1.
Dziś opowiem wam o jeżu,
Który mieszkał w Sandomierzu,
Tam kwaterę swą założył,
A na imię miał Ambroży.

2.
Dawniej domek miał swój w lesie,
Lecz raz, gdy nadeszła jesień,
Jeż na pomysł wpadł szalony,
By się w miejskie przenieść strony.

3.
A dlaczego ? Powiem szczerze,
Chciał Ambroży być żołnierzem,
W lesie zaś niełatwo wcale
Być sierżantem lub kapralem.

4.
Dnia pewnego tuż o świcie
Zmienił swe Ambroży życie
I nieznaną drogą zmierzał
Wprost do granic Sandomierza.

5.
Tam w ogrodzie przy jabłoni
Wśród wysokich traw się schronił,
A że marsz go mocno znużył,
Zasnął więc po tej podróży.

6.
Sen go zmorzył aż do rana,
A ta dobrze noc przespana
Sił dodała bez wątpienia
Ambrożemu do chodzenia.

7.
Musiał się nadreptać sporo,
Aby dzienną jeszcze porą
Dotrzeć po brukowych kostkach,
Gdzie wojskowa jest jednostka.

8.
Wreszcie dotarł, lecz przy bramie
Zjawia się niespodziewanie
Strażnik, który nie zamierza
Wcale tutaj wpuszczać jeża.

9.
Stanął twardo, brwi nasrożył,
Nie zachwycił go Ambroży:
„Czego szukasz ?” – mówi szczerze –
„Po co wojsku takie zwierzę ?”

10.
Na to mu Ambroży rzecze :
„Wpuść za bramę mnie, człowiecze,
Bo naprawdę mocno wierzę,
Że zostanę wnet żołnierzem”.

11.
A wartownik parsknął śmiechem,
Który tak się odbił echem,
Że aż kapral go usłyszał,
Co się właśnie ku nim zbliżał.

12.
„ O co chodzi ? – kapral pyta –
Kto tu do nas chce zawitać ?
Z wojskiem się niełatwo zmierzyć,
Nam tu nie potrzeba jeży”.

13.
Na to skrzywił się Ambroży,
Przed kapralem się położył
I powiada nie bez żalu:
„Niech pan przyjmie mnie, kapralu”.

14.
Po błagalnych jeża słowach
Kapral nad nim się zlitował,
Rzekł, że w sprawie Ambrożego
Spyta się plutonowego.

15.
Poszli razem jeż z kapralem,
Śmiechu już nie słychać wcale,
W bloku się znaleźli nowym,
Gdzie miał pokój plutonowy.

16.
Gdy wysłuchał Ambrożego,
Rzekł, wciąż patrząc się na niego:
„To nie temat mój i kwita,
Tu sierżanta trzeba spytać”.

17.
Więc we trójkę już ruszyli
I znaleźli się po chwili
U sierżanta w okularach
O szerokich, krzepkich barach.

18.
Sierżant mocno zbudowany
Słuchał ich zakłopotany,
Lecz decyzji swej unikał,
Kazał iść do porucznika.

19.
Tu pominął chorążego,
A uczynił tak dlatego,
Że miał urlop pan chorąży,
Na naradę by nie zdążył.

20.
To już czwórka nam się tworzy:
Trzech żołnierzy i Ambroży,
Idą razem w takim składzie,
Aby udział wziąć w naradzie.

21.
Pan porucznik robił miny,
Patrzył wciąż w regulaminy,
Czy ktoś jakiś przepis stworzył,
By być w wojsku mógł Ambroży.
22.
Wreszcie rzecze po kwadransie:
„Trzeba będzie spytać nam się,
Czy żołnierzem jeż się stanie”,
Myśląc tu o kapitanie.

23.
„Nie chcę działać zbyt pochopnie,
Niech kapitan – wyższy stopniem –
Przejmie sprawę Ambrożego,
Chodźmy zatem wprost do niego”.

24.
Gdy kapitan poznał sprawę,
Zaczął pić nerwowo kawę,
A po chwili rzekł trzy słowa:
„Major musi zdecydować”.

25.
Wyruszyła grupa spora
Z zapytaniem do majora,
Cała szóstka ich tam zmierza,
Aby los przesądzić jeża.

26.
Gdy pan major ich wysłuchał,
Palcem skrobnął koło ucha
I pokręcił nieco nosem,
Po czym rzekł tubalnym głosem:

27.
„Sprawa jest to nietypowa,
Zagmatwana dość i nowa,
I niewiele z niej wynika,
Trzeba spytać pułkownika”.

28.
Grupa już powstała spora,
Powiększona o majora,
Wyruszyła ku wartowni,
Bo tam właśnie stał pułkownik.
29.
Zdziwił się pułkownik nieco,
Widząc, jak ku niemu lecą
Jego znani mu żołnierze
Na dodatek z jakimś jeżem.

30.
Patrząc na to zamieszanie,
Zaraz stawia im pytanie:
„Zagadkowo wyglądacie,
Jaką sprawę do mnie macie ?”

31.
Zaraz rzecze mu Ambroży:
„Niech pan zgodzi się, bym włożył
Mundur na me całe ciało,
By się w wojsku służyć dało”.

32.
Pan pułkownik – tęga głowa –
Odpowiedział w paru słowach:
„Ja nie będę się tu spierał,
Zgodę musi dać generał”.

33.
Tak więc towarzystwo całe
Na spotkanie z generałem
Wyruszyło raźnym krokiem,
Aby dotrzeć tam przed zmrokiem.

34.
W gabinecie generała
Staje więc siódemka cała,
A ten ósmy – to Ambroży,
Który usta wnet otworzył:

35.
„Proszę pana generała,
By szczęśliwy finał miała
Nietypowa sprawa jeża
Pasowania na żołnierza.

36.
A generał rzekł „Mój drogi,
Los tu w armii bywa srogi
I choć w sukces twój nie wierzę,
To już zostań tym żołnierzem.

37.
Jeż ucieszył się szalenie,
Słysząc takie oświadczenie,
Bo też jeżem będzie przecież
Pierwszym wśród żołnierzy w świecie.

38.
A żołnierzy grupa cała
Na naradzie się zebrała,
By przymierzyć się do tego,
Jak też ubrać Ambrożego.

39.
Jeż nieduży jest, jak szczurek,
Musi mały mieć mundurek,
A na małą swą główeczkę –
Mały hełmik i czapeczkę.

40.
Mieć nie buty, lecz buciki
I koszulki, krawaciki,
Pas wojskowy – nie olbrzymi,
Wszystko to w rozmiarze mini.

41.
Trudny zatem powstał temat,
Bo tak małych ubrań nie ma,
A ten jeż Ambroży przecież –
To najmniejszy żołnierz w świecie.

42.
Z bronią kłopot też nie inny,
Same duże karabiny
Noszą wszyscy tu żołnierze,
Co więc począć z takim jeżem ?
43.
Po naradzie w jednej chwili
Jednogłośnie ustalili,
Aby Dział Zaopatrzenia
Wysłał pilne zamówienia.

44.
By wytwarzać od świtania
Nietypowe te ubrania,
Skonstruować, tak od ręki,
Karabinek malusieńki.

45.
A w koszarach po kolacji,
Trzeba przyznać nie bez racji,
Że się kłopot nam wyłania,
Co jeżowi dać do spania ?

46.
Łóżko każde za wysokie,
Jeż by musiał jednym skokiem,
Jak ptak, w górę poszybować,
By na kocu wylądować.

47.
Więc w swą pierwszą noc wojskową
Spał Ambroży nietypowo,
Bo też dano mu posłanie
W kartoniku po śmietanie.

48.
Noc dla jeża była krótka,
Bo ktoś krzyknął „Wstać, pobudka !”
W wojsku dzień się już zaczyna,
Kiedy szósta jest godzina.

49.
Jeż się tym nie zadowolił,
Wolno z łoża się gramoli,
Dawniej, gdy miał swoje kąty,
Wstawał sobie o dziewiątej.

50.
Rozbudzony zaczął ziewać,
Dawniej mógł się powygrzewać,
A tu każą błyskawicznie
Na dwór biec, gdzie nie jest ślicznie.

51.
Tam Ambroży trafił senny
Na szron pierwszy ten jesienny,
Dawniej mógł się w liściach schronić,
Dziś zębami musi dzwonić.

52.
A żołnierze w dwuszeregu
Są gotowi już do biegu,
Dla nich to normalna sprawa,
To poranna jest zaprawa.

53.
Wyruszyli, jak sprinterzy,
Nie jest tempo to dla jeży,
Więc wiadomo, że Ambroży
Biec tak szybko nie nadążył.

54.
Bieg skończony, wśród żołnierzy
Słychać śmiech, ktoś zęby szczerzy,
Bo czekają, niby gapie,
Aż Ambroży tu przyczłapie.

55.
Pan dowódca dość nerwowo
Parę razy kręcił głową,
Słysząc, jak Ambroży jęczy,
W biegu się okrutnie męczy.

56.
Ale oto niespodzianka:
Przyniesiono już ubranka
I mundurek, butków parę
Pasujących mu wymiarem.

57.
Lecz przymiarka, to niestety,
Mogła zabrać mu apetyt,
Ledwo przywdział swój mundurek,
Znalazł w nim niejedną dziurę.

58.
Kolce jeża to sprawiły,
Bo się w mundur całe wbiły,
Więc Ambroży już na dłużej
Ma w dziurawym być mundurze.

59.
Wtem nadchodzi ta godzina,
Gdy się właśnie rozpoczyna
Niedaleko, na polanie,
Sprawdzian, którym jest strzelanie.

60.
Cel od dawna ustawiony,
Każdy mierzy już skupiony
I karabin ściska w rękach,
A na rozkaz wnet przyklęka.

61.
Ale za to nasz Ambroży,
Jak drąg cały się położył,
Bo, tak mówiąc całkiem szczerze,
Klękać nie potrafią jeże.

62.
Każdy żołnierz jest wspaniały,
Bo oddaje celne strzały,
Tylko jeden z nich Ambroży
Na strzelaniu się wyłożył.

63.
Posłał kule, gdzie nie trzeba,
Prosto w pionie, aż do nieba,
Dobrze, że opadły z góry,
Mogły w chmurach zrobić dziury.

64.
Po strzelaniu na polanie
Nowe zjawia się zadanie:
Trzeba na pobliskie wzgórze
Wejść w pięć minut i nie dłużej.

65.
Wszyscy więc ruszyli śmiało,
Trzy minuty im zabrało,
A jeż, robiąc śmieszne miny,
Potrzebował pół godziny.

66.
Utrudzony już Ambroży
W chłodnej trawie się położył
I zrozumiał, że był w błędzie,
Że żołnierzem już nie będzie.

67.
Z tej historii wniosek płynie,
Niech w pamięci nam nie zginie,
Niech zna młody go i stary:
Mierz swe siły na zamiary.