosfera się uspokoiła, Bazyli dostrzegł przestraszonego emeryta w samochodzie i zagadnął do Edzia:
– Kogo tam wieziecie w tym samochodzie ?
Edzio trochę się zdziwił, bo w tym momencie uświadomił sobie, że nie bardzo wie, w jakim celu porwano Protazego. Czy dla okupu, czy może z powodu przypadkowego znalezienia się emeryta w ich kryjówce?. Dlatego zaskoczony pytaniem Edzio odparł, jakby od niechcenia:
– A, tak jakoś się trafił, to go wzięliśmy.
– Co ty, masz mnie za głupiego? – oburzył się Bazyli. Pewnie możecie zgarnąć za niego niezły szmal. Jesteście na naszym terenie i wszystko, co tu istnieje, staje się naszą własnością.
– Co ty, Bazyli? Chcesz, żebyśmy ci oddali tego emeryta? Nie dość, że zniszczyliście nam samochód to jeszcze mam wam odstępować tego porwanego? – bronił się Edzio.
– Znasz zasady – odparł Bazyli – moje terytorium, moje łupy.
– Przecież myśmy tylko przejeżdżali przez wasze miasto – kontynuował dialog Edzio.
– To trzeba było jechać inną trasą – odrzekł Bazyli.
Negocjacje się przedłużały. Obydwie grupy gangsterów stały obok siebie na chodniku, słuchając rozmowy swych szefów.

W pewnym momencie rozległ się sygnał samochodu policyjnego. Spłoszeni gangsterzy wskoczyli szybko do swoich samochodów i odjechali w przeciwnych kierunkach. Bazyli nie myślał już o przejęciu emeryta od Edzia. Bardziej zależało mu na tym, aby nie wpaść w ręce policji. Żałował, że wywołał bójkę, która musiała spowodować przyjazd policji i uniemożliwiła dalsze pertraktacje z Edziem.
Tymczasem ten drugi ze swoją grupą i w samochodzie z powybijanymi szybami ruszył w kierunku wyjazdu z miasta, aby uniknąć dalszych kontaktów z Bazylim. Zniecierpliwiony Protazy, który miał utrudnione poruszanie się, zaczął się wiercić na siedzeniu i wydawać głuche jęki sugerujące walkę z taśmą oklejającą jego usta.
– Ucisz go trochę – mruknął Edzio do jednego ze swych podwładnych. Ten wyjął z małej torebki niewielką strzykawkę i szybkim ruchem wbił ją w rękę Protazego. Emeryt, jak człowiek nie znoszący zastrzyków, głośno zawył, po czym nagle ucichł i osunął się bezwładnie na fotelu. Okazało się, gangster zaaplikował mu dawkę środka nasennego. Dawka nie była mocna, bo po paru minutach Protazy się ocknął. W tym momencie gangsterzy przejeżdżali obok lokalnego dworca autobusowego. Dach budynku dworca przypominał talerzowym kształtem pojazd kosmiczny z innej planety. Ponieważ było już ciemno, oświetlony tysiącami małych światełek dach mógł rzeczywiście sprawiać wrażenie jakiegoś pozaziemskiego obiektu. Wybudzony ze snu i nieco oszołomiony Protazy spojrzał przez okno samochodu i widząc ten dworzec, pomyślał, że to jakieś UFO pojawiło się na ziemi i z wrażenia zemdlał. Wiejący przez wybite szyby wiatr potęgował odczucie kontaktu z obcym statkiem kosmicznym.

Gangsterzy mieli już dość podróży w pojeździe, po którym hulał wiatr i zdecydowali, że trzeba będzie podjechać do jakiegoś warsztatu samochodowego, gdzie mogliby wstawić nowe szyby. Edzio wpadł na świetny pomysł. Wiedział, że niedaleko jest taki warsztat, a obok mieszka jego ciotka. Zostawią więc samochód w warsztacie, a w oczekiwaniu na naprawę złożą niezapowiedzianą wizytę u krewnej szefa gangu.