1. LAMPART
1.
Pewien lampart
Kiedyś tam wpadł,
Gdzie był dół i w nim się zapadł,
Co ciekawe, że ten dół on sam wykopał.
Chciał, by w niego
Wpadł struś Egon,
Wtedy dopiął on by swego
I biednego strusia chętnie skonsumował.
Refren:
Rzekł mu wtedy lew: „Lamparcie,
Tak starałeś się zażarcie,
By jedzenie sobie zdobyć
I się przy tym nie narobić.
Lecz gdy pod kimś dół ktoś tworzy,
Może w planach swych przedobrzyć,
Bo przysłowie nam powiada:
„Kto dół kopie, sam tam wpada”
2.
Lampart siedzi
I się biedzi,
W dole mija mu dzień trzeci
I nie widać szansy, by się stąd wydostać.
Wyje strasznie,
Może właśnie,
Nim świat cały znowu zaśnie,
Z dołu go wciągnie jakaś zbawcza postać.
Refren:
Rzekł mu wtedy lew: „Lamparcie,
Tak starałeś się zażarcie,
By jedzenie sobie zdobyć
I się przy tym nie narobić.
Lecz gdy pod kimś dół ktoś tworzy,
Może w planach swych przedobrzyć,
Bo przysłowie nam powiada:
„Kto dół kopie, sam tam wpada”

2. ŚWISTAK
1.
Pewien świstak
Chciał pogwizdać
I sędziować meczów trzysta,
Bo nikt przecież gwizdać pięknie tak nie umie.
Gdy rozkaże:
„Grać, piłkarze!”
To dostarczy widzom wrażeń,
Kiedy dźwięk świstaka gwizdka zabrzmi w tłumie.
Refren:
Choć ma świstak piękne plany,
To na klęskę jest skazany,
Bo sam gwizdek, to za mało,
By się sprawnie sędziowało.
Spory problem tu powstaje,
Co rozwiązać się nie daje
I przynosi same troski:
Trzeba skończyć kurs sędziowski.
2.
Świstak wpada
I powiada:
„Mecz się świetnie zapowiada,
Więc go mogę zaraz chętnie posędziować,
Jestem gotów
Bez kłopotów
Dać wam pokaz moich wzlotów,
Niech was o to już nie boli głowa”.
Refren:
Choć ma świstak piękne plany,
To na klęskę jest skazany,
Bo sam gwizdek, to za mało,
By się sprawnie sędziowało.
Spory problem tu powstaje,
Co rozwiązać się nie daje
I przynosi same troski:
Trzeba skończyć kurs sędziowski.

3. SANDACZ
1.
Pewien sandacz
Chciał, by zbadać,
Czy się stawy da zakładać
Dla zrodzonych w dużych rzekach małych rybek.
W nurcie rzecznym
Niebezpiecznym,
Pełnym wirów, czasem wstecznym,
Może ciężkie chwile przeżyć ten narybek.
Refren:
Sandacz bardzo jest ambitny,
Wśród wszelakich ryb wybitny,
Lecz niewiele zdziałać może,
Kiedy nikt mu nie pomoże.
Ryby myślą, kto wśród trawy
Zechce wybudować stawy,
Mogą tylko żyć nadzieją,
Przecież mówić nie umieją.
2.
Sandacz pływa,
Szefa zgrywa,
Wciąż pewności mu przybywa,
Coraz śmielej pragnie spełnić obietnice.
Wodę burzy,
Aż się kurzy,
W bezustannej jest podróży,
Chce z ideą swą zapoznać ryb ławice.
Refren:
Sandacz bardzo jest ambitny,
Wśród wszelakich ryb wybitny,
Lecz niewiele zdziałać może,
Kiedy nikt mu nie pomoże.
Ryby myślą, kto wśród trawy
Zechce wybudować stawy,
Mogą tylko żyć nadzieją,
Przecież mówić nie umieją.

4. PELIKAN
1.
Pewien pelikan
Ryb się nałykał,
Pod dziobem je poutykał
W swej przepastnej torbie, niby wielkie wole.
Tak mówi sobie:
„Pasztet nich zrobię,
Tylko ich trochę oskrobię,
Potem pasztet ten postawię na mym stole”.
Refren:
Lecz przekorny los to sprawił,
Że pelikan się udławił,
Wszystkie pióra w mig nastroszył
I ogromny dziób otworzył.
Ryby nagle wyzwolone
Znikły, każda w swoją stronę,
Pelikanem teraz gardzą,
Bo łakomy był za bardzo.
2.
Pelikan wściekły,
Ryby uciekły,
Z dzioba wraz z wodą wyciekły
I znikły zaraz w rzeki mętnych odmętach.
Pelikan widzi,
Że ryb nie chwyci,
Z pasztetu wyszły więc nici,
O swoim błędzie będzie długo pamiętał.
Refren:
Lecz przekorny los to sprawił,
Że pelikan się udławił,
Wszystkie pióra w mig nastroszył
I ogromny dziób otworzył.
Ryby nagle wyzwolone
Znikły, każda w swoją stronę,
Pelikanem teraz gardzą,
Bo łakomy był za bardzo.

5. FLAMING
1.
Pewien flaming
Znalazł czajnik,
Który leżał obok stajni
I od razu on flaminga wręcz zachwycił.
Ptak różowy
Skarb ten nowy,
Tak błyszczący, tak twarzowy
Zaraz długim dziobem zręcznie sobie chwycił.
Refren:
Lecz go w górę podniesienie
Graniczyło już z marzeniem,
Bo ten czajnik był mosiężny,
Ciężar zatem miał potężny.
Pręży flaming długą szyję,
Ale skarbu nie ukryje,
Nawet i z pomocą braci
Skarbca swego nie wzbogaci.
2.
Jest dość rano,
Flaming stanął
I nie daje za wygraną,
Skarb mosiężny trąca długim, cienkim dziobem,
Nie na żarty
Jest uparty,
Lubi grać w otwarte karty,
Szuka, jakim czajnik chwycić by sposobem.
Refren:
Lecz go w górę podniesienie
Graniczyło już z marzeniem,
Bo ten czajnik był mosiężny,
Ciężar zatem miał potężny.
Pręży flaming długą szyję,
Ale skarbu nie ukryje,
Nawet i z pomocą braci
Skarbca swego nie wzbogaci.

6. SIKORKA
1.
Pewna sikorka,
Jak profesorka,
Umiała mówić o korkach,
Więc wygłaszała w lesie długie wykłady.
Tam w każde wtorki
Słowa sikorki
Sławiły wszelakie korki,
W których sikorka nie znajdowała wady.
Refren:
Na wykłady w takie wtorki
Przynosiła cztery worki,
I chwaliła się przed lekcją
Korków piękną swą kolekcją.
Lecz przez mowy te natrętne
Wszyscy mieli miny smętne,
Gdy wśród lasu w drzew koronach
Brzmiał jej głos w tych samych tonach.
2.
Mieszkańcy lasu
Nie mieli czasu,
Więc umykali zawczasu,
Znikając w jakiejś mało znanej gęstwinie,
Ale wciąż ona
Nie zniechęcona,
W zapale swoim natchniona,
O korkach lubić mówiła wciąż jedynie.
Refren:
Na wykłady w takie wtorki
Przynosiła cztery worki,
I chwaliła się przed lekcją
Korków piękną swą kolekcją.
Lecz przez mowy te natrętne
Wszyscy mieli miny smętne,
Gdy wśród lasu w drzew koronach
Brzmiał jej głos w tych samych tonach.

7. PADALEC
1.
Pewien padalec,
Ścieżek bywalec,
Chciał kupić drogowy walec,
Aby wyrównać na dróżkach leśnych ziemię.
Miał dosyć tego
Marszu ciągłego,
Gdy czuł wciąż coś nierównego,
Bo mu raniły ciągle ciało korzenie.
Refren:
Choć ambitny był padalec,
Nie dla niego przecież walec,
Bo on chyba dobrze czuje,
Że sam nim nie pokieruje.
Oprócz tego, na dodatek,
Musi dostać niezły datek,
Bo pieniędzy trzeba wiele,
By być walca właścicielem.
2.
Musiał padalec
Więc pełzać stale
Po nierównościach wytrwale,
Dlatego zawsze był w dość kiepskim humorze.
Przez te korzenie
Miał odparzenie,
Przez co odczuwał pieczenie,
Odczuwał ulgę, gdy wpełzał sobie w zboże.
Refren:
Choć ambitny był padalec,
Nie dla niego przecież walec,
Bo on chyba dobrze czuje,
Że sam nim nie pokieruje.
Oprócz tego, na dodatek,
Musi dostać niezły datek,
Bo pieniędzy trzeba wiele,
By być walca właścicielem.

8. KOLIBER
1.
Pewien koliber,
Znawca trzech liter,
Machania skrzydłami lider,
Przechwalał wszędzie się swą niezwykłą wiedzą:
„Ja jestem szczery,
Te trzy litery,
Które znam dni chyba cztery,
Głęboko w głowie utknęły i tam siedzą”.
Refren:
Plotkowały inne ptaki,
Że to spec nie byle jaki,
To koliber z wyższej sfery,
Skoro aż trzy zna litery.
My – to ptaki nieszkolone,
Lepiej w pola iść zielone
Lub na miejskie wkroczyć skwery,
Niepotrzebne nam litery.
2.
Piał w niebogłosy,
Bo nie miał dosyć,
Gdy latał, gdzie rosły kłosy
I słońce jasne swe promienie w dół słało.
Duma go cała
Wręcz rozpierała,
Aż drgawek dostawał ciała,
Że umiał taką w nauce zdobyć dbałość.
Refren:
Plotkowały inne ptaki,
Że to spec nie byle jaki,
To koliber z wyższej sfery,
Skoro aż trzy zna litery.
My – to ptaki nieszkolone,
Lepiej w pola iść zielone
Lub na miejskie wkroczyć skwery,
Niepotrzebne nam litery.

9. KUKUŁKA
1.
Pewna kukułka
Śniła o bułkach,
Co tkwią w piekarni na półkach,
Bo chciała poznać smak tych znanych wyrobów.
Gdy świtem wstała,
W górze siedziała,
Z gałęzi w dół spoglądała,
Szukała bułek tych zdobycia sposobu.
Refren:
Do piekarni przychodzili
Wychudzeni i otyli,
Lecz nie widział nikt kukułki,
Co spróbować chciała bułki.
Ona zaś nie była w stanie,
By powiedzieć chociaż zdanie,
Bo jak ludziom mogą ptaki
Zrozumiałe dawać znaki ?
2.
Tak więc czekała
W nadziei cała,
Gdy ranna mgiełka wisiała,
Wielce cierpliwa, ciemnopióra kukułka.
Może się zdarzy
Coś, o czym marzy,
Że dobry los ją obdarzy,
Kiedy na ziemię z torby wypadnie bułka.
Refren:
Do piekarni przychodzili
Wychudzeni i otyli,
Lecz nie widział nikt kukułki,
Co spróbować chciała bułki.
Ona zaś nie była w stanie,
By powiedzieć chociaż zdanie,
Bo jak ludziom mogą ptaki
Zrozumiałe dawać znaki ?

10. DZIĘCIOŁ
1.
Pewien dzięcioł
Miał z pamięcią
Kłopot, więc się leczył rtęcią,
Bo ktoś mu powiedział, że to lek najlepszy.
Na czub głowy
Kładł rtęciowy
Plaster, który był żelowy,
Myśląc, że się przez to pamięć mu polepszy.
Refren:
Mimo że te kładł okłady,
Musiał szukać znów porady,
Więc pofrunął do borsuka,
By nowego leku szukać.
Borsuk – lekarz w lesie znany,
Miał leczenia inne plany,
Rzekł, że dzięcioł w dębach, w bukach
Musi trochę rzadziej stukać.
2.
W każdą porę
Stukał w korę,
Jakby wykuć chciał w niej norę
I wydłubać wielkie stado z niej korników.
Od stukania
Bez zwalniania
Miała głowa wibrowania,
Od tych wstrząsów była pamięć więc w zaniku.
Refren:
Mimo że te kładł okłady,
Musiał szukać znów porady,
Więc pofrunął do borsuka,
By nowego leku szukać.
Borsuk – lekarz w lesie znany,
Miał leczenia inne plany,
Rzekł, że dzięcioł w dębach, w bukach
Musi trochę rzadziej stukać.

11. MARABUT
1.
Pewien marabut
Chciał wejść do sadu,
By szukać grusz do obiadu,
Bo lubił sobie przyrządzać sam potrawy,
Robił sałatki
Z marchwi i natki,
Do tego jeszcze dodatki,
Dla niego gruszki – to składnik był ciekawy.
Refren:
Miał marabut swe zachcianki,
Czy w wieczory, czy w poranki,
Bo potrawy te ze smakiem
Lubił jeść nie byle jakie.
A że duszę miał kucharza,
Wyszukane dania stwarzał
I to właśnie przez tę duszę
Wielki pociąg miał do gruszek.
2.
Mówił, że musi
Na to się skusić,
Aby płot sadu poruszyć,
Wtedy już blisko będzie mu do tych gruszek,
Przez siatkę skoczyć,
Do sadu wkroczyć
I widzieć na własne oczy,
Jak gruszki mieni się apetyczny brzuszek.
Refren:
Miał marabut swe zachcianki,
Czy w wieczory, czy w poranki,
Bo potrawy te ze smakiem
Lubił jeść nie byle jakie.
A że duszę miał kucharza,
Wyszukane dania stwarzał
I to właśnie przez tę duszę
Wielki pociąg miał do gruszek.

12.MIECZYK
1.
Pewien mieczyk
W barwach tęczy
Długo się w akwarium męczył,
Bo chciał wszystkie ryby z chorób tam wyleczyć.
Nie miał wzięcia
I zajęcia
Z racji tego przedsięwzięcia,
Więc na wybór swój nietrafny mógł złorzeczyć.
Refren:
Bo zapomniał o tym chyba,
Że się ryby świetnie mają,
Stąd się mówi: „Zdrów, jak ryba”,
Bo chorobom się nie dają
I pływają wciąż z wigorem,
Więc tu wniosek stąd wynika,
Że ponieważ nie są chore,
Nie przychodzą do mieczyka.
2.
Mieczyk czeka
I narzeka,
Że medyczna ta opieka
To zajęcie tutaj wcale niewskazane,
Rybki zdrowe,
Akwariowe,
Suszą mu codziennie głowę,
By swym mieczem zechciał pukać w szklaną ścianę.
Refren:
Bo zapomniał o tym chyba,
Że się ryby świetnie mają,
Stąd się mówi: „Zdrów, jak ryba”,
Bo chorobom się nie dają
I pływają wciąż z wigorem,
Więc tu wniosek stąd wynika,
Że ponieważ nie są chore,
Nie przychodzą do mieczyka.

13.MORŚWIN
1.
Pewien morświn
Drżał ze złości,
Bo ktoś mu podrzucał ości
Tam, gdzie sobie on już dno uporządkował.
Chciał odpocząć,
W piasku spocząć,
Więc wyczyścił dno ochoczo,
A tu ktoś mu na złość figle przygotował.
Refren:
Głównym celem jest morświna
Ustalenie, kogo wina,
Kto postąpił tak nieładnie,
Nieporządek czyniąc na dnie,
Więc prowadzi dochodzenie,
Męcząc przy tym się szalenie,
Nie wie, co ma teraz począć,
Przecież na dnie miał odpocząć.
2.
Morświn co dzień
Krąży w wodzie,
Choć mu przeszkadzają łodzie,
On więc szuka sprawcy tego złego czynu.
I rekiny,
I delfiny
Przepytuje przez godziny,
Pytał także stado braci swych morświnów.
Refren:
Głównym celem jest morświna
Ustalenie, kogo wina,
Kto postąpił tak nieładnie,
Nieporządek czyniąc na dnie,
Więc prowadzi dochodzenie,
Męcząc przy tym się szalenie,
Nie wie, co ma teraz począć,
Przecież na dnie miał odpocząć.

14.PISKORZ
1.
Pewien piskorz
Chciał jeść łyżką
I przyganiał rybim pyszczkom,
Że być tak ambitne, jak on, nie umieją.
Mówił wszystkim
Rybom śliskim,
Że z uporem szuka łyżki,
Niech z nim razem więc szukają, jak umieją.
Refren:
Pomysł z łyżką był szalony,
Przez piskorza wymyślony,
Ryby więc przy swoim trwały,
Wcale łyżki nie szukały.
Żadna ryba na tym świecie
Ręki wcale nie ma przecież,
Więc i nic nie działa piskorz,
Jeść nie zdoła żadną łyżką.
2.
Piskorz twardy
Był uparty
I nie lubił, gdy ktoś żarty
Z jego myśli tak ambitnych sobie czynił.
Więc ze złości
I z wściekłości
Innym sprawiał moc przykrości,
Wszystkie ryby za porażki swoje winił.
Refren:
Pomysł z łyżką był szalony,
Przez piskorza wymyślony,
Ryby więc przy swoim trwały,
Wcale łyżki nie szukały.
Żadna ryba na tym świecie
Ręki wcale nie ma przecież,
Więc i nic nie działa piskorz,
Jeść nie zdoła żadną łyżką.

15.MAKRELA
1.
Pewna makrela
Być na weselach
Chciała, gdy trwała niedziela,
Więc niecierpliwie jej nadejścia czekała.
Kiedy w niedzielę
Rybie wesele
Trwało z młodymi na czele,
Tam zaraz chętnie makrela przypływała.
Refren:
Rola gościa weselnego
To doprawdy coś fajnego,
Można wtedy całkiem darmo
Rybią się pożywić karmą.
Problem w tym jest nieustannie,
Że się ona sama wprasza,
Bo na ślubów świętowanie
Nikt makreli nie zaprasza.
2.
Dłużej makreli
Już nie pragnęli,
Więc w czasie pewnej niedzieli
Dali jej odczuć, że jest gościem niechcianym,
Bo bez pytania
I zapraszania
Weselne zajada dania,
A taki ktoś na ogół nie jest lubiany.
Refren:
Rola gościa weselnego
To doprawdy coś fajnego,
Można wtedy całkiem darmo
Rybią się pożywić karmą.
Problem w tym jest nieustannie,
Że się ona sama wprasza,
Bo na ślubów świętowanie
Nikt makreli nie zaprasza.:

16.TRASZKA
1.
Pewna traszka
Oraz ważka
Czas spędzały na igraszkach,
Wymyślały coraz nowe to zabawy.
Przemykały
I latały
Nieprzerwanie przez dzień cały,
Jakby ich nie obchodziły inne sprawy.
Refren:
Wszyscy w całej okolicy
Bliscy byli już nerwicy,
Bo ten duet niepokorny
Coraz bardziej był niesforny.
Więc myśleli intensywnie,
Jak zapobiec tym igraszkom,
Aby raz definitywnie
Zerwać związek traszki z ważką.
2.
Sprytna traszka
Razem z ważką
Odżywiały się wciąż kaszką,
Dzięki niej energię wielką zawsze miały,
A tej kaszki
Temat ważki
Był dla ważki oraz traszki,
Bo to dzięki niej tajemną siłę miały.
Refren:
Wszyscy w całej okolicy
Bliscy byli już nerwicy,
Bo ten duet niepokorny
Coraz bardziej był niesforny.
Więc myśleli intensywnie,
Jak zapobiec tym igraszkom,
Aby raz definitywnie
Zerwać związek traszki z ważką.

17.ROPUCHA
1.
Pewna ropucha
W pobliżu brzucha
Znalazła raz karalucha,
Który wyraźnie chciał się na nim wygrzewać.
Czyżby wypukły,
Wcale nie smukły,
Ten brzuch podobny do kukły,
Był miejscem, które wokół ciepło rozsiewa ?
Refren:
Czego szukasz, karaluchu,
Na ropuchy pulchnym brzuchu ?
Możesz mocno cierpieć przecież,
Kiedy ona cię przygniecie
Lub gdy nagle wskoczy w wodę,
Przykrym cię zaskoczy chłodem.
Więc się oddal od ropuchy,
Ona nie da ci otuchy.
2.
Mówi ropucha
Do karalucha:
„Teraz na dworze jest plucha,
I bardzo chętnie w błocie sobie poskaczę,
Więc, karaluchu,
Nie myśl o brzuchu,
Bo będzie on zaraz w ruchu,
A ja cię błotem lepkim zaraz uraczę.
Refren:
Czego szukasz, karaluchu,
Na ropuchy pulchnym brzuchu ?
Możesz mocno cierpieć przecież,
Kiedy ona cię przygniecie
Lub gdy nagle wskoczy w wodę,
Przykrym cię zaskoczy chłodem.
Więc się oddal od ropuchy,
Ona nie da ci otuchy.

18.JELONEK
1.
Pewien jelonek
Chciał nosić dzwonek,
By dzwonił mu w każdy dzionek,
Wisząc na szyi, na długim złotym sznurze.
Ne ten sznur złoty
Nabrał ochoty,
Więc poszedł prosto do groty,
Bo słyszał, że tam sznur ukryto na dłużej.
Refren:
Wokół sarny i jelenie
Rozzłościły się szalenie,
Bo kto słyszał, by jelonek
Nosił sobie jakiś dzwonek,
Przy tym szyję swą obciążał,
Gdyby taki sznur przywiązał,
A gdy parę lat pożyje,
Skrzywi całkiem sobie szyję.
2.
Gdy wszedł do groty,
Znalazł sznur złoty
I nabrał większej ochoty
Na znalezienie teraz jakiegoś dzwonka,
Lecz dzwonek znaleźć
Niełatwo wcale,
Chociaż go szukał wytrwale,
Każdy śmiał się, gdy tylko ujrzał jelonka.
Refren:
Wokół sarny i jelenie
Rozzłościły się szalenie,
Bo kto słyszał, by jelonek
Nosił sobie jakiś dzwonek,
Przy tym szyję swą obciążał,
Gdyby taki sznur przywiązał,
A gdy parę lat pożyje,
Skrzywi całkiem sobie szyję.

19.PLUSKWA
1.
Pewna pluskwa
Całkiem tłusta
Kiedyś spojrzała do lustra
I swym widokiem bardzo się przeraziła.
Wciąż się gapiła,
Przed lustrem tkwiła
I tak do siebie mówiła:
„Trudno uwierzyć, że tak mocno utyłam”.
Refren:
Inni wokół nieustannie
Zalecali odchudzanie,
By na duchu nie upadła
I tak dużo wciąż nie jadła.
Musi biegać przed śniadaniem,
A nie siedzieć wciąż w tapczanie,
By się ciężar ciała zmniejszył,
Ruch lekarstwem jest największym.
2.
Gdyby chciała
I słuchała
Rad tych wszystkich, to bez mała
Mogła schudnąć by co najmniej o połowę.
Ale ona,
Zamyślona,
Zajadała, jak natchniona,
Na te rady dość odporną miała głowę.
Refren:
Inni wokół nieustannie
Zalecali odchudzanie,
By na duchu nie upadła
I tak dużo wciąż nie jadła.
Musi biegać przed śniadaniem,
A nie siedzieć wciąż w tapczanie,
By się ciężar ciała zmniejszył,
Ruch lekarstwem jest największym.

20.PIRANIA
1.
Pewna pirania
Lubiła dania,
Które jej do testowania
Znosiły inne ryby obok żyjące.
To, co schwyciły,
Tu przynosiły,
Gdzie wody piranii były,
By jej nasycić gardło wiecznie jeść chcące.
Refren:
Jak przemówić do piranii,
Aby się wyzbyła manii
Pożerania aż do kości
I krańcowej drapieżności ?
Wszyscy więc mieszkańcy rzeki
Próbowali znaleźć leki,
Których by piranię siła
Z żarłoczności wyleczyła.
2.
Lecz ta pirania
Już od śniadania
Zwiększała swe wymagania,
Kazała rybom przynosić jadła więcej.
To, co spotkała,
Zaraz łykała,
W swej paszczy wnet zanurzała,
Pewnie musiała mieć przy tym zdrowe serce.
Refren:
Jak przemówić do piranii,
Aby się wyzbyła manii
Pożerania aż do kości
I krańcowej drapieżności ?
Wszyscy więc mieszkańcy rzeki
Próbowali znaleźć leki,
Których by piranię siła
Z żarłoczności wyleczyła.

21.TRZMIEL
1.
Pewien trzmiel
Wąchał chmiel,
Być z nim razem miał swój cel,
Bo uwielbiał woń kojącą chmielu szyszek.
Latał sam
Tu i tam,
By się wyrwać od złych dam,
Co tworzyły stado wrogich mu modliszek.
Refren:
Nie miał trzmiel okazji wielu,
By powąchać sobie chmielu,
Bo modliszek stado całe
Za nim gnało rozszalałe.
Trzmiel uciekał, gdzie się dało,
Ale one za nim śmiało
Podążały od dni wielu,
Aby nie mógł wąchać chmielu.
2.
Któż to wie,
Czemu te
Podłe damy są tak złe
I natrętne, i gnębiące i złośliwe,
Może chcą
Walką swą
Ostrzec trzmiela przed złą grą,
Że się może zamiast z chmielem, zbratać z piwem.
Refren:
Nie miał trzmiel okazji wielu,
By powąchać sobie chmielu,
Bo modliszek stado całe
Za nim gnało rozszalałe.
Trzmiel uciekał, gdzie się dało,
Ale one za nim śmiało
Podążały od dni wielu,
Aby nie mógł wąchać chmielu.

22.TUŃCZYK
1.
Pewien tuńczyk
Znalazł kolczyk,
Który zgubił jakiś Duńczyk,
Gdy przebywał w ciepłych krajach, brnąc po plaży.
Tuńczyk fikał
Z siłą dzika,
Chcąc odnaleźć gdzieś Duńczyka,
Bo być może Duńczyk o kolczyku marzył.
Refren:
Trudna rola jest tuńczyka,
Choć w głębokiej wodzie bryka,
Choć wytrzeszcza wokół oczy,
Z wody przecież nie wyskoczy.
A ten Duńczyk, choć się smucił,
Już do swego kraju wrócił.
Tuńczyk myśli dniem i nocą,
Co z kolczykiem tym ma począć.
2.
Tuńczyk pływa
I się kiwa,
Sił codziennie mu ubywa,
Tak się martwi tym kolczykiem niezwróconym.
Choć próbuje,
Poszukuje,
Z dalszych prób nie rezygnuje,
Nie ma szans, by trafić sam w Duńczyka strony.
Refren:
Trudna rola jest tuńczyka,
Choć w głębokiej wodzie bryka,
Choć wytrzeszcza wokół oczy,
Z wody przecież nie wyskoczy.
A ten Duńczyk, choć się smucił,
Już do swego kraju wrócił.
Tuńczyk myśli dniem i nocą,
Co z kolczykiem tym ma począć.

23.RYBITWA
1.
Pewna rybitwa,
Groźna, jak brzytwa,
Lubiła udział brać w bitwach,
Które w powietrzu często toczyły ptaki.
Miała jednego
Wroga takiego,
Czarnego kruka Anastazego,
Co chciał, by ona wreszcie uciekła w krzaki.
Refren:
Ona i kruk Anastazy
Wciąż zadają sobie razy,
Walczą nawet w dzień upalny,
Ona biała i kruk czarny.
Lecz dla innych te zmagania
Są wręcz nie do wytrzymania,
Więc od rady nikt nie stroni:
„Zróbcie zawieszenie broni”.
2.
Gdy lecą w chmurach
Ich ptasie pióra,
To znak, że jest awantura,
W której to udział biorą dwa wrogie ptaki.
Gdy walczyć będą,
Piór się pozbędą
I nie staną się legendą,
Zostaną z nich dwa oskubane kurczaki.
Refren:
Ona i kruk Anastazy
Wciąż zadają sobie razy,
Walczą nawet w dzień upalny,
Ona biała i kruk czarny.
Lecz dla innych te zmagania
Są wręcz nie do wytrzymania,
Więc od rady nikt nie stroni:
„Zróbcie zawieszenie broni”.

24.PINCZER
1.
Pewien pinczer
Był, jak milczek,
Martwił się o niego wilczek:
„Czemu on warczy, nie wyje, nie szczeka ?
Tylko stoi,
Czy się boi ?
Może coś tam jednak zbroił
I przebywa w ciszy, bojąc się człowieka ?”.
Refren:
Raczej trudne jest szczekanie,
Kiedy nosi się kaganiec,
Więc i pinczer tym się staje,
Który dźwięków nie wydaje,
Niechaj wilczek się nie smuci,
Kiedy ktoś kaganiec zrzuci,
Wtedy pinczer wyzwolony
Będzie szczekać, jak natchniony.
2.
Pinczer czeka
Na człowieka,
Który jednak mocno zwleka,
By kaganiec wreszcie mu usunąć z głowy.
Dobroduszny
I posłuszny
Z usztywnieniem tym zausznym
Stoi pinczer do szczekania już gotowy.
Refren:
Raczej trudne jest szczekanie,
Kiedy nosi się kaganiec,
Więc i pinczer tym się staje,
Który dźwięków nie wydaje,
Niechaj wilczek się nie smuci,
Kiedy ktoś kaganiec zrzuci,
Wtedy pinczer wyzwolony
Będzie szczekać, jak natchniony.