1
Nad afrykańską wielką rzeką
Mieszkał potężny hipopotam,
Nie lubił chodzić zbyt daleko,
Wolał okłady ciepłe z błota,

2,
W czasie upału siedział w wodzie,
Gdzie mu się zawsze dobrze działo
Bo mógł w przyjemnym trzymać chłodzie
Swe prawie trzytonowe ciało.

3.
Była to dusza towarzyska,
Lubił mieć kogoś obok siebie,
Z sympatycznego jego pyska
Tryskało wciąż zadowolenie.

4.
Akurat taki dzień nadchodził,
Co tylko raz się w roku zdarza,
Hipopotama dzień urodzin,
Który do zabaw powód stwarza.

5.
Jest to okazja dla Leona,
Bo tak się zwał ten hipopotam,
Żeby wśród gości swoich grona
Pogadać sobie, poszwargotać.

6.
Wysłał więc Leon zaroszenia
Do zebry oraz do żyrafy,
Do znajomego słonia Henia,
Co większy był niż cztery szafy.

7.
Przybiegła szybka antylopa,
Gdy wieść dostała od Leona,
Duma rozparła ją ogromna,
Że też została zaproszona.

8.
Zaprosił także Leon hienę
I lwa z tygrysem, i szakala,
Krokodyl dostał zaproszenie,
Choć przybyć musiał tu z daleka.

9.
Leon starannie przygotował
Stół pełen jadła i napojów,
Na brzegu rzeki go zbudował
Z drewnianych pni leżących wokół.

10.
Założył sobie z tej okazji
Na swą obszerną grubą szyję
Muszkę utkaną wśród akacji
Przez słynną w dżungli tkaczkę-żmiję.

11.
Goście Leona nie zawiedli,
Zjawili wszyscy się w komplecie
I wokół stołu się rozsiedli,
Bo był do tego powód przecież.

12.
Lecz życzeń żadne z nich nie składa
I siedzi bez jednego słowa,
Milcząca gości to gromada
Nie chce rozmawiać, ni żartować.

13,
Patrzy tak na nich hipopotam
Zdumiony dziwnym zachowaniem.
Usta otworzył niby wrota,
Bo w spore wpadł zakłopotanie.

14.
Oczka ukryte w masie ciała
Wytrzeszczył przy tym zaskoczony,
Bo to, co robi grupa cała,
To nie pasuje na salony.

15.
Zebra wyjęła gdzieś spod brzucha
Tablecik mały, w który zerka,
Kopytem lekko w niego stuka,
A on to piszczy, to znów ćwierka.

16.
Żyrafa zaś smartfona trzyma
Ostrożnie w przednich dwóch kopytach,
Wciąż długą szyję musi zginać,
Bo chce wiadomość w nim odczytać.

17.
Słoń od niej wcale nie jest gorszy,
Trąbą unosi smartfon inny,
To nowy model znacznie droższy
W wersji specjalnej, bo pustynnej.

18.
Z kolei rącza antylopa
Też coś tam dłubie swym kopytem,
Przy sobie trzyma wciąż laptopa,
Chociaż naprawdę to przeżytek,

19.
Bo nowszy typ laptopa miała
Hiena, co lubi zaskakiwać,
Gdyż nie wie nikt, skąd go dostała,
Więc lubi nim się popisywać.

20.
Lew za to dużą miał komórkę,
W jej ekran stale był wpatrzony,
Wargi ułożył jakby w rurkę
I mruczał cicho, rozbawiony.

21.
Tygrys też wszystkim imponuje,
Wyciąga łapą gdzieś spod pachy
Tablet, co wciąż go informuje,
Kto przybył na pustynne piachy.

22.
Szakal telefon komórkowy
Przy uchu łapą trzyma stale,
Mocno przyciska go do głowy,
Tłumaczy komuś coś wytrwale.

23.
Krokodyl również tak, jak inni,
Obraca w łapach tablet biały,
Wpatrzony w ekran, aż się ślini,
Oczy mu nagle zajaśniały.

24.
Patrzy tak Leon na swych gości
Niemal przez całe pół godziny,
Czy aby ci, co ich zaprosił,
Przyszli na jego urodziny ?

25.
Każdy zajęty tylko sobą,
Wpatrzony w obraz na ekranie,
Żyje, jak gdyby żył gdzieś obok,
Stracił nad sobą panowanie.

26.
Nikt z nich nie widzi, co jest wokół
I tylko go interesuje
To, co tak trzyma przy swym boku,
Co mały ekran pokazuje,

27.
Na stole piętrzą się przysmaki:
Pyszne potrawy i napoje,
Lecz zaproszone tu zwierzaki
W ekranach mają swą ostoję.

28.
Odszedł więc Leon zawiedziony,
Zostawił wszystkich swoich gości,
W bardziej przyjemne ruszył strony,
Gdzie może w błocie się wymościć.

29.
Tam pewno lepiej czas mu minie,
Choć okład błotny nie tak czysty,
Zanurzy w rzecznej się dolinie
W ten dzień dla niego uroczysty.

30.
Teraz nam wniosek ten się rodzi:
Kiedy technika nas opęta,
Nikt wtedy życia nie osłodzi,
Będziemy tak, jak te zwierzęta.

31.
Więc w kąt odłóżmy, nawet blisko,
To, co z ekranów tych wycieka,
A wtedy będzie, mimo wszystko,
Łatwiej zobaczyć twarz człowieka.