1.
Kiedy jesień się skończyła,
Świat się bielą pól osłonił,
Nowa postać się zjawiła:
Duży, czarny kruk Antoni.

2.
Przybył tutaj wprost z północy
W tej zimowej śnieżnej porze,
W małej wiosce dumnie kroczył
W której czuł się nie najgorzej.

3.
Zaraz szybko tu na polach
Zaprowadził swoje rządy:
„Najważniejsza moja wola,
Moje tu się liczą sądy”.

4.
Przy tym przeraźliwie krakał,
Budząc wokół świat od rana,
Nic dziwnego, że to taka
Postać była nielubiana.

5.
Gdy się zjawiał w zórz odcieniach,
Stukał dziobem w grunt zmarznięty,
Poszukując pożywienia
Nadąsany i nadęty.

6.
Dom urządził sobie spory
Na pokaźnej dość gałęzi,
Spędzał długie w nim wieczory,
Gdy mróz siwy świat uwięził.

7.
Na tym polu inne ptaki
Unikały raczej kruka,
Kiedy stąpał, jak król jakiś
I zmarzniętych nasion szukał.

8.
Zapas ich zgromadził spory
W swoim domu tam na drzewie,
By je w czas zimowej pory
Zjadać, kiedy był w potrzebie.

9.
Niedaleko w polu były
Jemiołuszki cztery małe,
Lecz zbyt wątłe miały siły,
By nasiona w ziemi znaleźć.

10.
Kiedyś więc się odważyły,
By o pomoc prosić kruka,
Pod dom jego wnet przybyły
I do drzwi zaczęły pukać.

11.
Kruk wystawił zza drzwi głowę
I zapytał: „Czego chcecie ?
One rzekły: „Pomóż trochę
Przetrwać mrozy i zamiecie.

12.
Ty swym dziobem tak mocarnym
Wyrwiesz wszystko z dobrym skutkiem,
A nas czeka los dość marny,
Nasze dzioby są słabiutkie.

13.
Więc podaruj nam choć krztynę
Różnych nasion z twych zapasów,
Byśmy mogły w złą godzinę
Do wiosennych przetrwać czasów.

14.
Na to kruk tak odpowiada:
„Od zapasów moich wara !
Ziarno z nieba nam nie spada,
Niech się każdy sam postara”.

15.
Poszły smutne jemiołuszki
Szukać dalej pożywienia,
By napełnić puste brzuszki
I usunąć swe zmartwienia.

16.
Przyszły też do Antoniego
Wygłodniałe trzy sikorki,
By dał ziarna im jakiegoś
Choć niewielkie cztery worki.

17.
Lecz niedobry ten Antoni
Odpowiedział im krakaniem
I sikorki precz przegonił:
„Znajdźcie sobie inne danie !”.

18.
Odwiedziły go też gile,
Co czerwone mają szale,
Mówią: ”Masz jedzenia tyle,
My nie mamy go zaś wcale”.

19.
Lecz Antoni znów narzeka,
Domu swego chroniąc progi,
Każe prędko im uciekać,
Lecieć prosto tam, gdzie głogi.

20.
W mroźną noc do domu kruka
Też przyleciał kos zziębnięty,
W drzwi z uporem mocno puka,
Chciał wziąć nasion za dwa centy.

21.
Lecz kruk rzecze rozbudzony:
„Ja nikogo w noc nie proszę,
Sen zakłócasz mi spokojny,
Zabierz sobie takie grosze”.

22.
Wprost do kruka lecą pliszki,
Mówią: ”Daj choć kilka ziaren,
Bo nam marsza grają kiszki,
Wokół jadła nie ma wcale”.

23.
Kruk plecami się odwraca,
Obojętne są mu pliszki:
„Pora wam w głąb lasu wracać,
Tam możecie znaleźć szyszki”.

24.
Po nich się pojawia zięba
U wrót domu Antoniego,
Trudno w śniegach i przeręblach
Znaleźć ziarnka ślad jednego.

25.
Lecz i ziębie kruk odmówił,
Rzekł jej: „Po co chcesz mieć długi ?”
Mówiąc szczerze, to nie lubił,
Gdy ktoś prosił o przysługi.

26.
Nie oszczędził los tej zimy
Również wróbla szarawego,
Więc przyleciał z pól równiny,
By poprosić Antoniego.

27.
Tak mu rzecze: :Kruku drogi,
Choć ziarenko daj skosztować,
Zmarzły mi potwornie nogi
I schłodziła mi się głowa”.

28.
Lecz Antoni jest nieczuły
Na te wszystkie prośby ptaków,
Chociaż mrozy ziemię skuły
I żyć trudno z ziaren braku.

29.
Aż tu nagle dnia pewnego
Przyszła wielka zawierucha,
Wicher szalał na całego
I powalił drzewo kruka.

30.
Porwał także wszystkie ziarna
Ze spiżarni złego kruka,
Antoniego dola marna,
Próżno by ich teraz szukać.

31.
Wszystko to obserwowała
Pewna stara, mądra sowa,
Rzekła: „Nie chciał innym dawać,
Teraz będzie sam głodować”.

32.
A wy, drodzy czytelnicy,
Wiedzcie, że nic nie skorzysta
Ten, kto z nikim się nie liczy
Taki skąpiec-egoista.