Cieszy cała się rodzina,
Dziś na obiad jest gęsina.
Danie będzie wnet gotowe,
Trzeba tylko uciąć głowę
Jednej, okazałej gęsie,
Która ma mięsiste piersi.
Wyszły zatem na podwórko
Wczesnym rankiem matka z córką,
By gęś ową szybko schwycić,
Upiec, smakiem się zachwycić.
Gęś Matyldą przez nich zwana
Przeczuwała coś od rana,
Bo nie ufa w swej komórce
Ani matce ani córce.
Kiedy obie się zbliżyły,
By Matyldzie przeciąć żyły,
Ta, jak gdyby na wezwanie
Rozpoczęła swe gęganie.
Usłyszały to kuzynki,
Cztery kury karmazynki,
Słysząc gęsi te sygnały,
Równocześnie zagdakały.
Dźwięki kurzej zgranej paczki
Obudziły wszystkie kaczki,
Które razem w liczbie sześciu
Też mieszkały w tym obejściu.
By Matyldzie przyjść z pomocą
Zakwakały wnet ochoczo.
Zaraz obok jest obora,
Tam ocknęła się krów sfora,
Oburzone gęsi losem
Zaryczały grubym głosem.
Obok kozy się zbudziły,
Meczą wszystkie z całej siły,
Bo, ich zdaniem, nie uchodzi,
By z Matyldy pieczeń zrobić.
Na dodatek w popłoch dziki
Wpadły owce i króliki.
Tłuką mocno swe pośladki
O zagrody i o klatki.
Zrozumiały, że i one

Mogą czuć się zagrożone.
Matka z córką osłupiałe,
Słysząc towarzystwo całe,
Zrozumiały w swej niemocy,
Że potrzeba im pomocy.
Rozwiązanie jest jedyne:
Trzeba wezwać ojca z synem.
Zawołały z tej przyczyny
Całą męską część rodziny.
Zaraz się zaczęły kłócić,
Jak o szyję gęś tę skrócić.
Najpierw ojciec przejął stery:
„Trzeba tutaj nam siekiery”.
Na to temu syn zaprzecza:
”Lepiej jednak użyć miecza”.
Matka zaraz karci syna:
„Lepsza jest stalowa lina”,
Córka inną ma sugestię:
„Zgładźmy cegłą gęsią bestię”.
Tak stanęli, medytują,
Przeciw gęsi coś tam knują,
Lecz ich plany zaraz prysły:
Każdy różne ma pomysły
I nerwowo głową trzęsie,
Jak tu skrócić życie gęsie.
Wreszcie doszli do ugody:
Trzeba wygnać gęś z zagrody,
Na podwórze wyprowadzić,
Tam ją będzie łatwiej zgładzić.
Tak dość szybko uczynili,
Lecz Matylda w jednej chwili
Rozwinęła skrzydła szare,
Wzbiła się na metrów parę,
Popatrzyła w dół z wysoka
I wnet znikła im w obłokach.
Dziś nie dane tej rodzinie
Rozsmakować się w gęstwinie.
Dla tych, co są pewni bardzo
I przestrogą wszelką gardzą
Morał rodzi się ponury:
Na niedźwiedziu nie dziel skóry.