1.
Dinozaury wyginęły
Lat milionów temu dwieście,
Więc nikt nie wie, skąd się wzięły
Dziwne stwory w pewnym mieście.

2.
Trzeba przyznać, to nie były
Krasnoludki ani karły,
Lecz ogromne wielkie bryły,
Dwa potężne dinozaury.

3.
Mogło zdarzyć się, że jajo
Przez lat wiele tkwiło w piachu
Cicho sobie tam leżało
Bez zagrożeń i bez strachu.

4.
Pewnie były to dwa jaja,
Co się w piachu już źle czuły,
Bo z nich w samym końcu maja
Dinozaury się wykluły.

5.
Pierwszym z nich był stwór zielony
Z niebieskimi skrzydełkami,
Nogi grube, jak balony,
Ogon z tyłu był schowany.

6.
Kształt podobny miał do smoka,
O nich mówią liczne baśnie,
Wielki nos miał koło oka,
To był Wujcio Tomcio właśnie.

7.
Drugi z nich miał inny kolor,
Bo częściowo był brązowy,
Ale również miał miejsc sporo
W tonie barw pomarańczowych.

8.
Ogon jego był dość krótki,
Jednak dłuższy niż ten rybi,
Dinozaur to grubiutki
O imieniu dźwięcznym Bibi.

9.
Miał jedynie cztery zęby,
Ale ostre, jak nożyczki
I potężne niby dęby,
Zgrzytające, jak pilniczki.

10.
Gdyby spojrzał w twoją stronę,
To ze strachu w bok byś skoczył,
Bo spojrzenie to szalone,
Kiedy ma się żółte oczy.

11.
Bibi lubił jeść bez przerwy,
Co zobaczył, zaraz łykał,
Kiedyś połknąć chciał konserwy,
Które znalazł gdzieś w koszykach.

12.
Wujcio Tomcio wnet go zganił,
Że nie patrzy, co chce zjadać,
Przecież puszek z konserwami
Wprost połykać nie wypada.

13.
Drogi Bibi, ty mój druhu,
Z tym jedzeniem, to uważaj,
Chyba nie chcesz nosić w brzuchu
Niepotrzebnych ton żelaza.

14.
Dinozaury dwa chodziły
Przez dzień cały po tym mieście,
Restaurację zobaczyły,
Bibi wtedy rzekł : „Nareszcie !”.

15.
Wpadł do środka z głośnym rykiem,
Zrobił pewnie to z radości,
Lecz zbyt głośnym swym okrzykiem
Wnet wypłoszył wszystkich gości.

16.
Pusto zaraz się zrobiło,
Bibi spojrzał na stoliki,
Tam od potraw się roiło,
Wśród nich same smakołyki.

17.
Bibi rzucił się łapczywie
I połykała wszystko wokół,
Mruczał tylko dobrotliwie
Z dzikim blaskiem w żółtym oku.

18.
Zjadł leżące tam buraki
I brokuły, bob i groszek,
Przede wszystkim zaś ziemniaki,
Których wielkim był smakoszem.

19.
Zmiatał wszystko, jak leciało,
Puste stały się stoliki,
Wypił soczki i kakao,
Jajka zjadł i naleśniki.

20.
Wujcio Tomcio mu tłumaczył:
„Jeśli będziesz tyle wchłaniał,
To o ziemię brzuch zahaczy,
Gruby zrobi się, jak bania”.

21.
Ledwo wyszli z restauracji,
Którą Bibi ogołocił,
A już innych moc atrakcji
Przed oczami mu się złoci.

22.
Oto widzi, że z daleka
Zbliża się samochód jakiś,
Błyszczy jasna się plandeka,
Pod nią leżą zaś ziemniaki.

23.
Bibi ruszył sam do przodu,
A kierowca uciekł w strachu,
Zajrzał więc do samochodu,
A tam parę ton ziemniaków.

24.
Bibi zrobił piękną minę,
Mlasnął tylko swym jęzorem,
Łyknął wszystko przez godzinę,
Bo łakomym był potworem.

25.
Wujcio Tomcio był zmartwiony,
Że ten Bibi tak żarłoczny,
Zjadł ziemniaków cztery tony,
Ludzi w mieście zapas roczny.

26.
Bibi jednak nie chciał słuchać,
Co też Wujcio Tomcio gada,
Stale szepcze mu do ucha,
Że jeść tyle nie wypada.

27.
Bibi nadal mknął po mieście,
Strasząc swym wyglądem wokół,
Aż zanurzył się w agreście,
Który sobie rósł gdzieś z boku.

28.
Na ten widok łyka ślinkę,
Agrest smacznym jest owocem:
„Zjem tu wszystko przez godzinkę,
Przy tym nawet się nie spocę”.

29.
Dinozaur ten łakomy
Już Wujciowi daje znaki,
Że agrestu połknie tony,
Obgryzając wszystkie krzaki.

30.
Nadaremnie Wujcio woła:
„Słuchaj Bibi, łakomczuchu,
Krzak ten kolce ma dokoła,
Pokaleczy cię na brzuchu.

31.
Do Bibiego nie dociera
Wujcia Tomcia ostrzeżenie,
Do agrestu się dobiera,
Wchodząc w krzaków ostre ciernie.

32.
Nagle stanął nieruchomo
I spogląda na swe ciało,
Widzi z miną zasmuconą,
Że coś brzuch mu podrapało.

33.
Los Bibiego w takiej chwili
Nie wygląda zbyt ciekawie,
Teraz leży, cicho kwili
Z podrapanym brzuchem w trawie.

34.
Płynie stąd nauka cała
I do młodych, i do starych,
Że na szkodę swoją działa,
Kto w jedzeniu nie zna miary.