1.
W pewnej podmiejskiej zagrodzie
Mieszkała kaczka Anielka,
Co chciała nosić na codzień
Zielone spodnie na szelkach.

2.
Ten pomysł był raczej szalony,
Choć w móżdżku narodził się kaczym,
Więc wszyscy mieszkańcy zagrody
Zaczęli Anielce tłumaczyć.

3.
Mówiły tak do niej indyki:
„Te spodnie są całkiem zbyteczne,
Niedobre przyniosą wyniki,
Bo mogą być niebezpieczne.

4.
Gdy w nogi się twoje zaplączą,
To będziesz zupełnie spętana,
Twe marsze upadkiem się skończą,
Na ziemi poleżysz do rana”.

5.
Szeptały jej cicho króliki:
„Zrozumieć, Anielko, chciej zaraz,
Że pomysł twój całkiem jest dziki,
Nie warto o spodnie się starać.

6.
Ty nóżki masz krótkie i wąskie,
A spodnie są duże, szerokie,
Gdy wejdziesz na dróżki w nich grząskie,
To zmęczysz najmniejszym się krokiem”.

7.
Trzy kury też kaczce radziły:
„Ty lepiej daj sobie z tym spokój,
Te spodnie zabiorą ci siły,
Odejmą ci wiele uroku,

8.
Bo w spodniach tych kaczka, niestety,
Wygląda, rzec trzeba, żałośnie,
Więc wielki twój na nie apetyt
Powstrzymać chciej zaraz, bezzwłocznie”.

9.
Radziły jej gęsie przezornie:
„Posłuchaj ty naszej przestrogi,
Zielone na szelkach te spodnie
Zupełnie pokrzywią ci nogi”.

10.
I kogut z ogromnym grzebieniem
Też wtrącił uwagi swe zaraz,
Piał głośno z niemałym zdziwieniem,
Że kaczka o spodnie się stara.

11.
W zagrodzie dwa konie mieszkały
I do nich ta wieść też trafiła,
W kierunku Anielki zarżały,
By zamiar ten swój porzuciła.

12.
Do tego łaciata też krowa,
Co w jasnej siedziała oborze,
Dodała przestrogi dwa słowa,
Że kaczka być w spodniach nie może.

13.
Ponadto też krewni Anielki
Szeptali z niemałym wzburzeniem:
„Do czego ci spodnie i szelki ?
To tylko przyniesie zmartwienie”.

14.
Lecz takich rad kaczka nie słucha,
Tak bardzo chce spodni na szelkach,
Że na te uwagi jest głucha
Uparta, niezłomna Anielka.

15.
Nazajutrz o bladym już świcie
Przez dziurę się w płocie przedarła,
Jak gdyby walczyła o życie,
Tak mocno do przodu wciąż parła.

16.
Do miasta ruszyła z zagrody,
Po drodze piaszczystej dreptała,
By kupić najnowszy krzyk mody,
Co byłby ozdobą jej ciała.

17.
Przez las chciała drogę tę skrócić,
Więc szła ścieżką krokiem swym kaczym,
Po cichu zaczęła coś nucić,
Gdy raptem zły lis ją zobaczył.

18.
Zastąpił jej drogę i rzecze:
„Ach, witaj, kaczuszko, w mym lesie,
Gdy trochę się ciebie przypiecze,
Wspaniały się zapach rozniesie.

19.
A ja wtedy schrupię w całości
Twe ciało rumiane, gorące,
Na kuchni wśród leśnych zarośli
Niedługo sam ciebie przyrządzę”.

20.
Lecz lisa tych słów tak złowrogich
Nie boi się wcale Anielka,
Do przodu wysuwa wciąż nogi
I mówi o spodniach na szelkach.

21.
Powiada:” Widziałeś, mój lisie,
Jak ktoś kiedyś nosił te spodnie ?
Być może zamarzy też ci się,
By chodzić ubrany tak modnie.

22.
Więc zanim mnie schrupiesz w całości,
Chodź ze mną tych spodni poszukać,
Niemało ci sprawią radości,
Choć zdobyć je trudną jest sztuką.

23.
Te słowa na lisie zrobiły
Niemałe, jak widać, wrażenie,
Bo myśli go wnet opuściły,
Jak z kaczki przyrządzić jedzenie.

24.
Wyruszył więc razem z Anielką
Do miasta leśnymi dróżkami,
Na spodnie ochotę miał wielką
Z modnymi, długimi szelkami

25.
Spotkali przechodniów po drodze
I każdy z nich dziwił się wielce,
Że lis, co drapieżny jest srodze,
Szedł grzecznie przy kacze Anielce.

26.
Na imię ten lis miał Ksawery
I zmienił raptownie myślenie,
Mieć w spodniach chciał łapy swe cztery,
Nieważne już było jedzenie.

27.
Dotarli do miasta w południe,
Znaleźli też sklep ze spodniami,
Świeciły w witrynie się cudnie
Ich spodnie z barwnymi szelkami.

28.
Gdy przyszła do lady Anielka,
Tak śmiało językiem swym kwacze:
„Chcę spodnie zielone a szelkach,
Być nie chcę ubrana inaczej”.

29.
A po niej tak mówi Ksawery:
„Ja chciałbym mieć spodnie czerwone,
Co wejdą na łapy me cztery,
Na szelkach zawisną wygodnie.

30.
Sprzedawca się mocno zatrwożył,
Gdy takie usłyszał żądania,
Bo nikt do tej pory nie stworzył
Trudnego tak przed nim zadania.

31.
Wciąż myśli, czy znaleźć też może
W tym przecież niedużym dość sklepie
Te spodnie w zielonym kolorze,
Co będą pasować najlepiej.

32.
Nie było do śmiechu mu wcale
I dostał od tego aż czkawki,
Bo skąd takie spodnie wynaleźć,
Co miałyby cztery nogawki ?

33.
Ten lis go poważnie przestraszył,
Gdy zęby mu ostre błysnęły,
Ze strachu zbladł mocno na twarzy,
A włosy aż dęba stanęły.

34.
Lecz zaraz swą słabość pokonał,
Anielce więc rzekł i lisowi,
Że zmian w spodniach musi dokonać,
Bo rozmiar ich jest nietypowy.

35.
Czekali więc w sklepie oboje
Skupieni, jak kibic na meczu,
Sprzedawca tymczasem w spokoju
Dokonał moc zmian na zapleczu.

36.
Przycinał i kroił, przyszywał,
Par spodni poświęcił też kilka,
Pracował, aż pot z czoła spływał,
Niejedna minęła więc chwilka.

37.
Minęła już prawie dwunasta
I wreszcie zadrżała kotara,\
Wynurzył się zza niej sprzedawca,
Pokazał, jak bardzo się starał.

38.
Miał w ręku skrojone na miarę
Dwie sztuki tych spodni na szelkach,
Od razu zachwycił tę parą,
Więc radość wybuchła w nich wielka.

39.
Po chwili te zachwyt przeminął
I mocy swej wiele utracił,
Gdy tekst z ust sprzedawcy wypłynął,
Że trzeba za spodnie zapłacić.

40.
Zmartwiła się mocno Anielka,
Zasmucił się także Ksawery,
Przeszkoda zjawiła się wielka,
Bo żadnych pieniędzy nie mieli.

41.
Sprzedawca się jednak zlitował
I dał im te spodnie tak drogie,
Lecz przedtem musieli bez słowa
Posprzątać mu w sklepie podłogę.

42.
Zabrali się zaraz do dzieła,
Ksawery puszysty ogonem
Zamiatał podłogę, jak trzeba,
Od progu po okna zasłonę.

43.
Anielka zaś kaczym swym dziobem
Chwytała śmieć każdy dość zgrabnie
I sobie już znanym sposobem
Do kosza wrzucała przykładnie.

44.
Po szybkim, skutecznym sprzątnięciu
Wciągnęli na siebie te spodnie,
Lecz zaraz po pierwszym stąpnięciu
Nie czuli się wcale swobodnie.

45.
Ruszyli do domów powoli,
Do lasu szli i do zagrody,
Lecz czuli się, jakby w niewoli,
Cierpieli co krok niewygody.

46.
My dalszych szczegółów nie znamy,
Co stało się z kaczką i lisem,
Lecz morał gotowy już mamy,
On pustą wypełni nam ciszę.

47.
Gdy pragniesz ubierać się modnie,
To wziąć pod uwagę też musisz,
Że będzie nie zawsze wygodnie
W tym stroju, co świat cały kusi.