1.
Pewien zwinny karaluszek,
Co na imię miał Mariuszek,
Chciał odmienić swój żywocik,
Atrakcjami go ozłocić.

2.
Dosyć miał już przechodzenia
Po mieszkalnych pomieszczeniach,
A po ścianach też bieganie
Nudnym stało się zadaniem.

3.
Kiedy tak mu czas się dłużył,
Zasmakować chciał podróży,
A szczególną miał ochotę,
By polecieć samolotem.

4.
Aby coś w tej sprawie wskórać,
Do podróży doszedł biura,
Patrzy, a tam już od rana
Pełna ofert każda ściana.

5.
Ameryka i Afryka,
Azja z nimi się przenika,
Może być i Australia,
Chętnie gości też przygarnia.

6.
Tutaj przyznać szczerze muszę,
Że gust dobry miał Mariuszek,
Bowiem wybrał z ofert wielu
Taką, co da poznać Peru.

7.
To odległa jednak droga,
Dojść tam nie da się na nogach,
W tamtą stronę i z powrotem
Trzeba lecieć samolotem.

8.
Już nazajutrz karaluszek,
Niby niewidzialny duszek,
Po ulicach się przemykał
Tuż przy ścianie krawężnika.

9.
Śpieszył się, choć było ślisko,
Aby dotrzeć na lotnisko,
Stąd samolot miał odlecieć,
By w dalekim gościć świecie.

10.
Wszedł do holu po cichutku,
Zmierzał prosto pomalutku
Tam, gdzie przejście jest graniczne
I kontrole celne liczne.

11.
A Mariuszek, bez wątpienia,
Dokumentów żadnych nie miał,
Ruchy różne zaczął ćwiczyć,
Żeby jakoś się przemycić.

12.
Los niedobry jednak zdziałał,
Że tuż nad nim wciąż latała
Jakaś wredna mała muszka,
Przeciwniczka karaluszka.

13.
Więc szepnęła do celnika:
„Tu karaluch się przemyka,
Pewnie mocno gdzieś nabroił
I uniknąć chce kontroli”.

14.
Celnik zaraz brwi swe zmarszczył,
Na podłogę stale patrzy,
Szuka na niej, jak szkodnika,
Karaluszka-przemytnika.

15.
Lecz Mariuszek mały, tyci,
Nie chce wcale nic przemycić,
Tylko, jak też ludzi wielu,
Wybrać chciałby się do Peru.

16.
A tymczasem zamieszanie,
Wielkie trwa poszukiwanie,
Karaluszka chcą pochwycić
I strażnicy, i celnicy.

17.
Stoją wszyscy zadziwieni
Podróżnicy zgromadzenie,
Patrzą, co się dzieje wokół,
Gdy celnicy biegną w szoku.

18.
A tam w górze pod sufitem
Ma nastroje znakomite
Wredna muszka, która śmiało
Obserwuje akcję całą.

19.
Pościg nadal trwa celników,
Lecz nie daje on wyników.
Bo po cichy nasz Mariuszek
Przed pościgiem dzielnie uszedł.

20.
By uniknąć spojrzeń straży,
Wskoczył szybko do bagaży
Tak, że nawet wredna muszka
Nie widziała karaluszka.

21.
Po minucie ci, co gnali
Poszukiwań zaprzestali,
Wciąż podróżni tu czekają,
Trzeba też się nimi zająć.

22.
Muszka z miną zatroskaną
Wciąż nie daje za wygraną,
Wrzeszczy z góry, jak w ukropie:
„Ja go jeszcze dziś wytropię !”.

23.
Wnet zerwała się do lotu
Wprost do wnętrza samolotu,
Przeczuwała, że tam w środku
Karaluszka może spotkać.

24.
Karaluszek zaś tymczasem
Wraz z bagażem przebył trasę
Na ogromnym taśmociągu
Wprost do wnętrza samolotu.

25.
Karaluszek lekki, niski,
Przytulony do walizki,
Po szalonych tych zdarzeniach
Zasnął wnet w ładowni cieniach.

26.
Gdy samolot, jak zwierz dziki,
Uruchomił swe silniki,
Spalin wnet wypuścił chmurę
I po chwili wzbił się w górę.

27.
Ryk silników ciszę przerwał,
Karaluszka ze snu zerwał,
Znalazł się w niepewnym stanie,
Kiedy poczuł kołysanie.

28.
Lecz po chwili się domyślił,
Że niczego stąd nie wyśnił,
Że to teraz bez wątpienia
Mknie samolot po przestrzeniach.

29.
Lot był długi, choć łagodny,
Więc się poczuł nieco głodny
Ten cichutki karaluszek,
Chciałby znaleźć choć okruszek.

30.
Wyszedł zatem spod walizki,
Lecz przestrachu wydał piski,
Bo wtem z góry i od spodu
Znalazł się w objęciach chłodu.

31.
Wszystkim tutaj wiedzieć trzeba,
Że choć jest się blisko nieba,
To w ładowni, gdy się leci,
Zimno jest, jak wśród zamieci.

32.
By przed chłodnym zbiec powietrzem,
Karaluszek skrył się w swetrze,
Który był złożony ładnie
Wewnątrz dużej torby na dnie.

33.
Tam też właśnie w zakamarku
Tkwił okruszek po sucharku,
Więc go sobie smacznie schrupał,
Mając w swetrze prawie upał.

34.
Po przygodach takich wielu
Dotarł wreszcie wprost do Peru,
A gdy bliżej się przyjrzymy,
Do stolicy jego – Limy.

35.
Wredna muszka też leciała
I przy wyjściu już czekała,
Bo to była pewna dróżka,
Że znów spotka karaluszka.

36.
Wszystko to bezbłędnie zgadła,
Gdy wycieczka już wysiadła
I zmierzała do kontroli,
On się z luku wygramolił.

37.
Do celnika szepcze mucha:
„Niechaj pan mych słów posłucha,
Tu z wycieczką idzie maluch,
To przebiegły jest karaluch.

38.
Nie ma żadnych dokumentów
I pieniędzy, nawet centów,
Chce się wedrzeć nielegalnie,
Bez pardonu i nachalnie”.

39.
Celnik słów tych nie zrozumiał,
Bo rozmawiać tylko umiał
W swym języku narodowym,
Nie pojmował obcej mowy.

40.
Więc zezłościł się szalenie
Bezustannym tym brzęczeniem,
Machnął ręką tuż przed nosem,
Zgładził muchę jednym ciosem.

41.
Karaluszek zaś bez żalu
Cicho wszedł do autokaru
I z wycieczką wśród dni wielu
Zwiedził prawie całe Peru.

42.
Morał tu przynosi życie:
Marny los ma donosiciel,
A gdy innym ktoś nie szkodzi,
Temu lepiej się powodzi.