1.
Czy ktoś widział kiedyś owcę,
Co by chciała mieć gumowce ?
Przecież owce tak łagodne
Nogi lubią mieć swobodne.

2.
Nie przychodzi im do głowy
Pomysł dla nich przełomowy,
Aby, chodząc gdzieś po drogach
Buty mieć na czterech nogach.

3.
Była wśród nich jednak taka,
Co nie chciała na bosaka
Stąpać wszędzie i z ochotą,
Zwłaszcza tam, gdzie było błoto.

4.
Zwali ją po prostu Lidka,
Co mieć suche chce kopytka.
Więc gdy tylko deszcz popadał,
Dzień się Lidce nie układał.

5.
Inne owce bez grymasów
Jadły trawę w czas wypasu,
Ale Lidka z owiec grona
Była wiecznie nachmurzona.

6.
Narzekała, że w istocie
Nie ma sensu brnąć po błocie,
Ono nogi wciąż krępuje,
A i trawa mniej smakuje.

7.
Poszła zatem do juhasa,
Który owce te wypasał
I mu rzekła prosto w oczy,
Że po haki nie chce kroczyć.

8.
Kiedy hala się zabłoci,
Bardzo trudno po niej chodzić,
Ziemia wtedy jest rozryta,
Zapadają się kopyta.

9.
Trzeba przecież chronić owce,
Zaopatrzyć je w gumowce,
W nich się już tak nie utrudzą,
Błotem kopyt nie ubrudzą.

10.
Juhas, słysząc owcy słowa
Aż się cały zagotował,
Strachu go przeszyły dreszcze,
Bo nie słyszał tego jeszcze,

11.
Żeby owca cicha, mała
Ludzkiej mowy używała
I w dodatki śmiałym tonem
Zgłasza prośby tak szalone.

12.
Gdy ochłonął, rzekł tak do niej
Że w tym błocie nie utonie,
Przecież wszystkie inne owce
Nie chcą prosić o gumowce

13.
I tak dodał: „Moje złotko,
Tu jest tylko małe blotko,
Co nikomu nie zaszkodzi,
Możesz więc bez butów chodzić”.

14.
Lidka się wzburzyła cała,
Wełna na niej pociemniała,
Pomyślała: „Sama zaraz
O gumowce się postaram”.

15.
Gdy więc słońce w porze zmierzchu
Za górami na dół zeszło,
Owca Lidka, kłapiąc pyskiem,
Pożegnała się z pastwiskiem.

16.
Wyruszyła wśród ciemności,
Aby zawrzeć znajomości
Z szewcem, który by bez zwłoki
Dał gumowce na jej nogi.

17.
Wędrowała przez noc całą,
Aż się trafić jej udało
Tam, gdzie miejska zabudowa,
W której szewc swój zakład chowa.

18.
Owca, niby błyskawica,
Mknie ochoczo po ulicach
I po kilku już minutach
W szewca drzwi kopytem puka.

19.
Szewc otworzył i oniemiał,
Bo klienta dotąd nie miał,
Którym była właśnie owca
Wciąż mówiąca o gumowcach,

20.
On, choć świetnym był fachowcem,
Musiał rozczarować owcę,
Chociaż miał klientów tłumy,
Nie wytwarzał butów z gumy.

21.
Mówi do niej: „Owco droga,
Gdy mieć buty chcesz na nogach,
Takie tu w tej okolicy
Ma wyłącznie sklep rolniczy.

22.
Mknie więc Lidka na całego
Wprost do sklepu rolniczego,
Tam sprzedawca zapał studzi:
„Mamy buty, lecz dla ludzi.

23.
Dotąd nigdy żadna owca
Nie myślała o gumowcach,
Trzeba dla nie mieć dwie pary
I specjalne też rozmiary.

24.
Owca małe ma kopytka,
Takie same ma też Lidka
I na pewno się nie zdarzy,
By but taki był w sprzedaży.

25.
Dał sprzedawca więc jej radę,
Aby innym poszła śladem
Tam, gdzie zakład powstał nowy,
Co gumowe ma wyroby.

26.
Wchodzi owca do fabryki
I zdziwienia wnet okrzyki
Wywołuje u załogi,
Że chce but na swoje nogi.

27.
Tu w fabryce są gumowce,
Lecz dla ludzi, nie na owcę,
Zresztą nie ma żadnej pary
Na malutkie tak wymiary.

28.
Lidka mocno zasmucona,
Że swych planów nie wykona,
Dalej nie szukała wcale,
Powróciła na swą halę.

29.
Tam westchnęła z wielkim smutkiem,
Bo podróży swojej skutkiem
Zrozumiała, że już wszędzie
Bez gumowców chodzić będzie,

30.
Jedno jest tu rozwiązanie,
Które jest najlepsze dla niej,
Musi, gdy nadejdzie slota,
Przyzwyczaić się do błota.

31.
A dorosłych oraz dzieci
Niech ta prosta myśl oświeci.
Że nie po to jest kopyto,
Aby buty na nie szyto.