1. SOWA
1.
Pewna sowa
Szarogłowa
Poleciała do Krakowa,
Aby głośno, jak należy,
Wprost z Mariackiej huczeć Wieży.
2.
Bo też w dobrym jest humorze,
Gdy pohuczy o wieczorze,
Lubi, kiedy w ciemnej nocy
Błyszczą jej ogromne oczy.
3.
Siadła sowa więc na Wieży,
Stroszy pióra i dziób szczerzy,
Do występu już gotowa,
By postraszyć lud Krakowa
4.
Noc okryła Kraków ciszą,
Więc śpią ludzie i nie słyszą,
Co tam w górze sowa knuje
I dlaczego pohukuje.

2. PIES
1.
Pewien pies
Lubił jazz,
Lecz słuchania nadszedł kres,
Gdy przywiązał go gospodarz do łańcucha.
2.
Zły pies był,
Warczał, wył,
W bezradności swojej tkwił,
Bo jazzowych dźwięków nie mógł słuchać.
3.
Mimo że był na łańcuchu,
Pozostawał w ciągłym ruchu,
Szarpał, miotał się, mozolił,
By z łańcucha się wyzwolić.
4.
Apeluję więc do wszystkich,
By ktoś obok jego miski
Radio małe mu postawił
I jazzowy prezent sprawił.

3.KURA

1.
Pewna kura
Dość ponura
Chciała wydać się za knura
I z tym knurem całe życie
Żyć w luksusie, znakomicie.
2.
Przy tak okazałym knurze
Piąć w hierarchii się ku górze,
Z takim knurem wypasionym
Wkraczać dumnie na salony.
3.
Wykrzyknęli wszyscy chórem:
„Po co chcesz się wiązać z knurem ?”
Może wcale tego nie wiesz,
Że zamieszkać musisz w chlewie.
4.
Knur ma często złe humory,
W ciele tłuszczu zapas spory,
Leży w błocie, chrząka, sapie,
Czy takiego męża złapiesz ?”.

4. KUNA

1.
Pewna kuna
Pośród runa
Napotkała kiedyś zduna,
Który w lesie o świtaniu
Spędzał czas na grzybobraniu.
2.
Chciała jemu się pozwierzać,
Jaki los leśnego zwierza,
Aby chciał ją mieć w opiece,
A nie tylko lepić piece.
3.
Wyszła więc na dróżkę kuna,
Lecz dialogu pękła struna,
Bo zdun, choć się wielce zdumiał,
Mowy kuny nie rozumiał.
4.
A ta wciąż się wysilała,
Z siebie wychodziła cała,
Lecz daremne to staranie,
Bo zdun skończył grzybobranie.

5. ŻABA

1.
Pewna żaba,
Ciotka kraba,
Miała ciągły pęd do zabaw,
Więc na kraba stale zerka,
Chcąc się z nim pobawić w berka.
2.
Krab do biegów nie jest skory,
Rozmaite ma humory,
Patrzy z chmurną miną draba,
Choć ma więc nóg niż żaba.
3.
Żaba za to wciąż nalega,
Aby zechciał krab z nią biegać
I wziąć udział w tej zabawie,
Pograć w berka tuż przy stawie.
4.
Krab zaś Malo jest pojętny,
Na namowy obojętny,
Więc do figli żaba skora
Dała nurka do bajora.

6. ŻÓŁW
1.
Pewien żółw
Chciał przez rów
Przejść, by znaleźć się wśród krów,
Bardzo bowiem był ciekawy,
Jakie krowy mają sprawy.
2.
O czym między sobą muczą,
Czy są złe, gdy głośno mruczą,
Czy się krowa bardzo wścieka,
Gdy udoić chcą z niej mleka ?
3.
Ruszył więc żółw ku rowowi,
Aby poznać móc świat krowi,
Lecz zaledwie zszedł w dół rowu,
Stanął, potem dał krok znowu.
4.
Coraz wolniej szedł do przodu,
Może osłabł mocno z głodu,
Z rowu jednak wyjść nie zdążył,
We śnie bowiem się pogrążył.

7. WILK

1.
Pewien wilk
Chciał mieć cyrk,
Więc, gdy w przerwach wycia milkł,
Porozwieszał w całym lesie ogłoszenia.
2.
Każdy wie,
Że mieć chce
Wśród artystów łanie dwie,
Trzy zające, cztery sarny i jelenia.
3.
Wszyscy się dziwili wokół,
Czemu wilk ma ich na oku
I dlaczego w tym zespole
Mają w cyrku grać swe role ?
4.
Już po paru krótkich chwilkach
Rozpoznano podstęp wilka,
Jego plan wygląda marnie:
Chce zapełnić swą spiżarnię.

8. MORS

1.
Pewien mors
Chciał swój tors
Na dystansie paru wiorst
Na nadmorskiej plaży poopalać,
2.
Pełzać już
Wszerz i wzdłuż,
Aby trochę zgubić tłuszcz
I sylwetką modną świat zniewalać.
3.
Kto się jednak liczy z morsem,
Z opalonym, chudym torsem ?
Taki wygląd bez wątpienia
Nie przyniesie powodzenia’
4.
I nie znajdzie nigdy żony
Mors nadmiernie wychudzony,
Więc niech lepiej zaprzestanie
Myśleć o tym zgubnym planie.

9. FOKA

1.
Pewna foka
Szarooka,
Chyba buja wciąż w obłokach
Zaprosiła bowiem dzisiaj
Dwa pingwiny, lwa i rysia.
2.
By słuchali szczególnego
Jej występu wokalnego,
Co promowałby tę fokę
W śpiewie, w stylu karaoke.
3.
Gdy wydała głos swój foczy,
Widzom aż pobladły oczy
I zdziwione mieli miny
Lew i ryś i dwa pingwiny.
4.
Trudno bowiem o zachwyty,
Gdy odległe sztuki szczyty,
Nie pomoże karaoke,
By uczynić gwiazdą fokę.

10. RYBA
1.
Pewna ryba
Głucha chyba,
Bo, nie słysząc wieloryba,
Wypłynęła na głębinę,
Wyzwać go na pojedynek.
2.
Na to rzecze jej wieloryb:
„Ja wymiarów jestem sporych,
Gdy się ze mną zechcesz zmierzyć,
Mogę mocno cię uderzyć”.
3.
Ale ryba stąd nie znika,
Robi minę wojownika,
Pręży płetwy, marszczy skrzela,
Groźnie przy tym okiem strzela.
4.
Więc wieloryb jej powtarza,
By mu jednak nie zagrażać,
Na to ryba, czując ciszę,
Krzyczy: „Wcale cię nie słyszę”.

11. ŻUBR
1.
Pewien żubr
Do swych dóbr
Chciał koniecznie włączyć Luwr,
To muzeum najsłynniejsze w całym świecie.
2.
Chciał więc tam
Ruszyć sam,
Gdzie wśród pięknych, złotych ram
Najsłynniejsze malowidła odnajdziecie.
3.
Tłumaczyły mu dwie łanie:
„Luwr ten nie jest na sprzedanie”,
Żubr to puszczał mimo uszu
I wyruszył z puszczy buszu.
4.
Lecz ta żubra głowa – ośla,
Więc zaplątał się w zarośla
I z tej gęstej, bujnej flory
Wyjść nie może do tej pory.

12. MEWA
1.
Pewna mewa
Chciała śpiewać
I swym śpiewem świat rozgrzewać,
Przekazując krystalicznie czyste dźwięki.
2.
Prosto z molo
Brzmiał śpiew solo
W rytmach soul i disco polo,
Jednak pasmem stawał mewy się udręki
3.
Wysilała się ogromnie,
Fałszowała nieprzytomnie,
Bo dźwięk mewy, bez wątpienia,
Nie przynosi nam wzruszenia.
4.
Choć ma bardzo szczytne cele,
Sama może dać niewiele
I nic więcej już nie wskóra,
Gdy głos dała jej natura.

13. KRUK
1.
Pewien kruk
Miał ból nóg,
Bo zbyt mocno szedł przez bruk,
Tupiąc mocno tak, aż drżały trawy.
2.
Myślał, że
Ugną się
Przed nim bruku kostki te,
Lecz, niestety, odezwały mu się stawy.
3.
Teraz lata nad równiną,
Myśląc, że mu bóle miną,
Los rozumu mu poskąpił,
Więc ból szybko nie ustąpi.
4.
Z tej historii wprost wypływa
Jedna dla nas myśl prawdziwa:
Gdy się chcesz popisać czasem,
Przeciwnika doceń klasę.

14. ŻBIK
1.
Pewien żbik
Z lasu znikł,
Czym wywołał wielki krzyk
Wśród przyjaciół swoich wszystkich i znajomych.
2.
Zawsze był,
Tutaj żył,
Wśród drzew chodził, jadł i pił,
Nie zapuszczał nigdy się w nieznane strony.
3.
Zadziwili się tu wszyscy,
Dla nich szok był oczywisty,
Że żbik – ten domator wieczny,
W rajd się wybrał niebezpieczny.
4.
Kiedy dzień dobiegał końca,
W ciemniejącym blasku słońca
Żbik przed nimi nagle staje,
Pewnie zmienił swe zwyczaje.

15. ALKA
1.
Pewna alka,
Choć mądralka,
Nie wiedziała, co to pralka,
Więc koniecznie chciała wreszcie ją zobaczyć.
2.
Już od mała
Żyła w skałach,
Więc wyprawa ją czekała,
Trasę lotu trzeba szybko by wyznaczyć.
3.
Myśli alka, kombinuje,
Plany swej podróży snuje,
Zrezygnować nie chce wcale
Z lotu do krainy pralek.
4.
Tak minęło lato, jesień,
Zima w skały śnieg już niesie,
Ale alka w myślach cała
Czyżby cechy sójki miała ?

16. KRET
1.
Pewien kret
Znalazł flet
I nauczyć chciał się wnet
Grać na takim właśnie dętym instrumencie.
2.
Dmuchał, dął,
Zwarł się, spiął,
Nawet mocno grzbiet swój spiął,
Lecz zbyt trudne to dla niego przedsięwzięcie.
3.
Nie zdarzyło się na świecie,
By kret umiał grać na flecie,
Choćby nie wiem, jak się męczył,
Żaden dźwięk mu nie zadźwięczy.
4.
Niech więc kret ten flet porzuci
I pod ziemię szybko wróci,
Bo po takiej z fletem szopce
Niechaj lepiej wznosi kopce.

17. DZIK
1.
Pewien dzik
Rankiem zwykł
Świeżej rosy wypić łyk
I dopiero wtedy czuł, że wreszcie żyje.
2.
Rosy smak
Działał tak,
Że dzik nagle chodził wspak,
Szable w górę wznosił i prostował szyję.
3.
Zapytano zatem dzika,
Czemu rano rosę łyka,
Czy to właśnie drobna rosa
Go wynosi pod niebiosa ?
4.
Na to dzik tak odpowiada:
„Tak się zdarza, że gdy wpada
W duże ciało odrobina,
Nowe życie w nim zaczyna”.

18. BÓBR
1.
Pewien bóbr
Chciał, jak żubr,
Czyniąc wiele różnych prób,
Zostać całej, przeogromnej puszczy królem.
2.
Prężył tors,
Ćwiczył głos,
Pełzał prosto i na skos,
Choć czasami musiał z ostrym walczyć bólem.
3.
Zamiast robić z drzew żeremie,
Zwołał zwierząt posiedzenie,
Zapowiedział, że on wszędzie
Puszczy królem teraz będzie.
4.
Na to syknął żubr, jak kobra
I wystraszył całkiem bobra,
Miał już swój królewski kubrak,
Lecz daleko mu do żubra.

19. ORKA
1.
Pewna orka
Prosto z worka
Wyłowiła raz potworka,
On owładnął zaraz szałem
Grube ciało czarno-białe.
2.
Nie był straszny to potworek,
Bo cyklicznie w każdy wtorek
Jakaś siła pchała orkę,
By spotykać się z potworkiem.
3.
Plotkowały wkrąg rekiny
I tuńczyki, i delfiny,
Dziwiąc się, co widzi orka
W tajemniczych grach potworka.
4.
A niedługo potem, wiecie,
Pojawiły się na świecie,
Jako efekt gier we wtorki,
Cztery nowe, młode orki.

20. SZOP
1.
Pewien szop,
Twardy chłop,
Wpadł na tajemniczy trop,
Który go prowadził tam, gdzie sklep z pralkami.
2.
Wpadał w szał,
Bo dość miał
Tego, co dotychczas chciał,
Czyli prania przez okrągły dzień rękami.
3.
Mówił szop, że to niewdzięczna
Taka w praniu praca ręczna,
Po codziennej z praniem walce
Wolał prać już tylko w pralce.
4.
Kupił pralkę przed sobotą,
Lecz tym sprawił sobie kłopot,
Bo jej siłą tylko dłoni
Nie potrafi uruchomić.

21. MYSZ
1.
Pewna mysz
Z miasta Pisz
Uwielbiała jadać ryż,
Więc co rusz skradała się gdzieś do spiżarni.
2.
Dzień po dniu,
Tam i tu
Objadała się za stu,
W blasku słońca i przy świetle mdłym latarni.
3.
Pchała mysz tę jakaś siła,
By wciąż jadła, więc przytyła,
Tak spęczniała na niej skóra,
Że rozmiary miała szczura.
4.
Z przejedzenia ledwo dyszy,
Ma szum w głowie nawet w ciszy,
Nos jej gruby i króciutki,
Takie są łakomstwa skutki.

22. SŁOŃ
1.
Pewien słoń
Poczuł woń,
Co się niosła ponad skroń,
A to zapach był kwitnących róży kwiatów.
2.
Los tak chciał,
Że słoń miał
Słabość do roślinnych ciał,
Tych wytwórców znakomitych aromatów.
3.
Z tej słabości słoń na skórze
Mieć chce cztery białe róże,
Więc się udał tak od razu
Do salonu tatuażu.
4.
Lecz słoń, to ogromne zwierzę,
I, tak mówiąc całkiem szczerze,
Mam dla słonia smutne wieści,
W tym salonie się nie zmieści.

23. KNUR
1.
Pewien knur
Chciał do gór
Udać się, więc kupił sznur,
Który mógłby we wspinaczce wykorzystać.
2.
Całe dnie
Myślał, że
Może już pokazać się
Jako sprawny i wytrawny alpinista.
3.
Żadna łatwa nie jest góra,
To zbyt trudny test dla knura,
Ledwo metr się w górę wdrapał,
Cały spocił się i sapał.
4.
Gdyby taki knur spadł z góry,
To by w ziemi zrobił dziury.
Po co ziemi te przykrości ?
Ma już w sobie dość wklęsłości.

24. KOZA
1.
Pewna koza,
Tkwiąc przy brzozach,
Rozmyślała wciąż o mrozach,
Myśląc, że gdy zioną chłodem,
Poprawiają nam urodę.
2.
Żądna sławy chciwa koza
Chciała w efektownych pozach
Błyszczeć niby gwiazda wielka
I być gładka, jak muszelka.
3.
Czy to tak się godzi kozie,
By rozmyślać wciąż o mrozie ?
Powtarzano wciąż: O, zgrozo,
Co się stało z naszą kozą ?!”
4.
Ale koza – zwierz uparty,
Zaperzona nie na żarty,
Wyjść gotowa na mróz srogi,
Bo chce mieć ładniejsze rogi.

25. LAMA
1.
Pewna lama,
Wielka dama,
Chciała spędzać noc w piżamach,
Więc raz zeszła prosto z gór do miasta ranem
2.
Znaleźć chciała
Coś dla ciała,
Z czego komfort by czerpała,
Czyli miękką, lekką tak, jak puch, piżamę.
3.
Sklepów szereg odwiedziła,
Przeszukała, przepatrzyła,
Zbliżał się już zachód słońca,
A szukania nie ma końca.
4.
Wciąż dawano jej przestrogi:
„Piżam brak na cztery nogi”,
Więc niestety, nie dla lamy
Jakiekolwiek są piżamy.

26. OWCA
1.
Pewna owca,
Przygód łowca,
Chciała działać, jak kierowca
I, nie bacząc na pogodę,
Pokierować samochodem.
2.
Na ulicy auto stało,
Więc się owca pcha tam śmiało
I wyciąga już racice,
Aby schwycić kierownicę.
3.
Wkłada swój wysiłek cały,
By nacisnąć na pedały
I odjechać tak od razu,
Gdy pedału dotknie gazu.
4.
Choć wzrok autem sobie syci,
Kierownicy nie uchwyci,
Pedał gazu też nie dla niej,
Więc kierowcą nie zostanie.

27. KRAB
1.
Pewien krab
Wszedł na schab,
Który lepił się do łap
I ubrudził tłuszczem całe mu odnóża.
2.
Głupi łeb,
Po co wszedł ?
Nie był ślepy tak, jak kret,
Widział przecież, co ze schabu się wynurza.
3.
Krab się coraz bardziej wkurza,
Plączą tłuste się odnóża,
Co chce kroczek dać do przodu,
To się lepi, jak od miodu.
4.
Krab za bardzo się ciekawił,
Więc mu los psikusa sprawił,
Bo los temu niełaskawy,
Kto nos wtyka nie w swe sprawy.