1.
Dziś nadeszła wreszcie chwila,
By przedstawić wam, kochani,
Postać konia Teofila,
Który lubił ruch bez granic.

2.
Kiedy tylko dzień się zbudził,
Już po stajni chodził wszędzie,
Chciał, by bryczką wozić ludzi,
Biegnąc żwawo w wielkim pędzie.

3.
Nie pogardziłby na pewno,
Gdyby ktoś go wziął do fury,
Aby z lasu wozić drewno
Do tartaku w dzień ponury.

4.
Każda praca mu sprawiała
Zawsze wiele przyjemności
I ta duża, i ta mała,
W świetle dziennym i w ciemności.

5.
Chętnie zawsze wszystkim służył
I poświęcał się z ochotą,
Nikt nie zaznał szkód w podróży,
Kiedy ciągnął wóz przez błoto.

6.
A poza tym ten Teofil
Miał talentów innych wiele,
Choćby ten sportowy profil,
Co ujawniał się w niedziele.

7.
W ten weekendu dzień startował
Na wyścigów konnych torze
I pochlebne zbierał słowa,
Że się spisał nie najgorzej.

8.
A ponadto umiał skakać,
Co nie wszystkie mogą konie,
Przez przeszkody z wdziękiem ptaka
Na trawiastym hipodromie.

9.
Nic dziwnego, że do niego
Wszyscy wokół się garnęli,
Teofila tak zdolnego
Mieć u siebie zapragnęli.

10.
Więc bywało, że Teofil
Co dzień w innej służył roli,
Prawie dwoił się i troił,
By każdego zadowolić.

11.
Aż nadeszła taka chwila,
Że z wielkiego przeciążenia
W prawej nodze Teofila
Wystąpiły uszkodzenia.

12.
Los to sprawił ten okrutny,
Że koń zdolny tak i prawy,
Który nie był nigdy smutny,
Stał z dnia na dzień się kulawy.

13.
Powiedzieli zatem drwale,
Że nie będą tracić czasu,
Teofila nie chcą wcale,
Nie przewiezie drewna z lasu.

14.
Ci, co jego zaprzęgali
Do tych bryczek z turystami
Zaraz też zrezygnowali,
Koń kulawy – to nie dla nich.

15.
A na torze wyścigowym
Czy Teofil biegać może ?
Tam już inny koń jest nowy,
Nikt kulawym nie pomoże.

16.
Na trawiastym hipodromie
Też Teofil nie podskoczy,
Tam już nikt go nie obroni,
Niech gdzie indziej wolno kroczy.

17.
W stajni złości się właściciel:
„Po co koń z kulawą nogą ?”,
Teofila więc o świcie
W świat wygonił, mrucząc srogo.

18.
Poszedł zatem koń w nieznane
Innych szukać miejsc ciekawych,
Tutaj rosę pił na ranem,
Tam poskubał sobie trawy.

19.
Taki był rozchwytywany,
Aż tu nagle w jednej chwili
Stał dla świata się niechciany,
Wszyscy go pozostawili.

20.
Dotarł wreszcie koń znużony
Na brzeg jakiejś małej rzeki,
Ze męczenia, jak zasłony,
Zamykały się powieki.

21.
Zdrzemnął się więc na tym brzegu,
A sprzyjały temu fale,
Które w rzece, w dwuszeregu
Przemieszczały się ospale.

22.
Gdy się ocknął, to zobaczył,
Że tuż obok stoi jeleń,
Trawą się nadrzeczną raczy
I językiem przy tym miele.

23.
„Witaj, koniu” – jeleń rzecze –
„Daj pomyśleć mi przez chwilę,
Tak, już wiem, to fakt, nie przeczę,
Jesteś sławnym Teofilem.

24.
W naszym lesie wieść się szerzy,
Że niewdzięczni i źli ludzie
Już przestali w ciebie wierzyć
I wygnali na odludzie.

25.
Lecz się nie martw, nie trać wiary,
My o twoich krzywdach wiemy,
Wszyscy, tu w tych kniejach starych
Chętnie tobie pomożemy”.

26.
Echo leśne biegnie w głuszy,
Nigdzie nawet nie posiedzi,
Wieścią wszystkich chce poruszyć,
Że Teofil las odwiedził.

27.
Zbiegły zaraz się zwierzęta
Z drzew i z krzaków, z mchów, zarośli,
Jakby były jakieś święta,
Pragną konia tu ugościć.

28.
Przywitały go, jak brata,
Przyjacielsko, bardzo mile,
Ale zaraz myśl się wkrada:
Co zrobimy z Teofilem ?

29.
Już nie może przecież dłużej
Poniewierać się i błąkać,
Brnąć przez bagna i kałuże,
Iść po polach i po łąkach.

30.
Kiedy sobie tak dumali,
Usłyszeli szelest jakiś,
Co narastał wciąż z oddali,
Aż zadrżały wokół krzaki.

31.
To szumiały skrzydła kruka,
Co po niebie ku nim płynął,
Wylądował przy dwóch bukach
Ze wspaniałą wprost nowiną.

32.
„Dowiedziałem się dziś w mieście” –
Mówi kruk im zadyszany –
„Że w teatrze, mi uwierzcie,
Dość ciekawe mają plany.

33.
Pewien pisarz, co się złościł,
Kiedy poczuł woń tytoniu,
Miał w bogatej swej twórczości
Sztukę o kulawym koniu.

34.
Gdy przeczytał ją reżyser,
Utwór ten go w zachwyt wprawił,
O czymś innym nie chciał słyszeć,
Tylko sztukę tę wystawić”.

35.
„Co ty na to, Teofilu ?”-
Rzekli wszyscy na polanie –
„Choć jest pewnie chętnych tylu
Może rolę tę dostaniesz ?”.

36.
Koń wyboru nie miał wcale,
Mimo przeciwnego wiatru,
Ruszył w drogę, brnął wytrwale
Aż do samych wrót teatru.

37.
Pyta, gdzie jest pan reżyser,
Zaraz chciałby się z nim spotkać,
Rżeniem zburzył głuchą ciszę,
Bo grać chciałby konia postać.

38.
Portier zaraz się buntuje
I podnosi wielkie dłonie:
„Ja teatru sam pilnuję,
Tu nie mogą wchodzić konie !”.

39.
Raptem się reżyser zjawia,
Który słyszał głos portiera,
Z koniem spór go zaciekawia,
Doświadczenia nowe zbiera.

40.
Pyta zatem Teofila,
Czego tu w teatrze sztuka,
Nie najlepsza to jest chwila,
Kiedy grana będzie sztuka.

41.
A Teofil odpowiada:
”Wnet obecność mą wyjaśnię,
Dziwnym trafem tak się składa,
Że ja koniem jestem właśnie.

42.
I to koniem kulejącym,
Który, jeśli pan pozwoli,
Chce na scenie tej wystąpić
W pańskiej sztuce, w konia roli.

43.
Doniesiono mi, że długo
Szuka wciąż pan kandydatów,
Płyną oni długą strugą
Z miast i wiosek, z gmin, z powiatów.

44.
Ale spośród tych przybyłych
Pana nikt nie zadowolił,
Więc się fakty nie zmieniły:
Brak obsady do tej roli.

45.
Czas ucieka, już nadchodzi
Dzień premiery nieuchronnie,
Mógłbym pana los osłodzić,
Będąc w pańskiej sztuce koniem.

46.
Dla mej roli kosztów nie ma,
Trudno mi nie przyznać racji,
I kostiumu mi nie trzeba
Ani charakteryzacji”.

47.
Słuchał konia wypowiedzi
Wciąż uważniej pan reżyser,
A po chwili z ust wycedził,
Przerywając krótką ciszę:

48.
„Chytra z ciebie, koniu, głowa,
Choć o tobie mało wiemy,
Czasem trzeba ryzykować,
Zatem zgoda, spróbujemy !”.

49.
Pierwsze próby pokazały,
Że Teofil to nie gapa,
Aktor z niego doskonały,
Reżysera myśl w lot łapał.

50.
Nic dziwnego, że w tym stanie
Nasz Teofil już niebawem
Zdobył sobie zaufanie
I niemałą również sławę.

51.
Nie zrażajcie się więc wcale,
Gdy coś złego wam się stanie,
Bo się zawsze uda znaleźć
Jakieś dobre rozwiązanie.