1.
W wodach Bałtyku raz sobie żyła
Pewna meduza – zwierzątko młode,
Która zupełnie tego nie kryła,
Że dbać należy o swą urodę.

2.
O świcie, kiedy słońce zajrzało
Do głębi morskich, modrych wód słonych,
Meduza szła już mocno na całość
W swym kosmetycznym transie szalonym.

3.
By gładką skórę stale zachować,
Wygładzić różne pryszcze i krosty,
Zwykła ją całą sobie masować,
Płynąc powoli przez wodorosty.

4.
Potem czas przyszedł i na maseczkę
Z wiszących w wodzie małych żyjątek,
W nich się meduza chociaż chwileczkę
Musiała cała zanurzyć co dzień.

5.
Potem czas przyszedł na malowanie,
By być piękniejsza w każdy dzień nowy,
Szminką z morszczynu bardzo starannie
Przyozdabiała otwór gębowy.

6.
Kremem z bursztynów zaś nasycała
Wierzch okazały, niby parasol,
Dzięki zabiegów serii niemałej
Meduza w wodzie wciąż lśniła krasą.

7.
Miała lusterko na dnie schowane,
Które do wody gdzieś komuś wpadło,
Ledwo zbudziła się tuż nad ranem,
Już wpatrywała się w to zwierciadło.

8.
I tak patrzyła co dwie godziny,
Do lustra raźno płynąc, jak fryga,
Tutaj wam zdradzę szczegół jedyny:
Na imię miała ona Jadwiga.

9.
Pewnego razu leniwe fale
Niosły meduzę żądną sukcesu,
Wtedy to się zrodził się u niej nagle
Pomysł stworzenia klubu fitnessu.

10.
Na fal huczących spienione grzywy
Rzucała Male, krótkie liściki,
W nich zapraszała w tonie życzliwym,
Aby zagościć w klubie Jadwigi.

11.
Wieść o meduzy rzadkiej urodzie
Rozniosła szybko się po Bałtyku,
Nic więc dziwnego, że do niej w zgodzie
Gości płynęło z dala bez liku.

12.
Chcieli zobaczyć piękną Jadwigę,
Która urodą wszystkich zachwyca,
Więc liczne ryby ruszyły migiem,
By jej dorodne podziwiać lica.

13.
Węgorze, szproty, sole i leszcze
Ruszyły raźno przez morskie tonie,
Śledzie, makrele, do tego jeszcze
Dorsze i flądry, płocie, okonie.

14.
Meduza jakby na nich czekała,
Gdy zobaczyła tłum rybich gości,
Dumnie się zaraz nadęła cała,
By uwydatnić swe wypukłości.

15.
Zaczęła zaraz swoją przemowę
Na temat morskich jej kosmetyków,
Uśmiechy słała wkrąg meduzowe
Do zgromadzonych jej zwolenników.

16.
Na zakończenie namówić chciała,
By klub fitnessu nowy odwiedzić,
Więc ryb ruszyła gromada cała
Dorszy, makreli, fląder i śledzi.

17.
Zaczęły pchać się w ryb wielkim tłumie,
Każda z nich klub ten chciała zobaczyć,
Lecz ćwiczyć żaden z gości nie umie,
Dla ryb to fitness niewiele znaczy.

18.
Krzyczy meduza, by nie napierać,
Bo sprzęt się zniszczy w tym wielkim tłoku,
Ale do ryb ten tekst nie dociera,
Wszystkie, jak gdyby były w amoku.

19.
Widzi Jadwiga dość przerażona,
Że gości masa wypełnia wnętrze,
A tyle trudu włożyła ona,
Aby sukcesy mieć coraz większe.

20.
Zaczęła więc się złościć meduza,
Że tyle tutaj kłębi się gości,
Każdy zamienia się wręcz w intruza,
Lecz złość, niestety, szkodzi piękności.

21.
Ryb masa sprzęty w klubie pogięła,
Powykrzywiała też mocno ściany,
Wokół panował totalny nieład,
Skutek tych zdarzeń był opłakany.

22.
Po zakończeniu rybiej wizyty
Spojrzała Jadzia w swoje zwierciadło
I zobaczyła, trzęsąc się przy tym,
Że jej oblicze mocno pobladło.

23.
Znikły rumiane odcienie skóry,
Piękne jej ciało się odmieniło,
Na swej powierzchni z dołu do góry
Białe, jak papier, wnet się zrobiło.

24.
Meduza zaraz wpadła w panikę,
Trzeba odzyskać dawną urodę,
Podjąć kurację z dobrym wynikiem,
Nawet gdy trzeba opuścić wodę.

25.
Właśnie okazja się nadarzyła,
Bo z góry radę jej dała mewa:
„Żeby się skóra przyrumieniła,
Trzeba na słońcu się powygrzewać”.

26.
Chcąc jak najszybciej stracić swą bladość,
Płynie Jadwiga raźno ku plaży,
Tam zaraz sobie przywróci radość,
Gdy się na słońcu trochę posmaży.

27.
Niepomna jednak wielkich zagrożeń,
Jakie przynoszą słońca promienie,
Opuszcza szybko Jadwiga morze,
By się na skórze zjawił rumieniec.

28.
Słońce zaś piecze i nie wybiera,
Kogo grzać mało, a kogo więcej,
Żarem meduzę szybko pożera,
Której się robi coraz goręcej.

29.
Jadwiga jęczy, poci się cała,
Sapie i dyszy, mruczy i wzdycha,
Woda paruje mocno z jej ciała,
Które w minutę na wiór wysycha.

30.
Właśnie przechodził po plaży z mamą
Ciekawy wrażeń mały Kacperek,
Do mamy mówi z miną stroskaną:
„Zobacz, tu leży jakiś plasterek”.

31.
Ta historyjka daje nam radę:
Bywają skutki tego niemiłe,
Gdy ktoś popada w dużą przesadę
I chce upiększać siebie na siłę.