1.
W pewnej szafie modrzewiowej,
Gdzie jest wełna, plusz i tiul,
Ciesząc się dość dobrym zdrowiem,
Mieszkał sobie pewien mól.

2.
Nikt mu tutaj nie przeszkadzał,
Robił wszystko to, co chciał,
Jego celem była władza,
A na imię Leon miał.

3.
Nie był sam w tej szafie starej,
Oprócz niego moli sto
Owładniętych ubrań czarem
Przez tkaniny różne szło.

4.
Apetyty miały spore,
Wszystko mogły zjadać w mig,
Czy nad ranem, czy wieczorem
Do gryzienia miały dryg.

5.
Nikt do szafy nie zaglądał,
Więc tu mole miały raj,
Bo też ubrań w ciemnych kątach
Wisiał stos, jak gęsty gaj.

6.
Co dzień nowych dziur w futerkach
Przyrastało razy dwa,
Kiedy armia moli wielka
Gryzła mocno, gdzie się da.

7.
Również płaszcze, garnitury
Po niedługim czasie już
Miały dosyć spore dziury,
W kurtkach też ucierpiał plusz.

8.
Mogłyby tu tak te mole
Całe wieki sobie tkwić,
Lecz w tym zgodnym, zgranym kole
Pękła wnet przyjaźni nić.

9.
Leon pęd do władzy bowiem
Nieustanny wiecznie miał,
Nie ukrywał, że w tym gronie
Zostać królem moli chciał.

10.
Więc ogłosił dnia pewnego
W mrocznej szafie blisko dna:
„Macie króla tu swojego,
A nim jestem właśnie ja.

11.
Gdy ktoś szafy drzwi otworzy
I nas tępić będzie chciał,
Mogę wtedy się nasrożyć,
Wpaść w szalonej walki szał.

12.
Pod dowództwem mym królewskim
Pokonamy wszystkich wnet,
Potem w marszu tym zwycięskim
Ja na przedzie będę szedł”.

13.
Słysząc tekst Leona cały,
Inne mole spięły się,
Nagle wszystkie gryźć przestały,
Przeczuwając czasy złe.

14.
Leon od nich był sprytniejszy,
Tajny plan obmyślił on,
Żeby w sposób najzwyklejszy
Bez protestów objąć tron.

15.
Widząc, że dla innych moli
Tylko jadło liczy się,
Rzekł, że będą jeść do woli
Tam, gdzie się powiedzie je.

16.
Gdy już szafę ogołocą
Ze wszystkiego, co się da,
On je przeprowadzi nocą
Tam, gdzie inną szafę zna.

17.
Szybko mole uwierzyły
W moc zbawienną jego słów:
„Niech nam żyje Leon miły,
On spełnieniem naszych snów !”.

18.
Tak wznosiły swe okrzyki,
Że aż w szafie powstał szum,
Stawał nagle się wręcz dziki
Łatwowiernych moli tłum.

19.
Zaraz Leon zaprowadził
Wśród poddanych ostry dryl,
Nieposłusznych ostro karcił,
Dyktatorski lubił styl.

20.
Zaraz kazał też tkaniny
Rwać na strzępy całe dnie
I z nich składać mu daniny,
Pochylając przy tym się.

21.
Na dnie szafy skarbiec wielki
Do swej dyspozycji miał,
W nim spoczywał stale wielkich
Strzępków ubrań gruby zwał.

22.
Mole wierne i posłuszne
Zapełniały skarbiec mu,
Pracowały dobroduszne
Bez jedzenia i bez snu.

23.
Gryzły w strzępy co się dało:
Futro, żakiet, spodnie, szal,
Lecz wszystkiego było mało,
Leon coraz więcej chciał.

24.
Wyczerpane pracą mole
Już niewiele miały sił,
Owładnięte przez niewolę,
Gdzie tyranem Leon był.

25.
Wspominały czas miniony
Wśród beztroskich lat i zim,
Gdy jedzenia miały tony,
Nic nie brakło wtedy im.

26.
A król moli bez litości
Kosztem innych w siłę rósł,
Stale wściekał się i złościł,
Znikły: wolność, radość, luz.

27.
Pewnie wszystkie by zginęły,
Już nie mając prawie sił,
Lecz nim dwa dni upłynęły,
Los łaskawy dla nich był.

28.
Do mieszkania wszedł właściciel,
Który nie był tu przez rok,
Pewnie łatwo uwierzycie,
Że niemały przeżył szok.

29.
Ledwie szafy drzwi otworzył,
A tu nagle moli rój
W jednej chwili cały ożył,
Trysnął w górę niby zdrój.

30.
Wszystkie mole wyleciały,
By poszukać nowych szaf,
Tylko w skarbcu swym wspaniałym
Puszył Leon się, jak paw.

31.
A właściciel już nie czekał,
Wszystko z szafy w ogień kładł,
Kresu moli król doczekał,
Bo ten ogień również wpadł.

32.
Tak morał stąd wypływa,
Niech przestrogą dla nas jest:
Gdy ktoś dyktatorem bywa,
Szybko swój znajduje kres.