1.
Moi mili, posłuchajcie
Opowieści dziś o Marcie,
Którą była szara foka,
Co bujała wciąż w obłokach.

2.
W głowie jej pomysłów fale
Przelewały się bez miary,
Nic dziwnego więc, że stale
Śmiałe miała dość zamiary.

3.
Dnia pewnego już o świcie
Nagle naszła ją ochota,
By odmienić swoje życie,
Być pilotem w samolotach.

4.
Lecz wiadomo, że pilotem
Nie zostaje się od razu,
Trzeba zgłosić się, a potem
Kurs ukończyć pilotażu.

5.
Popełzała rankiem foka
Przez zarośla prosto z plaży
Wprost do miasta na swych bokach
I zaczęła zaraz marzyć.

6.
Jakie to odbędzie loty
Gdzieś w przestworzach pod chmurami
I dostanie medal złoty
Obsypana zaszczytami.

7.
Lecz tymczasem zadyszana
U bram miasta się znalazła,
Wokół pyta zatroskana
Długich lotów przyszła gwiazda:

8.
„Gdzie znajduje się budynek,
W którym kurs jest pilotażu ?
Szkoda nawet kilku chwilek,
Chcę rozpocząć go od razu”.

9.
Zaskoczeni patrzą ludzie,
Widząc fokę na ulicy,
Która pełza w wielkim trudzie,
Z przeszkodami się nie liczy.

10.
Radzi foce podpowiedzieć,
Dokąd udać się należy,
Lecz już tego nie chce wiedzieć,
Teraz w inny sukces wierzy.

11.
Oto właśnie tramwaj widzi,
A w nim jedzie motorniczy,
Foka spytać się nie wstydzi
I do niego z dala krzyczy:

12.
Też bym chciała, by kierować
Tym tramwajem kolorowym,
Wszystkich jazdą swą czarować,
Po podłożu mknąć szynowym.

13.
Pewnie wszyscy w tym tramwaju
Bez wyjątku sobie życzą,
Bym została w naszym kraju
Pierwszą foczą motorniczą”.

14.
Ludzie jednak jej tłumaczą:
„Zechciej foko to zrozumieć,
Żeby jazdę taką zacząć,
Trzeba przedtem sporo umieć”.

15.
Rzecze zaraz głośno Marta:
„Muszę szybko zdobyć wiedzę,
Jestem dumna i uparta,
W jednym miejscu nie posiedzę.

16.
Zaraz udam się, gdzie trzeba,
Nie czas już po mieście kluczyć,
Zamiast w piasku się wygrzewać,
Jazd tramwajem chcę się uczyć”.

17.
Znów przemierza drogę foka
Tam, gdzie kursy jazdy trwają,
Wtem dostrzega, że z wysoka
Paralotnie opadają.

18.
„Co tam tramwaj” – myśli Marta,
Oto nowe jest wyzwanie,
Nowa się otwiera karta:
Paralotnią sterowanie.

19.
Wspina foka się na wzgórze,
Skąd startują paralotnie,
Chce na własnej poczuć skórze
Urok lotu wielokrotne.

20.
Gdy zobaczył ją z daleka
Cały klub paralotniarzy,
To ze śmiechu prawie pękał,
Że im mogło się to zdarzy

21.
Co też myśli sobie foka,
Że płetwami lotnie chwyci
I poleci w dół z wysoka,
Będzie się sukcesem szczycić ?

22.
Tak też Marcie odradzali,
By przestała o tym marzyć,
Lecz wtem ona gdzieś w oddali
Zobaczyła sznur kolarzy.

23.
Więc im rzekła: „Macie rację,
Bardziej wolę, mówiąc szczerze,
Bliżej ziemi mieć atrakcje
I pojeździć na rowerze.

24.
Z góry zatem spełzła zręcznie
I po chwili pełna wrażeń,
Widząc, jak mkną na rowerze,
Też by chciała być kolarzem.

25.
Przeczołgała się wytrwale
Wprost do klubu kolarskiego,
Tam oparty stał o ścianę
Rower z włókna węglowego.

26.
Cicho sunie foka sprytna,
Wspina wolno się na ramę,
Lecz choć bardzo jest ambitna,
Zerka nagle poza bramę.

27.
Za nią zapach się unosi
I węch foki wnet ogarnia,
Z dala szyld na murze głosi,
Że tam właśnie jest piekarnia.

28.
W tym momencie pomysł nowy,
To następne z Marty marzeń,
Śmiało wpadł do foczej głowy:
Można przecież być piekarzem !

29.
Zagnieść ciasto i formować
Zgrabne chleby oraz bułki,
Ludziom mogłyby smakować
Z dolnej i te z górnej półki.

30.
A do tego powstawały
W fantazyjnych myślach Marty
Wytwarzane przez nią chały,
Ciastka, strucle, pączki, tarty.

31.
Już widziała siebie w środku
Atrakcyjnej tej piekarni,
Lecz szef rzecze jej:”Mój kotku,
Efekt prac twych będzie marny,

32.
Tutaj do wyrobu ciasta
Są potrzebne silne ręce,
A co z ciała ci wyrasta ?
Te dwie płetwy i nic więcej”.

33.
Foka tym się nie zraziła,
Bo po chwili była w lesie,
Tam warczała groźnie piła,
Której dźwięki echo niesie.

34.
Trwała właśnie praca drwali,
Czas podcinać stare drzewa
I na ziemię jej powalić,
By sadzonki móc zasiewać.

35.
Foka zaraz pomyślała:
Praca to nietrudna wcale,
Już gotowa była cała,
Aby zaraz zostać drwalem.

36.
Lecz jej złudzeń pozbawili
Wszyscy tu obecni drwale:
„Zmykaj, foko, w jednej chwili,
Nie utrzymasz piły wcale”.

37.
Tą wędrówką już zmęczona
Powróciła na swą plażę,
Tutaj znów, gdzie woda słona,
Mogła żyć wśród innych marzeń

38.
I czas spędzać na kąpielach
Tam, gdzie woda morska, czysta,
W towarzystwie przyjaciela,
Czyli morsa Ewarysta.

39.
Taki morał płynie zaraz,
Że ci zrobić nic nie mogą,
Co próbują zawsze na raz
Chwytać dziesięć srok za ogon.