Raz trzy pszczoły bez przyczyny
Pofrunęły wprost do Pszczyny,
Siały wokół popłoch, wrzaski
Strojne w czarno-żółte paski.

Jedna z nich – to Pszczelskrzydlica,
Imię drugiej – Przepszczelica,
A tą trzecią, miodolicą,
Nazywali Użądlicą.

Nie dotarły do Chwaszczyna,
Ni w obrzeża Szczekocina,
Nie ciekawił ich cel trzeci:
Gród Pomorzan, czyli Szczecin.

Pszczoły były to złośliwe,
Nachmurzone i zgryźliwe,
Na świat spoglądały z góry,
Wciąż wszczynając awantury.

Nawet znany chrząszcz, co słynie
Tym, że sam brzmi w Szczebrzeszynie,
Pszczół tych wszędzie się wystrzegał,
Siedząc w żwirach na rzek brzegach.

Tuż pod Pszczyną złe trzy pszczoły
Przetrzepały trzy stodoły,
Gdzie pszenica była zżęta
Tuż po letnich zboża sprzętach.

W tych stodołach, budząc dreszcze
Wygoniły ze zbóż świerszcze,
A w krzaczaste, drżące gąszcze
Przepędziły dwa chrabąszcze.

Po rozgrzewce tej krzepiącej
Pojawiły się na łące,
Aby nektar w słońcu grzany
W brzuchy wlewać niby w dzbany.

Tak porządnie odżywione
Wystrzeliły, jak rażone,
Tam, gdzie legło na wyżynach
Zadrzewione miasto Pszczyna.

Przenikliwie patrzą z góry
Wzrokiem żądnym i ponurym,
Myślą, robiąc w locie rządek,
Żeby zrobić nieporządek.

Nagle widzą, że na skwerze
Leży grzecznie jakieś zwierzę,
To kot, drzemiąc, się wygrzewał,
Który przedtem czmychnął z drzewa.

Pszczelskrzydlica z Przepszczelicą
Raźno mkną ku kocim licom,
Użądlica zaś wkurzona
Żwawo zmierza do ogona.

Wysunęły w kota stronę
Żądła świeżo naostrzone,
Jak brzeszczoty w ciężkim mieczu
Używanym w Średniowieczu.

Gdy się wbiły takie szpile
W kota przedzie oraz w tyle,
Przeraźliwy ból na przestrzał
Przeszył trzewia aż do wnętrza.

Słysząc kota okrzyk dziki
Krzyk podniosły w krzakach kszyki,
A spłoszone tym hałasem
Zabrzęczały trzmiele basem.

Nawet jerzyk gdzieś na wieży
Nie mógł wcale w to uwierzyć,
Że w trzech pszczelich żądłach drzemie
Moc, co kota wbija w ziemię.

W pszczelich oczach triumf zagościł,
Dźwięcznie brzęczą więc z radości
I ruszają w dalszą drogę,
By wyczyniać figle srogie.

Oto zjawia się przed nimi
Jakaś pulchna gospodyni,
Co spódnicę nosi w kratę
I kolczyki dwa pstrokate.

Jak tu można bierną zostać,
Widząc taką barwną postać
I tak wykarmione ciało ?
Trzeba zaraz pójść na całość.

Nadlatuje Pszczelskrzydlica
Za nią zaraz Przepszczelica,
A na tej eskadry końcu
Użądlica błyszczy w słońcu.

Nurkującym lotem z góry
Spadły na dół, jak wichury
I zapewne nie przypadkiem
Wbiły żądła w ciało gładkie.

Gospodyni zakrzyczała,
Pisk wrzaskliwy mknął, jak strzała
I wprowadził w zadziwienie
Całe wokół otoczenie.

Biegła lotem błyskawicy
Wieść po pszczyńskiej okolicy,
Że trzy pszczoły przyleciały,
Aby zamęt siać niemały.

Gdy się okrył mgły pierzynką
Szary zmierzch nad rzeką Pszczynką,
Zeszli się obywatele,
By ataki przerwać pszczele.

A tuż obok wszystkie koty
Opuściły dachy, płoty,
By uradzić w kocim gronie,
Jak z pszczołami zrobić koniec.

Ptaki również trwogą zdjęte
Głosowały, jak najęte,
Z nerwów skubiąc się po piórach
Lub w pokrzywy dając nura.

Wróble, wrony i jerzyki,
Trznadle, kawki i czyżyki
Wymieniały swe poglądy,
Jak się pozbyć trzech pszczół krnąbrnych.

Wtem nadleciał bąk brzuchaty
Strojny w złoto-czarne szaty,
Bucząc niskim superbasem,
Przechodzącym w warkot czasem,

Bo dowiedział się od ważki,
Że grasują tu watażki
Agresywne, bojownicze
Groźne pszczele trzy siostrzyce.

Zbadał każdy bąk zakątek
I rzekł: „Zrobię tu porządek,
Już wyczułem, gdzie są pszczoły,
Zwrócę Pszczynie czas wesoły”.

Wzbił w powietrze ciało mężne
Zbrojne w żądło tak potężne,
Że pszczół żądła wyglądały
Przy nim, jak patyczek mały.

Ruszył ku nim z wielką mocą,
Szybko kończąc tuż przed nocą
Ze złośliwą trójką starcie
Zakończone pszczół wyparciem.

Pokąsane żądłem bąka
Padły martwe gdzieś na łąkach
I po bąka tym wyczynie
Spokój znów zagościł w Pszczynie.

Ta opowieść nam dowodzi,
Że kto mieczem innym szkodzi,
Czy w Krakowie, czy też w Pszczynie,
Ten od tego miecza ginie.