1
Pewnie historii tej nie znacie,
Która niedawno się zdarzyła,
Gdy w ZUS-u raz inspektoracie
Pewna pijawka się zjawiła.

2.
Wpełzła tam cicho, niby pyton,
I w pomieszczeniu poczekalni
Znalazła przystań znakomitą,
Którą ma zwykle w swej sypialni.

3.
Wysmukłe ciało rozciągnęła,
Że aż zajęła dwa siedzenia,
Fakt ten, co skutkiem był jej dzieła,
Przejść nie mógł bez zauważenia.

4.
Dostrzegł natychmiast pan ochroniarz
Jej kształt błyszczący, prosty, cienki,
Podszedł i mówi w ostrych słowach,
Że nie jest miejsce to dla drzemki.

5.
Rzecze pijawka: „Drogi panie,
Nie przyszłam tutaj uśpić liczka,
Ja tylko czekam na wezwanie,
Gdy mnie zawoła urzędniczka.

6.
Ochroniarz to jest twarda sztuka,
Trudności różnych przeżył szereg,
Tak łatwo nie da się oszukać,
Pyta pijawkę o numerek.

7.
„Jaki numerek mam mieć z sobą ?”
Pijawka pyta z lekką złością,
„Ja jestem ważną tu osobą,
Która jest poza kolejnością.

8.
Oburzył się ten pan z ochrony:
„Wyjątków w ZUS-ie żadnych nie ma,
Każdy tu musi być skruszony,
Gdy chce mieć grosz na kromkę chleba.”.

9.
Pijawka mocno się wzburzyła,
Podniosła się, stanęła dęba,
Ochroniarzowi oświadczyła,
Że mierzi ją ta jego gęba.

10.
On na to zrobił się czerwony,
Bo gnie wypełnił mu twarz całą
I krzyczeć zaczął roztrzęsiony,
Że aż po ZUSI-ie echo gnało.

11.
Ten spór uwagę wrócił wszystkich,
Którzy w kolejce tutaj stali,
By uszczknąć coś z państwowej miski,
Na którą lata pracowali.

12.
Wkrótce, jak w jakimś parlamencie,
Dyskusja kwitła żywiołowa,
Każdy rozgadał się zawzięcie,
Nikomu nie dał dojść do słowa.

13.
Zaraz obozy dwa powstały,
Co zwykle się w tych razach zdarza,
Jedni pijawkę popierali,
Inni zaś racje ochroniarza.

14.
Ci, co pijawki wzięli stronę,
Postulowali, by z łoskotem
Wyrzucić taką stąd ochronę,
Które petenta miesza z błotem.

15.
Stronnicy tego, co ma chronić,
Przejawy dali swej wrogości:
„Pijawkę trzeba stąd wygonić,
Bo nie przestrzega kolejności !”

16.
Te krzyki, które się rozległy
W trwających dwóch obozów sporach,
Do uszu obu wnet dobiegły
Inspektoratu dyrektora.

17.
Zeszedł więc dyrektor wolno z góry,
Gdzie się gabinet jego mieścił,
Wzrok miał posępny i ponury,
Z interesantem się nie pieścił.

18.
Zażądał zraz z błyskiem w oku,
By przerwać zaraz te rozmowy,
W ZUS-ie panować musi spokój,
To przecież urząd jest państwowy.

19.
Zamilkli wszyscy w jednej chwili,
A on pijawkę dostrzegł w tłumie
I nad nią nisko się pochylił,
Mówiąc, że nic tu nie rozumie.

20.
„Czyja to może być też sprawka,
ŻE tu, w poważnym tak urzędzie,
Przebywa jakaś tam pijawka,
Czy tutaj nić intrygi przędzie ?”.

21.
Pijawka na to mówi szczerze,
Bez ukrywanie i otwarcie:
„Przybyłam tu, bo mocno wierzę,
Że ZUS mi da niemałe wsparcie.

22.
Pijawka ze mnie już wiekowa
I sił mi więcej wciąż ubywa,
By krew od innych tak pompować,
Nie zdołam już niedługo chyba”.

23.
Dyrektor pytań wiele stawia
Dla tej pijawki całkiem nowych,
Ile lat picie krwi uprawia,
Czy ma kapitał początkowy ?

24.
I dalej tak dyrektor rzecze,
Że ZUS wciągnięty jest, niestety,
Pod wieczną i wszechwładną pieczę
Powszechnie znanej księżnej Biedy.

25.
Skoro wiadomo, mówiąc szczerze,
Że w ZUS-ie rządzi księżna Bieda,
Więc on od wszystkich chętnie bierze,
Lecz za to nam luksusu nie da.