1.
W środku lasu, na polanie,
W pełnym słońcu, co niedziela
Wygrzewała się starannie
Długa żmija Petronela.

2.
Każdą cząstkę swego ciała
Wystawiała na promienie,
Bo też ulgę odczuwała
Przez gruntowne ocieplenie.

3.
W krzakach całe dnie leżała
Lub pełzała przez traw gąszcze,
Stale się denerwowała,
Bo jej przeszkadzały chrząszcze.

4.
Szwargotały w leśnych cieniach,
Jak przekupki na bazarze,
Co dla żmii bez wątpienia
Szczytem jej nie było marzeń.

5.
Ona ciszę uwielbiała
I zwinięta w kłębka sploty
Często w ciągu dnia drzemała
W czasie chłodu lub spiekoty.

6.
Była dumna i wyniosła,
Jakby jakąś była księżną,
Strach budziła, kiedy wzniosła
W górę głowę swą potężną.

7.
Trzeba przyznać, jak na żmiję,
Piękne miała ubarwienie
Od ogona aż po szyję,
Dla żmij innych – to marzenie.

8.
Wierzch jej jasno był zielony
W ciemne plamy też zielone,
Spód zdobiły żółte tony
Żadną barwą nie zmącone.

9.
Być lubiła dostrzegana,
Nie stać jakąś się drobinką,
Więc codziennie już od rana
Malowała usta szminką.

10.
A do tego na dodatek,
I to wcale nie jest żartem,
Wciąż nosiła, niby kwiatek,
Na ogonie swym kokardę.

11.
To nie koniec jednak wcale,
Tych ozdóbek było wiele,
Bo na szyi też korale
Ozdabiały Petronelę.

12.
Przez dni pierwszych sześć w tygodniu
Kryła się w wilgotnych cieniach,
Lecz w niedziele, w słońca ogniu
Nagle się lubiła zmieniać.

13.
Prostowała całe ciało,
Jakie zwykle mają żmije
I gdy słońce przygrzewało,
Długim się stawała kijem.

14.
Dziwny to był kij, przyznacie,
W barwie żółtej i zielonej,
Z plamką szminki na swej szacie
I kokardą przystrojonej.

15.
Nawet rybom w leśnym stawie
Ze zdumienia puchły skrzela,
Gdy widziały, jak się pławi
W słońcu dumna Petronela.

16.
W górze zaś nad Petronelą
Przefruwało różne ptactwo
I skrzeczało, plotki szerząc:
„Patrzcie w dół, co za dziwactwo !”

17.
Wrzaski ptaków i ich drwiny
Petronelę rozdrażniały,
Więc robiła groźne miny
I syczała pyskiem całym.

18.
Los chciał, że w tym samym lesie
Mieszkał również niedźwiedź Marcin,
Który, jak wieść leśna niesie,
Miód podjadał pszczołom z barci.

19.
Kiedyś niedźwiedź w czas upalny
Chłodu lata w mchu zażywał,
Wtem na pomysł wpadł genialny,
Aż mu pot po futrze spływał.

20.
Przedsięwzięcie będzie świetne,
Trzeba konkurs wnet ogłosić
I zwierzęta wszystkie chętne
Do zawodów tu zaprosić.

21.
Wygra ten, kto za dni siedem
Przyjdzie tam, gdzie źródło bije
I wykaże, że on jeden
Ma najdłuższą z wszystkich szyję.

22.
Wieść natychmiast się rozchodzi
I już krąży w lesie całym,
Że to niedźwiedź dziś ogłosił
Świetny konkurs, wręcz wspaniały.

23.
Za dnie siedem trzeba będzie
Być w największej gotowości,
Więc zwierzęta w całym lesie
Porzucają przyjemności.

24.
Myślą tylko, co tu zrobić,
By wygrana się dostała,
Czym swą szyję przyozdobić,
Aby dłuższa się wydała.

25.
Gdy się o tym dowiedziała
Dumna żmija Petronela,
Aż szyderczo się zaśmiała:
„Kto się walczyć tu ośmiela ? „

26.
„Nie ma takich” – syczy śmiało –
„Co w konkursie mnie pobiją,
Przecież całe moje ciało
Jest ogromnie długą szyją

27.
A do tego, gdy się doda
Ciała piękne me ozdoby,
Można rzec, że ta nagroda
To już pewna moja zdobycz”.

28.
Plotki szybko się rozchodzą,
Wyszły za granice lasu,
Do miast różnych nawet wchodzą,
Dużo im nie trzeba czasu.

29.
Taka plotka właśnie wpadła
Wprost do ZOO w pewnym mieście
I zwierzętom nudę skradła,
Bo się działo coś nareszcie.

30.
Konkurs w lesie ? Wieść wspaniała,
W ZOO stale służą gościom,
Chętnie by się tam wybrała
Większość zwierząt z przyjemnością.

31.
Była wśród nich też Gertruda,
To żyrafa, jak ktoś nie wie,
I myślała, czy się uda
Tam do lasu z ZOO przebiec.

32.
Pewnej nocy, gdy sen zmorzył
Wszystkich wokół po dniu parnym,
Spróbowała drzwi otworzyć
Od ogromnej żyrafiarni.

33.
Na jej szczęście drzwi te były
Niezamknięte na klucz wcale,
Więc nie trzeba dużo siły,
By na zewnątrz wnet się znaleźć.

34.
Rozpędziła się Gertruda
I w galopie, w okamgnieniu
W górę wzniosła cztery uda,
Przeskakując ogrodzenie.

35.
Potem to już proste drogi
Wiodły ją, bo los jej sprzyjał,
Choć bolały trochę nogi
I bolała nieco szyja.

36.
Aż po dniach wędrówki paru
Przystanęła tuż przed lasem,
Ominęła skraj moczarów,
Szybko szła, by wygrać z czasem.

37.
Prędko siedem dni zleciało,
Wprost do źródła mknie od świtu
Już niejedno z szyją ciało,
Rośnie grono zawodników.

38.
Petronela się nie spieszy,
Nałożyła nową szminkę,
Zdąży jeszcze gąszcze przeszyć
I tam dotrzeć za godzinkę.

39.
Na ogonie swym kokardę
Lekko tylko poprawiła
I z syczeniem w tonie hardym
Ku źródełku wyruszyła.

40.
Obok źródła przy Marcinie,
Który głównym był jurorem
Już czekało po godzinie
Zgromadzenie zwierząt spore.

41.
Przyszły tutaj dwa jelenie,
Wyciągając się i prężąc,
Wierząc pewnie w to szalenie,
Że w konkursie tym zwyciężą.

42.
Cztery sarny też tu stoją,
Błyszczą zgrabne ich podudzia,
Choć płochliwe i się boją,
Odważyły się wziąć udział.

43.
Lis, co w typach wypadł gorzej,
Też przy źródle dziś zagościł,
Myśli, że też wygrać może,
Ma z niedźwiedziem znajomości.

44.
Przyleciała ptaków masa:
Pliszki, dudki, nawet sowa,
Nie chcą się na konkurs zgłaszać,
Raczej wolą kibicować.

45.
Wszyscy stoją w ciszy tłumnie,
Już napięcie się udziela,
Nagle sunie wolno, dumnie
Pewna lauru Petronela.

46.
Do Marcina syczy zaraz:
„Przestań drapać się wciąż w nogę,
Choć się każdy mocno stara,
Tylko ja tu wygrać mogę.

47.
Ogłoś wynik bez wahania,
Nie ma po co dłużej zwlekać,
Bo nagrody do wygrania
Już nie mogę się doczekać.”

48.
Myśli żmija, że zmaganie
Wygrać się bezprzecznie uda,
A tu dość niespodziewanie
Cicho zjawia się Gertruda.

49.
Patrzy niedźwiedź, łapy gniecie,
Wygra żmija ? Toż to gafa !
Tu najdłuższą szyję przecież
Może tylko mieć żyrafa.

50.
Gdy to słyszy Petronela,
Ciało jej się staje twarde,
Dęba staje, jadem strzela,
Niszczy piękną swą kokardę.

51.
I z niesmakiem w dal odpełza
W chłodne gąszcze z sykiem gniewnym,
Może teraz tonie we łzach,
Sukces był już taki pewny !

52.
Taki morał stąd wynika,
Niech zna córka go i synek,
Lekceważąc przeciwnika,
Przegrasz każdy pojedynek.