Wieść biegnie po górach i też po nizinie,
Że widział ktoś kiedyś wiewiórkę w Muszynie,
W dodatku ogromną, jak lew lub pantera
I wszystko, co spotka, natychmiast pożera.
Strach blady na ludzi od raz padł nagle,
Czas zwijać niezwłocznie biznesów swych żagle,
Od zaraz zamykać nam trzeba już sklepy,
W mgłę gęstą zawinąć zaułek też ślepy,
Najmniejszy przedmiocik z terenu Muszyny
Okryty być musi grubością pierzyny.
Przed taką wiewiórką  prawdziwym potworem-
Skryć całość należy we wczesną dnia porę
I w nocy też wszystko być musi schowane,
Gdy zjawi się zwierzę złą sławą owiane.
Miejscowe grzmi radio: Ukryjcie się mili,
Bo potwór wiewiórczy nie czeka ni chwili,
Połyka bezzwłocznie, co widzi na drodze,
A przy tym ogonem poraża dość srodze.

Gdy machnie ogromną rudawą swą kitą,
Niejeden porządnie twarz będzie mieś zbitą.
Pazury też mogą wyrządzić szkód górę,
Podrapać do kości i włosy, i skórę.
Panika ta również we znaki się daje
Tym, którzy przybyli z odległych miejsc kraju.
Myśleli, że spokój jest w tym uzdrowisku,
A tu jakiś potwór, co wrogość ma w pysku.
Już prawie paraliż wypełnił Muszynę,
Ze strachu się trzęsie sam ojciec wraz z snem
I matka się trwoży z rodzoną swą córką,
Drży nawet i Poprad i most, i podwórko.
Tymczasem ktoś mądry, kto krew w sobie schłodził,
Do wszystkich sensacji z rezerwą podchodził,
Pomyślał, że tutaj, gdzie rów lub pagórek
Nikt nigdy nie widział od wieków wiewiórek.
Jest tylko w Muszynie wiewiórka jedyna,
A kształt jej – to rzeźba w miejscowych roślinach.