1.
Był raz stwór Midurem zwany,
W ludzką skórę przyodziany.
Lecz czy to był właśnie człowiek,
Tego to się nikt nie dowie.

2.
Nos miał długi i sterczący,
W końcu nosa pieprzyk tkwiący,
Zmarszczkę jedną w ust kąciku,
Nie wydawał żadnych krzyków.

3.
Włoski trzy na czubku głowy,
Wielkie oko, jak u krowy,
Jeszcze zmarszczki trzy na nosie,
Oto cech Midura osiem.

4.
Ktoś zapyta: „Tylko tyle ?”
To dlatego, że profilem
Zawsze Midur się ustawiał,
Czym niemały problem sprawiał.

5.
Każdy bowiem był ciekawy,
Czy z Krakowa, czy w Warszawy,
Jak wygląda zaciemniona
Jego twarzy druga strona.

6.
Z obu stron go otaczali
I ci duzi, i ci mali,
Lecz, o dziwo, chociaż chcieli,
Drugiej strony nie widzieli.

7.
Dnia pewnego, chyba z Marek
Trafił Midur na bazarek,
A tam ludzi całe mrowie,
Aż się kręcić może w głowie.

8.
U Midura się nie kręci,
Bo ten bazar tak go nęci,
Że w tłum ludzi wnet się wplątał
I na boki się rozgląda.

9.
A w tym tłumie, moi mili,
Również tacy się zjawili,
Co szczególne z nich postacie,
Już za moment ich poznacie.

10.
Pierwsza – Babka Jo o twarzy,
Która nie pozwala marzyć,
Bo wygląda bardzo srogo,
Ogarniając wszystkich trwogą.

11.
Może krzyczeć bez umiaru,
Cały postrach to bazaru,
Lemoniadą się pokrzepia
I do wszystkich się przyczepia.

12.
„Czemu stragan pani Marty
Dziś tak późno jest otwarty ?
A dlaczego u Stefana
Marchew jakaś poszarpana ?

13.
Pani Zuzo, marny puchu,
Po co ci ten kolczyk w uchu ?
Handluj lepiej swym towarem,
Tu jest bazar, nie kabaret !”

14.
Gdy głos Babki brzmiał z oddali,
Prawie wszyscy się chowali,
Bo też wiedział bazar cały,
Że to nie czas na pochwały.

15.
Z Babką Jo nikt nie zadzierał,
Bo też była, jak generał,
Ostra, twarda, nie jak z waty
I nosiła dwa granaty.

16.
Wciąż krzyczała do kramarzy:
„Niech nikt z was się nie odważy
Mojej się sprzeciwiać woli,
Pozna bowiem smak niedoli.

17.
No znieść tego, to nie mogę,
Kiedy ktoś mi wchodzi w drogę,
Więc uprzedzam, nie żartuję,
Granatami poczęstuję.

18.
A do tego, nie przypadkiem,
Z pistoletu, na dokładkę,
Mogę jeszcze oddać szereg
Celnych strzałów na deserek”.

19.
Ludzie, chcąc mieć święty spokój,
Ustawiali się gdzieś z boku,
Babka Jo zaś dumna cała
Środkiem dróżek kursowała.

20.
Gdy się przed nią Midur zjawił,
W osłupienie Babkę wprawił,
Bo, choć sporo lat już miała,
Nigdy jego nie widziała.

21.
A tu wspomnieć jeszcze trzeba,
Że przy Babce prawie nieba
Sięgał Midur tak po prostu,
Bo miał ze trzy metry wzrostu.

22.
Babka, stojąc na obcasach,
Gdzieś sięgała mu do pasa,
Więc komicznie wyglądało
Z dużym ciałem małe ciało.

23.
Midur stanął i spogląda,
Jakby ktoś mu nogi splątał,
Na centymetr się nie ruszy,
Tylko mruga okiem dużym.

24.
Babka Jo też obserwuje,
Czy do boju się szykuje ?
Albo myśli, skąd się wzięło
Takie stwora arcydzieło ?

25.
Midur jednak żądny wrażeń
Patrzy dalej po bazarze
I dostrzega inną postać,
Którą tu musicie poznać.

26.
To jest Bubu jasnogłowa,
Postać dosyć zagadkowa,
Co od świtu po kolację
Stale wpada w medytacje.

27.
A do tego, los tak sprawia,
Że i jogę też uprawia,
Więc czasami w transu szponach
Bywa mocno zakręcona.

28.
Teraz przyszła kupić sobie
Rękawiczki białe obie,
Bo gdy przyjdzie mroźna zima,
Medytacji nie wytrzyma.

29.
Ona również zaskoczona,
Z zamyślenia wyzwolona,
Wolno po bazarze kroczy
I w Midura wlepia oczy.

30.
Parę minut trwa ten nowy
Wspólny kontakt ich wzrokowy,
Midur w Bubu zapatrzony,
Ona w niego z drugiej strony.

31.
Zaraz rodzi się pytanie:
„Co tu się za chwilę stanie ?
Czy tak będą trwać do nocy,
Czy też Babka Jo tu wkroczy ?

32.
Lecz nie dane jest tu wcale
Tkwić, jak drzewa, w miejscu stale
I w bezruchu tak pozostać,
Bo się zjawia nowa postać.

33.
To na bazar po kubraczek
Przyszła sobie Miss Świstaczek,
O brwi gęstych długiej linii
I blond włosach, jak bogini.

34.
Miała plany na wieczorek
W nowy przywdziać się ubiorek,
A tu nagle przy ubraniach
Twarz Midura się wyłania.

35.
Miss Świstaczek też się dziwi,
Twarz gładziutką nieco krzywi,
Bo przed oczy jej tu wpadło
Trzymetrowe to dziwadło.

36.
Z tłumu teraz się wyłania
Niunio – piłkarz z powołania,
Który, chociaż jest juniorem,
Doświadczenie ma już spore.

37.
Niesie piłkę w jednej ręce
I zadziwia się tak wielce,
Że aż cierpnie na nim skóra,
Bo zobaczył twarz Midura.

38.
Midur zaś bez słowa stoi,
Zdołał wszystkich uspokoić,
Bo w wyniku takich zdarzeń
Ustał gwar tu na bazarze.

39.
Stoi więc w Midura cieniu
Cały ludzi tłum w milczeniu,
Lecz nie wiedzą, że ta postać
Chce po prostu ich zapoznać.

40.
Jak tu jednak go zrozumieć,
Midur mówić wszak nie umie,
Jego cała, własna mowa,
To jednie są dwa słowa.

41.
„Mniam, mniam, mniam, mniam” – pierwsze słowo,
Po nim „i, i, i” – to nowość,
Dla tych zgromadzonych ludzi
To niepokój może wzbudzić.

42.
Bo jak rano i wieczorem
Porozumieć się z tym stworem ?
Jak tu trzeba się zachować,
Kiedy mówi wciąż dwa słowa ?

43.
Taki język trzeba zbadać,
Co się tylko z dwóch słów składa,
Tylko, jak go poznać mamy,
Gdy nikomu jest nieznany ?

44.
Dziwny powstał więc obrazek:
Ludzi tłum tu na bazarze,
W samym środku nietypowy
Stoi Midur trzymetrowy.

45.
Kłopot wszystkim wokół stwarza,
Tylko „mniam, mniam, i ,i ,i” – powtarza,
Nie pojmują ludzkie głowy
Takiej midurowej mowy.

46.
Wtem przerywa to milczenie
Naszej czwórki wystąpienie.
Babka z trójką krzyczą chórem:
„Zróbmy wreszcie coś z Midurem !”.

47.
Babka Jo tak proponuje:
„Niech z nas ktoś mu przygotuje
Jakieś łóżko lub posłanie,
Aby się położył na nie

48.
I odpoczął po podróży,
Pewnie się porządnie znużył,
Bardzo by mu się przydało
Złożyć swoje długie ciało”.

49.
Na to Bubu, nie bez racji,
Wytrącona z medytacji,
Rzecze Babce wprost do ucha:
„Niechaj Babka mnie posłucha:

50.
Mówić łatwo jest każdemu,
Bo nie widzi się problemu,
Ale zrobić, to już gorzej,
Gdy się prawie nic nie może”.

51.
Nagle Niunio pomysł zgłasza:
„Obok stoi szkoła nasza,
A w niej pełno materacy,
Na posłanie ich wystarczy”.

52.
Dzień się zbliżał już do końca,
Zanikała tarcza słońca,
Więc już czas, Panowie, Panie,
Midurowi dać posłanie.

53.
Babka Jo, Świstaczek, Bubu
Oraz Niunio – junior z klubu,
Wraz z Midurem krokiem wolnym
Idą wprost ku salom szkolnym.

54.
W szkole jednak jest przeszkoda,
Bo pan woźny, trzeba dodać,
Absolutnie się nie godzi,
By wieczorem ktoś tu wchodził.

55.
Błaga go Świstaczek mocno:
„Chcemy tylko w porę nocną
Do snu złożyć tu Midura,
Bo kłopotów z nim jest góra.

56.
Przybył tu bez zapowiedzi,
Teraz każdy z nas się biedzi,
By pod niebem granatowym
Stwór nie błądził trzymetrowy.

57.
My go w domu nie schowamy,
Bo mieszkania małe mamy,
Nie jesteśmy w stanie gościć
Trzymetrowej wysokości”.

58.
Midur, który stał bez słowa,
Nagle tekst wyrecytował,
Jakby prośbę Miss potwierdził:
„Mniam, mniam, i, i” – krótko stwierdził.

59.
Wszyscy mocno się zdumieli,
Bowiem nagle w lot pojęli,
Że, choć mówić on nie umie,
Ludzką mowę to rozumie.

60.
Woźny długo się opierał,
Coś tam mruczał, coś tam gderał,
Nagle spostrzegł nie bez lęku,
Że ma dziesięć złotych w ręku.

61.
Tutaj, drodzy Czytelnicy,
Zdradzę sekret tajemnicy,
Którą w sobie Midur skrywał,
Rodził pieniądz, gdzie przebywał.

62.
Kto raz spojrzał na Midura,
Wnet z radości krzyknął „Hurra !”,
Bo tajemnej mocy siłą
Dziesięć złotych mu przybyło.

63.
I poczuła czwórka cała,
Że im kieszeń pogrubiała,
Bo w jej wnętrzu każdy znalazł
Dziesięć złotych tak od zaraz.

64.
Również wszyscy na bazarze,
W których Midur spojrzał twarze,
Napotkali bez wątpienia
Dziesięć złotych w swych kieszeniach.

65.
Zaskoczony takim darem
Woźny już nie stawiał wcale
Żadnych przeszkód i zakazów,
Materace dał od razu.

66.
Ułożyli więc Midura,
By zatonął w sennych chmurach,
Ale przedtem, gdy noc wstanie,
Takie dają mu pytanie:

67.
„Powiedz, drogi nam Midurze,
W czyjej ty przychodzisz skórze,
Czy moc tajną masz bez miary,
Że z pieniędzmi robisz czary ?”

68.
Na to Midur odpowiada:
„Mniam, i” – w sen zapada,
Więc dla całej czwórki grona
Sprawa jest niewyjaśniona.

69.
W dzień następny na bazarze,
Który tonie w ludzkim gwarze,
Rozmów słyszy się tysiące,
Twarze lśnią promieniejące.

70.
Twierdzą wszyscy zadziwieni,
Że wieczorem w swej kieszeni,
Gdy oświetlił księżyc płoty,
Znajdowali dziesięć złotych.

71.
A tymczasem tuż po nocy
Znów na bazar Midur wkroczył,
Biegną wszyscy wprost do niego
I pytają go „Dlaczego ?

72.
Czy to ty przyniosłeś w darze
Tutaj, właśnie na bazarze,
Z kraju bliżej nieznanego
Dziesięć złotych dla każdego ?”

73.
Bubu z Babką Jo cierpliwie
Do Midura pieszczotliwie
Przemawiają w słońcu złotym:
„Powiedz, skąd są te banknoty ?”

74.
Miss Świstaczek razem z Niuniem
Też ku Midurowi sunie,
Razem mówią zgodnym chórem:
„Dogadajmy się z Midurem !”

75.
Midur swym językiem włada,
„Mniam, mniam, i ,i” – odpowiada,
Lecz niestety w całym tłumie
Nikt go wcale nie rozumie.

76.
Oczy wszystkich przez dzień cały
Na Midura spoglądały,
A wieczorem, moi złoci,
Znajdowali znów banknocik.

77.
Przez następne dni, tygodnie
Ludzie żyli bardziej godnie,
Bo wciąż Midur na bazarze
Sprawcą miłych był wydarzeń.

78.
Puchły konta i kieszenie,
Bogacili się szalenie
Ci, co bazar odwiedzali
I Midura wzrok spotkali.

79.
Babka Jo swój rozum miała,
Mocno się więc zadumała:
„Czy Midura dar przypadkiem
Nie zakończy się upadkiem ?”.

80.
Miss Świstaczek razem z Niuniem,
Z nimi Bubu, chcą zrozumieć,
Czemu Midur zagadkowy
Tak rozpala ludzkie głowy.

81.
Ludzie, którzy dotąd byli
Przyjacielscy, sobie mili,
Wraz z rosnącą zamożnością
Stali się niezgody kością.

82.
Nakupili sobie domów,
Rezydencji i salonów,
Wokół stoją samochody,
Cały zbiór światowej mody.

83.
Otoczyli się murami,
Okna zbrojne są kratami,
Siecią kamer i czujników
Odstraszają napastników.

84.
Drżą o każdy swój zakątek,
Aby wielki ich majątek,
Który tak kochają wielce,
Nie mógł trafić w inne ręce.

85.
Nikt nie ufa już nikomu
I nie wpuszcza do wnętrz domu,
By nie patrzył ktoś nieznany
Na obrazy i dywany.

86.
Ludzie mają wciąż pokusy,
By pomnażać swe luksusy,
Co dzień trwają na bazarze,
Chcąc banknocik dostać w darze.

87.
Dnia pewnego Midur przysnął,
Przyszedł późno i czar prysnął,
Patrzą ludzie w twarz Midura,
Ale nic nie mogą wskórać.

88.
Jakaś dziwna siła sprawia,
Że się banknot nie pojawia,
Więc szemrają głosem gniewnym:
„Midur już jest niepotrzebny !”.

89.
Tłumy wrogo nastawione
Idą wprost w Midura stronę
I żądają, by był gotów
Do dawania im banknotów.

90.
Widząc, że ta ludzka chmura
Atakować chce Midura,
Babka Jo wraz ze Świstakiem
Chcą go bronić przed atakiem.

91.
Bubu z Niuniem razem z nimi
Chcą przed ludźmi niewdzięcznymi
Ukryć gdzieś Midura w dali,
Przed napadem go ocalić.

92.
Nagle Midur dzielny wielce
Całą czwórkę chwycił w ręce,
Bo dowodów dali wiele,
Że to wierni przyjaciele.

93.
I wraz z nimi wprost do góry
Wzleciał nagle między chmury,
Gdzieś w krainę szczęśliwości,
By wyzwolić się z wrogości.

94.
Z całej czwórki każdy gotów,
Nie chcąc wcale mieć banknotów,
Midurowi za hojności
Dać dowody życzliwości.

95.
A tym wszystkim trzeba wiedzieć,
Że pieniądze w całym świecie,
Których tak się domagają,
Wcale szczęścia nam nie dają.